683 myśli w temacie “Nie napinać się

  1. „Wpieprzył by człowiek komuś i się odreagował, ale i na to siły nie było – to dopiero potrzask życiowy!”

    Krysiu, ostra babka z Ciebie i z poczuciem humoru! Mój ideał, bo ja lubię taki żywioł…;-)

    Wydaje mi się, że my Polacy jesteśmy skłóceni między sobą, a okupant się tylko cieszy z tego. Celowa robota wiadomych palantów. Być może nie wiemy jak okupanta wykopać z Ojczyzny i dlatego „skaczemy sobie do gardeł”, co jest głupie.

    Samych Serdeczności!

    1. Czy świat, jaki znamy, istniałby bez owadów?
      Absolutnie nie – i to twierdzenie udowadnia w bardzo naoczny sposób Sebastian -nasz Szaman XXI wieku.
      Film warty przemyśleń.

      Ostatnio mówimy o karmie, o powracaniu nierozwiązanych problemów i błędów ludzkich, w tym i tych poczynionych Przyrodzie.

      Jedno z moich przemyśleń zainspirowanych poniższym filmem:
      W ostatnich dekadach człowiek stosując wszelkiego rodzaju chemię wybił bezpowrotnie AŻ 80% OWADÓW.
      Zagłodził tym samym Ptaki, których liczebność drastycznie spadła.
      Teraz ponoć ludzkość stoi przed widmem światowego niedoboru żywności, czyli głodu.
      Zewsząd płyną informacje, że głód wywoływany jest sztucznie.

      Moje pytanie brzmi:
      skoro człowiek tak samo sztucznie(chemią) wybił 80% owadów, przerywając łańcuch pokarmowy dla wielu innych gatunków zwierząt, które umarły z głodu, to czego się teraz bezmyślny człowiek spodziewa?
      Dobrobytu i dostatku?
      Tak ponoć karma nie działa.

      Jeszcze jedno mi ten film unaocznił.
      Kręcimy się cały czas wokół ludzkiego nosa.
      Czy dlatego, że nie chcemy wiedzieć i przyznać się, że poprzez inwazyjną gospodarkę rolną ziemię pokryliśmy grubą warstwą zabitych owadów, ptaków i to całkiem niepotrzebnie?
      Tylko dlatego, że jakiś pożyteczny owad albo ptak znalazł się w zasięgu opryskiwaczy.

      Czy człowiek jest ważniejszy od pszczoły?
      Po obejrzeniu tego filmu odpowiedź nie jest taka jednoznaczna.

  2. Asiu, najnowszy film z Gary Danielsem z 2022 (też lubisz Garego).
    Przed chwilą dopiero znalazłem zwiastun na YouTube. Gary ma obecnie 59 lat (9 maja miał urodzinki), ale wciąż jest „jednym z topowych zakapiorów kina akcji” i trenuje.
    Widzę, że tam też gra Louis Mandylor.
    Nowy film z Garym. Zwiastun:

    .https://www.youtube.com/watch?v=1xPKO2MymZE

    1. Ooo, w tym filmie z Gary Danielsem też gra Daniel Baldwin. Nie poznałem Baldwina. Bardzo się zmienił. Twarz się zmieniła.
      Tutaj drugi zwiastun tego filmu, gdzie w głównych rolach są wymienieni: Gary Daniels, Louis Mandylor i oczywiście Daniel Baldwin. Są nawet ciekawe aktorki. Ta blondyna, całkiem, całkiem very cute;-) W końcu jakiś film z 2022 z Gary Danielsem. To dobrze, bo myślałem, że Gary wycofał się z filmu i tylko trenuje:-)

      .https://www.youtube.com/watch?v=r5DSKF4tgwM

  3. „Wydaje mi się, że my Polacy jesteśmy skłóceni między sobą, a okupant się tylko cieszy z tego”

    I to jak!
    —–
    Jak sie tworzy podziały. Czy świadomie, czy nieświadomie, to już inna historia. Podział na linie „reptylską” i „anielską”.😁

    Oglądałam wczoraj Wglądy Duchowe, odcinek o transfuzji i grupach krwi. W pewnym momencie Dorota zaznacza, ze nie ma znaczenia grupa krwi, ważna świadomość, po czym kontynuuje i dodaje, ze grupa krwi „0” i B”” pochodzi od reptyli i annunakow, a grupa „A” od ras szlachetnych. Dokładnie użyła tego określenia „rasa szlachetna”. Rożne grupy krwi, ale reptylską kość ogonową maja wszyscy!😂
    Ciekawe czy do „A” zaliczyła Plejadian.😁 Gwoli sprawiedliwosci, nadzieja jest. Wedlug Doroty posiadacze grup „0” i „B” zawsze mogą przeistoczyć sie w piękne smoki.

    https://www.rodzice.pl/najrzadsza-grupa-krwi/

    1. Fragment powyższego artykułu
      Procentowo rozkład grup krwi [w Polsce] przedstawia się następująco:

      Grupa krwi A Rh+ (32%)
      Grupa krwi 0 Rh+ (31%)
      Grupa krwi B Rh+ (15%)
      Grupa krwi AB Rh+ (7%)
      Grupa krwi 0 Rh- (6%)
      Grupa krwi A Rh- (6%)
      Grupa krwi B Rh- (2%)
      Grupa krwi AB Rh- (1%)

    2. „Cztery z dziesięciu najczęściej kupowanych książek w Japonii w 2008 r. były o krwi. Konkretnie o czterech grupach ludzkiej krwi, czyli: 0, A, B i AB, oraz o tym, jak wpływają one na osobowość człowieka.[…]

      Większość Japończyków ma krew grupy A. Ale uważają się, że tylko ludzie z grupą krwi 0 mogą zostać najlepszymi dowódcami, bankierami, politykami i zawodowymi sportowcami. Bo osoby z krwią grupy 0 to wojownicy. Potomkowie łowców, najstarszych ludzi na ziemi.[…]

      W potęgę krwi wierzy się w Japonii bardziej niż w horoskopy w zachodnim świecie. Wiele przedsiębiorstw zatrudnia specjalne firmy, które zajmują się ketsu-eki-gata, czyli dobieraniem personelu pod kątem właściwych proporcji grup krwi. Japońska moda nakazuje kupować produkty spożywcze, ubrania czy kosmetyki dla posiadaczy konkretnej krwi. Niektóre kobiety poszukują partnerów z taką, a nie inną grupą krwią. A dzieciaki w przedszkolach też rekrutuje się w oparciu o ich krew. Japonia ma już nawet całkiem nowe określenie na szykanowanie z powodu niewłaściwej grupy krwi – bura-hura.[…]

      Najstarsza z ludzkich grup krwi, czyli 0, powstała 40 tys. lat temu. To tzw. krew łowców, żywiących się mięsem upolowanych zwierząt. Grupa krwi A (z genem roślinożercy) wykształciła się 25 tys. lat temu. To krew rolników. 15 tys. lat powstała grupa B, czyli krew koczowników. A dopiero 10 wieków temu mieszana i rzadka grupa AB.”

      https://polskatimes.pl/zew-krwi-czyli-kariera-zapisana-w-tetnicach/ar/82635

      1. „Krew grupy B mają głównie mieszkańcy kontynentalnej Azji. Dominującą grupą krwi wśród mieszkańców Ameryki Południowej i Środkowej jest grupa 0. Praktycznie wszyscy obecni mieszkańcy tego kontynentu, którzy mają indiańskich przodków (w Kolumbii stanowi to 99 proc. obywateli), posiadają grupę krwi 0. Krew tej grupy występuje często także wśród australijskich Aborygenów, a w Europie u potomków Celtów. Najmniejsze występowanie grupy krwi 0 stwierdzono w Europie Wschodniej i Azji Środkowej.”

      2. „Najstarsza z ludzkich grup krwi, czyli 0, powstała 40 tys. lat temu.

        Te 40 tys. lat to według oficjalnej, narzuconej odgórnie, ciągle jeszcze jedynie słusznej historii początków ludzkości. 😉

        Bo jak to się ma do nie nagłaśnianych medialnie badań potwierdzających, że anatomicznie współczesny człowiek pojawił się w zapisach skamieniałości już jakieś 200.000 lat temu. Nie mówiąc już o tym, że wszystko to mogło się stać duużo wcześniej, tylko na razie nie ma na to dowodów. 😉

      3. Ziarno, tu moze chodzić o przybliżoną date modyfikacji i powstanie nowych grup krwi, a nie o historie początków ludzkości. Być może własnie 40 tys lat temu odbył sie pierwszy eksperyment z „mieszaniem we krwi”. No, ale nie twierdze, ze tak jest. Nie wykłócam sie.😉
        Grupy krwi, to jedno. Mamy jeszcze haplogrupy DNA.

      4. Spoko, Kalino, nie odbieram tego jako wykłócanie. 🙂
        Moja uwaga też przecież nie miała tego na celu. Wszyscy wiemy, ile różnych przekłamań naukowych nam się serwuje i tak naprawdę już nie wiadomo, co jest prawdą, a co fikcją. 😉

  4. Nowo wybrany prezydent Kostaryki Rodrigo Chaves Robles (od 8 maja 2022 pełni funkcję 49. prezydenta Kostaryki)
    cofa mandat ciosu: „Od dzisiaj… każde działanie podjęte przeciwko każdemu, kto nie chce być zaszczepiony, jest działaniem sprzecznym z prawem”.

  5. Film z 1907 roku o tańczącej świni. Film oczywiście koloryzowany, bo to film z 1907 roku, czyli staroć filmowa. Dzisiaj w 2022 roku mamy kabarety, ale wtedy w 1907 też mieli. Nie różnimy się bardzo od Ludzi z tamtych czasów. Zobaczcie ten film. Jaka bzdura 😁 Dobrze, że nie jadam od lat wieprzowiny, bo po obejrzeniu tego tańczącego prosiaka nie miałbym sumienia wcinać kiełbasy 🤣🤣🤣

    A tak na serio, to my Ludzie żyjący obecnie nie różnimy się zbytnio mentalnie od tamtych. To mnie przeraża, że ludzkość stoi w miejscu 😉 Nie jesteśmy cywilizacją i dłuuuugo nie będziemy 🤣:

    .https://www.youtube.com/watch?v=BU4W858uiGY

    1. Inni niż inni. Ciekawe o czym myślisz.
      Noga z tego samego ciała co ręka a jest inna. Ręka od nogi nie wymaga chwytania a noga od ręki chodzenia. Jednak mogą współpracować gdy mają jednomyślność co do biegania, jako wspólnego działania, mimo że każde robi swoje, inne zadanie w tym samym czasie.

    2. A wschód słońca bajeczny. Tak bardzo na północnym wschodzie wschodzi latem a na północnym zachodzie zachodzi. Inaczej niż zimą, gdy wschodzi na południowym wschodzie i zachodzie na południowym zachodzie.
      Jak tu się połapać w kierunkach, gdy w okolicach 22 czerwca słońce na północnym biegunie nie wschodzi i nie zachodzi i na jednej wysokości krąży wokoło? Biegun magnetyczny nie pokrywa się w geograficznym, to może chociaż kompas nie będzie kręcił się w kółko. Pozostaje zegarek wskazówkowy który południe wskaże południe. Co ja plotę, w każdym kierunku będzie południe. Ale coś na pewno wskaże. Południki się zdaje.

    3. Widzi mi się, że Zegarmistrz nadał różne funkcje poszczególnym elementom tego zegarka. Może jest tak, że gdy mamy te tzw nieciągłości a więc nie działamy z Ducha, to nie wiemy czego chcemy i każda trybka czy wskazówka, chodzi byle jak. Nastaje haos. By ten haos uporządkować, zjawia się jakiś król i wymyśla sobie swój system, przypisując różnym częściom różne funkcje i np robi z zegarka parę małych czołgów. Ludzie się zgadzają, bo myślą że lepszy czołg niż kupa złomu.

      W drodze rozwoju świadomości, każdy element odkrywa swoje pragnienia, które mogę być inne od pragnień sąsiada a jednocześnie mają część wspólną. Są takie co się pokrywają. Pokój ma Ziemi, dobrobyt dla wszystkich. No i te niby różne pragnienia mogą się okazać zazębiającymi się i tworzącymi tą powirloną część marzeń. Nastąpi współpraca.

