84 myśli w temacie “Zmora roku z punktu widzenia duchowości słowiańskiej

  1. Mój wewnętrzny głos pyta czy i kiedy rzeczywiście wystąpią zjawiska cykliczne opisane w Apokalipsach … Resety itp.. pojmując że mamy historię przepisywaną … po nowemu …dopisywaną…ujmowaną…Ach ta Chronologia …
    No jakże to teraz obliczyć…?
    Wznosząca się Gaja i My razem z Nią.

    Fikcyjnych stulecia wpisane pomiędzy rzeczywiste.
    Wiele poszlak wskazuje na to, że chodzi o około 300 lat, okres obejmujący VII, VIII i IX wiek naszej ery.

    https://www.pepsieliot.com/jak-zyc-babe/9207/czyzby-300-lat-ze-sredniowiecza-wcielo-bo-ich-nigdy-nie-bylo.html

    Psychokinetyczny czas – luki w chronologii , brakujące 300 lat, Słowianie , Scytowie, Amazonki, chronologia Chińska , Egipska i ich wpływ na współczesną historię

    .https://www.youtube.com/watch?v=tyxlIReMZbA

    1. A wiadomo czy reset będzie w 2024 roku skoro tak zakłamali historię. Polska jest już w razie czego ocalona przez Oko Opatrzności, ale to temat rzeka niech wypowiedzą się inni. Ostatnio obserwuję wpisy różnych czarnowidzów pt. Gromadź zapasy bo w grudniu 2020 będzie armagedon, resety, 3 WŚ, konce świata itd. Najważniejsze to się nie nakręcać żeby Matrix nie miał energetycznej pożywki. Nie przyciągajmy tego Zła

      1. Jeżeli w ogóle jest coś takiego, jak reset w formie jakiejś asteroidy, która łupie nasza planetę co 676 lat, to chyba nam do tego resetu te 300 lat brakuje:)

      2. „Ostatnio obserwuję wpisy różnych czarnowidzów ”

        To prawda. Szanuje np. Jackowskiego i uważam go za dobrego człowieka (tak samo jak Igora Witkowskiego), ale kto wie, czy jasnowidz Krzysztof Jackowski, nie ma jakichś podczepów, o których sam może nie mieć pojęcia? Jest coś takiego jak samo spełniająca się przepowiednia (o czym przekonałem się parę lat temu na dyskotece, kiedy wierzyłem, że coś się tam wydarzy i się wydarzyło, ha ha). Nie byłem wtedy u żadnego jasnowidza, po prostu ubzdurałem sobie w swojej rozczochranej młodej rozpalonej główce, że wtedy coś się stanie i kuźwa się stało 😁 Dlatego zgadzam się z TAWem, że bardzo ważne jest oczyszczenie umysłu z niekorzystnych programów – naszych lęków. Są różne sposoby na oczyszczanie umysłu i konfrontacje z traumami z dzieciństwa, np. ja stosuje oswajanie (tresura matrixa) się z pewnymi rzeczami i wychodzenie im na przeciw. Każdy niech sam znajdzie swój sposób, bo jesteśmy różni. Ha ha, urosły mi ostatnio włosy, a w mojej zacnej główce, są 🤣🤣🤣😁 jeszcze takie pierdoły i dziwactwa, że gdybym Wam napisał, jakie mam myśli, to bym się zrobił czerwony. Ja pierdzielę…😂 🤣🤣🤣

  2. Mógłby to być tematt na osobny artykuł, no ale od ciebie zależy czy go zechcesz przeczytać, lub umieścić tak długi tekst.

    „Każda choroba ma przyczynę duchową.

    Wyjaśnię to przy pomocy różnic między waszymi kolejnymi ciałami.

    Poza ciałem fizycznym, które widzicie oczami, posiadacie również ciało emocjonalne, mentalne i to, które można nazwać ciałem duchowym. Choroba zaczyna się zazwyczaj w ciele emocjonalnym. To stamtąd pewne blokady schodzą na poziom ciała fizycznego. Często się zdarza, że przekonania pochodzące z ciała mentalnego przyczyniają się do powstania blokad emocjonalnych i do ujawnienia się choroby. Mówię tu o przekonaniach głęboko zakorzenionych lub o długotrwałych nawykach myślowych. Przeważnie chodzi o poglądy na temat tego, co jest w was dobre, a co złe. Opinie i przekonania mogą dosłownie utworzyć blokadę w waszym energetycznym systemie emocjonalnym.

    W miejscach, w których te blokady powstają, czyli tam, gdzie swobodne krążenie energii zostaje zaburzone, w aurze pojawiają się plamy ciemnej energii. Mogą one umiejscowić się w ciele fizycznym, chociaż niekoniecznie, ponieważ proces przejścia między ciałami przebiega powoli i zawsze zdarzają się okazje, by zmiany w ciele emocjonalnym doprowadzić do równowagi jeszcze przed powstaniem choroby.

    Ogólnie biorąc, emocje sygnalizują zakłócenia w przepływie energii i jeśli uchwycicie ich przekaz i okażecie im szacunek, blokada ma szansę się rozładować.

    Na przykład, gdy czujecie gniew lub rozdrażnienie w chwili, kiedy macie coś do zrobienia i zajmiecie się bliżej powodem tych negatywnych stanów, macie szansę zrozumieć, że działacie w sytuacji przymusu i wbrew sobie, bo narzucone zadania wcale nie potwierdzają waszej prawdy, waszych pragnień ani waszej tożsamości. Jeśli jednak systematycznie ignorujecie swoją złość i bunt, nadal zmuszając się do niechcianych działań, emocje przechodzą w stan utajenia i ukrycia w podświadomości.

    Zniknięcie z pola świadomości powoduje jednak ich przejście i uzewnętrznienie się w ciele fizycznym. Stłumiona emocja jest bowiem energią, która żąda waszej uwagi. W chwili, gdy wyraża się w ciele fizycznym, robi to zazwyczaj w formie choroby.

    Choroba fizyczna sygnalizuje najczęściej emocję, której w większości przypadków jesteście już nieświadomi. Za pomocą fizycznych objawów emocja ta staje się widoczna na innym poziomie, czyli świadoma, i skłania was do wejścia w kontakt z zaistniałymi blokadami. Można powiedzieć, że fizyczne symptomy i cierpienia w ciele fizycznym są językiem duszy. To wasza dusza dąży do pełnej komunikacji. Dusza czuje się szczęśliwa, kiedy energia swobodnie krąży w człowieku i odnawia się we wszelkich aspektach. Blokady przeszkadzają energii życiowej przemieszczać się swobodnie, co bardzo martwi i męczy duszę.

    Choroba spełnia funkcję wskaźnika: pokazuje wam, co trzeba uleczyć.

    Chociaż choroba wydaje się czymś negatywnym z powodu swoich różnego typu objawów i cierpień, którymi was dotyka, kluczem do jej zrozumienia i interpretacji jest uznanie jej funkcji informacyjnej czy wskazującej. Czyniąc to, łatwiej wam będzie współpracować z chorobą niż się jej opierać i walczyć.

    Dusza ma różne sposoby do komunikacji z wami. Jej ulubionym formą jest przemawianie za pomocą intuicji: poprzez spokojne odczucia, przeczucia, łagodne podszepty czy odruchy serca. Jeśli nie udaje jej się skontaktować z wami w ten subtelny sposób, uruchomi emocje, bo one mówią mocniej i ostrzej. To one pokazują wam jasno, że musicie zajrzeć w głąb siebie i rozpoznać to, co wywołuje reakcje i wybuchy emocjonalne. Za każdym razem, gdy jesteście silnie pobudzeni uczuciowo, należy znaleźć przyczynę i znaczenie tego stanu. Kiedy trwacie w ciszy i słuchacie uważnie siebie, wasza dusza powie, o co chodzi. Jeżeli jednak stawiacie opór, wypieracie lub negujecie te emocje, dusza przemówi jeszcze mocniej za pomocą ciała.

    Ciało to inteligentny byt, który silnie reaguje nie tylko na czynniki materialne, jak jedzenie i picie, ale także na uczucia, emocje i myśli, jakie tworzycie.
    Ciało jest stworzone do komunikacji.
    Ciało nie jest tylko pojemnikiem czy pokrowcem, który zamieszkujecie. Ono spełnia inteligentną funkcję współpracownika duszy, który pomaga jej się wyrazić i poznać siebie w świecie materii.

    Jak możecie nauczyć się rozumieć język duszy, gdy przyjmuje formę choroby ciała?
    W chwili, gdy choroba już się ujawnia, przekaz duszy może nie być zbyt jasny.

    W rzeczywistości choroba konkretyzuje i ucieleśnia jakąś ważną emocję, wypieraną od dłuższego czasu z determinacją i uporem. Dlatego przekaz duszy nie jest oczywisty.

    Zrozumienie duchowego sensu choroby wymaga procesu. Oznacza on poszukiwanie, wewnętrzną podróż, podczas których ustalacie stopniowo sposób komunikacji.

    W celu nauczenia się rozumienia choroby konieczny staje się powrót do siebie, powiedzenie TAK sobie samym i wejście w obszar wolny od osądów na temat siebie i swego ciała.

    Ćwiczenie wglądowe:
    Przyjmijcie pozycję maksymalnie wyciszoną, pozwólcie sobie na łagodną samoobserwację i rozluźnienie. W takim stanie wyobraźcie sobie drzwi widoczne z poziomu wewnętrznego oka. Za tymi drzwiami znajduje się ta część waszej osoby, którą trzymacie w ukryciu i w niechęci. Ciało reaguje na waszą wrogość wobec tej niechcianej części cierpieniem i przykrością. Odczuwa dysharmonię z powodu zamknięcia na klucz pewnych własnych fragmentów i odcięcia się od nich za wszelką cenę. Pozwólcie myślom wyrazić to, co ukrywa odcięta część waszej osoby. Potem wyobraźcie sobie, że drzwi się otwierają. Dzięki waszej uważności i cichej obecności odrzucone fragmenty mogą wreszcie się ujawnić i włączyć w pole waszej życiowej energii. Nie macie już potrzeby blokować ich nadal. Obserwujcie po prostu, co się pojawia w drzwiach. I pamiętajcie: wszystko jest porządku!

