78 myśli w temacie “Specyfika okresu przejściowego w galaktycznym procesie Wielkiej Zmiany

  1. Ja od kilu dni jestem trochę w stresie, bo przekonuję rodziców, aby nie dali się zaszczepić (prawdopodobnie by mi serce pękło, gdyby to zrobili). Oczywiście powiedziałem RODzicom o tych zagrożeniach, powikłaniach, zgonach, polecałem filmy, artykuły i na ten czas widać, że ich przekonałem. Jednak żyję jeszcze trochę w napięciu, bo myślę o RODzicach, czy czasem znowu im nie odbije. Jest to dla mnie dość trudny czas. Jakoś sobie radzę i oczywiście trenuję, dzięki czemu panuję nad wkurwem.

    1. Visku – tłumacząc, przynajmniej nie będziesz miał wyrzutów sumienia. W ostateczności możesz ich zapytać, czy spisali już testament i jakie kwiaty mają być na trumnie.!

      1. Kochani, no mnie przed chwila rece opadly. Kuzynka mojego meza przed chwila mi dzwoni, ze zmarl jej siostrzeniec 39 lat na wirusa. Mimo mlodego wieku byl schorowany, cukrzyca, astma i cos tam. Ona oczywiscie mowi, ze cala rodzina sie scypi, zeby lzej wirusa przechodzic. Jak jej zaczelam cos tlumaczyc, to ona na to, ze Łociec Świenty sie zaszczepil, caly swiat sie szczepi i oni tez. Zlozylam kondolencje, rozlaczylam sie, bo mi mowe odjelo.

    2. W rodzinie moich krewnych wojna. Jeden sie zaszczepil, reszta jest przeciw. Matka mieszka z tym, co przeciw i przekonywali matke, by sie nie szczepila, i wyobraz sobie, przychodzi po pracy do domu, a tu sie okazuje, ze matka juz zaszczepiona, bo ten szczepiony zabral ja na zabieg.. Teraz nie czuje sie rewelacyjnie, ale jest chora, wiec trudno powiedziec, czy to jej choroba, czy szczepionka. Po prostu rece opadaja. Reszta dzieci jest wsciekla na tego covidowca.

      Aby bylo smieszniej, mnie tez pytali, czy maja mi „zalatwic” termin. A wiedza, ze jestem przeciw. Wrr.

      1. Mnie wkurza brak tzw. Opatrzności (niektórzy może jeszcze wierzą w takie rzeczy, że ktoś czuwa), ta bezwzględność tzw. elit, zimne wyrachowanie, zabijanie Ludzi, depopulacja po prostu i robienie na tym jeszcze kasy przez tych, którzy zarabiają na kłamstwach kowidiańskich. Tyle łez i cierpienia. Trudny To czas dla Polski. Od dawna nie wierzę w żadne karmy, srarmy i pitolenie o serduszkach. Zbyt dużo labiryntów mentalnych, lukrowanych, przeterminowanych serduszek, z jakiejś zapyziałej cukierni i nawijka od lat o wybaczaniu (do znudzenia), kiedy oprawcy-sadyści wcale nie chcą od nas wybaczenia. Wyraźnie to gady pokazują. Gdyby to było faktycznie tak proste z tymi serduszkami i całowaniem gadzin w ich łepetynki, to już dawno świat byłby rajem, bo uważam, że większość Ludzi chce Dobra. Jest depopulacja Słowian. To jest wojna.

      2. [ViS] pitolenie o serduszkach

        ——-

        Chodzi chyba o to, że serce jest portalem.

      3. ViS, jakkolwiek to zabrzmi dziwnie, ja wierze w naszych bogow Stworcow i w to, ze wkrotce laduna na Ziemi i zrobia porzadek z psychopatami, ktorzy chca zniewolic ludzkosc.

        Slyszales o bramach DUAT? Jakos dziwnie prowadza na Syriusza i jakos dzwnie na ziemi wszystko sie z nim. Kojarzy. Lecac na Syriusza, leci sie w kierunku Oriona, Jednorozca… A uklad Scholza tez polecial w tamtym kierunku, choc juz jest duzo dalej. I co ciekawe, sygnal WOW wlasnie z tego kierunku nadlecial i taka Oumuamua tez chyba stamtad. Wiec czekam i mam nadzieje.

        Bylo za duzo zbiegow okolicznosci w naszych dziejach i za duzo szczesliwych przypadkow, by byly przypadkami.

      4. A mnie w tym wszystkim najbardziej uderza fakt, jak zachowują się nie tyle elity, tylko tzw. słudzy systemu.
        Elity mają swoje cele, założenia – i to, co robią, robią świadomie i z premedytacją.

        Inaczej ma się sprawa sług systemowych.
        Nabijają sobie portfele kasą okupioną łzami, cierpieniem albo życiem swoich braci.

        Cieszą się, że dużo zarabiają kosztem innych, i co dalej?
        Czy te osoby zapytały siebie kiedykolwiek, co będzie dalej?
        Zarobią wiele, wiele hajsu, tylko co z tego? Kim się stali?

        W całym swoim życiu nienawidziłam dwóch rzeczy:
        poniżania drugiego człowieka i osiągania korzyści kosztem innych. Zawsze tępiłam takie postawy i nie mam dla nich litości.

        I niech mi nikt nie mówi, że nie mają wyboru, bo kredyty, bo rodzina, bo utrata dochodu.

        ZAWSZE JEST WYBÓR. ZAWSZE.

        Tylko my sami decydujemy, jak wykorzystamy czas, który został nam dany.

      5. @Klejto
        Politykow i elity zlapano na konta w rajach podatkowych. Od afery Panama Papers wszyscy skacza na sznureczkach, jakby rozum stracili. Wyglada na to, ze sa szantazowani.

        Zero rozumu, zero sumienia. Znow wszyscy niewinni, jak ci na laweczkach w Norymberdze. Ich potomstwo tez niewinne, ale kase z przestepstw zuzywac potrafi.

  2. „Slyszales o bramach DUAT?”

    Nie kojarzę. Być może tak jest, ale ja od paru lat już nie oglądam i nie czytam rzeczy o UFO i kosmosie, bo mnie zmęczyła ta tematyka. To znaczy znudziła mi się. Byłem wielkim fanem książek o UFO, o kosmitach itd., ale jakoś samoistnie przestało mnie to interesować.

    1. Nie chodzi o Ufo. To wierzenia egipcjan. Bramy DUAt otwieraja sie o wschodzie slonca, gdy syriusz i Orion wschodza tuz przed Sloncem. Wtedy dusze ustawione u bram ida prosto na Syriusza. Mnie to wyglada jak starozytna instrukcja dla ludzkosci, jak doleciec do naszych Stworcow, gdy bedziemy juz w stanie. Dokladne okreslenie, jaki kierunek obrac przy starcie i ktorego dnia (tzw. okno startowe, jak przy lotach na Marsa). W naszych czasach to rownonoc jesienna.

      1. @Taw
        Bardzo mozliwe.
        Ja to przepisalam z jednej ksiazki. Przyznam, ze nie sprawdzalam. Tam byly podane te daty na teraz, na 2500 pne i jeszcze na ktorys chyba 10 000 pne. Nie pamietam dokladnie. Moge jutro podac tytul, bo teraz nie chce mi sie tego szukac. Wiadomo kazdego roku wzejdzie troche inaczej i to podano dla Gizy, moze w tym problem?

        Tam jest nawet podane DUAT en BA, mnie to przekrecone nieba przypomina. Ale kompletnie sie na tym nie znam.

      2. Nie musisz szukać, mnie tematy egipskie nie kręcą, podałem to tylko jako astronomiczną ciekawostkę-doprecyzowankę.

        Jeśli istnieje „czas widmowy”, to te wszystkie zabawy w badaczy i tak psu na budę.

      1. To Twoja zasluga. Ja wszystkich linkow nie klikam, ale ktorys Twoj kliknelam, a pod spodem byla i ta po polsku, wiec ja skopiowalam tu na blog, nieswiadoma, ze juz ja wkleilas.

        Uwielbiam te piesn, czesto jej slucham w wersji rosyjskiej, bo Opolczyk ma ja w linkach.

      2. Mnie sie podoba pieśń Na Kralovej Holi (Kollarovci), którą zamieściła Arkona.

  3. Piekna kopula, TAWie.
    A zastanawial sie ktos z Was, ze ta uratowana czesc ludzkosci naprawde zyla kilka tysiecy lat pod taka kopula? I ze to wcale nie bajka?