      Ten okres obecny widzę w dwóch wersjach. Pierwsza, ta duchowa prawda mówi mi, że właśnie są rozmontowywane stare schematy działania, sztucznie stworzone; by jakiś czołg mógł jechać; po to by zwolnić miejsce dla nowej współpracy dla np zegara.
      Druga wersja dotyczy planów władców matriksa, którzy rozmontowują kilka małych dziurawych klatek, by zrobić jedną dużą szczelną.
      To w której się znajdziemy, zależy wyłącznie od każdego z nas. Co nie musi znaczyć że obie przyszłości są dostępne na Ziemi. Ziemię czeka dobrobyt jak mniemam i znajdzie na niej miejsce kto zechce w drodze rozwoju odkryć i iść za głosem Zegarmistrza, który jest w każdej trybince i wszędzie.

    4. „W trakcie rozwoju zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy inni niż inni. Będzie coraz trudniej tworzyć wspólnoty”.

      Jak to trudniej?
      Wariaci z wariatami, ,,normalni” z ,,normalnymi”.
      Opcjonalnie, przejściowo wariaci z ,,normalnymi”.
      Jednoczyć się musimy, bo choćby był milion i każdy w pojedynkę, to ściągną nas z tej ziemi, jak gnidy z włosów.

      Chyba już wystarczy podziałów dzieci w piaskownicy, z których porobiono naparzające się drużyny: jedni z żółtymi, drudzy z czerwonymi wiaderkami.

      Nie jesteśmy inni tylko RÓŻNI!
      W milionie drzew tego samego gatunku drzewo od drzewa różni się jedynie ułożeniem korzeni i korony.
      Potrzeby i cele mają identyczne.

      Tylko człowiek tak zdurniał, że dał się wpędzić w pułapkę egocentryzmu, atomizacji i myślenia o sobie jako o jedynym, unikatowym okazie w British Museum, w którym i tak prawie wszystkie eksponaty pochodzą z kradzieży z innych kultur.

      Miłego!

  6. „…że jesteśmy inni niż inni”

    Spodobalo mi sie to, TAW 🙂

    Jest ktos tutaj, kto sie dobrze czuje z samym soba?

    Czy ktos byl kiedys z samym soba, intymnie, sam na sam, choc przez chwile?

    Ale mowie w sensie, ze przyszedl ktos do siebie i sie z nim zapoznal. Przyszedl jako nieznajomy do siebie samego. I sie zapoznal ze soba samym.

    Kiedy pobylem sam ze soba, to okazalo sie, ze sie nie znalem wczesniej. Poznalem kogos zupelnie innego, w momencie jak pobylem z nim, z tym mna. Nie jestem pewien czy moglbym zyc z tym mna. Sam ze soba. Chyba jest to zbyt skomplikowany typ, cholernie twardy charakter, zeby ktos mogl z nim zyc tak naprawde z wlasnej woli. Jeszcze kurwa jaki egoista 🙂 Nawet egocentryk miejscami. A pierdoli, ze ma tyle rzeczy opanowane. Prozny i przy tym wygadany. Ignorant z pretensjami do wiedzy. Ciagotki hedonistyczne miewa. Niestabilna moralnosc, musi go przyprzec do muru, zeby cos zrozumial. Kompletnie nie wyciaga wnioskow z wlasnych porazek. Wszystkie porazki zyciowe mial na wlasne zyczenie. Tylko sie urodzil w takim ukladzie, ze mu na sucho uchodzi wszystko co spierdoli. No debil! 🙂

    1. Tomku, super Gość z Ciebie. Przynajmniej ja tak Ciebie postrzegam tutaj na blogu.
      Szczery ze Sobą jesteś i wyluzowany. Nie napinasz się. Konkretny, charakterny facet bez kompleksów, który jednocześnie zna swoje słabe i Mocne strony.

      Dobra, dosyć tego słodzenia, bo jak mężczyźni sobie słodzą, to może się to komuś z zewnątrz wydać niestosowne, wielce podejrzane i niepasujące do norm społecznych 🤣🤣🤣🤣

      Trzymaj się!

      1. Mtw – dziekuje, dziekuje! 🙂 Z takich mocniejszych stron, to poki co odpuszczam sobie ten moj za duzy bebech i cycki od piwa bo mam prawie codziennie upierdliwa erekcje poranna, ktory podtrzymuje mnie na „duchu mlodosci”, tylko spac nie daje.
        Ostatnio mowie ludziom tez nieraz bardzo szczerze z centrali co czuje. To rozbraja, lamie te maski programowe w ludziach. Najwyzej wychodze w czyims mniemaniu na wariata, bo na pedzia (w przypadku facetow) nie wygladam, bynajmniej.
        A propos to poznalem na weselu ostatnio u znajomych dwoch pedziow, ktorzy sa ze soba ponad 20 lat. Inni 🙂 ale kurde w ciekawy sposob, oczywiscie nie moglem sie opanowac i z ta moja aparycja przestepcy porobilem sobie z nimi jajcarskie zdjecia, zeby puscili w obieg zdjec przeslanych mlodym na pamiatke. Bedzie zdziwko bo tam jednego za cycka trzymam, jak przezywali oooo matko 🙂 🙂 Cos niesamowitego jak ta ich miekkosc nie pasowala mi do skafandrow, choc oczywiscie wygladali mega zadbanie. No potwierdzili to co juz wiem, ze dla nich nie jestem atrakcyjny bo jestem zbyt brutalny po prostu.

        N Ś – a cos Ty, po co sie licytowac 🙂 Ja tylko dokonalem samozapoznania na innym poziomie i no, taki zajebisty jednak wcale nie jestem… Wiekszosc jednak mowi, ze nie da sie mnie nie lubic, takze moze nie jest tragicznie. Ja siebie jednak poznalem bardziej, niz ktokolwiek i no khm… staram sie siebie lubic, zebym mogl innym pomagac glownie. Bo jakos ze soba bym sie moze nie zadawal, gdybym nie byl soba, a mial byc ze soba.

    2. Ja się czuję bardzo dobrze sama ze sobą. Nie mam wielkiej potrzeby gadania, zwłaszcza uprawiania tego, co w angielskim określa się jako „small talk” czyli takiego gadania o niczym. Nigdy nie byłam w tym dobra i nawet nie próbuję tego zmieniać. Tak więc, nie mam zadatków na bycie duszą towarzystwa. 😀 😀
      Wręcz przeciwnie, na dłuższą metę towarzystwo mnie nudzi, co nigdy się nie zdarza (nudzenie się) gdy jestem sama ze sobą. 😉

      Od jakiegoś już czasu znam i praktykuję bycie samej ze sobą intymnie, jak to określasz, ale moje odkrycia nie są tak spektakularne jak Twoje, więc raczej nie będę się nimi chwalić. 😉 😀 😀

      1. ” … Tu uczucie samotności i takiego czegoś, że nie ogarniam i nie pasuję do tego świata. Człowiek chce dobrze, chce być uczciwy i pomocny, a dostaje po tyłku….”

        To bodaj najtrudniejsze z wyzwań, przed jakimi stają ludzie.
        Jeśli da się dostrzec jakieś błędy, które się popełniło, to łatwiej ogarnąć zdumienie zaistniałym stanem rzeczy.

        Ale przy braku błędów trudno pojąć, że nadmierna wrażliwość, chęć pomocy, bycie nadmiernie tzw. dobrym to też błąd.
        Oduczyć się bycia wrażliwym?
        Widzieć, słyszeć i odczuwać mniej?
        Tego się nie da.
        Można jedynie, (po takich obuchach) próbować uczyć się najpierw poznawać ludzi, a dopiero potem oferować im całego siebie.
        Tyle, że ta nauka trwa przez całe życie – „falowanie i spadanie”.

        Można też równolegle mieć z tyłu głowy stwierdzenie naszego Tawcia, że ludzie, którzy nas zawodzą, tworzą dyskomfort, są jedynie narzędziem w ręku sił blokujących, hamujących przejawy wznoszenia się.

        Jak wiele jest różnych uwarunkowań, przewałów energetycznych wokół nas, tak wiele jest sposobów, prób wyjaśnienia.
        Bo mózg musi to sobie jakoś wyjaśnić, by znaleźć względny spokój.

        Jedno jest pewne; potrzebujemy czasu i ciszy, by z naszych wewnętrznych dysput wykluła się rezonująca z nami odpowiedź, jakieś wytłumaczenie.
        I to takie, które nie będzie mumią egipską ciągnącą za sobą bandaże żalu, smutku, urazy, bo te ani nam, ani światu wokół nas nie przynoszą pożytku.

        Absolutnie nie chcę tu uchodzić za jakiegoś mędrca; wrzucam jedynie moje przemyślenia odnośnie jakże często doświadczanego przez nas, chyba wszystkich, dyskomfortu wynikającego z nieoczekiwanych zdarzeń i sytuacji w relacjach między ludzkich.

        Jeszcze jedno kiedyś Tawcio powiedział: „żyjemy w olbrzymim Kotle Kosmicznej Zupy”.
        Nigdy nie wiadomo, kiedy i gdzie znajdziemy się między tysiącem gotujących się składników tej Kosmicznej Strawy 🙂 🙂

        Miłego!

      2. Przestrzeń dociska coraz bardziej i z każdego z nas wychodzą teraz różne nieciągłości, praca z którymi nie jest łatwa. A smutek, jak mówi Monika Rajska, jest objawem umierającego drugiego poziomu treści.

        Monika ma nagrać materiał o depresji, a tymczasem ciekawie wyjaśnia temat tak zwanych alergii.

    3. Mam podobnie Jasność ale nie będziemy się licytować kto ma większe „zasługi”. Było, minęło, taka przygoda. Trzymaj się.

      1. Cóż, moje procesy to, jak śpiewała Kora, „falowanie i spadanie”, przy okazji zawiodłam się na koleżance, której ufałam. Obserwuję i czytam Was, ale rzadko się odzywam, bo czuję jakiś wewnętrzny smutek w sobie i mam potrzebę być sama ze sobą. Tu uczucie samotności i takiego czegoś, że nie ogarniam i nie pasuję do tego świata. Człowiek chce dobrze, chce być uczciwy i pomocny, a dostaje po tyłku….. zdrawiam

    4. Jasność….. jakby tu powiedzieć. Jesteś jak człowiek współczesny, pełen sprzeczności.😉😜 My wszyscy zresztą tez.😜
      ***Nie pamiętam, gdzie to wyczytałam, ale spodobało mi się.

      1. Jasność jest piękną czystą cudowną duszą. Jak my Wszyscy. Każdy z nas jest w swoich osobistych procesach. Każdy na innym etapie, stąd pewne tarcia pomiędzy nami 😉

        Przestrzeń ciśnie, dociska i wyciska.

      2. „Jasność jest piękną czystą cudowną duszą”

        Tytulem wyjaśnienia, co by sie nikt z czytających nie obruszył. Moj komentarz miał formę żartobliwą.😉 Wszyscy jesteśmy pełni sprzeczności, bo w procesie wszyscy doświadczamy (albo doświadczaliśmy) rozmaitych stanów emocjonalnych i psychicznych i różnie sobie z nimi radzimy.😁😛 Raz lepiej, raz gorzej, ale nadal na wozie.😂

      3. Kalina 😉 Wiesz ja sobie z siebie robię jaja, uwielbiam się z siebie wyśmiewać, tak, przesadzam czasem, bo lubie groteskę. Ale sam jestem troche groteskowy, wyobraź sobie kolesia, który tyle lat trenowal ciężarami, który sobie nie odpuszczał i ciągnął na linie holowniczej samochód, jak nie mógł iść na silownię, żeby zrobić swoje. Potrafie wystrzelić skupienie rzędu 15 mm na 50 metrów w 10ciu strzałach, i… potrafię się rozpłakać na jakimś filmie z tych takich komantyczych romediach. Kurwa, ja płaczę na filmach dla… wiesz jakich hahahahha….

      4. TAW, Ty jesteś… ja bym chciał z Tobą zatańczyć!!!
        … Jasność jest piękną czystą cudowną duszą. Jak my Wszyscy. …

        Jesteś wyjątkowy jak każdy inny…, mueee hahahhahaah!!!!…
        Nie wiem, czy skojarzyliście ten warsztat, poczucie humoru TAW, osobiście jestem zauroczony potęgą poczucia humoru TAW. To jest bezpośredni dowód na inteligencję TAW. Poprzez poczucie humoru. Wysublimowanie tego aspektu jest jednoznaczym dowodem na wspomniany aspekt.