    Wejście w ten proces wymaga od was najpierw zaakceptowania choroby.

    Pierwszą naturalną reakcją na chorobę bywa zwykle opór lub negacja. Wolicie, by znikła jak najszybciej, bo się jej boicie. Boicie się klęski, upadku, bólu, degradacji i ostatecznie… śmierci. Panika, jakiej ulegacie w zderzeniu z chorobą czy fizyczną przypadłością, uniemożliwia wam otwarcie się na ich bardziej globalną perspektywę. Możecie jednak zobaczyć chorobę w innym świetle, możecie ujrzeć w niej zachętę i zaproszenie do zmiany czy powrotu ku czemuś cennemu i ważnemu, co utraciliście w drodze przez życie.

    Zrozumienie choroby jako znaku i współpraca z nią potrzebuje waszego TAK, waszej zgody na cierpienia i objawy, jakie dzieją się w ciele. Mówiąc TAK chorobie, akceptując fizyczny stan waszego ciała i zgadzając się na wysłuchanie duszy, która w ten sposób do was mówi, rozwiązujecie połowę problemu wyzdrowienia. Problemem nie jest bowiem choroba jako taka, lecz to, co wyraża, czyli ukrytą blokadę. Choroba przykuwa was, chwyta za gardło i zmusza do konfrontacji z tą utajoną barykadą. Bezpośrednie spotkanie z chorobą, jej pełna akceptacja sercem i duszą, usuwa część tej blokady nawet, gdy nadal nie wiecie, co oznacza i co chce wam przekazać. Część komunikacji dokonuje się dzięki waszej zgodzie, cierpliwości i determinacji, by odbyć uzdrawiającą podróż w głąb siebie.

    Powiedzenie TAK chorobie nie jest łatwe. Możecie się wciąż jej opierać, wpadać w gniew albo rozpacz i w konsekwencji odrzucać przekaz płynący z ciała, chociaż nieraz są to szczególne wskazówki. Na przykład, unieruchomienie ciała bywa wskazówką, że powinniście odrzucić pewne obowiązki, spokojnie spędzić więcej czasu we własnym towarzystwie, zrezygnować z części aktywności i stać się bardziej troskliwym wobec własnych potrzeb. Nawet, kiedy nie wiecie, jak zinterpretować zmianę waszej sytuacji fizycznej z punktu widzenia duszy, bardzo często zachowanie, jakie wymusza na was choroba, stanowi dobrą wskazówkę. Ograniczając pewne sfery życia, choroba odsłania to, co weszło w stan ukrycia:

    W jakim stopniu potraficie być cierpliwi i łagodni wobec samych siebie?
    Czy jesteście gotowi zatroszczyć się poważnie o swoje potrzeby fizyczne i uczuciowe?
    Choroba sprowadza was do tych pytań, umożliwiając konfrontację z nimi i akceptację emocji, jakie wychodzą na jaw podczas tego procesu prawdy, a to stanowi już część uzdrowienia.
    W celu uruchomienia rzeczywistego wyleczenia trzeba powiedzieć TAK wszystkiemu, co łączy się z chorobą: bólowi, niedogodności, trwodze, poczuciu zagrożenia i gniewowi. Trzeba im spojrzeć w oczy, przyjąć je i wyciągnąć do nich rękę. Wszystko to przychodzi do was, by doznać uzdrowienia. To nie jest coś, od czego można uwolnić się jak najszybciej. Nie ma przypadku, że to wszystko ujawnia się w waszym życiu w danym momencie. Jeśli ignorujecie język ciała i upieracie się przy odpieraniu choroby, jest wam bardzo trudno wniknąć w jej duchową istotę i sens. Otacza was nadmierny poziom złości i lęku. Jedynie w prawdziwym spotkaniu twarzą w twarz z chorobą, bólem, niedogodnością oraz niesmakiem i strachem możecie uzyskać autentyczną wewnętrzną wolność. Przyjmijcie wszystkie aspekty choroby i zapytajcie je spokojnie w duchu pełnego otwarcia na prawdę: „Co chcecie mi powiedzieć?”

    W obecnej cywilizacji intymny kontakt z ciałem wcale nie jest oczywisty. Mówienie do swego ciała jak do istoty żywej, która zasługuje na miłość i szacunek, nie uchodzi za naturalne i normalne. Jesteście uwarunkowani przez mnogość wyidealizowanych wizerunków na temat wyglądu ciała, jego formy i zdrowia, a także zasad odżywiania i picia. Istnieje wiele reguł i kryteriów zdrowotnych zapewniających rzekomą długowieczność i sprawność fizyczną do późnej starości.

    Te wszystkie idealizacje i wyobrażenia nie mają jednak żadnego związku z drogą ludzkiej duszy, która jest absolutnie indywidualna. Jeśli więc rzeczywiście chcecie poznać prawdę o waszej każdej chorobie, niedyspozycji czy cierpieniu ciała, musicie dotrzeć do osobistej harmonii i zgody ze sobą, odrzucając zewnętrzne kryteria i reguły – zazwyczaj sztuczne i pozorne. Należy zignorować te wszystkie zewnętrzne zasady i rady, poszukując głównie tego, co jest waszą osobistą prawdą i co wam służy.

    Stanowi to niemałe wyzwanie, bo lęk i panika, jakie choroba wywołuje, prowokuje was do natychmiastowej aktywności i uciekania się do autorytetów zewnętrznych. To do nich oczekujecie diagnozy i pomocy. Nieważne, czy chodzi o lekarza zawodowego czy specjalistę od medycyny alternatywnej. W gruncie rzeczy wybór jest obojętny. Liczy się tylko możliwość ucieczki od lęku i przerzucenie odpowiedzialności za chorobę i wyleczenia na innych, chociażby częściowo.

    Oczywiście, nie ma nic złego w wysłuchaniu opinii specjalisty, a czasami bywa to nawet rozsądne, ale… Ale zbadajcie tę opinię całym waszym sercem. Odczujcie ją, by sprawdzić czy jest w zgodzie czy w sprzeczności z wami. To każdy z was jest twórcą swego życia i mistrzem swej fizycznej formy. W najgłębszym tego słowa znaczeniu: każdy jest kreatorem własnego ciała.

    Ponieważ jednak choroba wyraża wypartą emocję, która ukryła się w polu nieświadomości, nie zawsze udaje się zrozumieć, o jaką emocję chodzi i jakie jej aspekty manifestuje choroba czy jej objawy. Nieraz trudno jest odkryć i pojąć przekaz duszy, zawarty w specyficznej chorobie. Należy jednak koniecznie wejść w głąb siebie samego i maksymalnie skupić się na stopniowym rozpoznawaniu tej energii, która wyraża się poprzez chorobę, na jej celu oraz znaczeniu. Wymaga to doświadczenia bliskości i osobistego kontaktu z własnym ciałem, co wcale nie jest oczywistą praktyką. Nie rezygnujcie z tego zbyt pospiesznie, mimo chwilowego zniechęcenia.

    Gdy macie do czynienia z uporczywymi uczuciami, próbujcie im się przyjrzeć z większą uwagą. Rozluźnijcie się przez chwilę, a następnie powędrujcie w głąb ciała, koncentrując czujność na tych jego partiach, w których manifestuje się choroba. Poproście ból lub samą chorobę o przyjęcie żywej formy zwierzęcia, dziecka czy osoby, albo jeszcze lepiej – przewodnika w jakiejkolwiek postaci. Wykorzystajcie wyobraźnię! Stanowi ona znakomite narzędzie do odkrywania głębokich poruszeń duszy.

    Jeśli przez to ćwiczenie ciało wam odpowie – obrazami albo odczuciami – to świetnie. Będziecie szczęśliwi z odnalezienia utraconej więzi intymnej z sobą. Ciało przemówi do was, czyli jego rola przekaźnika jest odtworzona. To wielki postęp!

    Kiedy tylko uświadomicie sobie, że jesteście w stanie poznać swoje ciało od środka i że tylko wy macie taką zdolność (bo to wasze ciało, a nie kogoś obcego), staniecie się bardziej ufni. Tego typu ufność ułatwi wam zrozumienie tego, co chce wam powiedzieć choroba. W dodatku przestaniecie odsuwać odpowiedzi, jakie przychodzą do was z głębi waszego jestestwa pod pretekstem, że różnią się od pomysłów świata zewnętrznego, także medycznego. Intymna więź z własnym ciałem jest bezcenna w każdych okolicznościach, ale szczególnie, gdy ciało opanowuje choroba lub gdy macie z nim problemy.

    To, co pobudza ciało do komunikacji z wami, to MIŁOŚĆ.

    Nie zachęcicie ciała do kontaktu, kiedy będziecie próbowali je uzdrowić za pomocą stosownych afirmacji czy wizualizacji. One bowiem są także formą ignorancji, walki i oporu.

    Klucz do wyzdrowienia znajduje się w zrozumieniu informacji, jaką chorujące ciało czy jego niezdrowa część wam przesyła.

    Jeśli zrozumiecie tę informację, wasz stan fizyczny ulegnie poprawie, a blokady emocjonalne zaczną ustępować. Tak działa proces leczenia – bez żadnej walki (takiej czy innej) przeciw chorobie, ale w jej akceptacji i uszanowaniu jako przyjaciela i przewodnika, który chce wam wskazać właściwy kierunek dalszej drogi.