      1. Ale tamta byla prawdziwa sztuczna. Wiesz ze uklad Scholza byl bardzo blisko Slonca i co sie wtedy dzialo? Hekatomba na calej Ziemi. Przezylo kilka tysiecy ludzi. Podejrzewam ze pod sztuczna kopula,

  4. „Fragmenty nieznanego nauczania to świadectwo ośmiu lat pracy Uspienskiego jako ucznia Gurdżijewa. Autor przytacza wiele rozmów ze swoim ówczesnym nauczycielem, szczegółowo odtwarza jego wykłady, opisuje własne przeżycia, przedstawiając w ten sposób podstawowe kosmologiczne i psychologiczne idee poznawanego przez siebie nauczania. Jednocześnie wnikliwie analizuje sytuację panującą w Rosji w okresie pierwszej wojny światowej i po wybuchu rewolucji bolszewickiej”.

    W 1921 roku w Konstantynopolu, tuż przed wyjazdem Uspienskiego do Anglii, Gurdżijew wyraził pełną zgodę na opublikowanie Fragmentów nieznanego nauczania, które ukazały się drukiem w 1949 roku.

      1. „Nie każdy zbliża się do przyszłości
        Nie każdy uczy się z przeszłości
        Nie każdy może przyjść w przyszłość
        Nie każdy pochodzi z przeszłości”

        Jak powiedział Ojciec Kościoła Augustyn,
        cyt. „…stan niewolniczy przynależy grzesznikowi”

        „źródłem niewoli jest grzech”.

        Nazwa „grzech, więc zasłużył sobie na imię ”niewolnik”
        nie Natura go stworzyła…
        Rozumiecie ? – to jest cytat z nauk doktora kościoła jak go nazywają książa – Augustyna…

        …i tu jest pies pogrzebany czyli cała prawda o niewolnictwie…a takiego wała!!!

      2. Słowo „grzech” jest manipulacją. W Nowym Testamencie ono nie występuje. Tam jest zupełnie inne słowo: „hamartia”, oznaczające „chybianie”, „błądzenie”, „zamazanie”, „mglistość”, „brak rozeznania”.

        Okupant znanipulował źródłosłów i zniewolił populację.

      3. Wiem że manipulacja wymyślona.. wal się w piersi i mów do siebie” moja wina…” – po stokroć moja wina i tak wieki całe…
        Ony nazwali nas grzesznikami i o to chodzi …nie umiem tego tak przekazać TAWIE ja Ty MISTRZU ..
        Serducho Wielkie SLĘ o! ❤️

      4. Sracz! Pierwsze słyszę. Ale brzmi ciekawie😁
        Przed wojną mówili u nas klozet.

      5. „Klozet” to takie drobnomieszczańskie określenie, „sracz” jest bardziej swojskie 🤓

        A nieposiadającym sracza mieszczanom dedykuję na pocieszenie bardzo ważny wykład Maria na temat duchowego wymiaru defekacji (fraktalna kompatybilność treści na wszystkich poziomach przeJAWIenia boskiej istoty ludzkiej):

        .https://youtu.be/RGDzJnvtp7o

      6. W moich okolicach mówiło sie sracz/srocz, a na muchy latające wokół g…. srocówy.

      7. Tak mówili przed wojną na Kresach, w okolicach, gdzie mieszkała kiedyś RODzina mojej Mamy.

      8. A tak w ogóle z mieszczaństwem czy drobnomieszczanstwem nie mieli nic wspólnego, bo to była szlachecka RODzina.

      9. …ale powtarzam co napisał Augustyn i nazwał grzechem…
        aby określić niewolników.. nie Ja ..

      10. „wal się w piersi”
        W grasicę i pozbawiaj się siły i mocy.
        Sami niech się walą!

      11. „Grasica to gruczoł, który pełni w organizmie bardzo ważną rolę – odpowiada za prawidłowe kształtowanie się układu odpornościowego. Gdy funkcjonowanie grasicy zostanie zaburzone, może dojść do rozwoju wielu chorób, także tych potencjalnie śmiertelnych.”

        Co więcej powiedzieć? Wystarczy to powyższe.
        I potem skąd biorą się choroby. Od bezmyślnego walenia się w piersi co niedziela, a może i w światek piątek, codziennie, całymi dniami po nocach.

      12. Encyklopedia
        Dlaczego ”Sławojka”
        ”Polska nazwa tej konstrukcji przyjęła się w dwudziestoleciu międzywojennym od imienia premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego, który był inicjatorem akcji poprawy zdrowotności i świadomości higienicznej polskiego chłopstwa. W 1928 roku rozporządzenie Prezydenta RP o prawie budowlanym i zabudowaniu osiedli (Dz.U.R.P. 1928, Nr 23, poz. 202)[2] nakazywało budowę zabudowanych ustępów na każdej zabudowanej działce. Do powstania nazwy przyczyniły się kontrole sanitarne ustępów, dokonywane podczas licznych podróży Składkowskiego po kraju, co było obiektem kpin i licznych anegdot[3].”

      13. „Okupant znanipulował źródłosłów i zniewolił populację. ”

        Tak, wszelkie obce wkrety w rodowity jezyk odbieraja MOC Przyrodzona.
        W SLOWACH SLAWIAN jest Moc Ukryta.
        To dlatego przeciwnicy Zycia szukaja, jak nasza Mowe zanieczyszczac.
        To tak jak by wlewac pomyje do Zrodla Wody Zywej…
        A kto pilnuje Zrodla ?

        Niech Was nie dziwi, ze skrupulatnie obserwuje i poprawiam obce wkrety we wpisach na blogu.
        Dla wielu tutaj to sie nie podoba, ale trudno. Duzo bylo atakow…

        Tu jest nasze dziedzictwo, nasza sila, nasza przyszlosc.

        Slováci spievajú slovenskú ľudovú hymnu
        .https://www.youtube.com/watch?v=Lg1dyPv2ESg


        HYMNA SLOVENSKEJ REPUBLIKY – METALINDA
        .https://www.youtube.com/watch?v=FfUWm5bXG6A

        …Zyje Matka SLAWA ❤

  5. Fragment książki NIEZNANEGO NAUCZANIA –
    Książka ta zastąpi wiele tomów …

    – Istnieją – powiedział – dwie linie, wzdłuż których przebiega rozwój człowieka:linia wiedzy i linia bycia. We właściwej ewolucji linia wiedzy i linia bycia rozwijają
    się symultanicznie, równolegle do siebie, wzajemnie sobie pomagając. ….czyt. dalej.

    Wykłady G. wywołały w naszych grupach wiele rozmów.

    Sporo spraw pozostawało dla mnie cały czas niezrozumiałych, ale też wiele
    zaczęło się ze sobą łączyć i czasami, całkiem nieoczekiwanie, jedna rzecz
    wyjaśniała inną, która – jak się wydawało – nie miała z nią nic wspólnego.
    Niektóre części systemu zaczęły się niewyraźnie zarysowywać, tak jak figury czy
    krajobraz, które stopniowo pojawiają się przy wywoływaniu kliszy fotograficznej.
    Pozostało jednak wiele niezapełnionych i nie dokończonych miejsc.
    Jednocześnie wiele rzeczy było sprzecznych z tym, czego oczekiwałem. Ale
    starałem się nie wyciągać wniosków, tylko czekać. Często jedno nowe słowo,
    którego przedtem nie słyszałem, zmieniało cały obraz i musiałem przebudować
    wszystko to, co dotychczas zbudowałem. Bardzo jasno pojąłem, że dużo czasu
    musi upłynąć, zanim będę mógł sobie powiedzieć, że jestem w stanie właściwie
    naszkicować cały system. I wydawało mi się bardzo dziwne, że ludzie po
    przyjściu na jeden tylko wykład natychmiast rozumieli, o czym była mowa,
    tłumaczyli to innym, i głosili całkowicie ugruntowane i pewne opinie na nasz
    temat.

    Muszę wyznać, że przy takich okazjach często przypominałem sobie moje
    własne pierwsze spotkanie z G. i pierwszy wieczór spędzony z grupą
    moskiewską. Ja także byłem wtedy bardzo bliski sformułowania gotowego sądu
    o G. i jego uczniach. Ale coś mnie wówczas powstrzymało. I teraz, gdy zacząłem
    zdawać sobie sprawę, jak niezwykłą wartość miały te idee, nieomal przeraziła
    mnie myśl, że tak łatwo mógłbym przejść obok nich, mógłbym nic nie wiedzieć o
    istnieniu G. albo na przykład stracić go z oczu, gdybym nie zapytał, czy mogę go
    ponownie zobaczyć.
    Prawie w każdym ze swoich wykładów G. powracał do tematu, do którego
    najwyraźniej przykładał wielką wagę, a który dla wielu osób był bardzo trudny do
    przyswojenia.

