Dokładnie rok temu na mojej bosej ścieżce przeszedł pół metra ode mnie Dziki Zając, kilka metrów wcześniej zatrzymując się i majestatycznie, bardzo powoli wykonując coś w rodzaju pokłonu… Ja też mu się pokłoniłem. Ceremonia powitania, jak na dzikie zwierzę, trwała dosyć długo, może nawet minutę. Później długo patrzył mi w oczy, jakby mnie skanując.

Następnie spokojnie przeszedł pół metra obok mnie. Odwróciłem się delikatnie za nim. Zatrzymał się mniej więcej po dziesięciu metrach, odwrócił się w moim kierunku, jeszcze raz długo patrzył mi w oczy, następnie spokojnie wszedł w pole.

Dopiero po roku jestem gotów, by to opisać w artykule, bo czuję, że dla kilku bardzo młodych istot w Polsce może to być ważne.

Wczorajszy rocznicowy Owad na moim kciuku zmotywował mnie, bym wrócił do tematu i otworzył nowy cykl osobistych spotkań Czytelników bloga z dzikimi Zwierzętami Mocy…

~ TAW

130 myśli w temacie “Łączenie się światów. Dzikie zwierzęta podchodzą coraz bliżej człowieka…

  1. Czesc, Poniewaz to moj pierwszy wpis na wstepie chcialbym podziekowac TAWie za ten blog, na pewno jego szczegolna wartoscia sa liczne i inspirujace komentarze a te wynikaja z takiego a nie innego prowadzenia bloga.
    Chcialbym sie podzielic w tym miejscu moim doswiadczeniem z borelioza, powiedzialbym ze nie taki diabel straszny jak go maluja. Fakt boleriozy u mnie byl stwierdzony poprzez biorezonans, po kilku miesiacach leczenia wszelkie dolegliwosci ( rozne dziwne bole w wielu roznych miejscach) minely. Leczylem sie wylacznie naturalnie: rdestowic japonski, wrotycz + dodatkowy mix ziol ( nie pamietam jakich) oraz wspomagajaco takze biorezonans. Leczenie zgodnie ze wskazaniami naturoterapeutki. Do tej pory bylem przekonany ze bolerioza to efekt ukaszenia przez kleszcza – 2 lata wczesniej po raz pierwszy w zyciu wystapila u mnie reakcja na skorze zaraz po ukoszeniu – ale czytajac informacje w tym watku to teraz nie wiem. Moze faktycznie jest tak jak piszecie ze nie ma to zwiazku z kleszczami, bardzo bym chcial by byla to prawda! Pozdrawiam!

  2. To mój pierwszy wpis – choć z zainteresowaniem się przypatruje TAW społecznosci od roku prawie. Wdzięczność za tą przestrzeń Moc wirtualnych społeczności i synchroniczności. Z moim życiem treści ewidentna. Szansa na kontakt z czymś za czym tęsknię, a co nigdy się nie zrealizowało w moim życiu. Społeczność ludzi żyjących z zgodzie z rytmami natury a nie w tym szalonym kontr – życiu chorym pędzie.

    Szkoda że to ma tylko taki wirtualny wymiar. Poznałam nawet kogoś z duszą z tego pokroju lecz wybrał swoją jaskinię i gawrę. Jestem teraz sam na sam w środku procesu bardzo związanego z życiem. Bliska mi osoba poważnie choruje i można się liczyć ze śmiercią. Matriks katolickiej rodziny, medyczny, życie w obcym dla mnie mieście (choć tu się wychowałam jednak nie zamierzałam tu wracać). Samotność w tym wszystkim. Wiem że tej osobie bliskie z całego serca są słowiańskie korzenie tej ziemi. To jest społeczność której ona też nigdy nie spotkała poza internetem. Podobnie – naturalne metody leczenia. Co do Słowian czy szamanizmu – mam wrazenie to się nie dzieje poza cyklicznymi wydarzeniami odbywającymi się w charakterze folkloru, ciekawostki, skansenu. Lub platnych warsztatów. Kiedys , dawno temu spotkalam ludzi pod plaszczykiem alternatyw swoje motywy realizujacych – nie zawsze jasne i czyste. Ku dobru ogolu. Brak starszyzny, weryfikacji spolecznej. Zostalam z teoretycznym zainteresowaniem tematem tylko.