    W pierwszej chwili trudno to zrozumieć, ponieważ atak choroby was przeraża i komplikuje życie. A jednak tylko akceptacja choroby i zrozumienie jej przesłania stanowią jedyne prawdziwe i skuteczne sposoby powrotu do zdrowia. Choroba chce sprowadzić was do samych siebie i skontaktować was z waszą najgłębszą prawdą, nieraz tajoną przez lata.”
    J.

    1. Choroby nie istnieją. Istnieją chwilowe dysfunkcje, czyli stany powrotu do zdrowia (faza naprawcza chwilowej dysfunkcji), które matrix celowo zakłóca, podając w tym newralgicznym czasie ciężką chemię apteczną rodem z KL Auschwitz.

      By istota ludzka osiągnęła pełną harmonię, wystarczy nie przeszkadzać organizmowi w procesie samozdrowienia, w samonaprawie w fazie naprawczej.

      Słowo „choroba” jest bardzo programujące, bo kreuje problem, usadza istotę ludzką w sztucznym problemie, który de facto nie istnieje. Choroby istnieją tylko w umyśle kreatora, w realu istnieje tylko nieustanna faza naprawcza po kolejnych stresach, jakie funduje nam egzystencja na tej szczególnej planecie.

      1. Jeśli to podziękowanie dla mnie, nie ma sprawy. Nie ja jestem ich autorem, tych słów, a wpadłem na nie dzisiaj po przeczytaniu wczorajszej rozmowy o wzroku i przeczytałem ten tekst już trzeci raz, za każdym razem wyławiając coś, czego wcześniej zdawało się tam nie być.
        Jeśli słowo piękny tyczy się tego tekstu, dla mnie również jest piękny i czytelny. Nie mogłem się oprzeć by go nie wkleić. Sam link, to za mało i nie chciałem by został odrzucony przez okładkę. Więc pominąłem ją i link a wkleiłem sam tekst.

      2. wps, ja również dziękuję za ten test.
        Jak dobrze, że go umieściłeś.
        Wyciągnęłam wiele dobrego dla siebie.
        Zrobiłam to ćwiczenie wglądowe. Bardzo dużo mi pomogło.
        Będę je częściej wykonywać.
        Bardzo Ci Dziękuję 🌻

        „Choroby nie istnieją” tylko, że jakoś wszyscy chorują/”chorują” (z cudzysłowiem lub bez – jak kto woli).

        A TAW umieścił jakiś czas temu wykład Magdaleny Dembowskiej „To nie ciało choruje lecz dusza”.
        I ten tekst umieszczony tutaj przez wps jest właśnie o tym.

        Słowa, słowa… też jestem za tym by nie oddzielać się od komunikacji jaka panuje w tym świecie.
        Kiedyś rozmawiałam z kimś, że tak bardzo oceniamy wszystko i wszystkich…

        Tylko, że inaczej się nie da, bo przecież określenie chociażby pogody czy wyglądu kwiatka czy jakiegoś krótkiego spotkania z osobą też jest oceną.

        Słowa, słowa…
        O obłędzie (w jakim żyjemy):

        „Obłęd
        To nie jest sprawa ciała, chociaż ciało poddaje mu się i obłęd wyczynia z nim, co mu się podoba.
        Obłęd to jest sprawa umysłu.
        Myślę, że umysłowo bardzo niewielu ludzi jest zdrowych”.

        ~ Edward Stachura

  3. „Choroby nie istnieją”
    Zgadzam się. Słowo choroba, mógłbym zastąpić zwrotem: informacja od duszy.
    Ale co powiesz obłożnie choremu? – nic ci nie jest?

    Umysł pogrążony w matrixie nie przeskoczy od razu na stopień poznania. Jakoś musi przejść przez etap przejściowy i by zrozumieć, chce połączyć dane, mieć przetłumaczoną iluzję np choroby na to czym naprawdę to jest, by nie emocjonować się chorobą a móc skierować uwagę na ciszę, w której wszystko wraca do normy, od umysłu, poprzez energetykę po ciało.

    Sugerujesz nie używania słowa choroba?
    Czy to słowo programuje?
    Ciebie chyba nie programuje.
    Może nie słowo a nasza postawa przy chorym, będąca świadkiem choroby, bądź chwilowej dysfunkcji?

    Chociaż przyglądając się bliżej, mógłbym powiedzieć, że i słowo dysfunkcja programuje, bo przecież gdyby ciało było dysfunkcyjne, nie przekazało by informacji z poziomu myśli i emocji. Dochodzę więc do wniosku, że tzw choroba jest dowodem na doskonałe funkcjonowanie ciała.
    Wiem, tobie chodzi raczej o dysfunkcję umysłową ale i to można źle zrozumieć i uznać, że umysł może chorować. Umysł jest doskonały a programy to programy. To niewzorcowość a na nią wskazują tzw choroby ciała, ale one pojawiają się dopiero gdy wystarczająco długo ignorujemy emocje, które najpierw wskazują na umysłowy problem. Po czasie stając się niezauważalnym dla tego co patrzy.

    Nie czepiaj się słówek, bo to tylko słowa i gdyby odrzucić wszystkie słowa matrixowe i zacząć mówić jedynie jezykiem duszy, nondualizmu, to umysł pogrążony w dualizmie, niczego by nie zrozumiał. Można by wogóle przestać mówić. Została by mu odebrana możliwość połączenia obu światów, przetłumaczenia jednego na drugi, nawet jeśli jeden z nich to fikcja.

    1. Nie „czepiam się” słówek, tylko PO WIEKACH GWAŁTU NA JĘZYKU SŁOWIAN PRZYWRACAM SŁOWOM WŁAŚCIWY INDEKS ZNACZENIOWY („odpowiednie dać rzeczy słowo”).

      Musimy odchwaścić Język, ktoś musi to zrobić. Słowo „choroba” jest zabójczym chwastem językowym.

      Do słowa „dysfunkcja” zawsze dodaję kwalifikator „chwilowa”, co nadaje kontekst dynamiki procesu zdrowienia, a przy słowie „choroba” tej dynamiki nie widać, jest statyka.

      1. Spoko
        I już miałem iść na grzyby a tobie życzyć miłego dnia i życzę ci takiego lecz dodam coś do swojego zdania.
        A gdybym nazwał jabłko słowem choroba i gdybym tego słowa używał jedynie, zaznaczam jedynie przy wskazywaniu na jabłko, to czy mógłbym mieć negatywne skojarzenia, być przez to słowo programowanym? Myślę że nie i że to słowo wywoływałoby we mnie uczucie błogości, takie jakie się ma gdy człowiek spragniony robi pierwszego gryza pierwszego dojrzałego jabłka akurat trafiającego smakiem w jego gust. Takie soczyste, słodko kwaśne, mniam.
        Ta myśl przekonuje mnie, że to nie słowa są problemem, bo one nic tak naprawdę nie znaczą. Znaczą tyle ile jest we mnie programu, który one uruchamiają. Niekoniecznie negatywnego programu. Może więc dobrze byłoby przeprogramować się, wytworzyć w sobie nawyk odpalania pozytywnego uczucia przy już istniejących słowach, niż odrzucać słowa nic nie znaczące i zastępować je nowymi. A co jeśli ktoś nada najmilszemu słowu negatywne brzmienie i rozpowszechni takie jego znaczenie? Znów zmienię słowo na inne, bo to programuje? To nie słowo programuje.
        To nie widok 1/2 szklanki wody programuje.
        W połowie pusta, w połowie pełna – wskazanie na ustawienie.
        Lecz samo słowo tak jak i obraz 1/2 szklanki wody, nic dla mnie nie znaczy. Dopiero myśli jakie mam przy szklanxe coś znaczą i myśli jakie mam przy słowie coś znaczą.

        Więc ja zostanę przy starych słowach i nowych myślach a ty zrobisz jak zechcesz.
        Miłego

        Ps. Są u was grzyby?

      2. Tak, język polski jest zachwaszczony, to fakt, może powinniśmy przejść na rosyjski czy białoruski? A w każdym razie dobrze jest znać te języki, by móc porównywać SŁOWA… Pewne nasze słowa zostały przekręcone, jak wszystko, co w swoje łapy dostanie się wiadomym jaszczurom… Np. słowo BEZPIECZNY… Czyli mówiąc, że jesteśmy bezpieczni, kodujemy siebie na pozbawionych pieczy… Już kiedyś tu o tym pisaliśmy. SŁOWO ma moc, tak jak myśl… Ostatnio przyłapałam się na tym, że sama sobie tworze „chorobę” – dosłownie, ot tak… Parę dni temu myślałam nad tym, że dość dawno nie miałam kataru, o jakie to dziwne, nie mam od tak dawna kataru… I co? Parę godzin później zaczęłam kichać i poczułam się przeziębieniowo… Tak samo było z bólem głowy… O, jakie dziwne, tak dawno nie bolała mnie głowa, a powiem wam, że całe lata cierpiałam na migrenę i to w ostrej postacie, no i co? ledwo pomyślałam, a tu pstryk i boli mnie głowa… Ocho, myślę sobie, no Iwonko, trza uważać teraz bardziej na to, co się myślisz, bo widać, że myśl twoja ma moc sprawczą:)

      3. TAWie temat „Słowa” znów powrócił. A także silnie związany z nim temat zbeszczeszczenia naszego pięknego języka. Nie wiem czy pamiętacie ale kilkanaście dni temu, przy dyskusji „Słowianie” czy „Sławianie”, napisałam, że zrobiłam duży wpis na temat zmiany znaczenia pierwotnego słów używanych przez naszych przodków.

        Wpis został przez matrix usunięty zanim zdążyłam go zapisać i wysłać.

        Nie będę teraz jeszcze raz tego samego pisać, bo nawet nie pamiętam dokładnie co wtedy napisałam, pamiętam kilka słów, które wtedy opisałam:

        Dziad… przecież to kochany Dziadek, zrobiono z niego dziada.
        Dziwka… dawniej dziewczyna zwana była dziewką, zrobili z niej panią lekkich obyczajów.