    – Istnieją – powiedział – dwie linie, wzdłuż których przebiega rozwój człowieka:
    linia wiedzy i linia bycia. We właściwej ewolucji linia wiedzy i linia bycia rozwijają
    się symultanicznie, równolegle do siebie, wzajemnie sobie pomagając. Jeśli linia
    wiedzy wyprzedzi za bardzo linię bycia lub linia bycia wyprzedzi za bardzo linię
    wiedzy, to rozwój człowieka następuje w niewłaściwym kierunku, i wcześniej czy
    później musi on znaleźć się w martwym punkcie.

    Ludzie rozumieją, co oznacza “wiedza”. I rozumieją możliwość różnych
    poziomów wiedzy. Rozumieją, że wiedza może być większa lub mniejsza, to
    znaczy takiej albo innej jakości. Ale nie rozumieją tego w odniesieniu do “bycia”.
    “Bycie” oznacza dla nich po prostu istnienie, którego przeciwieństwem jest
    nieistnienie. Nie rozumieją, że bycie może znajdować się na bardzo różnych
    poziomach i może należeć do rozmaitych kategorii. Weźmy na przykład bycie
    minerału i bycie rośliny. Są to różne bycia. Bycie rośliny różni się z kolei od bycia
    zwierzęcia. Bycie zwierzęcia różni się od bycia człowieka. Ale bycia dwóch ludzi
    mogą bardziej różnić się od siebie niż bycie minerału od bycia zwierzęcia. I to
    jest właśnie to, czego ludzie nie rozumieją. Nie rozumieją oni, że wiedza zależy
    od bycia. Nie tylko tego nie rozumieją, ale też nie chcą tego zrozumieć.
    Szczególnie w kulturze zachodniej uważa się, że człowiek może mieć wielką
    wiedzę, na przykład może on być utalentowanym naukowcem, autorem wielkich
    odkryć, człowiekiem posuwającym naprzód naukę, a równocześnie może być, i
    ma prawo być, małostkowym, egoistycznym, grymaśnym, podłym, zazdrosnym,
    próżnym, naiwnym i roztargnionym człowiekiem. Wydaje się, że profesor zawsze
    i wszędzie powinien zapominać parasola.

    A przecież jest to jego bycie. I ludzie myślą, że wiedza nie zależy od bycia.
    Ludzie kultury Zachodu przykładają wielki wagę do poziomu wiedzy człowieka,
    ale nie wartościują oni poziomu człowieczego bycia, nie wstydzą się niskiego
    poziomu swojego własnego bycia. Oni nawet nie rozumieją, co to oznacza. I nie
    rozumieją, że wiedza człowieka zależy od poziomu jego bycia.

    Jeśli wiedza znacznie wyprzedza bycie, to staje się ona teoretyczna,
    abstrakcyjna i nieprzystająca do życia, albo też wręcz szkodliwa, ponieważ
    zamiast służyć życiu i pomagać ludziom w walce z trudnościami, na które
    napotykają, zaczyna ona komplikować życie człowieka i przysparzać nowych
    trudności, nowych kłopotów i nieszczęść, których przedtem nie było.
    Powodem tego jest to, że wiedza, która nie pozostaje w zgodzie z byciem, nie
    może być wystarczająco rozległa, czy też dostatecznie dostosowana do
    rzeczywistych potrzeb człowieka. Będzie to zawsze wiedza o jednej rzeczy,
    połączona z niewiedzą innej rzeczy; znajomość szczegółu bez znajomości
    całości; znajomość formy bez znajomości esencji.

    Taką przewagę wiedzy nad byciem można zaobserwować w dzisiejszej kulturze.
    Idea wartości i znaczenia poziomu bycia została zupełnie zapomniana. I
    zapomniano o tym, że poziom wiedzy jest zdeterminowany przez poziom bycia.
    W rzeczywistości na danym poziomie bycia możliwości wiedzy są ograniczone.
    W granicach danego poziomu bycia jakość wiedzy nie może ulec zmianie,
    możliwa jest jedynie akumulacja informacji jednej i tej samej natury, w
    ustalonych już z góry granicach. Zmiana w naturze wiedzy jest możliwa tylko
    przy zmianie w naturze bycia.

    Traktowane z osobna, bycie człowieka ma wiele różnych stron. Najbardziej
    charakterystyczną cechą współczesnego człowieka jest brak w nim jedności, a
    ponadto brak nawet śladów tych jakości, które sobie najbardziej lubi
    przypisywać, to jest “przejrzystej świadomości”, “wolnej woli”, “trwałego Ego”
    czyli “Ja”, i “zdolności czynienia”.

    Może was to zdziwić, ale główną cechą bycia współczesnego człowieka, która
    wyjaśnia to wszystko, czego mu brakuje, jest sen.

    Współczesny człowiek żyje we śnie, rodzi się we śnie i we śnie umiera. Na temat
    snu, jego znaczenia i roli, jaki odgrywa w życiu, będziemy mówić później. Teraz
    pomyślcie tylko o jednej rzeczy: co może wiedzieć człowiek, który śpi? I jeśli o
    tym pomyślicie, pamiętając jednocześnie, że sen jest główną cechą naszego
    bycia, to natychmiast stanie się jasne, że jeśli człowiek rzeczywiście pragnie
    wiedzy, to przede wszystkim musi pomyśleć o tym, jak się obudzić, czyli o tym,
    jak .zmienić swoje bycie.

    Zewnętrzne bycie człowieka posiada wiele różnych stron: aktywność albo
    bierność; prawdomówność albo skłonność do kłamania; szczerość albo
    nieszczerość; odwagę, tchórzostwo; panowanie nad sobą lub rozwiązłość;
    drażliwość, egoizm, gotowość do poświęcania się, dumę, próżność,
    zarozumiałość, przedsiębiorczość, lenistwo, moralność, deprawację; wszystkie
    te cechy i jeszcze wiele innych składa się na bycie człowieka.

    Ale wszystko to jest w człowieku całkowicie mechaniczne. Jeśli kłamie on, to
    dlatego, że nie umie nie kłamać. Jeśli mówi prawdę, to znaczy, że nie jest w
    stanie postąpić inaczej – i tak jest ze wszystkim. Wszystko się zdarza. Człowiek
    sam nic nie może uczynić, ani w sobie, ani poza sobą.

    Ale oczywiście istnieją ograniczenia i granice. Mówiąc ogólnie, bycie
    współczesnego człowieka jest bardzo miernej jakości. Ale może być ono tak złej
    jakości, że nie istnieje już możliwość żadnej zmiany. Trzeba zawsze o tym
    pamiętać. Ludzie, których bycie może jeszcze ulec zmianie, maje bardzo dużo
    szczęścia. Ale istnieją ludzie, którzy są zdecydowanie chorzy, są jak zepsute
    maszyny, z którymi nic się nie da zrobić. I tacy ludzie stanowi większość. Bardzo
    niewielu ludzi może otrzymać prawdziwą wiedzę; jeśli się nad tym zastanowicie,
    to zrozumiecie, dlaczego inni nie mogą jej otrzymać: ich bycie przeszkadza
    temu.

    Mówiąc ogólnie: równowaga pomiędzy wiedzy i byciem jest nawet ważniejsza
    niż odrębny rozwój każdego z nich. I dlatego odrębny rozwój wiedzy i bycia nie
    jest w ogóle potrzebny, mimo że właśnie ten jednostronny rozwój wydaje się
    ludziom szczególnie pociągający.

    Jeśli wiedza przeważa nad byciem, to człowiek wie, ale nie ma mocy czynienia.
    Jest to bezużyteczna wiedza. Z drugiej strony; jeśli bycie przeważa nad wiedz, to
    człowiek ma moc czynienia, ale nie wie, co ma czynić. Tak więc bycie, które
    posiadł, do niczego mu się nie przyda, a wysiłki podjęte w celu rozwinięcia tego
    bycia, okazują się bezużyteczne.