    Zatem – to nie dzieje się w naszym życiu
    Byłam na Nocy Kupały, jak mieszkałam w Krakowie. Co z realnym życiem a więc i integracją śmierci. Oraz całym procesem życia. Rytualami przejscia. Tkanka społeczna rozerwana. Ja i ta osoba czujemy się samotne w rodzinie. Oderwane od natury w mieście pełnym niezrozumienia. Nie ma szans w tym kraju i poza na realne leczenie alternatywne, bez garnka pieniędzy?. Czy życie blisko natury gdy rodzinne uwarunkowania takie i owakie. A co z alternatywnymi poslugami duchowymi? Rytuałami przejścia?

    Tymczasem – czy znacie info o zielarzach, naturopatach. Ludziach godnych polecenia ?

    Co do rytualow – za bardzo myślę do przodu to jednak z tym monopolem duchowym jest wymiar społeczny. . . W PL. I temat który wrzucam. W KK sie nie odnalazlam choc swiadomie próbowałam. Kiedyś.

    Ps. Poniewaz jestem z tym procesem towarzyszenia w chorobie sama na co dzień – „miejskie dziecko” oderwane od natury i lokalnych spolecznosci – jednak komunikuja się ze mną zwierzęta. W towarzyszeniu w tym chorobowym procesie codziennie przez trzy dni ostatnio przebiegały mi drogę jeże. Wcześniej drozd i kos przylatywały. Kos patrzyl mi w oczy, zaszedl drogę gdy zlecial z galezi. Potem szedł kawalek ze mną drogą, podskakiwał obok niosac coś w dziubku. Chodziłam tez się modlić do klasztoru i bazyliki maryjnej w moim mieście. Wiem że chodowano tam pawie. W ogrodach, zakmnietych dla ludzi. Jak w Watykanie. Stad nigdy tych pawi nie widzialam wczesniej. Ani nie slyszalam. Od paru dni, gdy byłam co wieczór sie modlic, po swojemu, przed ikoną – słyszałam krzyk pawi za każdym razem gdy przekraczałam bramy. I pająki. Pajęczyce. Spotykałam ostatnio.

    1. Isso: „Tymczasem – czy znacie info o zielarzach, naturopatach. Ludziach godnych polecenia ? ”
      Rozumiem, że chodzi Ci o namiar na zielarza/naturopatę? Jeżeli tak, to znam takich dwóch niestety żadnego z ok. Krakowa – jeden z pn Polski – okolice Kościerzyny, drugi z Poznania – to bioenergoterapeuta, który swego czasu mnie pomógł. Jeżeli lokalizacja Cię nie zniechęca możesz kontaktować się przez TAWA – podam Ci dokładnie dane.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i nie daj się 💗

      1. Ja słyszałam o jednym dobrym doktorze.
        Dr Tadeusz Błaszczyk – jego praktyka w Podkowie Leśnej jest prywatną praktyką lekarską z punktem ciężkości ukierunkownym na medycynę chińską i inne systemy naturolecznictwa. Po przeprowadzeniu diagnozy opartej na zasadach medycyny zachodniej i chińskiej chory otrzymuje najbardziej dla niego oszczędne i skuteczne leczenie. Często są to zioła chińskie, zachodnie lub akupunktura.
        Słyszałam, że się zna i jest skuteczny.

  3. Witaj Issa, zaglądaj, pisz, jesteśmy na co dzień…A MIŁOŚĆ – ENERGIA SERCA – jest bardzo realnym wsparciem – przytulam mocno…

  4. U nas przez ponad 2 tygodnie temperatura 35-40° C i ani kropli deszczu, tzn. raz popadalo przez 15 minut i „pomazalo” rosliny.
    ———————

    A teraz „forum ogrodnicze”😉
    Mamy na krzakach prawie 30 pomidorow, rosna papryczki. Dwa pierwsze malutkie kabaczki w donicy zrobily sie zolte i zgnily. Wyczytalam, ze ponoc roslina sama moze odrzucic pierwsze owoce, jezeli „czuje”, ze ma ograniczone mozliwosci wzrostu/rozrostu. Niewykluczone, jest przeciez w donicy. Tak wiec nadal czekam na kabaczki. Natomiast dwie inne sadzonki w gruncie sa do niczego. Liscie male i prawie same kwiaty meskie. Widocznie cos im tam nie pasuje.

