Gdy Słońce Raka zagrzewa… KuPała 2022

Radujmy się, Siostry i Bracia!

Przesiliło się!

Wolności nadszedł czas.

Potęga Słowian!

https://youtu.be/91DqNaY2-lg

Słowiański ŻYWI-oł odRADza się.

Poprzez pracę z ŻYWI-ołami, poprzez powrót do Natury 🌿🍃

~ Taw 💃💃🔥💃💃

На снимках: Праздник Купалье в Октябрьском районе Гомельской области. Фото Сергея Холодилина, БелТА.

Jan Kochanowski

Pieśń świętojańska o Sobótce

Gdy słońce Raka zagrzewa [3],

A słowik więcej nie śpiewa,

Sobótkę, jako czas niesie [4],

Zapalono w Czarnym Lesie.

5

Tam goście, tam i domowi

Sypali sie ku ogniowi;

Bąki [5] zaraz troje grały,

A sady sie sprzeciwiały [6].

Siedli wszyscy na murawie,

10

Potym wstało sześć par prawie [7] 

Dziewek jednako ubranych

I belicą [8] przepasanych.

Wszytki [9] śpiewać nauczone,

W tańcu także niezganione [10];

15

Więc koleją zaczynały,

A pierwszej tak począć dały.

fot. Sergei Supinsky/AFP

Panna I

Siostry, ogień napalono

I placu nam postąpiono [11];

Czemu sobie rąk nie damy,

20

A społem nie zaśpiewamy?

Piękna nocy, życz pogody,

Broń wiatrów i nagłej wody.

Dziś przyszedł czas, że na dworze

Mamy czekać ranej zorze.

25

Tak to matki nam podały,

Samy także z drugich miały,

Że na dzień świętego Jana

Zawżdy Sobótka palana.

Dzieci, rady mej słuchajcie,

30

Ojcowski rząd [12] zachowajcie:

Święto niechaj świętem będzie,

Tak bywało przedtym wszędzie.

Święta przedtym ludzie czcili,

A przedsię wszytko zrobili;

35

A ziemia hojnie rodziła,

Bo pobożność Bogu miła.

Dziś bez przestanku pracujem

I dniom świętym nie folgujem [13];

Więc też tylko zarabiamy [14],

40

Ale przedsię nic nie mamy.

Albo nas grady porażą,

Albo zbytnie ciepła każą [15];

Co rok słabsze urodzaje,

A zła drogość za tym wstaje [16].

45

Pracuj we dnie, pracuj w nocy,

Prózno bez Pańskiej pomocy;

Boga, dzieci, Boga trzeba,

Kto chce syt być swego chleba.

Na Tego my wszytko włóżmy,

50

A z sobą sami nie trwóżmy;

Wrócąć sie i dobre lata,

Jeszczeć nie tu [17] koniec świata.

A teraz ten wieczór sławny [18] 

Święćmy jako zwyczaj dawny:

55

Niecąc ognie do świtania,

Nie bez pieśni, nie bez grania.

fot. pixbay

Panna II

To moja nawiętsza wada,

Że tańcuję barzo rada;

Powiedzcież mi, me sąsiady,

60

Jest tu która bez tej wady?

Wszytki mi sie uśmiechacie,

Podobno ze mną trzymacie;

Postępujmyż tedy krokiem,

Aleć nie masz jako skokiem.

65

Skokiem taniec nasnadniejszy [19],

A tym jeszcze pochopniejszy [20],

Kiedy w bęben przybijają:

Samy nogi prawie [21] drgają.

Teraz masz czas, umiesz li co,

70

Mój nadobny bębennico:

Wszytka tu wieś siedzi wkoło,

A w pośrzodku samo czoło [22].

Żeby też tu ta nie była,

Która twemu sercu miła;

75

Każesz li, wierzyć będziemy,

Aleć insze rozumiemy [23].

Pomóż oto dobrej rzeczy,

A nasz taniec miej na pieczy;

Owa [24] najdziesz i w tym rzędzie,

80

Coć za wszytki płatna będzie [25].