    W historii ludzkości znanych jest wiele przykładów, kiedy to zaginęły całe
    cywilizacje, ponieważ wiedza przeważyła nad byciem albo bycie przeważyło nad
    wiedzą.
    – Do czego prowadzi jednostronny rozwój wiedzy i jednostronny rozwój bycia? –
    zapytał jeden ze słuchaczy.
    – Rozwój linii wiedzy bez linii bycia daje słabego jogina – odpowiedział G. – to
    znaczy człowieka, który wie bardzo dużo, ale nic nie może zrobić; człowieka,
    który nie rozumie – zaakcentował te słowa – tego, co wie; człowieka
    pozbawionego zdolności do wartościowania, to jest człowieka, dla którego nie
    istnieje różnica pomiędzy jednym a drugim rodzajem wiedzy. Natomiast rozwój
    linii bycia bez wiedzy daje głupiego świętego, czyli człowieka, który może bardzo
    dużo zrobić, ale nie wie, co ma robić i z czym. Jeżeli robi cokolwiek, to działa
    posłuszny swoim subiektywnym uczuciom, które mogą zbić go mocno z tropu i
    skłonić do popełnienia wielu poważnych błędów, to znaczy może on zrobić coś
    przeciwnego do tego, czego sam pragnie. W obu wypadkach, zarówno słaby
    jogin, jak i głupi święty, dochodzi do martwego punktu. Ani jeden, ani drugi nie
    może się dalej rozwijać.

    Aby to zrozumieć, a także ogólnie, pojąć naturę wiedzy i naturę bycia oraz ich
    wzajemny stosunek, trzeba zrozumieć stosunek wiedzy i bycia do “rozumienia”.
    Wiedza to jedna rzecz, a rozumienie to coś całkiem innego. Ludzie często mylą
    te pojęcia i nie potrafią jasno uchwycić, na czym polega różnica pomiędzy nimi.
    Sama wiedza nie daje rozumienia. Ani rozumienie nie rośnie poprzez wzrost
    samej tylko wiedzy. Rozumienie zależy od stosunku wiedzy do bycia.
    Rozumienie jest wypadkową wiedzy i bycia. Wiedza i bycie nie mogą się zanadto
    rozbiegać, bo wtedy okaże się, że rozumienie jest odległe od każdego z nich.
    Jednocześnie stosunek wiedzy do bycia nie ulega zmianie wraz za wzrostem
    samej wiedzy. Zmienia się on tylko wtedy, gdy bycie wzrasta równolegle z
    wiedzą. Innymi słowy, rozumienie rośnie tylko wraz ze wzrostem bycia.
    W potocznym myśleniu ludzie nie odróżniają rozumienia od wiedzy. Myślą oni,
    że większe rozumienie zależy od większej wiedzy. Gromadzą zatem wiedzę, czy
    też to, co nazywają wiedzą, ale nie wiedzą, jak gromadzić rozumienie i wcale ich
    to nie niepokoi.

    A przecież osoba przyzwyczajona do obserwowania siebie z pewnością wie, że
    w różnych okresach swego życia rozumiała ona jedną i tę samą ideę, jedną i tę
    samą myśl, w całkowicie odmienny sposób. Często wydaje jej się dziwne, że tak
    błędnie mogła pojmować coś, co jej zdaniem teraz rozumie właściwie. I
    jednocześnie zdaje ona sobie sprawę z tego, że jej wiedza nie uległa zmianie i
    że na dany temat wiedziała ona przedtem dokładnie tyle samo co teraz. Co
    zatem uległo zmianie? Zmieniło się jej bycie. A kiedy zmienia się bycie, to i
    rozumienie musi się zmienić.

    Różnica pomiędzy wiedzą i rozumieniem staje się jasna, gdy uświadomimy
    sobie, że wiedza może być funkcją tylko jednego centrum, podczas gdy
    rozumienie jest funkcją trzech centrów. Tak więc aparat myślowy może coś wiedzieć, ale rozumienie pojawia się tylko wtedy, kiedy człowiek czuje to i
    doznaje tego, co jest z tym związane.

    Mówiliśmy wcześniej o mechaniczności. Człowiek nie może powiedzieć, że
    rozumie ideę mechaniczności, jeśli wie o niej tylko rozumem. Musi czuć ją całą
    swoją masą, całym swoim byciem; wtedy dopiero będzie ją rozumiał.
    W sferze działalności praktycznej ludzie bardzo dobrze widzą różnicę pomiędzy
    samą tylko wiedzą a rozumieniem. Zdają sobie sprawę, że wiedzieć i wiedzieć
    jak robić, to dwie różne rzeczy, i że sama wiedza nie wystarcza do tego, by
    wiedzieć jak robić. Ale poza sferą działalności praktycznej ludzie nie pojmują
    tego, co “rozumienie” oznacza.

    Gdy ludzie zdają sobie sprawę, że czegoś nie “rozumieją”, to przeważnie usiłują
    znaleźć nazwę dla tego, czego nie rozumieją, i kiedy znajdą nazwę to mówią, że
    “rozumieją”. Ale “znaleźć nazwę” nie znaczy to samo co “rozumieć”. Niestety
    zazwyczaj ludzie zadowalają się nazwami. Człowiek, który ma ogromny zasób
    nazw, to znaczy ma ogromny zasób słów, uznawany jest za kogoś, kto bardzo
    dużo rozumie – oczywiście, jeżeli nie brać pod uwagę sfery działalności
    praktycznej, gdzie jego niewiedza bardzo szybko wychodzi na jaw.
    Jeden z powodów istniejącej w życiu rozbieżności pomiędzy linią wiedzy i linią
    bycia, to znaczy – innymi słowy – jeden z powodów braku “rozumienia”, który po
    części stanowi przyczynę, a po części efekt takiej rozbieżności, można odnaleźć
    w języku, którym posługuje się ludzie. Ten język pełen jest błędnych pojęć,
    błędnych klasyfikacji, błędnych skojarzeń. I najważniejszą rzeczą jest to, że z
    powodu istotnych cech potocznego myślenia, to znaczy z powodu jego
    mglistości i nieścisłości, każde słowo znaczy tysiące różnych rzeczy, zależnie od
    materiału, którym dysponuje mówiący i od zbioru skojarzeń powstających w nim
    w danym momencie. Ludzie nie zdają sobie sprawy, do jakiego stopnia ich język
    jest subiektywny, to znaczy z tego, jak różne rzeczy wypowiada każdy z nich,
    używając tych samych słów. Nie są świadomi, że każdy mówi własnym językiem,
    nie rozumiejąc wcale języka innych ludzi lub rozumiejąc go niedokładnie i
    zupełnie nie zdając sobie przy tym sprawy, że wszyscy mówią do niego w
    nieznanym mu języku. Ludzie wierzą, czy też są bardzo mocno przekonani, że
    mówią tym samym językiem, że nawzajem się rozumieją. W rzeczywistości nie
    ma żadnych podstaw do takiego przekonania. Język, którym się posługują, jest
    dostosowany tylko do życia praktycznego. Ludzie mogą przekazywać sobie
    nawzajem informacje o charakterze praktycznym, ale gdy tylko przejdą do
    bardziej złożonej sfery, to natychmiast się gubią i przestaje siebie rozumieć,
    choć sami są tego nieświadomi. Ludzie wyobrażają sobie, że często, może
    nawet zawsze, nawzajem się rozumieją, a w każdym razie potrafią się rozumieć,
    gdy próbują czy też chcą tego; wyobrażają sobie, że rozumieją autorów książek,
    które czytają, i że inni ludzie też ich rozumieją. To także jest jedno ze złudzeń,
    które ludzie sami dla siebie stwarzają i pośrodku których żyją. W gruncie rzeczy
    nikt nikogo nie rozumie. Dwóch ludzi może z głębokim przekonaniem mówić o tej
    samej rzeczy, ale nazywać ją inaczej, i kłócić się bez końca, nie podejrzewając,
    że myślą dokładnie to samo. Albo na odwrót, dwóch ludzi może wypowiedzieć te
    same słowa i wyobrażać sobie, że się ze sobą zgadzają i że się rozumieją,
    podczas gdy w rzeczywistości mówią o zupełnie różnych rzeczach i w
    najmniejszym stopniu się nie rozumieją.

    Jeślibyśmy wzięli pod uwagę najprostsze słowa, których bez przerwy używamy, i
    zaczęli analizować nadawane im znaczenie, to od razu zobaczylibyśmy, że w
    każdym momencie życia każdy człowiek nadaje każdemu słowu specjalne
    znaczenie, którego inny człowiek nigdy by mu nie nadał ani o nie nie
    podejrzewał.