  5. Burza w lesie
    Dzisiaj mialam taka przygode: przezylam burze w lesie. Sama. Otoz moj maz od dwoch dni cierpi na atak rwy kulszowej, wiec wybralam sie sama. Podwiozl mnie jednak do lasu (bylo 40 C), zostawil komorke i wrocil do domu. Mialam zadzwonic kiedy ma mnie odebrac. W lesie oczywiscie przyjemny chlod i refleksy slonca przebijajace sie przez liscie drzew. Praktykowalam jak co dzien kody, przytulalam sie do drzew i tak sobie chodzilam to tu, to tam. Zbieralam tez smieci (jeden mezczyzna nawet mi podziekowal).
    Od wczoraj wiedzialam, ze ma byc burza. Myslalam, ze zdaze, ale sie przeliczylam. Poszlam „o jedna sciezke za daleko”. A w lesie, jak to w lesie, szerokie dukty, sciezki i sciezynki. Jest co badac, jest gdzie chodzic.
    Zerwal sie wiatr. Zaczelo robic sie szaro-buro, wiec ja szybko w glab lasu, na skroty, na znana sobie sciezke. W miedzyczasie zadzwonilam do meza. Szybko zrobilo sie ciemno. Najpierw ciemno, krotko po tym blyski i grzmoty, a po kilku sekundach ulewa. To byla jedna sciana deszczu. Nic nie widzialam. Musialam zdjac okulary i prawie po omacku wydostalam sie na glowna zwirowa droge. I wowczas rozpetala sie prawdziwa burza. Grzmot za grzmotem, blysk za blyskiem, a wszystko to nad moja glowa. Najwazniejsze jednak, ze wydostalam sie na glowna trase, z dala od drzew. Caly czas szlam po srodku drogi. Po jakichs 10 minutach burza zaczela sie oddalac, a deszcz stal sie delikatniejszy. W koncu ustal. Zrobilo sie jasno i niesamowicie cicho. Powietrze rzeskie. Zielen nabrala koloru, a z podloza zaczely sie unosic opary. Trwalo to kilka minut. Nieziemskie zjawisko. Juz nie musialam sie kulic przed blyskawicami. Prosta droga cala przemoczona, po kostki w wodzie, szlam do umowionego punktu.
    W drodze powrotnej naszlo mnie dziwne odczucie, ze ta burza jest takze metafora czegos, co ma sie wydarzyc i ze ja z tego wyjde bez szwanku. Nie wiem jednak, czy chodzi o zycie prywatne, czy restrykcje matriksowe.
    Jutro sie chyba znowu wybiore (mam druga pare adidasow), juz ma nie padac.😁 U nas od poczatku czerwca pada bardzo malo, a jezeli juz to w towarzystwie blyskawic.

    1. Podczas zbierania śmieci znalazłam piękne lazurowe pióro ptaka, Blue Jay’a.

      „Pióra niebieskiej sójki (Blue Jay) są postrzegane jako przynoszące światło i radość. Mówi się, że potrafią rozjaśnić nawet najciemniejsze miejsca. Są również znane jako symbol uzdrawiania.

      Znalezienie pióra niebieskiej sójki może oznaczać, że wkraczasz w okres swojego życia, w którym zrozumiesz swoją moc i jak nią operować w harmonijny sposób”.

      1. Znalazlam jeszcze jedno pióro, ale wiatr mi je zwial i nie zdazylam nawet zrobic zdjecia. Bardziej pękate niz to u sójki, dwa odcienie brazu, podobne poprzeczne paski. Poszperalam w necie. Prawdopodobnie jastrząb albo sowa.
        Po wczorajszej przygodzie czuje sie jak po inicjacji. A prosilam moja JAŹŃ i drzewa o glebsze polaczenie z Matka Natura! No i prosba zostala spelniona.😁

        Pióro jastrzębia

        „Odpusc kontrole i poddaj sie. Zawsze bedziesz prowadzony/prowadzona do najlepszego dla ciebie i wszystkich zaangazowanych miejsca”.
        Wedlug Indian polnocnoamerykanskich symbolizuje sile, opieke, dalekowzrocznosc.

        Pióro sowy

        „Sluchaj swojej intuicji. Instynkt podpowiada ci, aby uwaznie obserwowac co sie dzieje”.
        Wedlug Indian polnocnoamerykanskich symbolizuje madrosc, umiejetnosc wnikliwego widzenia tego, czego zazwyczaj sie nie widzi.

        *** Przy okazji natknelam sie na to. W USA za zabieranie piór rodzimych dzikich ptakow (nie pisalo „chronionych”, pisalo „native wild birds”) z miejsca znalezienia, za ich kolekcjonowanie oraz nielegalny handel grozi kara od 50 tys. dol. grzywny do 5 lat wiezienia; za orla – 250 tys. dol. Stany podpisaly z Kanada porozumienie w zakresie ochrony dzikich ptakow, wiec przepisy i kary pewnie podobne, choc nie drazylam tematu.