Ja sie nie umiem frasować,

Toż radzę drugim zachować;

Bo w trosce człowiek zgrzybieje

Pierwej, niż sie sam spodzieje.

85

Ale gdzie dobra myśl płuży [26],

Tam i zdrowie lepiej służy;

A choć drugi zajdzie w lata,

I tak on ujdzie za swata [27].

Za mną, za mną, piękne koło,

90

Opiewając [28] mi wesoło!

A ty sie czuj [29], czyja kolej,

Nie masz li mię wydać [30] wolej.

Panna III

Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając mi wesoło!

95

Czuję się, że moja kolej,

A ja nie mam wydać wolej.

Sam ze wszytkiego stworzenia

Człowiek ma śmiech z przyrodzenia [31];

Inszy wszelaki źwierz niemy

100

Nie śmieje sie, jako chcemy.

Nie ma w swym szaleństwie miary,

Kto gardzi Pańskiemi dary;

A bodaj miał płakać siła,

Komu dobra myśl niemiła.

105

Śmiejmy sie! Czy nie masz czemu?

Śmiejmy sie przynamniej temu,

Że, nie mówiąc nic trefnego [32],

Chcę po was śmiechu śmiesznego.

Wystąp ty, coś ciągnął kota [33],

110

A puść sie na chwilę płota [34].

Uchowa cię dziś Bóg szkody,

Bo tu opodal [35] do wody.

Ciągnie go drugi na suszy [36],

Tobie trzeba aż po uszy.

115

Nieboże mój, kto cię zbłaźnił [37],

Żeś tak srogie źwierzę draźnił?

Nie znasz ludzi, co przed kotem

Pierzchają nawiętszym błotem?

A na jego głos straszliwy

120

Ledwe drugi będzie żywy.

Głaszcz na nim, jako chcesz, skórę,

On przedsię ogonem wzgórę.

Zły z nim pokój, gorsza zwada;

Jeszcze i dziś strach sąsiada [38].

125

Czasem też i z dachu spadnie,

A przedsię na nogi padnie;

I chłop foremniejszy [39] bywa,

Gdzie kot we łbie przemieszkiwa [40].

A to jako w nim szacować,

130

Że umie i praktykować [41]?

A to tak wieszcza [42] bestyja,

Że sie zawżdy na deszcz myja [43].

Więc [44] łowiec niepospolity

A w swych sprawach dziwnie skryty;

135

K temu rzadko usnie w nocy,

Ale ufa zawżdy mocy.

Kocie, wszytko to do czasu,

Strzeż wilka wyszczekać z lasu [45];

A może być i w tym stadzie [46],

140

Co już myśli o zakładzie [47].

Panna IV

Komum ja kwiateczki rwała,

A ten wianek gotowała?

Tobie, miły, nie inszemu,

Któryś sam mił sercu memu.

145

Włóż na piękną głowę twoję

Tę rozkwitłą pracą moję;

A mnie samę na sercu miej,

Toż i o mnie sam rozumiej.

Żadna chwila ta nie była,

150

Żebych cię z myśli spuściła;

I sen mię prace nie zbawi [48],

Spię, a myślę, by na jawi.

Tę nadzieję mam o tobie,

Że mię też masz za co [49] sobie

155

Ani wzgardzisz chucią [50] moją,

Ale mi ją oddasz swoją.

Tego zataić nie mogę,

Co mi w sercu czyni trwogę:

Wszytki tu wzrok ostry mają

160

I co piękne, dobrze znają.

Prze Bóg, siostry, o to proszę,

Niech tej krzywdy nie odnoszę,

By mię która w to tknąć miała,

O com sie ja utroskała.

165

O wszelaką inszą szkodę

Łacno przyzwolę na zgodę,

Ale kto mię w miłość ruszy,

Wiecznie będzie krzyw mej duszy! [51]

Panna V

Zwierzęć sie, gromado moja,

170

Nie mam przed Szymkiem pokoja:

Za trzewik mi zastępuje[52],

A powiada, że miłuje.

Szymku, by to prawda była,

Dobrze bych Bogu służyła;

175

Ale ty rad z ludzi szydzisz,

Zwłaszcza gdy prostaka [53] widzisz.