        Albo jak już napisaliście, slowa które po „rozłożeniu” na części pokazują całkiem inne znaczenie niż to do którego są używane.

        Jestem za tym, żeby zacząć odkłamywać nasze słowa, nasze symbole.

      4. Tak, spostponowano prawie cały język. Z „Laszki” zrobiono „laskę”;
        „miłość” kojarzy mi się z „ość”, „złość” i „dość” 😉

        Ciekawa jest też prawdziwa etymologia podstawowych w „kulturze” judeochrześcijańskiej słów, np.:

        „Księża” – płatni najemnicy z Księżycowej Legii Cudzoziemskiej… 😉

        „Kościół” – budynek postawiony „na kościach”, w miejscach pochówków…

    2. „…Ta myśl przekonuje mnie, że to nie słowa są problemem, bo one nic tak naprawdę nie znaczą…” mylisz się WSP słowa są NAJWAŻNIEJSZE. Jabłko to symbol „grzechu” – symbol twego torusa jako przywiązanie do życia w przejawieniu. Tak jak hebrajski jest językiem torusa ludzkiego serca. Werbalizacja tegoż języka to „panta rhei” jedno z siedmiu praw naszego królestwa. Uważaj co mówisz, bo duszy o której tak piszesz, szkodzi to co z ust naszych wychodzi, a nie to co do nich wkładamy. A wszystko dzięki pamięci komórkowej naszego ciała – czyli pamięci wody. Gdyby nie ona (a dokładnie OH) nie doszło by do parowania zasad, czyli powstania jakiegokolwiek DNA. A jeśli dalej nie chcesz w to wierzyć, to uprzejmie informuję, że aktywowanie nici naszego DNA oparte jest na „PANTA RHEI” w celu weryfikacji polecam ci uruchomić np. czakrę korony, bez uzyskania rezonansu oka i gardła nie masz szans. Polecam przestudiować Nag Hammadi Codex.

      1. Moja dusza jest nieśmiertelna i nie musisz się o nią martwić ale jeśli chcesz, twoja wola.

        Tematem są jednak słowa. Tak, są dla mnie też ważne, bo np taki zwrot jak „zakute łby” nie pomaga w wywołaniu serdeczności. Prędzej może pobudzać do złości. I to jest to co jest dla mnie ważniejsze niż słowa, energia która za nimi stoi. Z której się wywodzą i którą miałyby pomóc przekazać, rozprzestrzenić. Rozprzestrzenić jest tu bardziej trafnym określeniem. No tak, słowa czyli symbole energii będą mieć znaczenie, jeśli chcę dzielić się np pokojem. A chcę, bo tego chcę dla innych, oraz co daję, to dostaję.

        Dawno temu np chciałem by ludzie się mnie bali i chodziłem napakowany ze srogą miną. Później zrozumiałem, że wywoływanie lęku w ludziach nie jest tym co chcę robić a rozdając lęk, on mógł do mnie wracać a nawet organizować mój świat.

        Bez urazy Kocham cię ale twój ton wypowiedzi jest rozkazująco-pouczający na co wskazują słowa: „uważaj na to co mówisz” „a jeśli dalej nie chcesz w to wierzyć” słowa które są dla ciebie tak ważne i może także ważne, że przesłoniły ci coś ważniejszego.

        Nie mniej dziękuję za odzew. Zastanowię się też nad swoimi słowami i energią jaką sam rozprzestrzeniam, bo coś mi mówi, że obaj z Tawem, nie znaleźliście się na mej drodze przypadkowo. Jak każdy z resztą.

      2. „Dawno temu np chciałem by ludzie się mnie bali i chodziłem napakowany ze srogą miną.”
        Ja żyłam w dość agresywnym środowisku przez pewien czas i byłam uzbrojona. Ale kiedy nabralam serca i wzrosła moja odwaga i świadomość godności osobistej, porzuciłam zabawki typu wszelka broń. No i trzymam na klucz japę ,ktora może była groźniejsza od noża. Wolę teraz być szczęśliwa niż mieć rację i ostatnie słowo. Niektórzy ludzie może nie przestali mnie się bać ( zwłaszcza ci, co dostali w czajnik) ale większość mnie szanuje, co mi się bardziej podoba.

      3. Wybacz mi, WPS, mój ton wypowiedzi (niech się wstydzi ten, co widzi), ja nie mam urazy. My prości ludzie nie zdajemy sobie sprawy, czym i kim jesteśmy. Skoro każdy z nas jest w stanie przy pomocy prostego testu kinezjologicznego stwierdzić w stu procentowej powtarzalności, czy to prawda, czy fałsz, nie będąc świadkiem badanego zdarzenia, to do czego tak naprawdę są zdolne nasze ciała? Jeśli dźwięk wydobywający się z ust naszych potrafi kreować i niszczyć, to kim my tak naprawdę jesteśmy? Jeśli wystarczy zjeść z drzewa życia, by być nieśmiertelnym, to czym jest ŻYCIE?

        Co do dzielenia się pokojem – jest on owocem radości. Radość zaś to wynik miłowania – oddawania czci (nie mylić z pożądaniem). Miłość, radość czy pokój to mechanizmy, wyznaczniki poziomu twej świadomości. W miłości życie będzie dla ciebie dobre, a Bóg będzie cię kochał, w radości twój świat będzie kompletny, a Boga będziesz widział w jedności z tobą, w pokoju zaś życie twe stanie się doskonałe, a Bóg wszech-istniejący. To po nim (pokój jako nirwana, błogość) wybudza nam się jaźń, czyli „oświecamy się”. Dzielenie się pokojem to „podnoszenie, poszerzanie” naszej świadomości, które bez miłowania (oddawania czci) nie istnieje.

        Powrócę do SŁOWA. To, co nazywamy materią i energią, to rodzaj wibracji, której ruch widzimy jako kolory – bo dźwięk zamienia się w „ciepło”; przy dalszym podnoszeniu wibracji uzyskujemy np. elektryczność czy magnetyzm, a po przekroczeniu pewnego poziomu te energie rozpadają się do form pierwotnych. Skoro wibracja ukazuje nam się w formie materialnej, oznacza, że forma została wypełniona treścią. Wszystkim manifestacjom myśli, emocji, rozumu, woli czy pragnienia towarzyszy wibracja, dlatego słowa są jak miecz. A czyż nie słodkimi słowy podsycamy pożądanie?

        Ten, kto rozumie prawo wibracji ma w ręku władzę, lecz nierozumne dziecko bawiące się nożem może zrobić sobie krzywdę. Ton rozkazująco-pouczający mojej wypowiedzi: „uważaj na to, co mówisz”, jest troską moją o ciebie jako jedności współświadomości. Czy dalej uważasz, że : „…słowa nic tak naprawdę nie znaczą…”? A np. „Kocham Cię”? Sprawdź, proszę, jak działają te słowa na wodę w różnych językach. Odkryj, co zadziewa się wtedy w naszym ciele, a poczujesz (nie – zrozumiesz) ich znaczenie.

        bo wszystko jest myślą, a myśl jest wszystkim

    3. Dodam jeszcze jedno, dla lepszej orientacji. Oko tworzy formę, dźwięk ją wypełnia, a emocja serca jest intencją do tej kreacji; jeśli jest niska, to obiekt kreowany rozpadnie się, a jeśli wysoka, będzie trwał.

    4. Polecam również odkryć, w jaki sposób Bóg pomieszał ludziom języki.

      podpowiedź nr 1

      Marlo Morgan – „Wołanie z końca świata”, rozdział: Telefon bez drutu.

      1. Z tego co pamiętam chodziło o telepatię. Cóż, ja lubię słowa, i nie chciałbym przestać ich używać, za to telepatii wolałbym żeby nie było. Słowo, czyli śpiew, pieśń, było zapewne formą komunikacji z przestrzenią, wpływania na nią. Pieśń sama w sobie zdaje się być mowa wielojęzykowa (wielowymiarową).
        Gdzieś w Biblii było o śpiewie jako wyższa forma modlitwy.

      2. @Random Unstable Jesteś bliski Zrozumienia. Życie w jedności nie wymaga języka, gdyż dusze potrafią porozumiewać się bez używania ciał. Kojarzysz miłość od pierwszego wejrzenia? To dusze kierują ciałami aby się spotkały i nie bez powodu oczy są zwierciadłem duszy. Jedno spojrzenie sobie w oczy, nawet na odległość spaja dwie osoby na całe życie. Cóż takiego człowiek osiągnął, by poróżnić go z innym człowiekiem? Tu przychodzi zrozumienie słowa, manifestacji umysłu i emocji serca.
        Kto pyta dostaje odpowiedzi. Nie zawsze jest ona tu, czasem bywa tam. Tylko uważność pozwala nam czytać przestrzeń subtelną, bo to czego umysł nie widzi zamienia w iluzję a otacza nas tylko prawda – niezbędna do usłyszenia tego co do siebie myślimy.
        Czy już wiesz jak?

      3. „Słowa to etykietki”
        A etykietki znaczą tyle, ile im znaczenia nadamy.
        Podobnie jest z myślami. One też nic nie znaczą, o ile im znaczenia nie nadamy.

        Nie w nich jest moc, myślach i słowach, lecz w tym kto patrzy, kto nadaje znaczenie.

  4. To nie takie proste… Albo moze nie proste dla zwykłych śmiertelników. Próbowałam w styczniu. Tydzien z łóżku z olejkiem z oregano, wit C i innymi naturalnymi specyfikami. Po tyg ciaglej gorączki (39st C.) i węzłów chlonnych spuchnietych do rozmiarów malych jabłek skapitulowalam i poszłam do dochtore.

