Pamięci ks. prof. Wacława Hryniewicza OMI (1936-2020)

Odchodzą moi dawni mistrzowie. Dziś rano w Lublińcu przeszedł na inne gęstości mój krajan z Podlasia, ks. prof. Wacław Hryniewicz ze zgromadzenia księży oblatów – niepokorny teolog, mistyk, niezwykle płodny naukowiec (wieloletni profesor KUL), charyzmatyczny mówca, poliglota, pasjonat i znany międzynarodowy ekspert w dziedzinie ekumenizmu oraz teologii prawosławnej, wieloletni konsultor przeróżnych watykańskich komisji teologicznych, gorliwy krzewiciel wczesnochrześcijańskiej idei apokatastazy, czyli nadziei powszechnego zbawienia. Miłośnik przyrody ojczystej i Świętego Gaju, lubił powtarzać, że Las jest jego ósmym sakramentem…

W naszych czasach lubelskich byliśmy sąsiadami, nasze wieżowce dzieliła urocza ścieżka natury. Często w drodze na zajęcia spotykałem go na niej lub w pobliskim Małpim Gaju, nie mówiąc już o kontaktach w obrębie samej uczelni.

Poza uczelnią nigdy nie odważyłem się go zagadnąć, bo wyczuwałem bogate życie wewnętrzne Profesora (zawsze mówiłem, że on nie chodzi, lecz kroczy…), jego asertywność i umiłowanie mnisiej samotności wypełnionej medytacją oraz tytaniczną pracą (wydawał nieraz po kilka książek w roku) – mieszkał samotnie w małym, zawalonym księgami mieszkanku w bloku.

W pewnym momencie mojego rozwoju wezbrało we mnie i odważyłem się wparować do Profesora na jego zamknięte seminarium. Powiedziałem, że również od zawsze żyję organicznym przeczuciem nadziei powszechnego zbawienia i bezczelnie zapytałem, czy mógłbym uczęszczać na jego seminarium, choć jestem z zupełnie innego wydziału. Popatrzył na mnie przenikliwie tym swoim słynnym plutoniastym roentgenem w oczach, zlustrował mnie do szpiku, aż mi ciary w pięty poszły i… zgodził się bez wahania, co w jego przypadku – każdy, kto go znał, wie, że – nie było to takie oczywiste. Byłem niezmiernie podekscytowany i szczęśliwy, że nie muszę odwoływać się do protekcji jednego z jego niezwykle uzdolnionych uczniów.

Tego dnia odpłynąłem…, bo na tapecie Profesora była analizowana przez niego wers po wersie… moja od dziecka ulubiona… księga Apokalipsy…

Wcześniej znałem już wielu uczniów Profesora, więc raźno zasiadłem pomiędzy nimi w grupie 🙂.

Hryniewicz był charyzmatycznym mówcą, na jego niedzielne homilie w KUL-owskim kościółku ściągały tłumy (z magnetofonami kasetowymi) nie tylko z Lublina, ale i z całego województwa – zjawisko bez precedensu w historii Kościoła katolickiego w Polsce (może poza równie charyzmatyczną postacią ks. Jerzego Popiełuszki).

Na śpiewany przez niego tubalnym głosem w Triduum Paschalne „Exultet” – ze słynną, przeszywającą duszę do kości frazą: „o, błogosławiona wino!” (w momencie, gdy to piszę, pojawiła się zupełnie nieoczekiwanie ogromna czereda ptaków wyraźnie coś mi przekazujących…) – czekało się cały rok…

Mnie i moich znajomych ze środowiska studenckiego fascynowała duchowa niepodległość ks. Hryniewicza, jego cywilna niezłomność oraz ogromna odwaga teologiczna (olbrzymi ożywczy ferment w Kościele katolickim na świecie wywołała jego, wydana w 1989 r., słynna „Nadzieja zbawienia dla wszystkich: od eschatologii lęku do eschatologii nadziei”). Nie był doktrynerem, był mistykiem.

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że profesor Wacław Hryniewicz nie lubił Watykanu i oficjalnie podważał prymat św. Piotra, a więc zwierzchnictwo papieża nad pozostałymi biskupami świata. Na seminariach wypowiadał się na ten temat bez ogródek. Niezwatykanizowana (niezwasalizowana) teologia prawosławna była dla niego o wiele bliższa. Oprócz wschodnich Ojców Kościoła (Grzegorz z Nyssy, Izaak z Niniwy, Maksym Wyznawca) jego mistrzami byli Fiodor Dostojewski, Siergiej Bułgakow, Nikołaj Bierdiajew oraz Marian Zdziechowski.

W życiu prywatnym nigdy nie nosił sutanny ani koloratki, swoją niezależność korporacyjną ksiądz Hryniewicz manifestował jak najbardziej cywilnym ubiorem: garnitur i biała koszula.

Pomimo swojego nonkonformizmu Profesor miał niekwestionowany międzynarodowy autorytet w dziedzinach, które zgłębiał. Był konsultorem wielu watykańskich komisji teologicznych – wielokrotnie z nich wywalany i ponownie zapraszany… 😉

W swojej bibliotece mam grube tomiszcza spuścizny duchowej Profesora i od czasu do czasu coś tu może zapodam.

Przy całej sile swojej osobowości był to Niezwykle Skromny Człowiek.

Zmarł miesiąc po swoim uczniu, ks. prof. Walerianie Bugelu.

Bez kontaktu z postacią ks. Hryniewicza nie byłbym dziś tym, kim jestem. Rola jego wpływu na moją dzisiejszą energetykę jest więcej niż ogromna.

Księże Wacławie, dziękuję Ci za Twoje życie i jego wpływ na moje.

autor: TAW

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Wac%C5%82aw_Hryniewicz

*

Przykład oratorskich oraz erudycyjnych darów prof. Hryniewicza:

.https://youtu.be/hZjgfZ4QhwY

Zwróćcie, proszę, uwagę szczególnie na fragment wystąpienia nt. energetycznej dynamiki materii [od 38. minuty].