Tobie to wolno samemu,

Ale, wierę [54], nie inszemu;

Bo ty z tym nadobnie umiesz,

180

A gdzie kogo tknąć, rozumiesz.

I któraż by nie szła rada

Za tak gładkiego sąsiada?

Podajże jej kęs nadzieje,

Alić sie już moja [55] śmieje.

185

I samam tak głupią była,

Żem ci też kiedy wierzyła;

Dziś już nic i pókim żywa,

Znam cię, ziółko, żeś pokrzywa.

Ze mną sobie rzecz najdujesz [56],

190

Drugiej nogę przystępujesz [57];

Odpuść mi, silnyś [58] przechyra [59],

A ja z takim nie mam mira [60].

Nie sprawujże sie przez miarę [61],

Boć zaś ludzie dadzą wiarę;

195

A mało sobie poprawisz,

Że mię w nieprawdzie zostawisz [62].

Panna VI

Gorące dni nastawają,

Suche role sie padają [63];

Polny świercz, co głosu zstaje,

200

Gwałtownemu słońcu łaje.

Już mdłe [64] bydło szuka cienia

I ciekącego strumienia,

I pasterze, chodząc za niem,

Budzą lasy swoim graniem.

205

Żyto sie w polu dostawa [65] 

I swoją barwą znać dawa,

Iż już niedaleko żniwo,

Miej sie do sierpa co żywo! [66]

Sierpa trzeba oziminie,

210

Kosa sie zejdzie [67] jarzynie [68];

A wy, młodszy, noście snopy,

Drudzy układajcie w kopy.

Gospodarzu nasz wybrany [69],

Ty masz mieć więniec kłosiany,

215

Gdy w ostatek zboża zatnie

Krzywa kosa już ostatnie [70].

A kiedy z pola zbierzemy,

Tam [71] dopiero odpoczniemy,

Dołożywszy z wierzchem broga [72];

220

Już więc, dzieci, jedno Boga! [73]

W ten czas, gościu, bywaj u mnie,

Kiedy wszystko najdziesz w gumnie [74];

A jesli ty rad odkładasz [75],

Mnie do siebie drogę zadasz [76].

Panna VII

225

Prózno cię patrzam w tym kole:

Twoja, miły, rozkosz pole [77];

A raczej źwierz leśny bijesz,

Niż tańcujesz albo pijesz.

Ja też, bym nabarziej chciała,

230

Trudno bym sie zdobyć miała

Na lepszą myśl [78], bo po tobie

Serce zawżdy teskni sobie.

Wolałabym też tym czasem [79] 

Gdziekolwiek pod gęstym lasem

235

Użyć z tobą towarzystwa,

Pomogę ja i myślistwa [80].

Czego miłość nie przywyknie?

Już ja trafię [81], gdy pies krzyknie,

Gdzie zajeżdżać zającowi

240

Mając charty pogotowi [82].

A kiedy rzucisz sieć długą,

Jeslić sie swoją posługą

Ni nacz więcej nie przygodzę [83],

Niech za tobą smycz psów [84] wodzę.

245

Żadna gęstwa, żadne głogi

Nie przekażą [85] mojej drogi;

Tak lato jako śrzeżogę [86] 

Przy tobie ja wytrwać mogę.

Albo, mój myśliwcze, tedy

250

Pokwap sie do domu kiedy;

Albo mnie ciężko nie będzie

Ciebie naszladować [87] wszędzie!

Panna VIII

Pracowite woły moje,

Przy tym lesie chłodne zdroje

255

I łąka nieprzepasiona [88],

Kosą nigdy nie sieczona.

Tu wasza dziś pasza będzie;

A ja, mając oko wszędzie,

Będę nad wami siedziała

260

I tym czasem kwiatki rwała.

Kwiatki barwy rozmaitej,

Które na łubce [89] obszytej

Usadzę w nadobne koło

I włożę na swoje czoło.

265

Tak dziewka, jako młodzieniec,

Nie proś mię nikt o mój wieniec;

Samam go swą ręką wiła,

Sama go będę nosiła.