    Zajmijmy się słowem “człowiek” i wyobraźmy sobie rozmowę w grupie ludzi, w
    której często słyszy się słowo “człowiek”. Bez żadnej przesady można
    powiedzieć, że słowo “człowiek” będzie miało tyle znaczeń, ilu jest ludzi, którzy
    biorą udział w rozmowie, i że owe znaczenia nie będą miały ze sobą nic
    wspólnego.

    Wypowiadając słowo “człowiek”, każdy mimowolnie będzie odnosił to słowo do
    takiego punktu widzenia, z którego na ogół jest on przyzwyczajony spoglądać na
    człowieka lub z którego – z jakiegoś powodu spogląda na niego w danej chwili.
    Jakaś osoba może właśnie zajmować się problemem dotyczącym relacji płci. W
    takim wypadku słowo “człowiek” nie będzie miało dla niej ogólnego znaczenia i,
    słysząc to słowo, najpierw postawi pytanie: “Kto? Mężczyzna czy kobieta?”. Ktoś
    inny może być człowiekiem religijnym i jego pierwszym pytaniem będzie:
    chrześcijanin czy niechrześcijanin? Trzecia osoba może być lekarzem, dla
    którego pojęcie “człowiek” będzie określało “człowieka chorego” lub “człowieka
    zdrowego”, i to oczywiście z punktu widzenia jego własnej specjalizacji.
    Spirytysta będzie myślał o “człowieku” z punktu widzenia jego “ciała astralnego”,
    “życia po drugiej stronie”, itd. Jeśliby go zapytać, to odpowie, że ludzie dzieli się
    na media i nie-media. Naturalista, mówiąc o człowieku, uczyni środkiem
    ciężkości swoich myśli ideę człowieka jako gatunku zoologicznego, to znaczy, że
    mówiąc o człowieku, będzie myślał o strukturze jego zębów, jego palców, o
    wyglądzie jego twarzy i odległości pomiędzy oczami… Prawnik będzie widział w
    “człowieku” jednostkę statystyczną lub osobnika podlegającego prawu, czy też
    potencjalnego przestępcę lub ewentualnego klienta. Moralista, wypowiadając
    słowo “człowiek”, niezmiennie będzie wprowadzał ideę dobra i zła. I tak dalej,
    bez końca.

    Ludzie nie zwracają uwagi na wszystkie sprzeczności, nie spostrzegają tego, że
    nigdy się nie rozumieją; że zawsze mówią o całkiem różnych rzeczach. Jest
    zupełnie jasne, że dla właściwego poznawania, dla dokładnej wymiany myśli,
    konieczny jest dokładny język, który pozwalałby na dokładne ustalenie, co
    oznacza słowo “człowiek”, język, który uwzględniałby wskazanie na punkt widzenia, z którego patrzy się na dane pojęcie i który określałby środek ciężkości
    tego pojęcia.

    Sama idea jest zupełnie jasna i każda dziedzina nauki usiłuje wypracować i
    ustalić dla siebie precyzyjny język. Ale nie istnieje język uniwersalny. Ludzie
    nieustannie mieszają ze sobą języki należące do różnych nauk i nie potrafią
    ustalić ich wzajemnej korelacji. W każdej dziedzinie nauki ciągle pojawiają się
    nowe terminologie, nowe nazewnictwo. Im dalej to się posuwa, tym gorzej rzeczy
    się mają. Zamiast się zmniejszać, wzajemny brak zrozumienia rozwija się i
    powiększa, i mamy wszystkie powody, by przypuszczać, że będzie on dalej się
    powiększał w taki sam sposób. Ludzie zaś coraz mniej będą się nawzajem
    rozumieli.

    Dla dokładnego rozumienia konieczny jest dokładny język. Poznawanie
    systemów pradawnej wiedzy zaczyna się od poznawania języka, który umożliwia
    dokładne ustalenie tego, o czym się mówi, z jakiego punktu widzenia się mówi i
    w związku z czym. Ów nowy język nie zawiera prawie żadnych nowych terminów
    ani nie stosuje nowego sposobu nazywania, ale opiera konstrukcję mowy na
    nowej zasadzie, mianowicie na zasadzie względności; znaczy to, że wprowadza
    on względność do wszystkich pojęć i sprawia, że możliwe jest dokładne
    określenie “kąta myśli” – ponieważ to właśnie brak tych terminów wyrażających
    względność cechuje język “potoczny”.

    Kiedy człowiek opanuje już ów język, wtedy za jego pomocą można przekazać
    mu bardzo duży zasób wiedzy i informacji, których nie da się przekazać w języku
    potocznym, nawet gdyby użyć wszystkich możliwych naukowych i filozoficznych
    terminów.

    Podstawową własnością tego nowego języka jest to, że wszystkie idee
    koncentrują się w nim wokół jednej idei, to znaczy, że traktuje się je we
    wzajemnej relacji z punktu widzenia jednej idei. Ową ideą jest idea ewolucji.
    Oczywiście nie ewolucji w znaczeniu ewolucji mechanicznej, ponieważ taka
    ewolucja nie istnieje, ale w znaczeniu świadomej i wolicjonalnej ewolucji, jedynej
    ewolucji jaka jest możliwa.

    Wszystko na świecie, od systemów słonecznych do człowieka i od człowieka do
    atomu, wzrasta albo opada, ewoluuje albo ulega degeneracji, rozwija się albo
    chyli się ku upadkowi. Ale nic nie ewoluuje mechanicznie. Tylko degeneracja i
    destrukcja postępuje mechanicznie. To, co nie może świadomie ewoluować,
    degeneruje się.

    Pomoc z zewnątrz jest tu możliwa tylko o tyle, o ile się ją docenia i przyjmuje,
    choćby na początku działo się to tylko poprzez czucie.
    Język, w którym zrozumienie jest możliwe, opiera się na znajomości stosunku
    badanego obiektu do możliwej dla niego ewolucji, na znajomości jego miejsca na
    drabinie ewolucyjnej.
    W tym celu wiele z naszych potocznych idei jest podzielonych ze względu na
    stopnie tej ewolucji.

    Jeszcze raz rozważmy ideę: człowiek. W języku, o którym mówię, zamiast słowa
    “człowiek” używa się siedmiu słów, a mianowicie: człowiek nr 1, człowiek nr 2,
    człowiek nr 3, człowiek nr 4, człowiek nr 5, człowiek nr 6, człowiek nr 7. Dzięki
    tym siedmiu ideom, ludzie, mówiąc o człowieku, mogą się nawzajem zrozumieć.
    Człowiek nr 7 osiągnął pełny, możliwy dla człowieka rozwój i ma wszystko to, co
    człowiek może mieć, a więc wolę, świadomość, stałe i niezmienne “Ja”,
    indywidualność, nieśmiertelność i wiele innych własności, które na skutek
    ślepoty i niewiedzy sobie przypisujemy. Tylko gdy do pewnego stopnia
    zrozumiemy człowieka nr 7 oraz jego własności, będziemy mogli zrozumieć
    stopniowe fazy, poprzez które możemy się do niego przybliżyć, to znaczy
    zrozumieć możliwy dla nas proces rozwoju.

    Człowiek nr 6 stoi bardzo blisko człowieka nr 7. Od człowieka nr 7 różni się on
    tylko tym, że niektóre jego własności nie są jeszcze trwałe.

    Człowiek nr 5 jest dla nas także nieosiągalnym standardem człowieka, gdyż jest
    to człowiek, który osiągnął jedność.

    Człowiek nr 4 stanowi fazę pośrednią. Będę o nim mówić później.
    Ludzie nr 1, 2 i 3 to ludzie, którzy składają się na mechaniczną ludzkość: oni
    pozostają na tym samym poziomie, na którym się rodzą.

    Człowiek nr 1 oznacza człowieka, .u którego środek ciężkości życia
    psychicznego leży w centrum ruchowym. Jest to człowiek ciała fizycznego,
    człowiek u którego funkcje ruchowe i instynktowe nieustannie przeważają nad
    funkcjami emocjonalnymi i umysłowymi.

    Człowiek nr 2 oznacza człowieka na tym samym poziomie rozwoju, z tym, że u
    niego środek ciężkości życia psychicznego leży w centrum emocjonalnym, to
    znaczy, człowieka, u którego funkcje emocjonalne przeważają nad wszystkimi
    innymi; człowieka uczucia, człowieka emocjonalnego.