    5. „Jest ktoś tutaj, kto się dobrze czuje z samym sobą?”

      Czy sie dobrze czuje sama z soba? Oto jest pytanie! Na pewno LUBIE BYC SAMA. Odczuwam wtedy blogi spokój. Nie przepadam za tłumami. Mecze sie na uroczystościach rodzinnych i dużych imprezach. To jest tak, jakbym absorbowała energie innych, ich problemy, kłopoty, zderzała sie z ich poglądami i to jest dla mnie bardzo meczące. A przecież mam co robić! Moj własny wewnętrzny ogródek wymaga regularnego pielenia!😁 A moze to jednak część osobowości? Lubię ludzi, ale nie jestem w stanie z nimi przebywać zbyt długo. Wiem, ze sa „za plotem, za ścianą, po drugiej stronie ulicy”, „pod telefonem”, „pod e-mailem”. Lubie z nimi zamienić kilka slow, wymienić sie informacja, spotkać sie raz na jakiś czas, ale spotkania co tydzień, to nie dla mnie. Moi rodzice spotykali sie co tydzień albo dwa w gronie tych samych znajomych (jako dziecko lubiłam gości, a juz szczególnie gdy przychodzili do nas z moimi rówieśnikami). Kiedyś żałowałam, ze ja tak nie potrafię, ale…. no coz…. taki dziwak ze mnie, nic na to nie poradzę.😁 Lubię chłodne rześkie poranki i ciszę. Kiedy wszyscy jeszcze śpią albo dopiero się budzą ja sobie siedzę w swoim mini ogródku, zamykam oczy i słucham odgłosów natury.
      Dziwak jak nic!😂

      1. „wyobraź sobie kolesia, który tyle lat trenowal ciężarami, który sobie nie odpuszczał i ciągnął na linie holowniczej samochód, jak nie mógł iść na silownię, żeby zrobić swoje. Potrafie wystrzelić skupienie rzędu 15 mm na 50 metrów w 10ciu strzałach, i… potrafię się rozpłakać na jakimś filmie z tych takich komantyczych romediach. Kurwa, ja płaczę na filmach dla… wiesz jakich hahahahha….”

        Boże, jacy my Tomku podobni troszkę jesteśmy. Też mam w sobie sprzeczności. Też trenuję i nie odpuszczam sobie konkretnej serii ćwiczeń, które akurat mam zaplanowane na poszczególne dni tygodnia (mam swój własny plan treningowy, który z czasem w miarę postępów ćwiczeń modyfikuje). Jestem w tym uparty/zdyscyplinowany, ale ja to lubię. To dla mnie przyjemność, hobby. Nie boję się żadnych karków na ulicy i do dwóch obcych kolesi w Pubie podszedłem i zwróciłem uwagę, że za głośno się zachowują używając wulgaryzmów na cały lokal, a jednocześnie Wzruszam Się Na Filmach o Pięknej Subtelnej Miłości. No Kuźwa! Nie płaczę na tych filmach, ale mam kuźwa „szkliste oczy”, kiedy widzę parę okazującą sobie Miłość i Czułość 🙂 Jestem pod tym względem cholernie Romantyczny, konserwatywny i uczuciowy facet, a jednocześnie w tematach erotycznych nie ma dla mnie tematów tabu.

      2. Mtw – 🙂 🙂 🙂
        Kiedys bylismy w takim klubie, troche jak te stare dancingi, co TAW wspomnial. Muzyka glownie 80te / 90te lata. Grupka naszych znajomych i nagle 4rech takich szukajacych wyrywajacych sie laduje centralnie do naszych Dziewczyn. Wytrzymalem gdzies 15 minut, podszedlem i ich wyprosilem. Kolesie oczywiscie tacy po ponad metr osiemdziesiat po sto kilo. Powiedzialem, ze nie chce mi sie za duzo tlumaczyc i maja opuscic nasze koleczko bo spokojnie powiedziane na ucho „zabije was wszystkich”. Wyszli z knajpy i slad po nich zaginal hahah. Dziewczyny troche zdziwione byly, ale juz mnie znaja z roznych akcji ochronnych. Tylko sie dziwili jak takie cztery duze sztuki sie mogly mnie tak wystraszyc.
        Juz przestalem katowac skafander niepotrzebnym ruchem, przeszlo mi po prostu bo przerobilem pewne programy. Oczywiscie taki tryb zycia w mlodym wieku bardzo cialo ustawia i hartuje. Tylko mam kilka pokuntuzji, ktore mi sie odezwa jeszcze cos czuje. Przesadzalem z ciezarami i to bardzo. Rozwalilem sobie takze nadgarstki trenujac na twardym worku i desce… esz.

        Jesli chodzi o wzruszanie sie to, mysle sobie, jest normalne. Facet moze byc bardzo wrazliwy, mimo to potrafiac byc radykalny i stanowczy w decyzjach. Jesli jestes empata, to tak jest.

      3. „Juz przestalem katowac skafander niepotrzebnym ruchem, przeszlo mi po prostu, bo przerobilem pewne programy”.

        W moim przypadku akurat to nie są programy. Trening jest moją pasją/hobby i ja przy tym wypoczywam. Sprawia mi to przyjemność. Robię to dla Siebie. Jednak nie katuję się. Mam plan treningowy. Jest to przemyślane i rozsądne. Trening hantlami mam rozsądny, bez wariactwa i dziwactw, ale systematyczny, przemyślany. Tak samo trening sztuk walki. Kiedyś trenowałem nawet dwie godziny intensywnie na worku treningowym (wcześniej w tym samym dniu robiąc rozciąganie, gimnastykę i wchodzenie po schodach w dużym bloku na ostatnie piętro plus długi spacer po lesie), kopiąc, boksując, wykorzystując uderzenia kolanami i łokciami. Teraz takich treningów nie robię, bo nie mam czasu. Planuję jednak taki maraton na worku treningowym robić w niedalekiej przyszłości.

      4. Kalino, duszą jestem w tym samym klubie, albo podobnym. Lubię być sama, poranki na rowerze dodają energii na cały dzień.
        Serdeczności łączę.

    6. Jestem szczęśliwa sama z sobą, nareszcie! Bo zawsze moje poczucie szczęścia uzależniałam od kogoś tam… Najlepiej czuję się sama ze sobą, chyba tak mam od dziecka poniekąd. Jak tak analizuję swoje życie, to miałam swój alternatywny świat, w którym rozumiałam siebie i rozmawiałam ze sobą i nie tylko, bo wymyślałam sobie postaci, z którymi rozmawiałam i było w porządku i nic mi nie było trzeba, do tego dobra książka, wspaniała przyroda lub niekoniecznie…

    7. „Jest ktoś tutaj, kto się dobrze czuje z samym sobą?”

      To zależy, co u ciebie oznacza dobre samopoczucie.
      Jak uważasz, że istnieją ludzie bez wadziorów, to przebywając z sobą będziesz zawsze walił się po łbie.

      A jeśli z każdego towarzystwa: wrażliwca, twardziela, hipokryty, człowieka obiektywnego, oszusta, poczciwca, głupiego, mądrego, głupio-mądrego, cwaniaka, altruisty, domatora, podróżnika, instynktowca zwierzęcego i homo niby sapiens – jeśli z tego towarzystwa potrafisz i lubisz znaleźć coś dla siebie, to będziesz się dobrze czuł.

      Ja tam z tymi ludźmi, czyli ze sobą mam dobre komitywy, co nie oznacza, że nawzajem pierdzimy sobie same ochy i achy.
      Bywa spokojnie, zadziornie, prostacko i mądrze.
      Jak w życiu, w którym największą stałą jest jego zmienność.

      To by było tyle n.t. przebywania Krysi z Krysią.
      Na razie…, 😀 😀

      A bo to ja wiem jakim novum się jeszcze okażę dla siebie jutro?
      Na pewno lepszym…, a czy w mądrości, czy w głupocie to powiem wam jutro wieczorem.

      Miłego!

  7. Gregg Braden sprzed 2 dni – o transhumanizmie, ai oraz jak się połączy stan alfa ze stanem beta to wyjdzie stan gamma, który czyni cuda.

  8. „Jest ktoś tutaj, kto się dobrze czuje z samym sobą?”

    Jestem sama ze sobą od wielu lat, to bardzo trudny proces…
    Umieć milczeć na okrągło i tylko w głowie ciągłe dialogi nie cichną.
    Trudno jest siebie lubić a jeszcze trudniej kochać przyglądając się sobie naprawdę… Trudna jest też ta dyscyplina dnia codziennego, bo wszystko na okrągło i tak samo i w ciszy i samemu. Czasem muzyka nawet przeszkadza…
    Nie nudzę się, wręcz przeciwnie, mam poczucie, że za dużo „muszę”, bo nikt za mnie nie zrobi…
    No właśnie, idę po łopatę i do rooty! (roboty?) odkopać brzózkę z kamieni, bo mi moja ukochana zaczęła przysychać

    1. Lelu, ja od 4 lat jestem sama i bardzo lubię tę swoją samotność.
      Kocham pracę w ogrodzie, kocham swoje codzienne rozmowy ze Źródłem, lubię czasem pogadać telefonicznie.
      Mieszkam z córką i jej rodziną, więc jak mam potrzebę porozmawiania, to mam z kim rozmawiać.
      Ale jak my tu na blogu piszemy, oni tematowo nie jadą w moim zaprzęgu.😄
      Lubię rozmawiać z drzewami i innymi moimi roślinkami.
      Trudno jest mi się zmuszać do rozmów na tematy związane z matrixowymi sprawami, ja żyję w matrixe tylko tyle ile muszę, czyli ulotnie.😄
      Najważniejsze jest, by być dobrym, szczęśliwym i radosnym CZŁOWIEKIEM.
      Serdecznie wszystkich pozdrawiam z miejsca, które daje mi radość, czyli z ogrodu.

      1. Niestety skończyły się czasy tak zwanych dancingów. Jeszcze w latach 90. dancingi były w każdym mieście. Dziś dancingi celowo zlikwidowano, by osamotnić Słowian. Obecnie Słowianie sami muszą się zorganizować.

        Naród, który przestaje tańczyć – ginie.

      2. „Niestety skończyły się czasy tak zwanych dancingów”.

        W moim mieście jedna z większych dyskotek upadła już kilka lat temu. Wtedy był kryzys w Polsce (teraz też jest) i sporo młodych wyjechało z kraju.
        Lubiłem tamten lokal taneczny i nawet subtelną Dziewczynę tam kiedyś poznałem, co rzadkością jest na Dyskotekach (bo na Dyskotekach też cwaniary były szukające tylko sponsora). Miła i ładna blondynka. Był w moim mieście też elegancki, zadbany Pub, który lubiłem, ale upadł już kilka lat temu. Podobno nie dali rady finansowo utrzymać lokalu. Wtedy był w Polsce kryzys, ale teraz w sumie też jest.

      3. Dancingów jako tako nie znam, ale pamiętam, jak zmieniło się chodzenie na imprezę w soboty czy niedziele. Dzieciarnia po prostu oblegała kluby i ludziom się odechciewało chodzić, a krótko potem już zwyczajnie nie mieli czasu ni ochoty przez niewolniczy zajob. Pamiętam, że w mojej okolicy potem specjalnie dla „starszej” grupy otwierano kluby, dla ludzi koło 30-stki i starszych, bo dorośli się nie mogli po prostu już bawić z tymi dzieciakami. Chociaż ja w sumie też praktycznie byłem wtedy dzieciakiem, 10 lat temu to było. Po wsiach gdzieniegdzie się coś jeszcze organizuje, z tego co wiem.

      4. Znam miejscowości, gdzie organizowane są potańcówki na głównym placu miasta. I nie jest to ruch oddolny. Włodarze to organizują.

      5. Co prawda nie dancing, lecz kurpiowska potupajka, ale zawsze coś;)):

        „Regionalne Centrum Kultury Kurpiowskiej im. ks. W. Skierkowskiego w Myszyńcu zaprasza na potańcówkę na ludową nutę. Wstęp na wydarzenie będzie darmowy, dlatego tym bardziej warto się wybrać i dobrze zabawić w gronie znajomych i sąsiadów.
        – Potańcówka odbędzie się przy dźwiękach kapel kurpiowskich, które porwą do tańca – zapraszają organizatorzy.
        Kurpiowska Potańcówka w Myszyńcu odbędzie się 15 sierpnia 2022 r. w Wiacie Biesiadnej przy ul. Dzieci Polskich 2. Początek o godz. 19.00”.

