22 myśli w temacie “Energetyczne implikacje poddania się eksperymentom medycznym

  1. Czy krew konkretnej Istoty, jej organ, bez względu na to czy ta istota jest szczypana czy nie, nie jest czasem „obciążony” energią danej istoty od której pochodzi? Jeśli tak, to czy my winniśmy korzystać z takich dobrodziejstw jak przetaczanie krwi lub przeszczep organów?

    1. Czytalam powazne artykuly ze niektorzy po wszczepieniu organu innej osoby zmieniaja charakter czy zainteresowania ba nawet zyskuja nowe talenty np zaczynaja ladnie malowac czyli zaczynaja tworzyc sztuke choc przedtem nie mieli ani takiego talentu ani zainterezowan w tym kierunku. Ciekawe ilu osobom sie to zdarza.
      Juz kiedys pisalam ze przez jakis czas bylam dawca krwi. Ale krew to mniejszy ladunek poniewaz komorki krwi zyja krotko. Czyli moze i zaburzaja na krotko energetyczna rownowage danego ciala ale w danen chwili podtrzymuja zycie a wkrotce znikaja.

      1. Spalenie ciała… Kiedyś chyba pan Nacht mówił o tym, by do 40 dni po śmierci nie „ruszać” skafandra ziemskiego, czyli jak się chce go spalić, należy odczekać te 40 dni. Ciekawe, bo Rosjanie wierzą, że dusza jest w niebie po 40 dniach od śmierci… Czyli Nacht mówi o związku duszy z ciałem jeszcze 40 dni po, więc jeśli po 3 dniach skafander skremujemy, może to być odczuwalne energetycznie dla duszy? Niektórzy twierdzą, że to KK narzucił niejako pochówek w trumnach, że wcześniej nasi przodkowie palili ciała, z tym, że jeszcze wcześniej, w czasie panowania Scytii, to znów są pochówki całych ciał, do tego pięknie przyozdobionych… Komu zależałoby na paleniu skafandrów? Na pozbyciu się pamięci skafandra? Bo popiół nie ma nośnika pamięci? Czas popielnic, kurhanów być może był zbyt ważny, by coś więcej po nim pozostało niż jeno popiół?

      2. Jeszcze przed degeneracją ludów Rdzennych istoty ludzkie potrafiły świadomie wychodzić z ciała, gdy poczuły ruch duszy, że przyszła już pora. Najdłużej ta ewolucyjna umiejętność zachowała się bodaj w Tybecie.

        Anastazja z kolei mówi o pozostawianiu przez Mędrca jego „duszy” w formie świadomej obecności energoinformacyjnej w miejscu świadomego pozostawienia jego ciała w dolmenie-sarkofagu. Wg Anastazji istoty hipersensytywne mogą swobodnie korzystać do dziś z tej energoinformacyjnej bazy danych.

        Jest to niesamowicie ciekawy temat. Ale jeśli info to przeczyta jakiś twardy katolik, to obwody w mózgu mogą mu popękać… 😉

        *

        Dolmeny z okolic Gelendżyka, o których mówi Anastazja:

        https://www.rbth.com/travel/331795-russias-megalithic-tombs-dolmens

      3. „istoty ludzkie potrafiły świadomie wychodzić z ciała, gdy poczuły ruch duszy, że przyszła już pora.”

        Moja Babcia tak zrobiła.
        To była Kobieta Wielkiej Mocy.

    2. Czy powinniśmy korzystać?
      Dla większości ludzi ten problem w ogóle nie istnieje. 😉
      Dorosły, świadomy człowiek może podjąć decyzję o rezygnacji z tych dobrodziejstw, ale co zrobią rodzice, których dziecko np. uległo wypadkowi i tylko transfuzja może uratować mu życie? Albo mają dziecko z białaczką i tylko przeszczep może mu pomóc?
      Decyzja nie byłaby taka prosta. Chyba znam odpowiedź na pytanie, co byłoby dla nich ważniejsze – życie czy obciążenia energetyczne.