    Człowiek nr 3 oznacza człowieka na tym samym poziomie rozwoju, ale u niego
    środek ciężkości życia psychicznego leży w centrum intelektualnym, to jest
    człowieka, u którego funkcje myślowe zdobywają przewagę nad funkcjami
    ruchowymi, instynktowymi i emocjonalnymi; człowieka racjonalnego, który do
    wszystkiego podchodzi od strony teorii, od mentalnej rozwagi.
    Każdy człowiek rodzi się człowiekiem nr 1, 2 albo 3.

    Człowiek nr 4 nie rodzi się gotowy. Rodzi się on jako nr 1, 2 lub 3 i staje się nr 4
    dopiero w wyniku wysiłków o określonym charakterze. Człowiek nr 4 jest zawsze
    efektem pracy szkoły. Nie może się on taki urodzić ani przypadkowo rozwinąć;
    zwykłe wychowanie czy edukacja nie mogą stworzyć człowieka nr 4. Człowiek nr4 znajduje się już na innym poziomie niż ludzie nr 1, 2 i 3; ma on stały środek
    ciężkości, na który składają się jego idee, wartość, jaką nadaje pracy oraz jego
    związek ze szkołą. Na dodatek, jego centra psychiczne zaczęły się już
    równoważyć; jedno centrum nie góruje u niego tak nad innymi centrami, jak to
    się dzieje w wypadku ludzi należących do trzech pierwszych kategorii. On
    zaczyna siebie znać i zaczyna wiedzieć, dokąd zmierza.

    Człowiek nr 5 już się skrystalizował, nie może on ulec zmianie, tak jak ulegają jej
    ludzie nr 1, 2 i 3. Ale trzeba zwrócić uwagę na to, że człowiek nr 5 może być
    wynikiem właściwej pracy i może być wynikiem błędnej pracy. Może on stać się
    numerem 5, przechodząc od numeru 4, ale może też stać się numerem 5, nie
    będąc wcześniej numerem 4. I w takim wypadku nie może on się dalej rozwijać,
    nie może zostać numerem 6 i 7. By stać się numerem 6, musi na nowo stopić
    swoją skrystalizowaną esencję, musi intencjonalnie utracić swoje bycie
    człowieka nr 5. A to można osiągnąć tylko poprzez okropne cierpienia.
    Na szczęście wypadki tak błędnego rozwoju zdarzaj się bardzo rzadko. Podział
    ludzi na siedem kategorii, czy siedem numerów, wyjaśnia tysiące rzeczy, które
    inaczej nie mogłyby zostać zrozumiane. Ów podział uzmysławia nam pierwsze
    zastosowanie pojęcia względności w odniesieniu do człowieka. Rzeczy pozornie
    identyczne mogą okazać się zupełnie różne, w zależności od rodzaju człowieka,
    do którego się odnoszą lub przez którego brane są pod uwagę. Zgodnie z tym,
    wszystkie wewnętrzne i wszystkie zewnętrzne manifestacje człowieka, wszystko
    to, co należy do człowieka, i wszystko to, co jest przez niego stworzone, dzieli
    się także na siedem kategorii.

    Można zatem teraz powiedzieć, że istnieje wiedza nr 1 oparta na naśladowaniu i
    na instynktach, wyuczona na pamięć, wepchnięta, wciśnięta w człowieka. Numer
    jeden – jeśli jest on człowiekiem nr 1 w pełnym tego słowa znaczeniu – uczy się
    wszystkiego jak papuga albo małpa.

    Wiedza człowieka nr 2 jest znajomością tego, co on lubi; czego nie lubi, tego nie
    zna. Zawsze i we wszystkim szuka czegoś przyjemnego. Albo też, jeśli jest
    człowiekiem chorym, to przeciwnie, będzie znał tylko to, czego nie lubi, co jest
    dla niego odpychające i co wywołuje w nim strach, przerażenie i odrazę.

    Wiedza człowieka nr 3 opiera się na subiektywnym, logicznym myśleniu, na
    słowach, na dosłownym rozumieniu. Jest to wiedza książkowych moli, wiedza
    scholastyków. Ludzie nr 3 policzyli, na przykład, ile razy każda litera arabskiego
    alfabetu powtarza się w Koranie, i oparli na tym cały system interpretacji Koranu.

    Wiedza człowieka nr 4 to zupełnie inny rodzaj wiedzy. Jest to wiedza, która
    pochodzi od człowieka nr 5, który z kolei otrzymuje ją od człowieka nr 6, który
    otrzymał ją od człowieka nr 7. Ale, oczywiście, człowiek nr 4 przyswaja z tej
    wiedzy tylko to, co leży w granicach jego możliwości. Jednak w porównaniu z
    człowiekiem nr 1, człowiekiem nr 2 i człowiekiem nr 3, człowiek nr 4 zaczyna już
    uwalniać się w swojej wiedzy od elementów subiektywnych i zaczyna iść ścieżką
    prowadzącą ku wiedzy obiektywnej.

    Wiedza człowieka nr 5 jest wiedzą całą i niepodzielną. Ma on jedno niepodzielne
    “Ja” i wszelka jego wiedza należy do tego “Ja”. Nie może on mieć jednego “ja”,
    które wie coś, czego inne “ja” nie wie. To, co on wie, wie jako całym sobą. Jego
    wiedza jest bliższa wiedzy obiektywnej niż wiedza człowieka nr 4.

    Wiedza człowieka nr 6 jest całkowitą dostępną człowiekowi wiedzą.; ale może ją
    jeszcze utracić.

    Wiedza człowieka nr 7 jest jego własną wiedzą, której nie można mu odebrać;
    jest to obiektywna i całkowicie praktyczna wiedza Całości.

    Dokładnie tak samo rzecz się ma z byciem. Istnieje bycie człowieka nr 1, a więc
    bycie człowieka żyjącego poprzez swoje instynkty i doznania; bycie człowieka nr
    2, to znaczy bycie człowieka sentymentalnego i emocjonalnego; bycie człowieka
    nr 3, to jest bycie człowieka racjonalnego i teoretyka, itd. Jest zatem całkiem
    zrozumiałe, dlaczego wiedza nie może odbiegać od bycia. Ludzie nr 1, 2 i 3 z
    powodu swojego bycia nie mogą mieć wiedzy człowieka nr 4, nr 5 i ludzi
    wyższych numerów. Cokolwiek im dasz, i tak będą mogli to sobie wytłumaczyć
    tylko na swój własny sposób; każdą ideę będą redukowali do poziomu, na
    którym sami się znajdują.

    Ten sam porządek podziału na siedem kategorii należy zastosować do
    wszystkiego, co dotyczy człowieka. Istnieje sztuka nr 1, to jest sztuka człowieka
    nr 1, sztuka naśladowcza i kopiująca, sztuka prymitywna i zmysłowa, taka jak
    tańce i muzyka dzikich ludzi. Istnieje też sztuka nr 2, sztuka sentymentalna;
    sztuka nr 3, sztuka intelektualna i wymyślona; i musi istnieć sztuka nr 4, nr 5, itd.
    Analogicznie: istnieje religia człowieka nr 1, to znaczy religia składająca się z
    obrządków, zewnętrznych form, ofiar i ceremonii o imponującym splendorze i
    blasku lub też przeciwnie, o ponurym, okrutnym i barbarzyńskim charakterze.
    Istnieje religia człowieka nr 2: religia wiary, miłości, adoracji, impulsu,
    entuzjazmu, która szybko przekształca się w religię prześladowania, ucisku oraz
    eksterminacji “heretyków” i “pogan”. Istnieje religia człowieka nr 3: intelektualna,
    teoretyczna religia dowodów i sporów, która oparta jest na logicznych
    dedukcjach, rozważaniach i interpretacjach.

    Religie nr 1, nr 2 i nr 3, są w rzeczywistości jedynymi, które znamy; wszystkie
    znane i istniejące na świecie religie i wyznania należy do jednej z tych trzech
    kategorii. Czym jest religia człowieka nr 4 czy religia człowieka nr 5, tego nie
    wiemy i nie możemy wiedzieć dopóty, dopóki pozostaniemy tacy, jacy jesteśmy.
    Jeśli zamiast mówić o religii w sensie ogólnym, zajmiemy się konkretnie
    chrześcijaństwem, to chrześcijaństwo nr 1 będzie wtedy pogaństwem “w
    przebraniu” chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo nr 2 będzie religią emocjonalną,
    niekiedy bardzo czystą lecz bezsilną, a innym znów razem naznaczoną rozlewem krwi i okropnościami, które prowadzą do inkwizycji i wojen religijnych.
    Chrześcijaństwo nr 3, którego przykładem są różne formy protestantyzmu,
    opiera się na dialektyce, dowodach, teoriach, itd. Istnieje też chrześcijaństwo nr
    4, o którym ludzie nr 1, nr 2 i nr 3 nie mają żadnego pojęcia.