        W tych stronach ludzie jeszcze czasem tańczą na festynach, muszą tylko sobie na odwagę zapodać kapkę swojskiej krzakówki;)

      6. „Niestety skończyły się czasy tak zwanych dancingów. Jeszcze w latach 90. dancingi były w każdym mieście….”

        Ło matko, dancingi!, w Olsztynie!
        W restauracji „Pod Żaglami” na Pieniężnego albo w „Andromedzie” koło Planetarium!
        Co większa knajpa – odbywały się dancingi w soboty.

        Nie było stodołowego spędu tzw. dyskotek, decybeli rozwalających resztki mózgu i agresywnych dla oczu migających świateł.
        Były do wyboru: prywatki (kanapki, picie rozmowy i tańce) albo dancingi z prawdziwymi zespołami muzycznymi.
        Tam już się nie szło w katanie i dziurawych na kolanach riflach albo wranglerach kupionych w Peweksie za roczne oszczędności.
        Może i by człowiek przez pół roku zaoszczędził, ale który student wytrzyma przez tyle czasu bez imprez.

        Nosił człowiek te spodnie, aż się poprzecierały…, a dziś z uśmiechem patrzę, jak chłopcy i dziewczęta noszą takie same, tyle że kupione w sklepie…, już z dziurami na kolanach 🙂

        To też swego rodzaju symbol epoki.
        Ja też chodzę czasem w „dziurawych” spodniach – ale oryginałach! 😀 😀 😀

        Miłego!

      7. „Nie było stodołowego spędu tzw. dyskotek, decybeli rozwalających resztki mózgu i agresywnych dla oczu migających świateł”.

        Krysiu, ja w tym tzw. techno party brałem udział jakieś 6 lat, te światła i dźwięki są do programowania ludzi, jeszcze na telebimach wrzucają podprogowe sekundowe migawki typu martwe delfiny. Te światła w połączeniu z narkotykami i alkoholem budzą w ludziach agresję o seksie jak z filmów porno nie wspomnę raz pojechałem tam na trzeźwo i było wielkie bum ja pierdolę co tu się wyrabia ja jestem w piekle tak czułem, a jeszcze spotkałem w tym czasie polskiego egzorcystę, który grał z najlepszymi DJ. Na świecie próbowali opętać duszę jego nowo narodzonej córki takiego DJ. Jak West bam większość zna, a to czarna dusza. Ten egzorcysta też mi otworzył oczy, co się dzieje na love parade w Niemczech. Krysiu, czy ty jesteś z Olsztyna.

      8. „Krysiu, ja w tym tzw. techno party brałem udział jakieś 6 lat”.

        Łukaszu, ja nie chodziłem na imprezy techno, tylko na Dyskoteki, a to kolosalna różnica, jeśli chodzi o muzyczny repertuar. Na dyskotekach, na które chodziłem, była puszczana różna muzyka, np. muzyka pop, muzyka taneczna (ale nie techno) i ballady do wolnego tańca:-) Nie mieszajmy dyskotek z imprezami techno.

        Najlepiej jednak się czułem na Zlocie Fanów grupy Depeche Mode we Wrocławiu, bo Byłem Wśród Swoich i czuło się Energię Wspólnoty. Ci co się znają na DM, to wiedzą, że fani zespołu muzycznego DM organizują od lat tzw. Zloty Fanów Depeche Mode. Są to imprezy na których fani tej konkretnej grupy muzycznej mogą się spotkać, poznać i bawić się przy muzyce swojego ulubionego zespołu.

        Już nie jestem fanem DM, bo bez Alana Wildera DM nie ma już tego „pazura muzycznego” (teraz wolę zespół De/Vision). W tamtym okresie byłem jednak zagorzałym fanem DM i super się czułem na takim zlocie. Wielu fajnych Ludzi poznałem, Dziewczyn i Chłopaków. Czuło się energie, że jestem wśród swoich, bo łączyła nas muzyka Depeche Mode. Moją ulubioną płytą Depeche Mode było „Music for the Masses” i szybko poznałem innego fana na zlocie, co też akurat tę płytę lubił najbardziej. Zanim trafiłem do TAWerny to udzielałem się na kilku forach Depeszowskich w Polsce. To było bardzo dawno.

      9. „Łukaszu, ja nie chodziłem na imprezy techno, tylko na Dyskoteki, a to kolosalna różnica, jeśli chodzi o muzyczny repertuar”.

        Radek, ja też chodziłem na wiejskie zabawy z zespołem, teraz nawet nie słychać w mojej okolicy o takim czymś. Po szkole nawet organizowałem z kumplem takie zabawy, załatwialiśmy pozwolenie w gminie i trzeba było zgłosić na policję, a jeszcze pozwolenie na alkohol, strasznie dużo biurokracji na zwykłą potańcówkę. A na koniec i tak ludzie powiedzieli, że zarobiliśmy kasę na nich. Po paru razach zrezygnowaliśmy, to mieli znów pretensje, czemu nie robimy, bo by potańczyli. 😃

      10. „Moją ulubioną płytą Depeche Mode było „Music for the Masses””

        Nazwa tej płyty podobno była żartem/dowcipem, bo DM nigdy raczej nie grali muzyki dla mass. Wiadomo, odnieśli kolosalny komercyjny sukces, po swojej późniejszej płycie „Violator”, ale wcześniej DM chociaż znani, nie byli typowym zespołem pop. Grali melodyjnie, ale byli jednak awangardą. Płyta „Music for the Masses” jest Piękną, melodyjną płytą, z szeroką paletą delikatnych i ładnie brzmiących barw/brzmień. Ma super tajemniczy trochę klimat i można się zrelaksować. Mam trochę korzeni Duńskich, a ta płyta była nagrywana w studiu w Danii, więc może dlatego tak mnie ujęła muzycznie. Tutaj cały album do słuchania na YouTube. Pięknie się słucha w nocy, kiedy jest zachód słońca. Płyta „perełka”:

        .https://www.youtube.com/watch?v=bJ0pNTSFZfA

    1. „Lekarz i pielęgniarka oraz młoda osoba otrzymująca szczepienie – to rewers wyemitowanej w czerwcu przez Watykan monety kolekcjonerskiej o nominale 20 euro”.

      Nawet, droga Dziewanno, już się nie chce strzępić języka w tym temacie.
      Może tylko tyle, że wtykan już wprost daje ludziom do zrozumienia, po której stronie i za czyim interesem stoi.
      A to dziwne, bo zawsze stawał w opozycji do widocznych oznak upadających systemów; teraz sam podmywa swoje gliniane nogi.

      Miłego!

      1. Krysiu Droga, a kto Uny wtyk..an utrzymywał
        jak nie ludki ogłupiałe.

        Zamiast …Stój – wytrzymaj to ludek głupi
        szybko daje… za rzekome uzdrawianie ponoć duszy..
        Jedni karwa trują ciało, inni ducha..

        Rzesz..om tak trudno NaRODom wyjaśnić.
        Rence opadajom …

        „Za czym kolejka ta stoi?
        Po szarość, po szarośc, po szarośc
        Na co w kolejce tej czekasz?
        Na starość, na starośc, na starośc
        Co kupisz, gdy dojdziesz?
        Zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie
        Co przyniesiesz do domu?
        Kamienne zwątpienie, zwątpienie

        Bądź jak kamień, stój wytrzymaj
        Kiedyś te kamienie drgną
        I polecą jak lawina …”

        Krystyna Prońko – Psalm stojących w kolejce

        .https://www.youtube.com/watch?v=aU-3t8Wav7U

      2. „Krysiu Droga, a kto Uny wtyk..an utrzymywał
        jak nie ludki ogłupiałe”.

        Wszyscy, droga Justynko, byliśmy ogłupiali.
        Jak nie w tej, to w innej dziedzinie życia narodowego.
        Gdybyśmy byli mądrzy, Polska nie stałaby okupantem dojącym nas dla obcego interesu.

        Taka jest prawda, tylko nie każdy z naszego pokolenia chce ją zobaczyć, a co dopiero głośno powiedzieć, że daliśmy się ogłupić.
        Bo daliśmy się.
        Ważne, że mamy tego świadomość i możemy o tym powiedzieć naszym dzieciom, choć to dla nich niewielka pociecha.
        Ale przynajmniej uczciwość, a nie zaprzaństwo, które szuka winy wszędzie, lecz nie u siebie.

        Tak to jest, droga Justynko.

        Miłego!

    2. „Krysiu, czy ty jesteś z Olsztyna”.

      Olsztyn znam jak własną kieszeń.
      Spędziłam tam kilka lat na „naukach”, a że człek nie żyje samą nauką, to logika – poznawało się różne „olsztyńskie skróty”, oj! i takie z których wracało się po trzech „bekhendowych” dniach 😀 😀 (tak, grzbiety rąk wspomagały szympansi chód powrotu na chatę 😀 😀 😀 )

      Warmia i Mazury to moje rodzinne strony, konkretnie pochodzę z miasteczka Pasłęka (80 km od Olsztyna). I z piękną historyczną tradycją i położonego w bardzo malowniczych stronach.
      Ech, drogi Słowianinie, a kto nie będzie zachwalał gwiazd, pod którymi się urodził i miejsca, które wtedy one oświetlały?

      Odnośnie dyskotek. Zdarzyło mi się również być na takowych.
      Masakra.
      Ja ją odczuwałam nie dlatego, że mam 150 lat, ale dlatego, że mogłam porównać z innymi imprezami.
      Wiesz, co jest najgorsze? to, że dzisiejsza Młodzież nie ma k….a porównania. Myśli, że taki styl zabawy to jedyny i zresztą Oni w tym się urodzili; uważają, że tak było zawsze.

      A z tej miłej strony.
      Znajomi lub ludzie z Rodziny, z którymi przebywałam na takiej dysce (jasne, że sporo młodsi i pewnie dlatego wcielający się w rolę nadgorliwej obstawy dla Krysi ) zawsze „załatwili dedykację” u DJ – mój ulubiony utwór, który uwielbiałam tańczyć „w swoim stylu” 😀 😀
      No po prostu odpływałam!…, artystycznie rzecz jasna 🙂

      .https://www.youtube.com/watch?v=TR3Vdo5etCQ

      Miłego!

      1. Krysiu, można powiedzieć, że jesteśmy sąsiadami, ja też mam 80 km do Olsztyna, ale od strony Warszawy. W Olsztynie bywałem co roku na juwenaliach studenckich, chociaż nie studiowałem. Pasłęk również znam, a Warmia i Mazury to moje tereny, dużo rodziny mam w Szczytnie, kocham te jeziora pochowane w lasach Krysiu.

  9. Aniu, ja już nieco więcej ponad dekadę i całkiem sama, nie ma że ktoś jest za ścianą czy na piętrze… dlatego wiem jakie to trudne, choć zawsze powtarzam, że lubię być sama ze sobą. Tłumy, koncerty itp to już nie dla mnie. Natomiast to oczywiste, że człowiek nie powinien żyć sam jak pustelnik. A jednak ja tak mam. Po coś… Tylko właśnie po co?
    33

    1. ” … Natomiast to oczywiste, że człowiek nie powinien żyć sam jak pustelnik. A jednak ja tak mam. Po coś… Tylko właśnie po co?”

      Zawsze, droga Lelu, można sobie wytłumaczyć, tylko jak już brakuje argumentów, bo wszystkie narzucone lub wymyślone przerobiliśmy, to trzeba dokonać zmiany.
      Choćby małej zmiany, by nie zapaść się w sobie, by kiedy przyjdzie chęć wyjścia „do świata”, nie wydać mu się dziwnym.

      A człowiek tak, jak szybko akomoduje się w nowej sytuacji, tak samo łatwo „skleja się” z utartym szablonem (wiem po sobie), który początkowo wydaje się dobry, bezpieczny, ale z biegiem czasu zaczyna nużyć swoją rutyną, powtarzalnością, jednakową myślą.
      To mózg-szelma, który nie lubi się wysilać mówi: „tak ci dobrze, bezpiecznie, niczego nie zmieniaj”…
      A życie wprost przeciwnie, mówi „zmień coś!, żyj!, a nie tylko trwaj!”