    1. ,, Ostatnio przyłapałam się na tym, że sama sobie tworze „chorobę” – dosłownie, ot tak… Parę dni temu myślałam nad tym, że dość dawno nie miałam kataru, o jakie to dziwne, nie mam od tak dawna kataru… I co? Parę godzin później zaczęłam kichać i poczułam się przeziębieniowo… ”

      A ja myślę(mam nadzieję 🙂 , że w moim łbie kilka scalaków od czasu do czasu pełni dyżur 😀 ), jeszcze inaczej.
      Objawy np. przeziębienia mogą uzewnętrznić się w kilka godzin, ale samo przeziębienie nie powstaje w tak krótkim czasie; potrzebuje na to dwóch, trzech dni ,,odpowiednich” warunków w organizmie.
      Gdy ten ostatni, włączywszy samouzdrawianie, zaczyna przegrywać, przeziębienie ,,wychodzi” na wierzch w postaci objawów.
      Moim zdaniem to nie jest tak, że wywołałaś sobie katar, droga IW.
      Intuicyjnie, na kilka godzin przed jego wystąpieniem otrzymałaś sygnał ,,katar”.
      A mózg po swojemu to zinterpretował: ,, O!, dawno go nie miałam”

      To nie ty wywołałaś katar. Dostałaś o nim informację, że wystąpi, co już było nieuniknione.
      A w jakim celu zostałaś ,,uprzedzona”?
      Ano w takim, żeby już wówczas zeżreć(przepraszam, że użyłam słowa z gwary leśnej 😀 😀 😀 ) dwie cebule, dwie główki czosnku, dwie cytryny i wypić dzban nalewki! 😀 😀 😀

      Tak ja myślę, a ilu ,,myślicieli”, tyle teorii, nieprawdaż?

      Miłego dnia!

    2. Piękne słowa śp. ojca Klimuszko brzmiały: owoce do jedzenia, liście do leczenia. Pamiętać jednak należy, że używając lekarstw (nawet w postaci ziołowej) zaganiamy chorobę do wewnątrz ciała, powodując jej nasilenie w późniejszym okresie ponownego jej wystąpienia. Choroba oznacza nieprzepracowaną doświadczaną emocję z pola świadomości poniżej odwagi (patrz np. Mapa świadomości Davida R. Hawkinsa), która to powoduje powstawanie procesów gnilnych (rozkładu) w wodzie naszego organizmu. Działanie takich emocji (pola elektromagnetycznego serca) na wodę udowodnił Masaru Emoto. Podobny wpływ na wodę ma także myśl i słowo, co również udowodnił; a co kościół uczył nas od dzieciństwa pod postacią przykazań czy grzechów.

      Jednak do celu. Zapalenie górnych dróg oddechowych bierze się z zakażenia bakteryjnego beztlenowcami – poprzez UCHO WEWNĘTRZNE. „Miodek” z ucha ma działanie bakteriobójcze dla beztlenowców i nie tylko. Np. jeśli się skaleczysz, a nie masz wody utlenionej, wkładasz palec w ucho, pobierasz „miodek”, smarujesz ranę i zakażenia nie będzie. To właśnie cała tajemnica. Dlaczego dochodzi do tego zakażenia, skoro mamy miodek? Otóż w stanie niskich emocji, np. gniew, złość do drugiego człowieka, zamykana w sobie (tłumienie emocji), czy nawet niechęć jego słuchania, powoduje zamknięcie się ucha wewnętrznego, odcięcie „miodka” i dosyć szybkie namnażanie się bakterii, nawet do postaci gronkowca – to już zależne jest od danej emocji, np. czy dokładacie do tego strach przed wyrażeniem swych gniewnych myśli, wtedy to dochodzi do Anginy (zapalenia ropnego). Co powinniśmy w takim razie zrobić? Po pierwsze akceptacja i zrozumienie. Staramy się zrozumieć, dlaczego dana osoba tak postąpiła (wywołując w nas emocję) i czym to my jesteśmy winni tego zajścia i … akceptujemy to. Następnie wybaczamy danej osobie, bo na pewno dojdziecie do tego, że ta osoba robi, bądź zrobiła to nieświadomie. Teraz przepraszamy i prosimy przestrzeń (Boga jako konstrukt wszystkiego) o wybaczenie tej osobie (bo tego nie rozumie), wybaczenie nam, bo już to rozumiemy i przepraszamy tę osobę, wyrażając swą skruchę. W tej pokorze powtarzamy to parokrotnie w ciągu dnia i trwamy w tym do ustąpienia choroby. Oczywiście intencją tego działania nie może być pożądanie zdrowia lecz szczera ochota naprawy swego nisko-emocjonalnego myślenia czy charakteru.

      Wyleczenie ropnej anginy (ropne worki na podniebieniu) trwało np. u mnie 5 dni. Gwarantuję, że po przepracowaniu tego doświadczenia pierwsze, co przyjdzie w kolejnym (a na pewno będzie, ale słabsze), to będzie zrozumienie i akceptacja; do czasu, gdy na zawsze pozbędziecie się choroby górnych dróg oddechowych.

      Do głębszych analiz chorób polecam 5 praw natury Hamera, czyli tzw. zakazanej medycyny. Dobrym wstępem może również być analiza działania podświadomości w dosyć przystępnej formie: Walerij Sinielnikow – Tajemnice podświadomości.

      pokój ludziom dobrej woli

      1. „Działanie takich emocji (pola elektromagnetycznego serca) na wodę udowodnił Masaru Emoto”
        „Podobny wpływ na wodę ma także myśl i słowo”
        „słowa są NAJWAŻNIEJSZE”

        Z tego co piszesz wnioskuję, że Masaru Emoto udowodnił działanie emocji na wodę, nie słów.

        Podsunąłeś mi pomysł na doświadczenie.
        1.Puścić wodzie nagranie słów, tak by za słowami nie szła energia, może z symulatora lektora albo własne nagrane bez emocji.
        2.Poddać wodę działaniu emocji, i, lub, myśli, bez użycia słów.

        Ciekawe rzeczy piszesz o chorobie. Z tym zaganianiem choroby do ciała, zgadzam się. Leczenie objawowe, liśćmi czy farmaceutyczne, to jednak działanie na to co zostało stworzone, bez zmiany tego, co wciąż ten stan choroby wytwarza.

        Wymieniasz: myśl, emocja, słowo.

        Też mem pewne doświadczenia związane z pracą nad nimi, nad wpływem emocji na ciało. Nauczyłem się tego, że to co piszesz o: akceptowaniu, wybaczaniu, przepraszaniu, proszeniu; to działa jeśli wywołuje odpowiednie uczucie i że o nie tu chodzi. To działa, jeśli po wielokrotnych wchodzeniach w te stany zostaje zapamiętany ten stan i przywołan, wywołany nawet bez użycia słów, formułek, wizualizacji.
        Ten stan można wywołać przytulając się do drzewa lub wpatrując się w ulubioną tapetę np z naturą na telefonie.
        A można go mieć, podążając Drogą Pustki, gotowości bycia uczniem Wewnętrznej Mądrości.

        Ten stan możemy nazwać stanem miłości, lub każdym innym uczuciem powyżej stanu odwagi wg tabeli Hawkinsa a może dumy wg innej tabeli. Mniejsza o granicę. Chodzi mi o stan uczucia przy którym pasuje mi dodać to co gdzieś zasłyszałem a co potwierdzają moje obserwacjie: „tylko miłość leczy”

        – Przepraszam, kocham cię, wybaczam. Hooponopono. To działa jeśli jest szczere a to znaczy, że idzie za tym energia serca.
        – W KK modlitwa działa jeśli nie jest bezmyślnie klepana i robiona na zasadzie modlenia się sercem. Katolicy mi o tym mówili. Przy tym słowa nie są potrzebne.
        – Dwupunkt działa jeśli udaje się wywołać stan kocherencji serca, czyli współdziałania umysłu z sercem ale zakotwiczając świadomość w sercu. Wtedy umysł służy sercu. Serce prowadzi, nie umysł. Nie na pół. Umysł staje się sługą serca.
        – Można recytować kody źródłowe, jeśli poprzez nie uwaga przenosi się z myśli niewzorcowych (tworzących niskie emocje) na myśli które myślimy razem ze Źródłem i jako Źródło a które pomagają płynąć wysokowibracyjnym uczuciom.

        Jest wiele technik ake we wszystkich chodzi o to samo, o uczucie.

        Obstaję więc przy swoich wnioskach, zawsze chodzi o to co czujemy.

        Słowa mogą wpływać na to co czujemy. Myśli mogą wpływać na to co czujemy.
        Ale nie muszą.
        Wybieram stan zagłębienia się w Serce swej Istoty, poza myślami, poza światem zewnetrznym i tam zawsze dochodzi do unormowania uczucia. Tam zawsze pojawia się pokój, radość, wdzięczności.

        Same słowa nie pozbawiają mnie uczucia radości. Mogą ale nie muszą. Zrobią to jeśli na to pozwolę.
        To samo z myślami. Mogą ale nie muszą. Zrobią to jesli w nie uwierzę, obdarzę uwagą. I tu ma sens wybaczenie. Odwracania uwagi od myśli, które trzymają poza centrum wibracyjnym swej istoty, oka cyklonu, wysokich wibracji.
        Więc myśli też mogą mnie przy pomocy wywołujących je i słów, pozbawić uczucia serca jeśli im na to pozwolę. I mogą mi pomóc tam wrócić, jeśli ich do tego użyję.

        I można to robić bez nich co jest najprostsze.
        Taki rolnik np stoi sobie w polu, o niczym nie myśli, wzrok skierowany w dal ale nie skupia na niczym uwagi. Stoi i patrzy ale w co? Może jeszcze nie wie, uśmiecha się, patrzy nie patrząc. On to ma.
        Słyszy ćwierkające ptaszki, usmiecha się. Przed oczami przeleciał motyl, uśmiecha się. Widzi obok nieznajomego wędrowca, uśmiecha się.
        Być może tworzy światy, z poziomu serca.