    W rzeczywistości chrześcijaństwo nr 1, 2 i 3 jest po prostu zewnętrznym
    naśladownictwem. Tylko człowiek nr 4 próbuje być chrześcijaninem, natomiast
    człowiek nr 5 naprawdę może nim być. Bo być chrześcijaninem oznacza mieć
    bycie chrześcijanina, czyli żyć w zgodzie z naukami Chrystusa.

    Człowiek nr 1, nr 2 i 3 nie może żyć w zgodzie z naukami Chrystusa, ponieważ z
    nim wszystko “się zdarza”. Dzisiaj jest to jedna rzecz, jutro coś całkiem innego.
    Dzisiaj może on być gotowy oddać komuś ostatnią koszulę, a jutro rozerwać na
    kawałki tego, który odmawia mu oddania swojej koszuli. Każde przypadkowe
    wydarzenie oddziałuje na niego. Nie jest on panem samego siebie i jeśli nawet
    postanowi, że będzie chrześcijaninem, to nie może nim rzeczywiście być.
    Naukę, filozofię i wszystkie przejawy życia oraz działalności ludzkiej można
    dokładnie w ten sam sposób podzielić na siedem kategorii. Ale język potoczny,
    którym ludzie się posługują, jest bardzo daleki od jakiegokolwiek podziału tego
    rodzaju i to właśnie dlatego tak trudno jest ludziom nawzajem się rozumieć.
    Analizując różne, subiektywne znaczenia słowa “człowiek”, zobaczyliśmy jak
    zróżnicowane i sprzeczne, a przede wszystkim, jak ukryte i niedostrzegalne
    nawet dla samego mówcy są znaczenia i odcienie znaczeń – tworzone przez
    nawykowe skojarzenia – które można przełożyć na słowa.

    Weźmy jakieś inne słowo, na przykład termin “świat”. Każdy człowiek rozumie je
    na swój własny sposób i każdy człowiek rozumie je zupełnie inaczej. Każdy, kto
    słyszy albo sam wypowiada słowo “świat”, ma skojarzenia, które są całkowicie
    obce i niezrozumiałe dla kogoś innego. Każdej “koncepcji świata”, każdej
    nawykowej formie myślenia towarzyszą pewne określone własne skojarzenia i
    własne idee.

    W człowieku, który ma religijni koncepcję świata, w chrześcijaninie, słowo “świat”
    wywołuje całą serię skojarzeń religijnych i niezmiennie wiąże się z ideą Boga, z
    ideą stworzenia świata czy też końca świata lub z ideą świata “grzesznego”, itd.
    Dla wyznawcy filozofii Wedanty świat będzie przede wszystkim złudzeniem –
    “Mają”.
    Teozof będzie myślał o różnych płaszczyznach świata: fizycznej, astralnej,
    duchowej, itd.
    Spirytysta będzie myślał o zaświatach, o świecie ducha.
    Fizyk spojrzy na świat z punktu widzenia struktury materii; będzie to świat
    molekuł lub atomów, czy elektronów.
    Dla astronoma świat będzie światem gwiazd i mgławic.
    I tak dalej: świat fenomenów i noumenów, świat czwartego i innych wymiarów,
    świat dobra i świat zła, świat materialny i świat niematerialny, proporcje władzy w
    różnych narodach świata, pytanie, czy człowiek może na świecie zostać
    “zbawiony”?, i tak dalej, i tak dalej.

    Ludzie mają tysiące różnych koncepcji świata, ale nie mają jednej ogólnej idei,
    która umożliwiałaby im rozumienie się nawzajem i która od samego początku
    stworzyłaby możliwość ustalenia punktu widzenia, z jakiego pragną oni
    spoglądać na świat.

    Niemożliwe jest poznawanie systemu wszechświata bez poznawania człowieka.
    Jednocześnie niemożliwe jest poznawanie człowieka bez poznawania świata.
    Człowiek jest obrazem świata. Został on stworzony przez te same prawa, które
    stworzyły świat. Znając i rozumiejąc samego siebie, pozna on i zrozumie cały
    świat, wszystkie prawa, które stwarzają świat i nim rządzą. I jednocześnie,
    poznając świat i prawa, które rządzą światem, pozna on i zrozumie prawa
    rządzące nim samym. W związku z tym pewne prawa jest łatwiej zrozumieć i
    przyswoić sobie, poznając świat obiektywny, natomiast inne człowiek może
    pojąć tylko poprzez poznawanie samego siebie. Poznawanie świata i
    poznawanie samego siebie muszą zatem iść w parze, nawzajem się wspierając.
    Nawiązując do pojęcia “świat”, trzeba od samego początku rozumieć, że istnieje
    wiele światów i że my sami nie żyjemy w jednym, ale w kilku światach. Nie łatwo
    jest to pojąć, ponieważ w języku potocznym terminu “świat” używa się zazwyczaj
    w liczbie pojedynczej. A jeśli używa się liczby mnogiej – “światy” – to tylko po to,
    by podkreślić mniej więcej to samo znaczenie albo też wyrazić idee różnych
    światów, istniejących równolegle. W naszym języku nie ma idei światów
    zawierających się w sobie. A przecież myśl o tym, że żyjemy w różnych
    światach, wskazuje dokładnie na światy w sobie zawarte; światy, do których my
    sami znajdujemy się w różnych relacjach.

    Jeśli pragniemy odpowiedzieć na pytanie, czym jest świat czy światy, w których
    żyjemy, to musimy najpierw zapytać samych siebie, co moglibyśmy nazwać
    “światem” – w najbardziej intymnej i bezpośredniej relacji do nas samych.
    Możemy odpowiedzieć, że często “światem” nazywamy świat ludzi, ludzkość,
    pośród której żyjemy i której część stanowimy. Ale sama ludzkość jest integralną
    częścią organicznego życia na Ziemi; zatem właściwe byłoby powiedzenie, że
    najbliższym nam światem jest życie organiczne na Ziemi, świat roślin, zwierząt i
    ludzi.
    Ale życie organiczne także znajduje się w świecie. Co zatem jest “światem” dla
    życia organicznego?

    Możemy na to odpowiedzieć, że dla życia organicznego “światem” jest nasza
    planeta Ziemia Ale Ziemia także znajduje się w świecie. Co zatem jest “światem” dla Ziemi?
    Dla Ziemi “światem” jest świat planetarny układu słonecznego, którego część
    ona stanowi.
    Co jest “światem” dla wszystkich planet? Słońce czy też sfera oddziaływania
    słonecznego, lub system słoneczny, którego część stanowią planety.
    Dla Słońca z kolei “świat” jest światem gwiazd lub Drogi Mlecznej,
    nagromadzeniem dużej liczby systemów słonecznych.
    Idąc dalej, z astronomicznego punktu widzenia, możliwe jest założenie, że
    istnieje wielość światów, które znajdują się w olbrzymich od siebie odległościach,
    w przestrzeni “wszystkich światów”. Te wszystkie światy, wzięte razem, będą
    “światem” dla Drogi Mlecznej.

    Dalej, przechodząc do wniosków filozoficznych, możemy powiedzieć, że
    “wszystkie światy” muszą tworzyć jakąś niezrozumiałą i nieznaną nam Całość
    czy Jedno (tak jak jabłko jest jedno). Ta Całość, czy Jedno, albo też Wszystko,
    które można by nazwać “Absolutem” lub “Niezależnym” – ponieważ wszystko w
    sobie zawierając, od niczego nie jest uzależnione – to “świat” dla “wszystkich
    światów”. Logicznie, myślenie o takim stanie rzeczy, w którym wszystko stanowi
    jedną Całość, jest całkiem możliwe. Taka całość z pewnością będzie Absolutem,
    co oznacza bycie Niezależnym, ponieważ – będąc Wszystkim – jest on
    nieskończony i niepodzielny.

    Absolut, to znaczy stan rzeczy, w którym Wszystko stanowi jedną Całość, jest
    jakby pierwotnym stanem, z którego poprzez podziały i zróżnicowania powstaje
    rozmaitość obserwowanych przez nas zjawisk.