      Oczywiście wiemy, że nie wszystkie dni w roku są takie same.
      Czasem tylko – na szczęście – dopada nas melancholia, pytania o sens.
      Wbrew pozorom to dobry czas, bo inicjuje początek czegoś nowego, sygnał dla zaistnienia choćby niewielkiego wydarzenia, sytuacji.
      Zaistnieją, gdy wyjdziemy im na przeciw.
      Nasze wyjście na przeciw to nasza zgoda.
      Nikt i nic nie przerwie naszej samotności, nie otworzy naszych drzwi, gdy wcześniej nie włożymy klucza w zamek i go nie przekręcimy…

      Miłego!

  10. „Fenomen uzdrawiania tak długo będzie wyłączony
    z nauki medycznej
    jak długo uczeni będą się ograniczać
    do sztywnych reguł
    nie pozwalających im pełniej zajmować się
    zależnościami między ciałem, umysłem i środowiskiem”.

    „Zależność między stanami emocjonalnymi a chorobą
    jest ignorowana”.

    za… Fritjof Capra
    „Punkt zwrotny” – PIW, 1982 rok wydania.

    Dzisiaj już wiemy, że to o to się rozchodzi, żeby
    truć, a nie leczyć .

    Dlatego zważmy na słowa Fritjofa Capry – autora w.w.
    i uważajmy na nasze emocje – stresssy i nie trujmy się… oraz nie pozwalajmy Nas truć.
    Zwłaszcza na nieustający stresss.

    Życie w nieustannym stresie to było przyczyną mojego odejścia z tzw. małŻeństwa..

    Psychologiczne aspekty zdrowia oraz fizjologiczne aspekty zdrowia są nierozłączne..
    Wy..eli…min..ować stresss, a zdrówko będzie cacy..

    1. Justyno, moje życie jest potwierdzeniem /Psychologiczne aspekty zdrowia oraz fizjologiczne aspekty zdrowia są nierozłączne/. Osobiście znam kobietę, która również mogłaby podpisać się pod powyższym zdaniem. Jest jednak jeden warunek, trzeba to uczciwie przed sobą / przed lustrem/ powiedzieć, zamiast biegać po gabinetach lekarskich i połykać, co przepiszą.

      1. Tak Droga Fila .
        Stres powoduje wszelkie niedomagania.
        Napiszę wprost. Często okres nie pojawiał się po pół roku i więcej – a to nerwy. Celowo punktowana byłam na tzw. wkurw, to ciało nie mogło normalnie funkcjonować.
        Dopóty dopóki nie uciekłam.

        Mit zbafffców naRODów wiecznie żywy.
        Tak jest w RODzinach dysfunkcyjnych.
        Jakże ma być inaczej,
        jak sobie podporządkowali tzw. ślubami Nas..

        To wszystko to wymyślone systemy… a Nam zewsząd krzywda..

      2. Usłyszałem dziś o książce
        „Rozmowy z białaczką” – Sylwia Syed
        A po tym pomyślałem, że próbujemy pozbyć się choroby albo innej niechcianej sytuacji, nie interesując się, skąd ani po co przyszła.

        Odszukałem książkę w sieci i przeczytałem darmowy fragment. Gdyby było tego więcej, chyba bym jej nie odłożył aż całą bym na raz przeczytał.
        Wiem tylko tyle, że autorka napisała ją kilka miesięcy po wyleczeniu się.

  11. „Osobiste procesy”

    Moj sen z maja 2022. „Pociągi i rewolucja”

    „Polska. Jadę pociągiem pospiesznym z R. w kierunku Lodzi, takim, jaki pamiętam z lat 70-tych. Razem ze mną koleżanka ze szkoły podstawowej, z ktora się kiedyś przyjaźniłam; potem znika. Pociąg napakowany ludźmi. Zatrzymujemy sie na duzej nieznanej mi stacji pełnej peronów, jakby na pustkowiu, choc dookola drzewa i krzaki; w oddali mnóstwo rozjazdów. Dziwne o tyle, ze ledwo wyjechaliśmy z R., a juz postój. Zapowiada sie na dłuższy. Wychodzę z pasażerami rozprostować nogi. Na peronie tłum i drugi pociąg; ekspresowy (albo pospieszny, ale juz współczesny) również zmierzający w kierunku Lodzi. Odwracam sie na moment. Na peronie robi sie pusto. Pociąg odjeżdża. Jestem rozczarowana. Czuje, ze powinnam byla sie przesiąść (bo szybciej i wygodniej), a nie zdążyłam. Patrze za odjeżdżającym pociągiem i widzę jak po torach szybkim krokiem idzie olbrzymi tłum mężczyzn. Prawie biegną. W rekach trzymają banery. Szczegółów nie moge dostrzec. Obraz rodem z plakatów z lat 30-tych: tlum zdesperowanych robotników idzie domagać sie swoich praw. Pociąg, na który nie zdążyłam, nie moze jechać dalej. Utknął. Drogę zagradza mu tlum. Stoi na rozjeździe, a semafor pokazuje czerwone światło. Wpadam do pociągu, którym przyjechałam i krzyczę: Uciekajcie! Rewolucja! Wszyscy zaczynają uciekać. Ja również. Większość ucieka wzdłuż torów w stronę R., ja natomiast z bagażem (z torbą na kólkach i podręczną) oraz z grupka pasażerów na bok, na pobocze, z dala od torow. Czuje, ze tłum mnie nie widzi, w amoku prze na R. Ide poboczem i kombinuje jakby sie tu dostać do pociągu, ktory przegapiłam. Obserwuję. Tlum juz mniej wnerwiony, choc nadal zwarty. Milczący. Przeciskam sie przez ten tlum. Juz jestem blisko pociagu. Budzę się.”

    1. Zabijanie dzieci, kobiet, bezbronnych, to nie ma nic wspólnego z etosem Wojownika, czy Żołnierza. To ohyda! Brzydzę się np. banderowcami za to, co robili dzieciom, kobietom, starcom. Każda wojna ma w sobie coś Demonicznego. Nie tylko banderowcy dopuszczali się okropności podczas wojen. Wojna to Demoniczna sprawa, bo dotyka cywili.

  12. „Podczas strategicznie zaplanowanego ‘stanu wyjątkowego’ Covid-19 Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) upoważniła rząd Hiszpanii do rozpylania z nieba śmiercionośnych smug chemicznych. 16 kwietnia 2020 r. rząd hiszpański po cichu przyznał, że upoważnił wojsko do rozpylenia biocydów na całą populację. (…) Eksperyment medyczny został przeprowadzony pod przykrywką ‘stanu wyjątkowego’ w celu zarządzania sytuacją kryzysową w zakresie zdrowia spowodowaną przez Covid-19”.

    https://gloria.tv/post/Pdeu13cA4frP6ych9CnvLnbt1

  13. „Wbrew pozorom to dobry czas, bo inicjuje początek czegoś nowego, sygnał dla zaistnienia choćby niewielkiego wydarzenia, sytuacji.
    Zaistnieją, gdy wyjdziemy im naprzeciw”.

    Krysiu Droga, dziękuję Ci serdecznie!
    Przestrzeń dociska – jak to mówi TAW i niektóre tematy chcą koniecznie mieć swój głos. Ten (u mnie) temat wybrzmiał i teraz przekręcam klucz 🙂

    Miłego dnia!

      1. To, co wyciekło, to nie rtęć jako metal, ale jakiś związek rtęci, którego nie można „odłowić” i który jest bardziej niebezpieczny od samego metalu, więc nie wiem, czy ma to powiązanie z sarkofagiem, bardziej mi to pasuje na dalsze „wyrzynanie” Polaków…

      2. Na FB pisze Wojciech Orliński:
        „Widzę ten błąd w różnych miejscach, a skutki mogą być groźne, więc przemówię jako belfer. Rtęć w Odrze to nie jest metaliczna rtęć jak w starych termometrach. To rozpuszczalny w wodzie kation, Hg(II). Jest bardzo toksyczny. Ze starych powieści możecie pamiętać, że ktoś kogoś (lub siebie) otruł „sublimatem”. Czyli tym kationem (zaaplikowanym jako chlorek). Jeśli zażyjesz parę gramów, umrzesz w miarę natychmiast. Jeśli miligramów – do końca życia możesz mieć problemy np. związane z częściowym paraliżem (to świństwo niszczy m.in. układ nerwowy).
        Niektórzy komentatorzy oddychają z ulgą, że nic groźnego, bo rtęć sobie opadnie na dno i będzie ją łatwo wyłapać. Nie opadnie. Bioakumuluje się w rybach, zatruwa ujęcia wody na dziesięciolecia. Skutki mogą być gorsze od tej odrobiny radionuklidów, która na nas spadła z Czarnobyla”.

        .https://www.facebook.com/photo/?fbid=5299264883524939&set=a.118145801636899

      3. ”Ta zawartość jest obecnie niedostępna…”
        iw pisze:
        12 sierpnia 2022 o 18:36

      4. Według mnie ostro nam dowalili, uderzyli w Matkę Słowian Matkę Naturę. Ja osobiście jestem wściekły.

      5. W niedostępnej zawartości pisało, że Wody Polskie pozwoliły na spust ścieków pewnej firmie.

  14. Darren Shahlavi nie żyje. Dopiero dzisiaj się dowiedziałem. Zmarł w 2015 roku. Grywał czasem czarne charaktery, ale coś czuję, że w życiu prywatnym mógł być nawet normalnym facetem bez przerośniętego ego 🙂. Piękna Romantyczna i delikatna muzyka w hołdzie dla Mistrza Sztuk Walki, Darrena. Odpoczywaj w Pokoju Darren 💪💪:

    .https://www.youtube.com/watch?v=DGTSdY9plPo

    1. TAWie, mamy podobny gust:-) Piękne to! Dziękuje Ci. To działa kojąco na mężczyzn. Jestem jednak wrażliwy… Wróciłem z pracy i jestem wzruszony.

    2. O takie „wiry” wam chodzi! Energia energią, ale zgrabna sylwetka i ładna buzia zawsze atutem!😂😂😂😜

  15. Alert dostaliśmy, żeby się nie kąpać.
    Ryb teraz też lepiej nie jeść.
    Na Zalewie Szczecińskim już pływają do góry brzuchem… nikt już nie kupi smażonej rybki,
    chyba że smażalnia się przyzna
    że ryby już 2 lata w chłodniach są…
    W niektórych rejonach Odry Śpiew PTAKÓW Zamarł 😦
    Od jutra koniec kąpieli i łowienia ryb?
    Takie można wysnuć wnioski na podstawie alarmu RCB, który wszyscy w Świnoujsciu dostali SMSem.

    Zachodniopomorskie zaalertowane sms-ami..
    Koniec Sezonu Urlopowego.

    1. „Alert dostaliśmy, żeby się nie kąpać”.

      Ciekawe, jak będzie z Bałtykiem, plażami, rybami, połowami etc.
      Przecież to skażenie dostaje się do morza.
      To, co zapodała IW o tym zatruciu Odry, to jest tragedia, która nie skończy się za rok, czy za pięć lat.
      Brak słów.
      Skończyć to się powinna ta posrana cywilizacja, żeby wreszcie Przyroda miała jeszcze na tyle potencjału i sił, aby odrodzić się i żyć bez towarzystwa największego jej wroga, który groteskowo śmie twierdzić, że człowiek to brzmi dumnie.

      1. Spokojnie. Gdybyście wiedzieli, jak codziennie trute są oceany…

        Natura 🌿🍃 poradzi sobie ze wszystkim, wystarczy tylko przestać ją zatruwać. Okupant jest na ostatniej prostej, więc rzuca ostatnie siły. Ale to tylko potwierdza jego panikę.

      2. „Okupant jest na ostatniej prostej, więc rzuca ostatnie siły. Ale to tylko potwierdza jego panikę”.

        A ja, Tawcio, myślę, że to nie jest ostatnia prosta, tylko celowo dokonywany „zabieg”, chaos sprzyjający przekształcaniu człowieka w bioroboty.
        Ciekawe info wrzucił Dobry Rolnik.
        Wyjaśniające z dużą dozą logiki to, co działo i dzieje się na Ziemi.
        Nie jest to nowością, bo coraz więcej na przestrzeni medialnej mówi się o transhumanizmie, dla którego już w wielu państwach tworzy się idealne ku temu podstawy (socjotechnika, kamery, nanochipy, skany, kontrola codziennego życia=> kontrola myśli=> kontrola umysłu).