Dałam wczora taki drugi,

270

Będzie mi go żal czas długi;

Bo mię zaraz pobrać [90] dano,

Czego mi czynić nie miano.

Pracowite woły moje,

Wam płyną te chłodne zdroje;

275

Wam kwitnie łąka zielona,

Kosą nigdy nie sieczona.

Panna IX

Ja śpiewam, a żal zakryty

Mnoży [92] we mnie płacz obfity.

Śpiewa więzień okowany,

280

Tając na czas [93] wnętrznej rany.

Śpiewa żeglarz, w cudze strony

Nagłym wiatrem zaniesiony;

I oracz ubogi śpiewa,

Choć od pracej aż omdlewa.

285

Śpiewa słowik na topoli,

A w sercu go przedsię boli

Dawna krzywda; mocny Boże,

Iż z człowieka ptak być może.

Nadobnać to dziewka była,

290

Póki między ludźmi żyła;

Toż niebodze zawadziło [94],

Bo każdemu piękne miło.

Zły a niewierny pohańcze [95],

Zbójca własny, nie posłańcze;

295

Miawszy odnieść siostrę żenie

Zawiodłeś ją w leśne cienie.

Próznoś jej język urzynał,

Bo wszytko, coś z nią poczynał,

Krwią na rąbku wypisała

300

I smutnej siestrze posłała.

Nie wymyślaj przyczyn sobie [96],

Pewnać już sprawa o tobie;

Nie składaj nic na źwierz chciwy,

Umysł twój krzyw niecnotliwy.

305

«Siadaj za stół, jesliś głodzien,

Nakarmię cię, czegoś godzien»;

Już ci żona warzy syna,

Nieprzejednanać to wina [97].

Nie wiesz, królu, nie wiesz, jaki

310

Obiad i co za przysmaki

Na twym stole; ach, łakomy,

Swe ciało jesz, niewiadomy [98].

A gdy go tak uraczono,

Głowę na wet [99] przyniesiono;

315

Temu czasza z rąk wypadła,

Język zmilknął, a twarz zbladła.

A żona powstawszy z ławy:

«Coć sie zdadzą te potrawy?

To za twą niecnotę tobie,

320

Zdrajca mój, synowski grobie!»

Porwie sie mąż ku niej zatym,

Alić nasz dudkiem czubatym;

Sama sie w jaskółkę wdała [100],

Oknem, łając [101], poleciała.

325

A ona niewinna córa

Obrosła w słowicze pióra

I dziś wdzięcznym głosem cieszy,

Kto sie kolwiek w drogę śpieszy.

Chwała Bogu, że te kraje

330

Niosą insze obyczaje,

Ani w Polszcze jako żywy [102] 

Zjawiły sie takie dziwy.

Jednak ja mam, co mię boli [103];

A by dziś nie ludziom k woli,

335

Co śpiewam, płakać bych miała [104],

Acz me pieśni płacz bez mała.

Panna X

Owa [105] u ciebie, mój miły,

Me prośby ważne nie były;

Próznom ja łzy wylewała

340

I żałosnie narzekała,

Przedsięś ty w swą drogę jechał,

A mnieś, nieszczęsnej, zaniechał [106] 

W ciężkim żalu, w którym muszę

Wiecznie trapić moję duszę.

345

Bodaj wszytkich mąk skosztował,

Kto naprzód wojsko szykował

I wynalazł swoją głową

Strzelbę srogą piorunową.

Jakie ludzkie głupie sprawy

350

Szukać śmierci przez bój krwawy;

A ona i tak człowieczy

Upad ma na dobrej pieczy [107].

Przynamniej by mi w potrzebie

Wolno stanąć wedla ciebie,

355

Przywykłabych i ja zbroi;

Bodaj przepadł, kto sie boi.

Jednak ty tak chciej być śmiałym,

Jakoby [108] sie wrócił całym;

A nie daj umrzeć mnie, smutnej,

360

W płaczu i w trosce okrutnej.

A wiarę, coś mi ślubował,

Pomni, abyś przy tym chował.