    Człowiek żyje we wszystkich tych światach, ale na różne sposoby.
    Oznacza to, że przede wszystkim znajduje się on pod wpływem najbliższego mu
    świata, którego część stanowi. Bardziej odległe światy bezpośrednio lub przez
    inne pośrednie światy – także wpływają na człowieka, ale ich działanie zmniejsza
    się proporcjonalnie do ich oddalenia albo w miarę powiększania się różnicy
    pomiędzy nimi a człowiekiem. Jak to później zobaczymy, bezpośrednie
    oddziaływanie Absolutu nie dociera do człowieka. Ale już wpływy kolejnego
    świata i wpływy świata gwiezdnego są doskonale widoczne w życiu człowieka,
    choć z pewnością są one nieznane “nauce”.
    Na tym G. zakończył wykład.”

    ZdRawiam

    1. Dzięki za wrzutkę, już druga osoba mi dziś o tej książce przypomniała, chyba czas odświeżyć.
      Gurdżijewa polecam zdecydowanie.

  6. „No dzie? W sławojce, albo za stodołę poszedł 😛”

    A ja akurat Grzecha na swój sposób polubiłem, nawet jeśli Ty Anamisiaku i Majk, coś kiedyś do Grzecha mieliście (pamiętam tamte Wasze komentarze i według mnie były niesłuszne). Mnie Grzech też oczywiście czasem troszeczkę irytował 😉, ale miał akurat taki swój łobuzerski-kwestionujący wszystko styl, i nie pisał o serduszkach i głaskaniu po główkach 😁 Łukasza też nie widzę od dawna n forum.

  7. My tu gadu gadu, a „świat” podstępem idzie z postępem.😉
    Otóż…. w przejętej przez Amazona w 2017 amerykańskiej sieci supermarketów Whole Foods (ok. 500 sklepów), Amazon instaluje własne skanery do skanowania dłoni.

    „Technologia o nazwie Amazon One pozwala kupującym zeskanować dłoń i połączyć z kartą kredytową lub kontem Amazon. Po wstępnej konfiguracji, która, jak twierdzi Amazon, zajmuje mniej niż minutę, kupujący mogą zeskanować rękę przy kasie, aby zapłacić za artykuły spożywcze, bez konieczności otwierania portfeli”.

    https://techcrunch.com/2021/04/21/amazon-is-bringing-its-amazon-one-palm-scanner-to-select-whole-foods-as-a-payment-option/

    https://chicago.suntimes.com/taste/2021/4/21/22395972/amazon-pay-by-palm-whole-foods-new-york-grocery-stores

      1. Witam na Miły Dzień. Kochani nie mówcie s…pe.r mark…ety..

        Razi bardzo, bo co tu jest supppeer? To wkrętka.
        To jest pasza bez wartości odżywczych ..puste kalorie.
        Masówka nigdy nie była wartościowa..
        Już Bona dała przykład, zakładając warzywniaki wokół Wawelu..

        „Na Wawelu odtworzono najstarszy zachowany ogród ozdobny w Polsce – renesansowe założenie z XVI w.” – gogl..

        ZdRawiam

      2. „Razi bardzo, bo co tu jest supppeer? To wkrętka.”
        Tak Justyno,
        kolonizacja jezykowa !

    1. Te skanery odczytują układ żył w dłoni. Każdy ma inny jak linie papilarne czy tęczówkę oka. Już kilka lat są na rynku w zabezpieczeniach. Teraz kolejny etap na ich sprzedaż. Modne teraz jest wszystko bezkontaktowe więc szybko znajdą chętnych do zeskanowania się. Jak już będzie z Ciebie plik danych to skąd wiesz, że ktoś nim nie zapłaci za swoje zakupy a Tobie uszczknie z konta?

    1. Genialny wywiad, dziękuję! Znalazłam odpowiedzi, których od dawna instynktownie szukałam. Rusza we mnie proces uwalniania tej jakże silnej energii. TAWie, jak zwykle poczęstowałeś mnie w naszej Tawernie zacnymi treściami:)

  8. Oglądałem dziś film o carze Iwanie Groźnym. Z jego rozkazu gotowano ludzi żywcem, ćwiartowano itd.
    Jest takie powiedzenie „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.”
    Miałem kolegę o psychopatycznych skłonnościach i z rozmów z nim pamiętam podobne opowieści jak te o młodym Iwanie.
    Wszyscy seryjni mordercy mieli popaprane dzieciństwo.
    Kim byliby ci ludzie, gdyby w dzieciństwie zostali otoczeni opieką i miłością?
    Zrobiło mi się ich żal.
    Dobrze, że nie mam dzieci…

    Ktoś powiedział, że aby zmienić świadomość na Ziemi, potrzebujemy zmienić tylko jedno pokolenie. Każde następne przyjdzie w nowej energii. Czym skorupka za młodu nasiąknie itd.

    Więc to my jesteśmy tym pokoleniem, na którego barkach spoczywa ciężar odnowy, odwrócenia. Innym będzie lżej.
    Błogosławię Was, Waszym Przodkom i Waszym Dzieciom.

    1. Miałem zjebane dzieciństwo i więcej mówić nie trzeba. Na pewno nie wymarzone. Z Wami nie obchodzę się tak, jakbym sobie życzył, ale ufam, że zostawimy po sobie lepsze energie niż te, w które żeśmy tu przyszli.
      Dobranoc

  9. Podziemne starożytne miasta, dzisiejsza historia nie potrafi wyjaśnić, dlaczego je budowano i jakiej technologii użyto, by wydrążyć takie wielokilometrowe tunele często na kilku poziomach… No ale czego to nam nie mówią… Musiał być jakiś ważny powód, dla którego ludzie chowali się pod ziemię.

    .https://www.youtube.com/watch?v=MHhx0AWSrYg

  10. Zauważyliście, że kiedy docierają na Ziemię nowe energie, wcale nie czujemy się od razu lepiej? Często jest wręcz przeciwnie. Wzrasta poddenerwowanie, gdy na wierzch wywalane jest to, co do uzdrowienia.

    No i jak tu nie wspomnieć o wybaczeniu, skoro dzięki temu możesz uwolnić się od razu,ca nie chodzić wkurzony i być maglowanym przez miesiąc.
    Wolna wola.

    1. Ze znajomą zauważyliśmy zgodnie, że nie zawsze i każdego telepie. Tylko tych, co mają akurat to do oczyszczenia. Np. mnie teraz, a jej nie, a innym razem ja się czułem fantastycznie i widziałem tutaj wpisy, w których mówili ludzie, jak ich z kolei szarpało.

      1. Tak, zależy od natężenia fal energii. A te fale docierają na Ziemię non-stop od kilku miesięcy. Ja coraz rzadziej odczuwam palpitacje serca, jezeli już, to raczej wędrujące bóle kostno-stawowo-miesniowe, ktore pojawiaja sie i znikaja. Gdy pojawiaja sie, wowczas wiem, ze dotarla do nas jakas mocniejsza fala. Częściej tez śpię po poludniu. Oczywiscie, nie mozna tez wykluczyc dzialania usypiającej posypki.
        Ostatnio dzwonilo mi nawet w uchu.

      2. U mnie najmocniejsze koncerty dają ptaki o 5 rano, moze nawet wczesniej. Gdy sie przebudze nad ranem, to je slysze. Nawet przy zamknietych oknach. A gdy otworze…. dzwieki sa tak czyste, tony tak wysokie…. Jednym slowem.. balsam dla duszy.

      3. Wczoraj miałem wenę na pracę w polu. Niebo czyste. Siałem, sadziłem, obiad mnie nie interesował ale jak pod wieczór zjadłem, zasnąłem niemal natychmiast. W łóżku prawie do południa dziś. I kręgosłup się odezwał a był spokój. Teraz się poprawiło i na ciele i na duchu. Dziś pada to odpoczywam. Właśnie miałem wyjść ale znów pada, jutro skończę. U siebie już daaaawno posypki nie widziałem.

      4. Mam na podwórku trzy duże orzechy. Środkowy rośnie naprzeciwko wejścia do mnie. Drzwi otwarte, właśnie teraz słucham śpiewu ptaków. Gdy idę w pole, słucham śpiewu ptaków. Gdy idę do lasu, słucham śpiewu ptaków. Czasem się wsłuchuję, czasem nie zauważam. Śpiewają mi prawie cały czas. A jaki koncert przy zachodzie i wschodzie dają. Nie znam ich nazw to nie powiem ale cała orkiestra i solówki są.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s