      2. Dziękuję, Kocham Cię.
        Twój, wiele dla mnie znaczący, komentarz wyjaśnia to, co ,,powierzchniowo” przeczuwałam(mam na myśli swoje doświadczenia życiowe).
        Nasuwał mi się wniosek:,,Ucho choruje, bo nie chce słyszeć takich słów. Słów(przejawu emocji) wypowiadanych i słów słyszanych.”
        Wiedza, której zapewne niewielki tylko fragment przytaczasz, redefiniuje (jak dla mnie) przeczucia.
        Myślę, że są one chwilowymi, malutkimi obrazkami powierzchni wody, kształtowanej przez żyjącą, wciąż zmieniającą się głębię.
        Jak wiele nie rozumiemy, bo nie widzimy głębi. A jest nią wiedza, dzięki której dobra wola czyni pokój.
        Jeszcze raz dziękuję.

        Miłego!

      3. @Krysiu z lasu tu masz okruszek informacji od dr. Czerniaka dotyczący aktywacji DNA https://youtu.be/gbYIy-Qzssc?t=1123 który wyjaśnia czym jest Życie. To wibracja (dźwięk – słowo) to robi – wypełnia formę. Wpływ na nią mamy głównie emocjonalno-mentalny , bądź mentalno-emocjonalny; to już zależy w jakich strumieniach żyjemy, wznoszących czy opadających (lewo,prawo skrętnych). np. przy wyobrażeniu niechcianej emocji, symbolicznie plujemy jako wyraz pogardy do tegoż wyobrażenia, abyśmy nie przywiązali się do niego, powodując jego rozpad w planie uzgadnianej rzeczywistości. Lecz do kreacji planu uzgadnianej rzeczywistości potrzeba dźwięku; samo wyobrażenie czy uczucie nie działa. MYŚL-MOWA-EMOCJA o święte przymierze samoświadomości, z kim?, to warto odkryć samemu, bo wszechświaty są wewnętrzne a ilość ich jest wręcz niewiarygodna.

        Bo wszystko jest myślą a myśl jest wszystkim

  5. „Im lepiej rozumiesz siebie i swoje emocje, tym bardziej zaczynasz kochać to, co jest” ✨✨✨

    ~ Baruch Spinoza

    1. „Kochaj to, kim jesteś, głęboko i słuchaj wewnętrznego Boga, którego głos jest bardzo subtelny. On jest zwany uczuciami. Uczucia, jeśli będziesz ich słuchał, powiedzą ci, co jest prawdą i wskażą ci drogę do oświecenia.”

      Ramtha

  6. Wiecie, wydaje mi się, że pan Fulford też powinien uzupełnić swoją wiedzę. W ostatnich odpowiedziach na pytania, które zadają mu czytelnicy, możemy się dowiedzieć, że:

    „Prawdziwa ojczyzna rodowa Chazarów czy Żydów aszkenazyjskich jest z grubsza korespondująca z dzisiejszą Polską i Ukrainą. Jeśli Aszkenazyjczycy naprawdę chcą wrócić do ojczyzny swoich przodków, to właśnie tam powinni się udać”.

    Całość na:

    https://kochanezdrowie.blogspot.com/2020/10/benjamin-fulford-pytania-2-pazdziernika.html

      1. Tak, masz rację, Tawie:) Kurczę, jakoś nie ogarniam do końca tego gościa, niby podaje pozytywne informacje, ale jakoś mi tak nie leży do końca… Bardzo ciężko weryfikować prawdziwość dzisiejszych informacji, zwłaszcza tych zagranicznych. Tak naprawdę, jeśli nie masz kogoś zaufanego w danym kraju, to w ogóle nie kumasz, o co chodzi. „Papier przyjmie wszystko”. Zdaję sobie sprawę, że to jest taktyka dezinformacji, ale bardzo to męczące jest, zwłaszcza jeśli dotyka mediów alternatywnych.

      2. Fulford jest typem dziennikarza, nie mistyka, więc w mojej prywatnej ocenie ma dosyć słabego czuja i polega na swoich informatorach, których zdecydowana większość to ludzie służb, istotą których jest prowadzenie gry. Często więc informatorzy wkręcają Fulforda, a ten – jak widzimy – niejednokrotnie daje się wkręcać w informacje, które już na pierwszy rzut oka pachną wielką blagą, jak choćby sławetne egzekucje na znanych grobalach, którzy ciągle żyją i mają się doskonale, choć siła ich oddziaływania na przestrzeń rzeczywiście sukcesywnie maleje.

        Częstokroć znani ujawniacze (mniej lub bardziej świadomie) wrzucają po prostu w obieg medialny pewne Obrazy Do Wizualizacji. Mistrzem w tego typu wrzutach jest tu oczywiście sławetny Cobra, który „Wydarzenie, które wydarzy się jutro”, zapowiada już od dekady… 😉

        *

        Dla czytelników, którzy mają czuja, teksty Fulforda są niezwykle cenne, bo bez trudu można z nich wywąchać, w którym kierunku wieje Wiatr Wielkiej Zmiany… 💨🎐

      3. No i niech lepiej tam siedzą.
        Tak naprawdę to oni nie maja swojej ziemi.
        To rasa sztuczna, która sobie ziemie musiała wywalczyć, lub zdobyć drogą oszustwa.
        Do nas przyszła wraz z KK.
        Już w roku 996 wygnali ich z Czech, a Polska ich przyjęła…
        Za to teraz opowiadają, jak to oni Polskę założyli ( w muzeum Polin przewodnik takie cuda opowiada).

        Ostatecznie, to mogliby być tam, gdzie byli najdłużej : tj między morzem Kaspijskim a Czarnym i na Krymie. Sefardyjczycy długo byli też w Egipcie . Ale nikt im tej ziemi nie da.

        To pchają się do nas, bo nie umiemy się obronić.

      4. Wiatr zmiany odczuwam,nie powiem,ale niestety jestem dość niecierpliwa i obecna sytuacja mocno mnie już irytuje:(
        Nie czekam bynajmniej że ktoś nam pomoże ,raczej chodzi mi o ślamazarność owych zmian i o własną niemoc w ich realnym przyspieszeniu:)Ale bardzo dziękuję za podzieleniem się swoją wiedzą .

        Trochę odbiegnę od tematu żeby się podzielić z Wami ciekawostką , a raczej nowym trendem wśród ludzi którzy mają objawy przeziębienia lub grypy.
        Osoby takie zamiast iść do lekarza i na L4, biorą urlop ze strachu żeby im nie zrobili testów i nie zamknęli firmy lub zakładu.
        Być może po zakończeniu plandemii okaże się że większość lekarzy pierwszego kontaktu jest zbędna, bo człowiek pozbawiony ich pomocy i chemicznych specyfików szybciej wraca do zdrowia.

      5. Witaj Cię TAW-ie serdecznie.
        Moim zdaniem biblijne Jeruzalem leży w Turcji na Bosforem, czyli obecny ISTAMBUŁ. Dlatego Krym jako miejsce narodzin Jezusa jest tak ważne dla Rosjan. Grób Jezusa jest tam do tej pory, choć pewne informacje z oobe świadczyły by o tym, że dokonał żywota na granicy cesarstwa rzymskiego we Francji. Jak myślicie dlaczego w owym czasie przebijano meridiany stóp i rąk? Dlaczego Chrystusowi założono koronę cierniową i przebito „piątą” komorę serca?

      6. Dobra, pojadę po bandzie… A jak byś zareagował, gdyby jutro ktoś Ci udowodnił, że Jezus nie tylko nie zginął śmiercią męczeńską, ale że taka postać w ogóle nie istniała, że została zdalnie informatycznie „wgrana” hologram naszej czasoprzestrzeni?…

      7. Tawie, z ust mi to wyjąłeś, chciałam jeszcze wczoraj napisać, ale byłam już wymeldowana i nie chciało mi się znowu meldować.

      8. Masz rację, TAW-ie, troszeczkę halucynuję, chyba chcę być ojcem. 🙂 Ale czy to moja wina?
        Skoro dotknąłeś tematu holo, czy wiesz może, kim są te jasne istoty, które nas ciągle obserwują?

  7. TAW – do jechania po bandzie to jeszcze daleko ale jestes na dobrej drodze 🙂 🙂 . Ostatnio rozwazam taka mozliwosc bardzo powaznie. Jest zbyt wiele zagmatwanstwa w tym wszystkim. Trudne prawda? Taki program zlamac? Niektorzy mogliby Cie gonic po miedzy z siekierami za takie wypowiedzi 🙂
    Mysle, ze im wiecej programow pozamykam, tym predzej powroci do mnie prawdziwy obraz, sam z siebie. Jak sie ma w izbie tylko smieci to trudno w tym wszystkim znalezc kwiaty. Jak sie smieci wymiecie wszystkie to kazdy kwiat bedzie od razu widoczny.

    1. Trzeba się będzie wylogować z tego świata w świecie czym prędzej. Bezsens matrixa sięgnął zenitu. Mówię o całkowitym wylogowaniu się, łącznie z pozbyciem się netu, telefonu itp. Trudne, ale może niektórym to się uda. Dobrej nocy! Niech nam się śni autentyczny świat, nie matrix.

    2. Jasność, a te śmieci wokół Nas to nic innego tylko ogłupiające nas błyskotki matrixa, które nas mamią i zniewalają coraz bardziej.

      Człowiek na pewnym poziomie Świadomości, zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że bez większości tych matrixowych mamiących błyskotek potrafi żyć i być nawet szczęśliwszym, niż nimi otoczony.

      W tych czasach ODNOWY ENERGETYCZNEJ, zwanej Apokalipsą, ci z nas bardziej świadomi, przede wszystkim Siebie, widzą już oczami Duszy-Serca i ich trudniej jest omamić pięknymi słowami czy błyskotkami, gdyż oni już są w posiadaniu WEDY/WIEDZY ŹRÓDŁA WSZECHRZECZY.