  2. Jeszcze bardziej dziurawa aura i jeszcze więcej podpięc, co w konsekwencji wzmoże natłok negatywnych myśli, stany lękowe, depresje. U niektórych pewnie paranoje i agresje. Agresja tez może (moze, choc nie musi) wypływać ze stanów lękowych.

    1. To jeden z celów szczypawek.
      Dolny astral sprowadza się do nas !
      W postaci podpięć. Będą doić każdego szczypniętego bezpośrednio!

      Kuzynka po szczypawce w końcu sierpnia b.r.
      We wtorek ją przy okazji odwiedziłem.
      Skarżyła się na brak sił i depresję.
      Depresję wiąże ze śmiercią młodszego brata, ale to było 5 lat temu !
      W zeszłym roku jeszcze nic o depresji nie wspominała.

      Jest matematykiem, od 10 lat na emeryturze.
      Udzielała korepetycji dla maturzystów idących na politechnikę, architekturę, WAT. I zdawali.
      We wtorek powiedziała, ze nie będzie już udzielać korepetycji bo…. nie umie rozwiązać większości zadań ze zbioru zadań, którym się przez lata posługiwała !
      To chyba ta mgła umysłowa.
      Holter wyszedł jej źle. Po Święcie Zmarłych będzie powtarzać. Przedtem miała tylko lekkie nadciśnienie. Obecnie mówią, że ma chore serce.
      I to wszystko od sierpnia.

      Nie jest dobrze.

      1. Moi zaszczypawkowani rozmówcy mieli podobne rezultaty po przyjęciu eliksiru. Do tego ciągle drystaczkę, nie do opanowania.

      2. „nie będzie już udzielać korepetycji bo…. nie umie rozwiązać większości zadań ze zbioru zadań, którym się przez lata posługiwała”
        —————-
        Czy ona wiąże swoja niemoc z preparatem, czy dalej w zaprzeczeniu?

        Moja mama narzeka, ze wkolo wszyscy maja depresje; zaszczepieni ma sie rozumiec, ona tez. No, ale z drugiej strony, odkad pamietam o tej porze roku zawsze mieli. Podwyzszonych dawek witaminy D nie biora, bo sluchaja sie tylko lekarzy. Boja sie, ze przedawkuja. Tak wiec trudno mi oszacowac na ile ta ich depresja ma zwiazek ze szczepieniem. Z pewnoscia bedzie intensywniejsza niz w poprzednich latach.

        Moj szwagier ma ostra jazde. Jego wyksztalcony syn (po ekonomii; z tytulami i kursami matriksowymi), co to pracuje w finansach, chluba rodziny jest uzalezniony od alkoholu. Ma ciągi. Na spotkaniach AA byl ze trzy razy. Nawet mu sie podobalo. Zostal milo przyjety, a potem…. wymowka jedna za druga. Przestal chodzic. Uciely mu sie kontrakty, ledwo splaca dom, jezdzi „po pijaku”. No, ale jak on ma przewartosciowac swoje zycie, kiedy stale kreci sie w kolko. Co wytrzezwieje, to tylko pieprzy o robieniu pieniedzy: „bez pieniedzy jestem nikim”. Odwiedza coraz czesciej ojca w stanie „po spozyciu”. Szwagier sie boi, ze syn straci wszystko i wprowadzi sie do niego. Odwyk w klinice kosztuje 5 tys dol, czasami ubezpieczenie pokrywa.

        Kilka lat temu mialam dwie intensywne wizje: o nim i o mojej tesciowej, a dokladniej o ich odejsciu z tego padołu. Nie wiedzialam wowczas dlaczego M. przychodzi mi na mysl. Teraz wiem. Oczywiscie nie wiem, czy tak sie zadzieje. Nie pisze co i jak, aby nie zapeszyc.
        Ogladam zdjecia. Jakie to bylo ładne dziecko! Włoski kręcone.