        M.in. Monika Rajska, przedstawiając swoją genezę powstawania i życia innych cywilizacji, też mówi o całych obszarach Kosmosu kontrolowanych przez sztuczną inteligencję.

        Średnio połowa ludzkości poddała się wstępnej fazie transhumanizmu.
        Być może taka statystyka dotyczy tylko uso-eurokołchozu, ponieważ trzymani jesteśmy pod socjotechnicznym kloszem propagandowych kłamstw.

        Ale jeśli nawet, to mam pytanie.
        W jaki sposób część homo niby sapiens (1/2), która nie poddała się akcji homo pomidorus, ma odzyskać tzw. normalność?

        Załóżmy, że połowa podpięła się (oby nie) pod sztuczną inteligencję.
        Nie mam dowodów wprost, ale we własnym środowisku zauważam, że dziabnięci to nie są ci sami ludzie, których wcześniej znałam.
        Mowa tu m.in. o ich energetyce (np. przy powitaniu przytulasz się do kłody – kompletnie nie czujesz żadnych wyższych wibracji) i o zaskakującym „przejściu” tych ludzi na niższe poziomy odbioru rzeczywistości widzianej jako tylko pierdoły przetrwania, bzdety dnia codziennego.
        Kiedy zaczynam gadać z nimi o uczuciach, następuje chwila ciszy – zawias, zmieniają temat, zachowują się tak, jakby nie wiedzieli, o co mi chodzi, gdy wcześniej to byli bardzo tzw. duchowi ludzie.

        Może to tylko ja to zauważam i sieję zamęt, a może to jest to, o czym gadał zmora, podkreślając wielokrotnie o zaniku normalności.

        Wracając do pytania; jaka i u jakiej ilości ludzi powstanie lawina przebudzeniowa skutkująca pozytywnymi zmianami?

        Co wskóra połowa załogi zakładu dla polepszenia warunków pracy i płacy, gdy druga połowa otępiała cieszy się póki co, że ma miskę kaszy?

        Chyba po raz pierwszy poruszam taką kwestię.
        Dziwny marazm społeczny tłumaczony jest niechęcią organizowania czegokolwiek w obawie wprowadzenia stanu wyjątkowego. Zewsząd się słyszy: „oni tylko na to czekają”.

        Nie chodzi bynajmniej o pospolite ruszenie, ale w ogóle o jakąkolwiek działalność, pokojowe organizowanie się, jednoczenie.
        Tu i ówdzie coś się dzieje, ale mało się o tym słyszy.
        Bo cenzura działa?
        To tylko wytłumaczenie, ponieważ kiedyś nie było komór i internetu, a społeczeństwa potrafiły się świetnie organizować.

        Nie czarnowidzę, tylko pytam o sposoby wypracowania (nie mylić z mentalnym kreowaniem) lepszej przyszłości w oparciu o realną sytuację, jaka ma miejsce.
        Zewsząd się słyszy: to od człowieka, od społeczności wszystko zależy.
        I nie są to tylko „ziemskie” wskazówki.

        Patrzę na realne siły drzemiące w społeczeństwie.
        Jaka jest jakość tego potencjału?
        Jeszcze trzy lata temu mówiliśmy o obudzeniu społeczeństwa, o lawinie świadomości.
        Czy dziś ta lawina dotyczyć ma nadal całego społeczeństwa, czy tylko połowy?
        Czy dla połowy zaaplikowano głęboki zastrzyk nasenny?

        Pytam, bo nie wiem.
        Bo chciałabym otworzyć oczy na realne szanse zakończenia tego całego burdelu, w którym póki co, to coraz więcej nas preferuje samozachowawczość w stylu „robię swoje”.

        Miłego!

      3. Krysiu, myślisz, że stary świat, który analizujesz, będzie trwał wiecznie?

        Moje zdanie jest takie, że opisywanie starego świata to zwykła strata energii. Rozumiem innych, ale ja osobiście mam już inną perspektywę, bo ten stary świat opisywałem całe życie, a już najintensywniej od 2010.

        Dziś patrzę na obecne procesy z perspektywy 30 lat to przodu, więc się nie napinam 😉

        Ja swoje już zrobiłem, więc nie interesuje mnie, co robią inni, bo każdy i tak zbierze, co posiał.

        Transhumy oraz wszelkie sztuczne nie przejdą, bo są utkane na starej matrycy, która się sypie. Ot, i tyle 😃

      4. Tak, każdy zbierze to, co posiał, i to jest jedyna sprawiedliwość.

        Każdy z Nas ma, widzi i odczuwa taki świat, jaki sam sobie tworzy.

        Nawet w takim marazmie, jaki nam pokazują masmendia, można żyć i być radosnym i szczęśliwym.
        Wybór zawsze należy do każdego z Nas.

        Takie jest moje zdanie i przekonanie, co wcale nie znaczy, że inni mają się z tym zgadzać.😄

      5. Kuba. Wedlug oficjalnej wersji podczas burzy w zbiornik z paliwem uderzył piorun. Potem zaczęły kolejno wybuchać sąsiednie. Paliły sie kilka dni. Czarny śmierdzący smog, ludzie skarżący sie na problemy z oddychaniem, krotko po tym czarny deszcz i problemy z woda. Do tego dojdzie brak paliwa.
        Pewnie podpalili „z nieba”. To miało miejsce bodajże w zeszłym tygodniu.

  16. ”Jak do Gdańska przypłynęły gówna z Warszawy to chyba normalne ze trucizna przypłynie do nas…” z komentarzy
    i. świnoujście . portal informacji regionalnej

    1. „Ja swoje już zrobiłem, więc nie interesuje mnie, co robią inni, bo każdy i tak zbierze, co posiał”.

      Brakowało mi tego zdania. Wczoraj nawet, pisząc do ciebie, prosiłam o jedną chociaż myśl, by żyło mi się spokojniej.
      Skasowałam koment, bo wydawał mi się durny.
      Mówisz- kasujesz – i masz!

      „Ja swoje już zrobiłam, więc nie powinno mnie interesować, co robią inni”.

      Teraz tylko dobry, gumowy młotek i co rano wbijać sobie do łepetyny, by dzień istniał wyłącznie dla mnie, dla moich realizacji.
      Jakiś znany religioznawca niefortunnie przetłumaczył słynne słowa z Biblii i wyszło mu w przekładzie:
      „Będziesz miał wyj…….ne, bedzie ci dane”.
      Okazuje się, że ten przekład wcale nie jest pozbawiony sensu, a wręcz przeciwnie.
      Wskazuje na zdroworozsądkową dbałość o swój potencjał.

      Dzięki, Tawcio, i miłego!

      1. Tak, tylko „wyjebane” kojarzy się z tumiwisizmem, olewactwem, obojętnością. Ja nie jestem obojętny, sprawy NaRODu, planety i galaktyki są mi bardzo drogie. Chodzi tylko o umiejętne wektorowanie swojej energii – by nie zasilać pól nieewolucyjnych, a inwestować ją w Tworzenie światów własnych marzeń 🙂👍

      2. „Ja nie jestem obojętny, sprawy NaRODu, planety i galaktyki są mi bardzo drogie. Chodzi tylko o umiejętne wektorowanie swojej energii – by nie zasilać pól nieewolucyjnych, a inwestować ją w Tworzenie światów własnych marzeń 🙂👍”

        Coś ty! Naprawdę, Tawunia? 🙂 🙂

        No jasne, że nasze wy…..bane jest inne.

        Czyta nas wielu wspaniałych Ludzi.
        Kiedy nasze wy….bane
        będzie właściwie odebrane,
        to świat się wreszcie obudzi!
        he, he…

        ” – by nie zasilać pól nieewolucyjnych, a inwestować ją (energię, mój przypis) w Tworzenie światów własnych marzeń”

        Wiesz, jaką wagę przywiązuję do znaczenia składni językowej?
        Jak np. ta powyższa.
        Dla mnie to miszczostwo.
        Rozczapierzone neurony i dendrony w mózgu-szelmie tylko na to czekały!

        Stokrotne dzięki!

        PS. 22.22 (spojrzałam na czas 🙂 ) , bardzo parny wieczór.
        Czyli „po Anki chłodne wieczory i ranki” się nie sprawdza. Zresztą od kilku lat.

    2. „Transhumy oraz wszelkie sztuczne nie przejdą, bo są utkane na starej matrycy, która się sypie. Ot, i tyle 😃”

      Przepraszam, że drążę temat, ale gdzie nie przejdą?

      Na wyższy poziom ewolucji?
      O ile wierzyć w istnienie cywilizacji pozaziemskich wykorzystujących energie Uniwersum, ale opartych na technologiach sztucznej inteligencji (m.in. M. Rajska o tym mówi), to dla przedstawicieli takowych cywilizacji wcale nie zależy na naturalnej ewolucji bytu, jakim jest człowiek.
      A raczej na zhakowaniu, zablokowaniu procesu ewolucji i przejęciu bytu z poziomu biorobota dla pozyskiwania wolnej energii, jaką wytwarza żywy organizm.

      Już są przecież widoczne takie działania na Ziemi, zmierzające do technologicznej kontroli.
      Tzw. transhumany może gdzieś nie przejdą, ale to nie oznacza, że przestaną istnieć, bo cały czas chodzi o pozysk energii.

      Zatem rozdzielenie na przynajmniej dwa światy – ewolucyjny i ten, z którym „nie ma o czym gadać” – będą istniały obok siebie.
      Będą to ludzie z krwi i kości żyjący obok siebie, tak jak i teraz zauważane jest „rozwartswienie”, coraz bardziej namacalne.

      Już dawno tu ktoś mówił, inni potwierdzali, że „połowa” ludzkości to nieewolucyjne, bezempatyczne istoty (bodaj nazwano je hybrydami).

      Idąc dalej tym tokiem rozumowania, nie umiem nadal znaleźć odpowiedzi na pytanie: jak daleko proces technologizacji zostanie posunięty, jak w tej sytuacji odnajdą się i polepszą swój byt tzw. ewolucyjni, którzy nie ulegają wkrętkom i docelowej propagandzie?

      Nie pytam o przetrwanie i tworzenie izolacyjnych mikroświatów, lecz o przyszłość ludzi jako zbiorowości.
      Stwarzanie mikro komfortu przy zapewnionych podstawach egzystencji nie jest trudne, ale gdy brakuje tych podstaw (utrzymanie dzieci, rodziny, pracy itp.), to trudno jest odbierać dźwięk łyżki uderzającej o pustą miskę jako muzykę relaksacyjną.

      A taki stan rzeczy dotyka coraz więcej ludzi.
      Świat bogactwa i biedy istniały od zawsze, to nie nowość.
      Dotyczy wszystkich, bez względu na ewolucyjność, czy też jej zanik.

      Nie wiem, co będzie za rok, pięć lat, mentalne zawieszenie w próżni.
      Jedno wiem, że realizm życia ma duży wpływ na każdą jednostkę i zbiorowość.

      Miłego!

      1. Krysiu, większość populacji dała się od tysięcy lat tak zaprogramować, że nie wyobraża sobie życia bez pieniądza. I ten punkt jest właśnie Samym Sednem niewolnictwa! Kto nie wyobraża sobie życia bez pieniądza, jest niewolnikiem.

        Kontekst:

        System pieniądza jest projektem niewzorcowym – więc docelowo paradygmat pieniądza zostanie po prostu zlikwidowany, co ludziom w głowach się nie mieści. Sądząc po filmikach na YT, łatwo zauważyć, że nawet środowiska alternatywne tego nie kumią.

        Nie ma czegoś takiego jak pusta miska, gdy (jak twierdzi prof. Łukasz Łuczaj) połowa Łąki jest jadalna. Wielki Lechita Pan major Adolf Kudliński uczy na YT, jak żyć bez pieniędzy. Tylko ludziom się nie chce robić przetworów, czyli konserwować Dary Matki Ziemi. Od lat namawiam SłowiAnkę do prowadzenia dla młodych Słowianek warsztatów w temacie Słowiańska Konserwacja ŻYWności. Zrobiłem eksperyment i jeden słoik Powideł SłowiAnki jadłem przez 4 lata‼️
        Jest to szokujące, jak można na tak długi okres skutecznie zakonserwować ŻYWność!