      2. Lazurowa powierzchnia pióra mieniła się w świetle słońca, jakby ją ktoś obsypał niebieskim brokatem. Spód pióra ma kolor brązowy, odcień taki jak na zdjęciu. Aż byłam zdziwiona, że sójki mają „pióra z połyskiem”!

  6. Nie mogłam wczoraj/dzisiaj zasnąć, cała pulsowałam, szczególnie w głowie, i nie ma co się dziwić, nie chciało mi się w nocy sprawdzać, ale i tak teraz dopiero widać całość:

    Rezonans Szumana. W nocy była jazda…

      1. Taw: „Te dni są trudne z innych powodów”.

        Możesz napisać coś więcej…
        Też nie mogłam spać i rano jeszcze ciut wew. wibrowałam (generalnie przy wysokim rezonansie czuję się świetnie). Poprawiło się po czystku i kocance z miętą.

    1. Od popołudnia mnie już nieźle szarpało, a noc to już w ogóle stary rollercoaster.. aż mnie szczęka boli od zaciskania.. Ale tak jak TAW mówi, to nie tylko Szuman.

      .https://www.youtube.com/watch?v=qi7ZWBk3Htg

      Te duże kulki na nieboskłonie nieco zamieszania wprowadzają 😉

      PS.
      ULaszko, a przypadkiem w sobotę nie bolała Cię głowa? U mnie mistrzowska migrena 10/10 w mojej skali.. czyli aż mdłości dostałem i błędnik mi oszalał…

      1. Bartku, ja jestem szczęšciarą, nie pamiętam kiedy mnie ostatnio głowa bolała. Teraz miewam ci najwyżej jakieś ćmienie… coś czasem w głowie zakłuje, ale ból nie zostaje na dłużej, a wręcz tak szybko mija, że nawet go bólem nie można nazwać. I nie wiem też, dlaczego mnie głowa przestsła boleć, z pewnością, jak zmieniłam sposób życia. Jak mnie zaczyna „tlić” to metodą polecaną przez Jurka Ziębę biorę szczyptę soli kłodawskiej na język popijam wodą i „ból” mija zanim się na dibte zaczął. Myślę też, że oststnie boleści łepetyny miałam jak zaczęłam brać duże ilości chlorelli. Życzę, żeby Twoje boleści dolączyły do moich w niebycie. Pzdr.

  7. Ode mnie trochę złe wiadomości. Deszcze nie przemógł suszy, dwa czy trzy tygodnie wystarczyły, żeby kukurydza schła, trawa przestała rosnąć, a kwiaty nie mają pyłku ni nektaru. Jeden ul padł, w drugim dogorywają, a reszta jeszcze żyje, ale miodu nie ma już, wszystko zjadły.

    1. W czasie żniw i przed żniwami pogoda jest zawsze szczególnie modyfikowana. A w ostatnich tygodniach szczególnie. Zauważam dziwne zjawiska, których nie było wcześniej, np. mroźne metaliczne powietrze w nozdrzach, gdy jednocześnie żar leje się z nieba.

      1. Jak na przykład przedwczoraj? O mały włos krowa mi nie zeszła. Opuchlizna nie chce zejść po ocieleniu (>2 tyg) i jej najczęściej przymykamy, szczególnie w tą sobotę, żeby nie przewiało. Nie przy pilnowałem i krowa dostała czegoś w rodzaju udaru cieplnego, dostała szału, musiałem jej nadźgać przeciwgorączkowego i na wszelki wypadek antybiotyk (nie miałem pojęcia co jej tak naprawdę jest). Byłem całkiem sam w domu i siedziałem z nią do pierwszej. „Cóż za zbieg okoliczności”.

  8. Dzisiaj na łące przy zbiorze cały sejm bociani „obradował”. Niektóre też klekotały. dawno tylu naraz nie widziałem. A jeszcze rzadszym widokiem były kilka dni temu na łące koło domu 4 bociany chodziły, bardzo rzadko jakikolwiek się do nas przypałęta bo za sucha okolica, a jeszcze tego samego dnia bocian siadł na słupie energetycznym koło domu, obklekotał go naokoło, a później mnie zauważył i przyglądał się jakiś czas, potem znikł gdy odwróciłem głowę.
    Jedynymi takimi dużymi ptakami, które blisko mnie żyły to żurawie. Bardzo często było je słychać rano, albo wieczorem, ostatnimi laty praktycznie ich nie słyszałem, a tu wczoraj 2 zrobiły dwa razy kółko dość blisko mnie, wysoko w powietrzu jak to maja w zwyczaju latać. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia nawet jak wyglądają, bo widziałem je jedynie w locie wysoko całymi grupami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s