      ONI już odkryli lub odkrywają swoją MOC KREACJI MIŁOŚCI ŹRÓDŁA, z której WSZYSCY JEDNO JESTEŚMY jako NIEŚMIERTELNE ISKRY Źródła.

      Nasze codzienne medytacje, modlitwy, które ja nazywam rozmyślaniem, przynoszą nam ową WEDĘ o naszej nieskończoności i pięknie IS/TCHNIENIA Tu i Teraz, nie było bowiem „kiedyś”, nie będzie też „potem”, jesteśmy zawsze w Tu i Teraz, i tego się trzymajmy.

      Te wszystkie „kiedyś” i te wszystkie „potem” są tylko naszymi ziemskimi doświadczeniami drogi życia i bycia w TERAZ.

      Wstaję rano, otwieram ziemskie oczy, które przemywam zimną wodą, uśmiecham się do siebie w lustrze nad umywalką, posyłam promienny uśmiech Duszy i zaczynam w podskokach radości mój dzień w Tu i Teraz, bo jak na razie nie wiadomo, co mi przyniesie TEN DZIEŃ, i kogo spotkam na swojej drodze w tym dniu Tu i Teraz.

      I to jest sensem życia, przynajmniej mojego, by wieczorem, leżąc już w łóżku, móc przeanalizować, czego doświadczyłam dzisiaj w Tu i Teraz.😆
      Co mnie spotkało miłego i co niemiłego, no bo tak prawdę powiedziawszy, to Nasze życia składają się z takich właśnie doświadczających chwil, miłych lub niemiłych.

      Ponieważ wreszcie po wielu nieprzespanych nocach przespałam pięknie całą dzisiejszą noc bez budzenia się z powodu bólu nadwyrężonego ramienia, obudziłam się radosna i tę RADOŚĆ przesyłam Wam i życzę bardzo udanego radosnego dnia.💏

      1. Ahh dokladnie jak piszesz – bez blyskotek byloby latwiej. Jako dziecko od zawsze mialem wstret to blichtru i generalnie za „byciem modnym”. Nosilem latami te same czarnosprane koszulki i mialem gdzies te cale adidaski paski itd. Przed telefonem komorkowym bronilem sie bardzo dlugo – teraz jest bez tego trudniej z racji organizacji napietej kazdego dnia, z dziecmi, praca… ale jak wracam do domu to odkladam to pieronstwo i nawet na to nie patrze.
        Prawdziwie szczesliwie czulem sie u Babci na wsi w czasie wakacji jak bylem caly dzien w lesie. Kanapka z pomidorem i cebulka z ogrodka, sok z porzeczek, placek ziemniaczany prosto z blachy pieca… ehhhh…. tyle trzeba.

        Mysle, ze mozna byc na tyle elastycznym, zeby uzywac matrixowych narzedzi tylko kiedy trzeba i sie nimi nie pobrudzic.
        Obecnie sprawdzam pozostale nieprzerobione programy w sobie. Cieszy mnie, jak wiele wypalilem juz smieci. Coraz latwiej o rozeznanie, kiedy coraz mniej rzeczy ciazy.
        Z analizowaniem dnia po dniu – dobra rzecz, uwazam tylko, zeby nie przesadzac. Jak przecedzic przez sito wazne od niewaznego to czasem sa dni, ze tylko dwa wydarzenia uwazam za istotne i „wygrane dzisiaj”. Oczywiscie ponad to co z Rodzina sie codziennie „wygrywa”, a tego jest zawsze sporo. Nieraz to jest krotka przypadkowa rozmowa, w ktorej udalo sie kogos pocieszyc tylko. Cala reszta to mlyn matrixowy, nic nie warty. Jakies pierdolne inwestygejszon, ktore dobrze przeprowadzilem w pracy jest dla mnie o kant pupy „roszczas”.

      2. Istoty ludzkie są w procesach odbywania swoich lekcji w różnych klasach (poziomach treści). Pierwszoklasista nigdy nie dogada się z ósmoklasistą, a oczekiwanie porozumienia pomiędzy nimi jest nieporozumieniem, gdyż każdy z nich jest mistrzem w swojej klasie.

        Różnice pomiędzy działaniem z drugiego i trzeciego poziomu treści wyjaśnia Monika Rajska w 10. minucie swego najnowszego wykładu: https://youtu.be/QdUAejAdLWE

      3. ,, … Pierwszoklasista nigdy nie dogada się z ósmoklasistą, a oczekiwanie porozumienia pomiędzy nimi jest nieporozumieniem, gdyż każdy z nich jest mistrzem w swojej klasie. …”

        Powyższe zdanie to centralna dycha w kontekście przeżyć ze spotkań ,,dwóch mistrzów”.
        Próby zmiękczenia betonu do konsystencji elementarnego poczucia uczciwości, lojalności sczezły na niczym, a wręcz pogłębiły dysonans między miszczami.
        Dwa różne podwórka, dwa światy, dwa różne szczeble grzędy :).

        I co z tym zrobić?
        Umiemy zdefiniować różnice w klasach(poziomach treści), opisać zachowania ich reprezentantów i… na tym koniec.
        Nikt, oprócz zauważonych rozbieżności nie mówi(choćby jednostkową propozycją) co dalej?

        Co po takim ,,spotkaniu” pierwszoklasisty z ósmoklasistą ,,zaleca się” dla obydwu mistrzów?
        Dalsze próby porozumienia, które są nieporozumieniem, czy wybór(choćby tymczasowy) osobnych ścieżek na szlaku ze spokojnym(to ważne) pozdrowieniem od czasu do czasu?
        A może jest trzecie, czwarte…, wyjście?

        Wiem, że wszyscy jesteśmy asekurantami i najbezpieczniej jest powiedzieć ,, wybór należy do ciebie”, ale jest to powrót do punktu zerowego, bo człowiek nadal nie wie jak się zachować; co dla mistrzów w swojej klasie(podoba mi się ten zwrot 🙂 ) będzie pożytkiem.

        Logiczne, że nikt za nikogo nie podejmuje decyzji, ale w sytuacjach ,,podbramkowych”(a kto ich nie miewa; życie to mecz piłkarski w pierwszej lidze 😀 😀 ) szukamy jakiejś ,,deski”, by wciąż nie popełniać tych samych błędów.

        Miłego dnia!

  8. Właśnie znalazłem na YouTube „przypadkowo” jeden z moich ulubionych utworów. Ktoś zrobił ładne obrazy do tej kompozycji.
    Podoba mi się tekst tej piosenki, „ciepły” wokal, pianino, melodia i klimat. W tym tekście są słowa, aby nie myśleć o dniu jutrzejszym, ale aby właśnie Żyć W Tu I Teraz. Jeden z najbardziej optymistycznych i romantycznych tekstów piosenek jakie słyszałem.

    Po prostu oddychaj dalej dla mnie
    Just keep breathing for me

    Gwiazdy są dziś wieczorem dla ciebie
    The stars are out for you tonight

    Oddychaj dalej, kochanie
    Keep on breathing baby

    Tak dobrze jest żyć
    It feels so good to be alive

    To piękny świat
    It’s a beautiful world

    Mamy tak wiele do zrobienia
    We got so much to do

    To życie jest łaską
    This life is a grace

    I wiesz
    And you know

    To prawda
    That it’s true

    Niebo zawsze niebieskie
    The sky ever blue

    Taki wspaniały dzień
    Such a wonderful day

    Zapomnij o całym swoim smutku
    Forget all your sorrow

    I wyjdź, żeby się pobawić
    And come out to play

    I ślizgamy się i ślizgamy
    And we slip and we slide

    Zderzają się dwie tonące dusze
    Two drowning souls collide

    Patrzę, jak skrada się przede mną
    I watch her creeping before me

    Wiem, że kończy nam się czas
    I know we’re running out of time

    Ponieważ powoli toniemy
    As we’ re sinking slowly

    Śnimy o minionych dniach
    We’re dreaming of the days gone

    Pod fatalnym księżycem
    By under a fateful moon

    Nie mamy nic do stracenia
    We got nothing to lose

    Ten świat jest tym miejscem
    This world is the place

    I jakoś sobie teraz radzimy
    And somehow we pull through right now

    Czy to wczorajszy czas
    Is the time let go yesterday

    Nie myśl o jutrze
    Don’t think of tomorrow

    Żyjemy dzisiaj
    We live for today

    Tutaj tren utwór:

    .https://www.youtube.com/watch?v=fMvna0KV7z8

    1. ,, Nie czekam już na nic. Bo nie am na co czekać, jak by powiedział de Mello.”

      Jeśli de Mello, mówiąc te słowa, miał na myśli zamienianie życia na ciągłe oczekiwanie na coś, to ma rację.
      Czekanie to wieczna tęsknota za czymś czego nie ma, za czymś co wymyśliła głowa.
      Czekanie podstępnie wciąga nas w melancholię pustki nieobecności w tu i teraz.
      Tak pięknie o TU I TERAZ pisze nasza Ania.

      Życie to nie pociąg, w którym jadąc i zerkając na zegarek, czekamy jedynie na dotarcie do celu.
      Obecność w czasie rzeczywistym i przeżywanie widoków za oknem pociągu jest życiem!

      Mózg- szelma każe czekać na lepsze jutro, pomniejszając tym samym wartość tego, co jest dziś.
      Czekanie wypisuje czeki bez pokrycia, a tym czasem lepsze jutro bierze życie z tego, co robimy, jak żyjemy w dniu dzisiejszym, a nie z oczekiwań!

      Tak ja sobie myślę w tym względzie 🙂 🙂
      A ,,wzglądów” ci u nas pod dostatkiem! 😀 😀

      Miłego dnia!

    2. Mój głos mówi mi, że na każdego przychodzi taka pora. Bo i czego szukać, na co czekać?
      Może wszystko już jest, tylko.., też mam ochotę się wylogować. Pozdrawiam.