Tę mi przynieś a sam siebie;

Dalej nie chcę nic [109] od ciebie.

fot. planetabelarus.by

Panna XI

365

Skrzypku, by w tej pięknej rocie [110] 

Usłyszeć co o Dorocie,

Weźmi gęśle [111], jakoć miła [112],

A zagraj nie myśląc siła [113].

«Nieprzepłacona [114] Doroto,

370

Co między pieniędzmi złoto,

Co miesiąc [115] między gwiazdami,

Toś ty jest miedzy dziewkami.

Twoja kosa [116] rozczosana

Jako brzoza przyodziana;

375

Twarz jako kwiatki mieszane,

Lelijowe i różane.

Nos jako sznur upleciony,

Czoło jak marmór gładzony;

Brwi wyniosłe i czarnawe,

380

A oczy dwa węgla prawe [117].

Usta twoje koralowe,

A zęby szczere [118] perłowe;

Szyja pełna, okazała,

Piersi jawne [119], ręka biała.

385

Serce mi zakwitnie prawie

Przy twej przyjemnej rozprawie [120];

A kiedy cię pocałuję,

Trzy dni w gębie [121] cukier czuję.

W tańcuś jak jedna bogini [122],

390

A co cię skutniejszą [123] czyni:

Nie masz w tobie nic hardości,

Co więc rzadko przy gładkości [124].

Tymeś ludziom wszytkim miła

I mnieś wiecznie zniewoliła;

395

Przeto cię me głośne stróny [125] 

Będą sławić na wsze strony.

Panna XII

Wieś, Sielanka Wsi spokojna, wsi wesoła,

Który głos twej chwale zdoła [126]?

Kto twe wczasy [127], kto pożytki

400

Może wspomnieć za raz [128] wszytki? 

Człowiek w twej pieczy uczciwie

Bez wszelakiej lichwy [129] żywie;

Pobożne jego staranie

I bezpieczne [130] nabywanie.

405

Inszy sie ciągną przy dworze

Albo żeglują przez morze

Gdzie człowieka wicher pędzi,

A śmierć bliżej niż na piędzi [131].

Najdziesz, kto w płat języka dawa [132],

410

A radę na funt [133] przedawa [134];

Krwią drudzy zysk oblewają,

Gardła na to odważają.

Wieś, Bogactwo, Praca Oracz pługiem zarznie w zięmię;

Stąd i siebie, i swe plemię [135],

415

Stąd roczną czeladź [136] i wszytek

Opatruje swój dobytek.

Jemu sady obradzają,

Jemu pszczoły miód dawają;

Nań przychodzi z owiec wełna

420

I zagroda jagniąt pełna.

On łąki, on pola kosi,

A do gumna [137] wszytko nosi.

Skoro też siew odprawiemy,

Komin wkoło obsiędziemy. 

425

Tam już pieśni rozmaite,

Tam będą gadki pokryte [138],

Tam trefne plęsy, [139] z ukłony,

Tam i cenar, tam i goniony [140].

A gospodarz wziąwszy siatkę,

430

Idzie mrokiem [141] na usadkę [142] 

Albo sidła stawia w lesie;

Jednak zawżdy co przyniesie.

W rzece ma gęste więcierze [143],

Czasem wędą ryby bierze;

435

Ptak A rozliczni ptacy wkoło

Ozywają sie wesoło. 

Stada igrają przy wodzie,

A sam pasterz, siedząc w chłodzie,

Gra w piszczałkę proste pieśni;

440

A faunowie skaczą leśni [144].

Zatym [145] sprzętna [146] gospodyni

O wieczerzej pilność czyni,

Mając doma ten dostatek,

Że sie obejdzie bez jatek [147].

445

Ona sama bydło liczy,

Kiedy, z pola idąc, ryczy,

Ona i spuszczać [148] pomoże;

Męża wzmaga [149], jako może.

A niedorośli wnukowie,

450

Chyląc sie ku starszej głowie,

Wykną przestawać na male [150],

Wstyd i cnotę chować w cale [151].

Wieś Dzień tu [152], ale jasne zorze

Zapadłyby znowu w morze,

455

Niżby mój głos wyrzekł wszytki

Wieśne [153] wczasy i pożytki. 

autor: Jan Kochanowski