        *

        Co do tematu transhumanizmu oraz wszelkiej sztuczności, zwanej nawet inteligencją. Powtórzę, według mnie docelowo to nie przetrwa i po prostu się sypnie, czyli zniknie z naszej planety. Z prostego powodu: bo jest utkane na starej niewzorcowej sztucznej holograficznej matrycy, która się fizycznie sypie.

        Od lat tu piszę, że przyjdzie moment, gdy satelity zaczną spadać. Już spadają, tylko jest to temat tabu. O bardzo skomplikowanych operacjach usunięcia Księżyca oraz pierścieni z Saturna nie będę na razie pisać, bo się ludziom mózgi zagotują 🤣

      2. Ludzie szybko przyzwyczajają się do tzw wygód.
        Tylko że to nie są wygody, a odczłowieczenie, to się dowiedzą… Ludzie są wygodni… po co Im wekować jak
        pasza jest w składanych blaszakach ..
        które jak przewiduję, pozawalają się na głowy..
        Ludziom można wszystko wmówić, tylko dlaczego nie słuchają Świadomych ..

        Dzisiaj tzw msza. Prowadzi arcy..Jędraszewski..
        Uwaga ! Trony z oparciem w kształcie Omega w złotym kol.
        Kto kumi?

      3. Przestrzeń działa na poziomie makro i na różnych gęstościach i dane, informacje, jakimi dysponuje, pochodzą z tego samego poziomu. My działamy na poziomie mikro i taki sam charakter mają dane, jakimi dysponujemy. Jak więc umysł przeciętnego człowieka, mając dostęp do zaledwie szczątkowych informacji, ma dokonywać analiz procesów globalnych? Jeśli ktoś się o takie analizy pokusi, to są to tylko jego osobiste gdybania bazujące na dostępnej sobie wiedzy przepuszczonej przez własne filtry postrzegania.

        Z własnego doświadczenia, czyli z poziomu mikro, już dawno temu zauważyłam, że moje przewidywania co do tego, jak się dana sytuacja rozwinie, okazywały się nietrafione. Nie chodzi o to, czy rozwijała się lepiej czy gorzej – po prostu rozwijała się inaczej. A wydawało się, że mam wszelkie potrzebne umysłowi dane, aby dokonać trafnej analizy. A jednak …

        Dlatego, tak jak Taw, uważam, że to strata energii.

        Wielka Zmiana nastąpi, bo musi. Bo jest wymuszana przez potężne cykle kosmiczne.
        Już naocznie dostrzegamy rozpad starych struktur. Nawet zatrucia rzek, chociaż serce boli, manipulacje na rynkach paliw czy wywoływanie kryzysu żywnościowego mają w tym swój udział. Każdy by chciał, żeby zmiany nastąpiły szybko. Trzask prask i mamy swój nowy, wymarzony, wspaniały świat, ale nie ten z wizji Huxleya. 😉

        Tak się jednak nie zadzieje. Ciężki to proces, ale patrząc na stan ludzkości, trafniej byłoby powiedzieć jej upadek, cieszmy się, że znaleźliśmy się tu w odpowiednim czasie i w ogóle mamy szansę na to, aby nie zostać zmiecionym z powierzchni globu i w końcu stać się prawdziwą Cywilizacją Życia.

      4. „Ludziom nie chce się robić przetworów …”

        Moi sąsiedzi patrzą chyba na mnie, jak na dziwoląga. 😀
        Zamiast wylewać hektolitry wody na trawniczek, ja poję moje warzywka. A co tu dopiero mówić o robieniu przetworów! Po co, przecież wszystko można kupić w sklepie, a czas mile spędzić grillując i popijając pyfko. 😉

      5. „Krysiu, większość populacji dała się od tysięcy lat tak zaprogramować, że nie wyobraża sobie życia bez pieniądza. I ten punkt jest właśnie Samym Sednem niewolnictwa!”

        Tak!
        Coraz częściej rozmawiam z ludźmi o „handlu wymiennym” Darów Natury.
        Na razie traktują to jako żart, przymrużają oczy w zabawnym uśmiechu, ale przyjdzie niebawem czas, w którym otworzą je szerzej i zapytają „co mówiłaś?”.
        Wiem to, ale trudno przekonywać do tego, co się wręcz namacalnie czuje; niewielu, słysząc słowo „intuicja”, traktuje człowieka poważnie.

        ” … Nie ma czegoś takiego jak pusta miska, gdy (jak twierdzi prof. Łukasz Łuczaj) połowa Łąki jest jadalna. Wielki Lechita Pan major Adolf Kudliński uczy na YT, jak żyć bez pieniędzy. …”

        Tu też pełna zgoda.
        Ileż ja mądrości p. Adolfa Kudlińskiego wcieliłam w swoje życie!
        Wielu to zrobiło.

        ” … Od lat namawiam SłowiAnkę do prowadzenia dla młodych Słowianek warsztatów w temacie Słowiańska Konserwacja ŻYWności. …”

        Tak, takie warsztaty to byłoby coś, ale na tyle rozmów telefonicznych, jakie nasza Aneczka uskuteczniała i nadal prowadzi z ludźmi, poświęcając swój cenny czas i przekazując im swoją wiedzę, porady, wskazówki, to już są warsztaty.
        Wiele od niej się nauczyłam, ale też swoje mądrości moich przodków związane z żywnością, ziołolecznictwem jej przekazuję.

        Przyjdzie, drogi Tawcio, czas, że młodzi też będą na powrót zaprawiać, konserwować.
        Przyjdzie? Już się pytają, jak to robić, bo raz, że zdrowsze, a dwa ceneczki słoiczków w sklepach powalają niejedno młode małżeństwo na tzw. dorobku.

        Pieniądz sam się wyruguje drożyzną.
        Brak pieniądza jest najlepszym nauczycielem kreatywności.
        Etap sztucznego rozdawnictwa osiąga fazę zjadania własnego ogona.
        Z pewnością nie będzie to łatwy czas, ale nieunikniony.
        Nasze młode pokolenie wychowane na modłę roszczeniową powoli (jakie powoli? z miesiąca na miesiąc) otwiera oczy i zaczyna myśleć samodzielnie.
        Wskazówki „starej gwardii” coraz bardziej zyskują na wartości 🙂

        W tym wypadku Wielka Zmiana zaczyna się powrotem do starych, sprawdzonych przez pokolenia tradycji!

        ” … Powtórzę, według mnie docelowo to nie przetrwa i po prostu się sypnie, czyli zniknie z naszej planety. Z prostego powodu: bo jest utkane na starej niewzorcowej sztucznej holograficznej matrycy, która się fizycznie sypie”.

        Zgadza się. Hologram może zaistnieć w głowach jako czasowa inspiracja, ale nie ma szans zakotwiczenia się na stałe w fizyczności.
        Bo to po prostu dwa odrębne światy.

        No patrz, Tawcio, aż się sobie dziwię 😀 , cały mój komentarz to jedna wielka zgoda na twoje myśli.

        Wiesz, co teraz czuję?
        Zaczynam ogarniać całość.
        Jeszcze nie wiem jak ona wygląda, ale zaczynam.
        Nowy ogląd – bardzo ciekawe doświadczenie.
        Odczuwam spokój, ale też nie pozbawiony wyzwań, nowych znaków zapytania…

        Jeszcze się pewnie w moim umyśle wiele razy stare będzie kotłować z nowym, by temu drugiemu dać miejsce i klarowność.

        Miłego!

        PS. Dziękuję za kolejną bardzo pożyteczną i inspirującą rozmowę.

      6. Zastanawiam się nad tą ewolucyjnością. Nie zrozumcie mnie źle, ale porady pana Kudlinskiego (sama sluchalam i szacunek wielki mam), weki do spiżarni itd itp to cofanie sie w czasie… Gdzie ta ewolucja, gdzie zloty wiek, przeskok technologiczny?
        Jak mowila Monika R zaszycie sie w chacie pod lasem z workiem ryzu to nie jest przejscie procesu!
        To (to już moje dopowiedzenie) ucieczka. Mialam traumę, że mieszkam w mieście i co ja pocznę. Ale uciekanie do lepianki w lesie z plecakami własnych zapasów to jest ta duchowosc?
        Ostatnie „zabawy” na Odrze pokazały, jakie to krótkie myślenie, bo i w tym lesie nad rzeczka „cię dopadnie proces”.

        Też sama szykuję przetwory (bo zdrowsze i wygodniejsze), też myślę o przyszłości. Nic nie oceniam i nikogo, ale my się cofamy, a nie idziemy do przodu!

      7. No czuję już od tygodni, jak przestrzeń ciśnie mnie w kierunku promocji kanałów typu ucieczka z miasta i proste życie na wsi.

        Póki co polecam pierwszy tom „Anastazji”:

        (po kliknięciu książka w formacie PDF ściąga się automatycznie)

        Click to access megre-wc582adimir-anastazja-1.pdf

        – kanał YT Jonna Jinton
        .https://youtu.be/nyuRRWC5GY8

        – kanał YT Kend Heyati
        .https://youtu.be/64t3mvXD93A

        – kanał YT Rodzina na Polu
        .https://youtu.be/CJX-wNPlShc

        – kanał YT Zwyczajna Kobieta
        .https://youtu.be/gADu4EvlFn8

        – kanał YT Peace Love and Om
        .https://youtu.be/Y0qOJO5hfBQ

        – kanał YT UZPOLproduction
        .https://youtu.be/z-YOR4yIOAU

        Stopniowo będę dodawał kolejne kanały.

      8. „Gdzie ta ewolucja, gdzie złoty wiek, przeskok technologiczny?”

        Tak sobie myślę, że ewolucja postępuje, tylko my nie dostrzegamy jej oznak lub nieprawidłowo je interpretujemy.
        Ta ucieczka na wieś, robienie przetworów, zapasów może wyglądać na regres, ale czy tak rzeczywiście jest?
        Może zachwianie tym, co do tej pory stanowiło pewnik, uświadomienie sobie, że wszystko może się nagle zmienić i ograniczenie konsumpcyjnego rozpasania jest wstrząsem absolutnie koniecznym, aby człowiek przypomniał sobie kim naprawdę jest, wziął odpowiedzialność za siebie, zrozumiał co robi sobie, innym istotom, Matce Ziemi i jakimi wartościami powinien się w życiu kierować.
        Co do technologii – tylko społeczeństwo o odpowiednio wysokim poziomie świadomości będzie mogło dokonać przeskoku technologicznego, który będzie dla niego bezpieczny. Bezpieczny, bo będzie umiało kontrolować SI i korzystać z niej dla pożytku ogółu, a nie samozwańczych „elit”, jak to ma miejsce dzisiaj.
        Tak czy inaczej, chcąc nie chcąc, pracujemy teraz nad doskonaleniem cnoty cierpliwości. Złoty wiek nastąpi. Czas to pojęcie względne. Kiedyś, może już niedługo, może za kilkadziesiąt lat … 😉

      9. Aa, rozumiem o co ci chodzi. Masz rację, to może być ucieczka.
        Teraz mieszkam na wsi z rodzicami na jednym podwórku. Niedaleko mam działkę z powstającym ogrodem i też tam chciałem uciec, gdy nie dogadywałem się z rodzicami. Zrozumiałem po drodze, że nie ucieknie się przed sobą, lub jak piszesz przed procesami, bo i nie lustra są problemem i gdy zrobiłem co trzeba, już nie chcę uciekać i jest dobrze a nie było. Podobnie jest z rozwodami. Druga osoba często po to się pojawia byśmy mogli coś ze sobą zrobić. Rozwód przed procesem niczego nie rozwiązuje. Można przerzucać winę na lustro. Można je chcieć zbić albo się od niego odwrócić ale taki akt nie sprawi, że to co jest w nas a w lustrze widzimy, zniknie. Zniknie chwilowo z naszych oczu aż świat nie zaaranżuje nowego spotkania z tym samym albo innym lustrem.
        Dobry przykład z Odrą.

        Co innego życie w zgodzie z przyrodą a co innego ucieczka w głuszę przed własnym cieniem.