  3. IW – jakby tak sie ludzie przestali w koncu bac i zrozumieli, ze „nie umieraja”…

  4. Do Krysi ❤️ Kochana też bardzo Kochamy Naszą Piękna Krainę. Ale z tymi ciśnieniami jest coś na rzeczy. Tzn. zawsze, ale to zawsze jak przyjeżdżamy do domu z innego kraju, to najpierw dzień dwa jesteśmy opuchnięci i bardzo bolą nas głowy. Gdybyśmy nagle zmienili jedzenie albo np. nasze „rytuały”, czy tam mniej wody pili, czy witamin, to miałoby sens. Ale wszystko jest tak samo, a przez 2 dni w Polsce wyglądamy jak „Sigma i Pi”, tak jesteśmy opuchnięci. Po około 2 dniach przechodzi. W DE natomiast tego nigdy nie zauważyliśmy, a jeździmy po calutkim kraju przez 3-4 tygodnie. Rano budzisz się w Monachium, a na drugi dzień jesteś w Hamburgu albo w Kolonii, tempo jest i szybko się przemieszczamy z miejsca na miejsce, ale czegoś takiego jak po powrocie do domu, to nigdy nie mieliśmy. Nie wiem, czy to ciśnienie, czy strach sąsiadów tak na nas działa, czy wyjące za oknem non stop karetki. Czasami woda z solą i moczenie pół godziny nóg wystarczy, a czasami bez tabletki ani rusz. Dobrego dnia Krysiu 🌹

    1. „zawsze jak przyjeżdżamy do domu z innego kraju, to najpierw dzień dwa jesteśmy opuchnięci i bardzo bolą nas głowy”
      ——————
      RiS, podobne doświadczenia, tyle ze w Anglii miała pewna Polka. W ciągu pierwszych kilku miesięcy pobytu często puchła. Przybyło jej tez kilka kilogramów mimo, ze jadła mało i duzo ćwiczyła. Nie była w stanie ich zrzucić. Wedlug niej przyczyna takiego stanu rzeczy było (bardziej niż w Polsce) zatrute chemikaliami jedzenie i woda. Z pewnością miała racje.

      1. Ja puchnę w… Warszawie.
        Jak przyjdzie mi pobyć tam trochę i spać, wszystko jedno czy u rodziny, czy w hotelu, mam spuchnięte stopy i łydki.
        Czasem też i ręce.
        Jak wracam do domu, wszystko mija samo, w ciągu jednej nocy.

  5. Z racji prowadzenia przeze mnie akcji „nie chce wiecej tutaj inkarnowac” zamierzam „obciazyc” kogos spaleniem mego skafandra. Tu chodzi tez o zerowanie programow. Jestem bardzo mocno przekonany, ze jak poczuje szarpniecie za srebrna nic to ja sam zerwe, bedzie takie: „kochani, bede jutro po poludniu <> to wiecie co prosilem od razu zalatwic”.
    Niektorzy dluzej zostaja blisko „swoich miejsc”. Najdluzej chyba pare lat czulem… ale generalnie to zalezy od wielu czynnikow.

    Byly przypadki, ze po przeszczepie np. watroby koles nagle kupil te same fajki co palil dawca, choc sam nie palil nigdy. No moja watrobe jakby ktos dostal to by sie chyba zdziwil 🙂
    Raz oddalem krew. Obawiam sie, ze przez to mialem tylko „wiecej do przerabiania”. Pytanie na koncu jest jedno: skad wiesz, ze komus w ten sposob pomogles?

  6. Mówią Amisze:

    „Są trzy rzeczy, których Amisze nie lubią”, powiedział Lapp. „I to jest: rząd – nie angażują się w działania rządu, nie lubią publicznego systemu edukacji – nie wysyłają swoich dzieci na edukację, i nie lubią też systemu opieki zdrowotnej. Okradają nas. To są trzy rzeczy, z którymi, mamy wrażenie, że walczymy cały czas. Cóż, wszystkie te trzy rzeczy są częścią tego, czym jest Covid”.

      1. Niby sporo wiedziałem, ale nie wiedziałem, że jest aż tak !

        To dlatego tak łatwo jest im skoordynować żywność, farmaceutyki, propagandę i inwigilację. Oraz wszystko inne. Od dochodów po sposób spędzania wolnego czasu.

        No to jesteśmy w kij związani.
        Jak nam Boskość nie pomoże, to koniec.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s