  9. Mili Państwo, przepraszam za obecność częściej duchem niż personą

    Chciałem tylko przekazać bez ładnych słów, że gówno wypływa na wierzch.

    Od dwóch niezależnych osób usłyszałem podobną historię dotyczącą różnych osób, jakoby testy na „zarazę” osób przebywających w domu dały wynik pozytywny, pomimo tego, że z nieuwagi próbki zostały w domu i nigdy nie dotarły na badania.

    Trzecie źródło przekazuje, że lekarze w tym kraju, również dostają wziątki za wpisanie zarazy do aktu zgonu, ale dużo mniejsze niż w USA, bo tylko 4 stówki.

    Jesteśmy bardzo blisko dnia, gdzie te i podobne informacje dotrą do świadomości zbioru. Zacznie się gadanie i sypanie, oczyszczanie. Następnie przykręcona śruba spowoduje, że w kotłach ciśnienie zagotuje i całość zadziała jak dźwignia.

    Dziękuję i ślę radość 🙂

  10. Hej,
    takie tam przemyślenia.

    Przyglądając się uważnie naturze i życiu dookoła, można ostatnio zaobserwować nietypowe zachowania pewnych stworzeń (nie obserwowałem roślin).

    Pisałem jakiś czas temu o zachowaniu ptaków, które zachowywały się tak jak zachowywać się nie zwykły. Po prostu bawiły się beztrosko i szalały wspólnie w dużych ilościach. Pisał kiedyś Carlos Castaneda w oparciu o nauki Don Juana, że zwierzęta zachowują się inaczej, kiedy ludzie nie patrzą. To właśnie o takim zachowaniu jest powyższe wspomnienie, jednak zwierzęta nie przejmowały się tym, że człowiek patrzy.

    Niedawno też leśne żuki (te błyszczące się na niebiesko lub zielono), wydały się być zainteresowane, kontaktem z człowiekiem. Kiedy przystanęło się przy nich i mówiło do nich, zatrzymywały się, obracały w kierunku mówiącego i słuchały.

    Wydaje się jakby część „duchów” świadomości zbiorowej danych gatunków wychodziło spod pewnych „kloszy” i nie czuły już dystansu do gatunku ludzkiego lub inne też wykazują mocno (przypadki różnych owadów) pewien stopień kontroli, umysłu zbiorowego.

    To przywiodło mi też wspomnienie, kto kiedyś próbował przejąć tymczasową kontrolę nad zachowaniem owada znajdującego się w bliskiej okolicy 🙂 ? Były jakieś efekty?

    1. Pare dni temu mialem otwarte drzwi na taras i mimo, ze bylem w kuchni do pokoju wlecial kos i buszowal na stole przez chwile – potem wylecial jak przyszedlem zobaczyc co sie dzieje. Nie zdazylo mi sie jeszcze, zeby ptak wlecial do domu i sobie po nim buszowal jak jestem tuz obok. W tym roku byly wyjatkowo odwazne i rozbrykane tak czy siak 🙂

      1. Właśnie wygląda to jakby hmm nie czuły zagrożenia i zachowywały się swobodniej. Może jest to jakiś etap odrodzenia natury. Przyjemne są takie zdarzenia 🙂

  11. To mój najważniejszy wpis tu na forum.
    Mam na imię Judyta (to wiecie)
    Mam 40 lat (to może też)
    ale to nie ma znaczenia…
    Znaczenie ma tylko to, że powinnam, to wiedzieć wcześniej – och jak bardzo chciałabym to wiedzieć wcześniej.
    Przeczytałam to dzisiaj.
    Dzielę się 💗

    ,,KRĄG
    Wyobrażmt sobie członków rodziny, kilka pokoleń. Wyobrażajmy sobie wszystkich, którzy do nas przynależą. Niektórych w ogóle nie znamy, nigdy nawet o nich nie słyszeliśmy. Mimo to należą do nas, a my należymy do nich.
    Wszyscy stoją przed nami.
    Być może jesteśmy w stanie zauważyć tylko ich cień, a mimo to oni są. Biorą się za ręce i tworzą krąg. Zajmijmy ręce w kręgu – razem z tymi , ktorzy stoją najbliżej nas: naszymi rodzicami, rodzeństwem, partnerami, dziećmi. Wszyscy, którzy się tu znależli, patrzą na siebie z miłością. Spoglądamy na nich i pozwalamy, aby oni widzieli nas.
    Także ci, których nie rozpoznajemy, są dla nas obecni. Wręcz czujemy działanie ich obecności. Kiedy tak na siebie patrzymy , my na nich, oni na nas, mówimy do każdego z nich:
    ,,WIDZĘ CIĘ. SZANUJĘ CIĘ. KOCHAM CIĘ. PROSZĘ , TY TEŻ PATRZ NA MNIE – Z MIŁOŚCIĄ”
    Ponieważ wszyscy trzymają się za ręce, możemy wyrażnie odczuć przepływającą energię i miłość. Czujemy w głębi siebie, jakie dary przynosi nam ta miłość. Otwiera nas ona i uzdrawia. Czujemy, że możemy wszystko pozostawić za sobą, że znikają troski i dzięki temu możemy z nimi wszystkimi po prostu być.

    POKÓJ ZMARŁYM
    Wielu w tym kręgu od dawna już nie żyje. Ale mimo są. Być może na coś czekali, chociażby na to by spojrzeć na nas i dać się nam zobaczyć. Teraz zamykają oczy i odchodzą…
    Pozwalamy im odejść. Nie mamy wobec nich jakichkolwiek rozszczeń, nie chcemy od nich niczego, nie musimy nadrabiać czegokolwiek.
    Czujemy , że stajemy się wolni, bo oni mogli uwolnić się od nas.

    WOLNOŚĆ
    Pozostają jeszcze żyjący. Trzymają się przez jakiś czas za ręce i spoglądają na siebie z miłością.
    Potem puszczają swoje dłonie i każdy wyrusza własną drogą, zdany na siebie, a mimo to w łączności z pozostałymi.
    Miłość daje im wolność”

    1. Wkrótce Dziady, tak się też składa, że wyjątkowy, niebieski księżyc będzie w wigilię tzw. „wszystkich świętych”, może będzie to dobra okazja ów rytuał wykorzystać?

      1. Tak właśnie, Random Unstable, mam taki plan.

        Wybieram się z córką do domu rodzinnego, na wieś, gdzie teraz moja siostra zamieszkała ze swoim mężem, i bardzo chętnie zrobię z nią/nimi tę medytację (bo medytacją zostało to nazwane).
        Może nasza Mama też dołączy… na pewno trzymiesięczny synek mojej siostry 💗

        Życie płynie. Życie jest.

    2. ,, … Znaczenie ma tylko to, że powinnam, to wiedzieć wcześniej – och jak bardzo chciałabym to wiedzieć wcześniej.
      Przeczytałam to dzisiaj.
      Dzielę się …”

      Dziękuję!
      … wiedzieć wcześniej…
      Może my, może Ktoś Inny nie był gotowy, aby stanąć w Kręgu, aby zamykając go, pozwolić przepływać miłości poprzez Wszystkich…
      Może właśnie dlatego nie wiedzieliśmy wcześniej…
      Może przestrzeń czekała na Kogoś, może na nas, by nasz impuls obrazowania nie utkwił w płaszczyźnie obrazu, lecz wyszedł z niej, stał się przestrzennym, żywym uczuciem ogarniającym Wszystkich.

      Mówi się, że w wyższym polu informacyjnym(kwantowym) wszyscy jesteśmy połączeni niczym siecią pajęczą, gdzie nawet lekkie jej drgnienie w jednym miejscu rozchodzi się po całej sieci.
      Myśli- nici tkają fragmenty niewidzialnej sieci łączącej wszystko ze wszystkim w Jedno.

      Każda czująca istota ma wyobraźnię.
      Wszyscyśmy radzi widzieć innych w swojej galerii obrazów.
      Nasza wyobraźnia nie może Innym niczego narzucać(Oni też ją mają); jest tylko serdecznym zaproszeniem do naszej galerii.

      Autentyczne, wręcz namacalne uczucie spokoju, radości, czasem nawet poprzez łzy szczęścia, jest potwierdzeniem przyjęcia naszego zaproszenia…

      Innym razem my w ten sposób jesteśmy zapraszani…
      I wydaje mi się, że rzecz nie w tym, aby obrazy innych nam się podobały, lecz w mentalnym byciu razem, by Różnorodność stanowiła Jedność.
      W plątaninie naszych osobnych ścieżek(tych dosłownych i tych mentalnych) jest wiele miejsc, w których się one krzyżują – to okazje do serdecznych pozdrowień, po jakich przepełnieni radością ze spotkania idziemy dalej swoją drogą…

      Miłego!
      PS. ,,Wolna Wiązka Światła”, pięknie to brzmi.

      1. 🙏 ” W plątaninie naszych osobnych ścieżek(tych dosłownych i tych mentalnych) jest wiele miejsc, w których się one krzyżują – to okazje do serdecznych pozdrowień, po jakich przepełnieni radością ze spotkania idziemy dalej swoją drogą…”

  12. „Opublikowano odkryty 10 lat temu notatnik Juliusza Słowackiego, zawierający relację z podróży poety po Grecji i Bliskim Wschodzie.[…] uważano, że rękopis ten spłonął w czasie II wojny światowej. […] Jednak w 2010 r. historyk z UJ prof. Henryk Głębocki odkrył go niespodziewanie w Rosyjskiej Bibliotece Państwowej w Moskwie.

    Wyprawa Słowackiego na Bliski Wschód jest gotowym scenariuszem na film sensacyjny – podobnie zresztą, jak losy zaginionego notatnika, o których dowiadujemy się coraz więcej. Są one również opisane w naszej publikacji”

    https://dobrewiadomosci.net.pl/45143-opublikowano-nieznany-notatnik-juliusza-slowackiego/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s