        Jest kolosalna różnica w energii przyjęcia a wyparcia. Ucieczka to również wyparcie. W taki sposób ego zachowuje władzę. Atakując, wypierając się, przerzucając, uciekając. Byleby nie przyjąć, zintegrować i uzdrowić, bo wtedy ego ustępuje a jest to dla niego jak śmierć. Wszystkie jego drogi zawiodą, bo to co nas spotyka nie jest problemem a szansą którą można wykorzystać, przyjąć i przetransformować w sobie bo to o nas chodzi. To jest dla nas a nie przeciw nam i dlatego odrzucone wraca. Świat nam w tym sprzyja.

        Ta zmiana postrzegania prowadzi do zupełnie innego działania. Dlatego będąc w jednym postrzeganiu, nie zrozumie się motywów działania osób będących w innym postrzeganiu, tak bardzo to jest odwrócone. Co więcej, gdy się na oczy nie zobaczy albo samemu nie wejdzie na taką drogę, zakwestionuje się różne fakty z drogi osób którzy przeszli ją przed nami. Nie zrozumie się np słów „weź swój krzyż i chodź za mną” – nie uciekaj przed swoim procesem, nie odwracaj się od lustra.
        Nie spotkałem zbyt wiele osób które to rozumieją ale to się zmieni.

        Dzisiaj nawiedziło mnie takie coś.
        Wszyscy przejdziemy przez śmierć. Ci którzy zostaną na Ziemi, umrą w ciałach. Ego ustąpi miejsca Duchowi i to jest jak umieranie i rodzenie się w tym samym ciele. Stara egzotyczna świadomość ustępuje Chrystusowej. Zatwardziali też przejdą przez podobny proces ale zamykając jedne drzwi pozostawiając ciało, otworzą kolejne i przyjdą z nowym ciałem, przechodząc przez bramę niepamięci. Nie wiem czy mi się uda ale wolałbym zrobić założenie w tym ciele, lub ile się da.
        Ile się da. No właśnie, a to wiele tłumaczy, czemu, po co. Plany, założenia mają swoje następstwa, ok.

      10. „No czuję już od tygodni, jak przestrzeń ciśnie mnie w kierunku promocji kanałów typu ucieczka z miasta i proste życie na wsi”

        Nagrania o tematyce działkowej, sadowniczej, ogrodniczej, ogrodowej i uprawie permakulturowej oglądam regularnie od co najmniej 2 lat. Obejmują rożne strefy klimatyczne, nie tylko naszą.
        —————–
        Kolejne przydatne kanały dla widzów polskojęzycznych; czesc już znana:

        – Infouprawa
        .https://www.youtube.com/channel/UClIzIx6inBsLjcf8QwliOLw/videos

        – W Szumilesie
        .https://www.youtube.com/c/WSzumilesie/videos

        – Katarzyna Bellingham
        .https://www.youtube.com/channel/UCZuyPP3vZWmT-BsknBiejXQ/videos

        – Łukasz Łuczaj
        .https://www.youtube.com/user/luczaj100/videos


        – Amazing garden (prowadzony przez Ukrainca albo Rosjanina; automatyczne angielskie tlumaczenie)
        .https://www.youtube.com/channel/UCPkahPtM5XfgYXXLKuMu-fQ/videos

  17. Znalazłam taki oto tekst o włosach na FB, o znaczeniu włosów jako takich dla naszego jestestwa wiemy ale tu fajnie to ujęte:
    „Czy wiesz, że włosy na twojej głowie rzeczywiście mają moc Uzdrawiania?
    Właściwie włosy na całym ciele mają moc uzdrawiania – tak, nawet te małe włoski…
    Pomyśl o odczuciu, jakie odczuwasz, gdy włosy stają dęba… Zwykle dzieje się tak, gdy instynktownie wiesz, że coś jest nie tak.
    Co próbują ci powiedzieć twoje włosy?
    Uważa się, że czubki twoich włosów są jak czułki, które gromadzą energię ze Wszechświata w celu stymulowania wyższych poziomów świadomości i kreatywności ❤✨
    Włosy są naturalnym przedłużeniem układu nerwowego i podobno przekazują ważne informacje do mózgu. Uważa się również, że równoważy całe pole elektromagnetyczne twojego ciała, co z kolei może pomóc ci zwiększyć siłę życiową, witalność i intuicję.
    Wiele lat temu obcinanie włosów było niespotykane, ponieważ uważano, że jest ważnym przedłużeniem tożsamości i dziedzictwa. W rzeczywistości tylko niewolnicy mieli obcinać włosy, ponieważ wierzono, że karze ich do uległości i odbiera im energię i moc….
    Kiedy Czyngis-chan podbił Chiny, nakazał również ludziom obciąć włosy i nosić grzywkę, ponieważ uważano, że hamuje to rozwój trzeciego oka, intuicji i wiedzy.
    Do dziś istnieje wiele kultur, które nie wierzą w obcinanie włosów w celu zachowania energii i zdolności duchowych.
    Na przykład rdzenni Amerykanie wierzą, że poprzez włosy mogą połączyć się z naturą i otaczającą ich siłą życiową. Podczas wojny wietnamskiej udowodniono również, że rdzenni Amerykanie z dłuższymi włosami byli w stanie lepiej zbadać ziemię, używając swojej intuicji niż ci z podobnych plemion, którzy mieli włosy.
    Kultura Sikhów wierzy również, że obcinanie włosów może hamować rozwój duchowy i prowadzić do złego stanu zdrowia. Zamiast tego wiążą włosy w tak zwany węzeł riszi na czubku głowy. Uważa się, że pomaga to kontrolować i regulować przepływ energii przez ciało i może pomóc w osiągnięciu wyższych poziomów świadomości.
    Istnieje również słynna biblijna historia o Samsonie i Dalili, gdzie Samson stracił wszystkie siły po tym, jak Dalila obcięła mu włosy.
    Uważa się, że ścięte włosy potrzebują około trzech lat, aby odzyskać zdolność wysyłania i odbierania energii życiowej ze Wszechświata. To prawie tak, jakby obcinanie włosów sprawiało, że intuicyjne zmysły odrętwiały świat wokół ciebie.
    Badania wykazały również, że keratyna, białko we włosach, ma strukturę krystaliczną podobną do struktury świętych kryształów i kamieni szlachetnych.
    Włosy na naszej głowie i ciele są potężne i dają nam wskazówki, nie tylko dotyczące naszego ciała fizycznego, ale także emocjonalnego i duchowego.” z sieci

    1. A najwazniejsze Babcie Tawernianki,SlowiAnka,Babcia Marysia,i inne przepraszam ze wszystkich nie wymienie,my Babcie zielone ,eko,spoko i jak tam kto woli,zatrzymalysmy sie,albo moze i cofnely,ale za to mamy zamiar przetrwac bez wiekszych perturbacji.Zeby isc do przodu trzeba czasami sie zatrzymac,albo krok do tylu zrobic.—Witajcie kochani,no wlasnie nie mam czasu i malo pisze,bo sianko dla kozki trzeba zebrac,bo fasolka,bo ogorki,bo grzybki,bo naleweczke trza tez,bo aronia,malinki,porzeczki,agrest,jezynki,czyli soki,drzemy,salatki,a suszu ile.Mieszanka z 15 ziol czeka na zime.Wrotycz,dziurawiec,bez ktorego ani rusz.Koper,lubczyk,dzikie oregano,macierzanka,natka pietruszki,selera i jeszcze cholera wie co.Tylko se taka dumajke mam czy ja poto tu jestem?Tak mieszane uczucia mam.Wiec chyba trzeba bardzo daleko sie cofnac,zeby byc z przodu.Taki paradoks,sie mi widzi.—JESZCZE WGLADY DUCHOWE Z DOROTKA moze warto by posluchac,mozna sie zgodzic,albo nie ale przepuscic przez serce i glowe warto.Moc naszej kreacji|Jesien22|Telepaci|Falszywe agendy|Spetana Polska|Bierny opor|Afryka.To tytul audycji na kanale Wglady Duchowe.Przytulam Was do serca,dziekuje za Was i Tawerne.Do nastepnego.

  18. Mój dzisiejszy sen.

    Wjechałem samochodem (moim, tym którym aktualnie jeżdżę) do jakiegoś dużego jakby podziemnego garażu.
    Nic na to nie wskazywało, ale naraz okazało się, że wjechałem do dużego prosektorium.
    Znalazłem się w jakimś ciasnym przejściu między ścianą a rzedem wózków ze zwłokami. Jakby w korytarzu, prowadzącym do innego, dużego, jasno oświetlonej sali.
    No i widzę dużą salę sekcyjną i pracującego przy stole sekcyjnym LEKARZA. Lekarza, a nie anatomopatologa.
    Staram się na wstecznym wyjechać z tego ciasnego korytarza, nie potrącając żadnego wózka ani innego czegoś, bo pełno tam nastawiane pod ścianami.
    Powolutku wyjeżdżam na wstecznym do dużego jakby garażu, którędy tu wjechałem. Udało się. Nie zakleszczyłem się.

    Rozglądam się po tym dużym pomieszczeniu. Z tyłu samochodu mam wyjazd całkiem blisko, kilka metrów. Widzę normalne światło słoneczne. Chwała Bogu, myślę z ulgą. Spokojnie sobie stąd wyjadę na zewnątrz. Ale póki co, rozglądam się.
    Dookoła widzę pełno zwłok zawiniętych niestarannie w białe prześcieradła. Dziwne, zwłoki są niby po sekcji, ale przescieradła czyściusieńkie.
    Zaraz, to nie są zwłoki, tylko bardzo młodzi ludzie jeszcze żywi, ale czemuś głęboko nieprzytomni. Obserwuję jedne ze zwłok, jakby się poruszają. Przez niestarannie zawinięte prześcieradło widzę, że to ciało ma na skórze jakby kawałeczki pokruszonego twarogu. Tak gdzieniegdzie.
    Rozglądam się za jakąś pensetą, aby wziąć trochę tego „twarogu” do obejrzenia choćby pod mikroskopem.
    W tej chwili wchodzi ten lekarz od sekcji. Siada na stołku obrotowym, obraca się do mnie i mówi: „Zakręt jest pod centrum handlowym”.
    Patrzę na niego, znam go chyba. Ma duże jasnoszaroniebieskie oczy.
    Patrzy na mnie tymi oczami wymownie.
    Wiem, że użył słowa zakręt, bo nie mógł mi wprost powiedzieć.
    Zkądś wiem, że „zakręt” znaczy „przejście”.
    Przez głowę przechodzi mi myśl: Zaczęło się!

    W tym momencie się budzę.
    Pierwsza myśl po przebudzeniu:
    Boże, przygotowali do zasiedlenia tyle ciał !
    Całkiem nie rozumiem tej myśli…

    1. Mój sen. Byliśmy w jakimś przeogromnym wieżowcu (nierealnym ze względu na swoją objętość wszerz i wzdłuż). Obiekt miał szklane ściany, więc było widać wszystko. Budynek był atakowany z góry przez jakiś ogromny kosmiczny wehikuł, podobny trochę do helikoptera Cherokee, ale z ognistym napędem odrzutowym od dołu. Ściany się waliły, ginęły dziesiątki tysięcy ludzi. Ja wpadłem na jakąś klatkę schodową po jednej stronie budynku, gdzie byłem bezpieczny. Ludzie po drugiej stronie budynku ginęli tysiącami.

      Dla mnie metafora jest oczywista:

      SZKLANY PRZEOGROMNY budynek to nasz obecny świat pod kopułą iluzji, a za jakiś czas będzie odsiew, co będzie jednocześnie końcem tej iluzji.

      1. Wgrywy senne programowaniem zwane.
        JewroPejski plan.
        Dlatego rano po przebudzeniu czuję się jak po maraTonie..
        Wyzwanie nie lada dla Nas.

      2. Justyno:
        Ostatnie noce miałem nieprzyjemne.
        Źle spałem.
        Koszmar, budziłem się co 2-3 godziny.
        Ciągle boli mnie gardło i usta zasychają.
        Koszmar dla kogoś, kto lubi spać i dobrze sypia.

        Może to rzeczywiście jakieś ataki?

    2. A za mną cały czas chodzi obraz Macrona ciągniętego przez samochód osobowy. Macron ma pętlę na szyi. Wije się, obiema rekami usiłuje rozluźnić pętlę, ale na nic. Samochód przyspiesza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s