Co robicie Polakom?! Sto kilkadziesiąt pytań do PiS-u (cz. 1). Prof. Jerzy Robert Nowak

Dla Polaków kochających swój kraj obecny rząd stanowi niepowtarzalną, być może jedyną, szansę wyciągnięcia kraju ze straszliwej zapaści, w jaką wtrąciły ją rządy Platformy Obywatelskiej. Czy rząd PiS wykorzysta w pełni tę szansę, zwłaszcza w warunkach nasilającej się dywersji wewnętrznej, tzw. totalnej opozycji i bezprzykładnych, brutalnych neokolonialnych nacisków Unii Europejskiej? Wszystko zależy od tego, czy rząd zdoła pozyskać przez swą politykę wsparcie maksymalnej części Narodu i potrafi unikać podstawowych błędów.

Jest szereg spraw, którymi obecny rząd i prezydent zapewnili sobie wzrost wsparcia. Przede wszystkim przez zerwanie z platformerską polityką kundlizmu wobec głównych państw UE, a zwłaszcza Niemiec (sławetny „hołd pruski” R. Sikorskiego etc.). Zaczęto wreszcie przywracać działania na rzecz elementarnej sprawiedliwości poprzez dyscyplinowanie pazernych komorników, sędziów, prokuratorów, nagłośnienie warszawskiej afery reprywatyzacyjnej etc. Zaczęto odbudowę wojska, tak zdewastowanego w czasach rządów PO, i stworzono zalążki samoobrony terytorialnej. Podjęto tak ważną reformę społeczną, jak wprowadzenie 500 plus. Wprowadzono po raz pierwszy w Polsce po 1989 r. autentyczny bilans otwarcia, przeprowadzając audyt we wszystkich ministerstwach. Zaczęto realizować prawdziwą politykę historyczną [tak, szczególnie w kwestii ujawnienia współczesnym Polakom prawdziwych korzeni narodu Polskiego – przyp. TAW]. Zaczęto dużo mocniej troszczyć się o Polaków za granicą. Można ubolewać jednak, że część pozytywnych dokonań rządu PiS jest niedostatecznie znana, nie zadbano o ich odpowiedni pijar w ich sprawie. Zresztą słabość pijaru (dbania o public relations) generalnie należy do największych mankamentów rządów PiS-u. Przykładowo, dopiero kilka dni temu dzięki atakowi na PiS w programie TVN24 dowiedziałem się z wygłaszanych tam smętnych skarg na ministra Z. Ziobro, że zdegradował ponad 120 prokuratorów, niektórym obniżając rangę aż o trzy stopnie. I bardzo dobrze zrobił. Brawo Panie ministrze Ziobro!

Przykłady osiągnięć Dobrej Zmiany można by długo mnożyć, pisałem o nich już wiele razy na tym blogu. Tym razem jednak

w 10 miesięcy po powstaniu rządu PiS chciałbym zwrócić uwagę na dużą, o wiele za dużą, ilość zaniechań i błędów pod rządami nowej ekipy p. premier Beaty Szydło i p. prezydenta Andrzeja Dudy. Jest to alarmująca ilość błędów,

z których wiele jest całkowicie niepotrzebnymi prezentami dla cynicznej opozycji, błędów, z którymi należy jak najszybciej się uporać. Oceny przedstawione poniżej przeze mnie są na pewno bardzo subiektywne i często ułomne. Być może jednak staną się dobrą zachętą do debaty o kierunkach i praktyce naprawy Rzeczpospolitej, tak mocno zrujnowanej przez poprzednie rządy.

I. Gospodarka i polityka gospodarcza

Prezydent Andrzej Duda akcentował w prezydenckiej debacie telewizyjnej 7 maja 2015 r., że zamierza iść drogą reform Viktora Orbána, bo okazały się one skuteczne. A jednak przynajmniej w dwóch fundamentalnych sprawach: walki z biurokracją i wsparcia dla średnich i małych przedsiębiorstw jesteśmy ciągle daleko od węgierskich rozwiązań. Stąd nasuwające się pytania:

1) Dlaczego w Polsce od listopada 2015 r. faktycznie nie zrobiono niczego dla walki z wszechogarniającą kraj biurokracją, tak patologicznie rozbuchaną w czasie rządów PO? Przypomnijmy, że dziś mamy kilka razy więcej pracowników administracyjnych niż w 1989 r., polski Sejm ma więcej posłów niż amerykańska Izba Reprezentantów. Mamy też największą po Wielkiej Brytanii ilość ministrów w Europie (23). 66-milionowa Francja ma 18 ministrów, Niemcy – 14, Hiszpania – 11. Przypomnę, że na Węgrzech pod rządami V. Orbána zmniejszono skład rządu z 16 ministrów do 10, skład parlamentu zmniejszono o połowę, a nie mają tak jak u nas drugiej Izby – Senatu. O połowę zmniejszono również ilość pracowników samorządów.

Premier Orbán wprowadził opodatkowanie milionowych odpraw dla usuwanych prezesów państwowych spółek i zjednoczeń na aż 98 proc.

U nas wprowadzono za rządu B. Szydło opodatkowanie odpraw na skalę znacznie mniejszą. Co więcej,

z powodu trudnej sytuacji Węgier premier Orbán zakazał wypłacania jakichkolwiek premii czy nagród w ministerstwach i urzędach, twierdząc, że nie można sobie na to pozwolić, gdy wielka część narodu wegetuje. Orbán powiedział dosłownie:

„W firmach, które tracą,

oraz w państwach, które mają kłopoty,

nie można wypłacać sobie premii,

bo jeśli to uczynimy,

zniszczymy sobie przyszłość”

(wg Grzegorz Górny: „Fidesz bije rekordy popularności”, „w Sieci” z 11 lutego 2013 r.).

Ciekawe, jak szef powiększonego megaresortu gospodarczego, minister Mateusz Morawiecki, poradzi sobie z ogromną rzeszą biurokratów wchodzących do tegoż ministerstwa. Niedawno red. Piotr Zaremba przypomniał świetny mem Michała Majewskiego. Było to zdjęcie ogromnego tłumu na ulicy obdarzone podpisem: „Robocze spotkanie wicepremiera Morawieckiego z wiceministrami i dyrektorami departamentów, którzy mu podlegają”.

29 lutego 2016 r. Roman Kluska w wywiadzie dla „Do Rzeczy” udzielonym Wojciechowi Wybranowskiemu stwierdził, że faktycznie nic się nie zmieniło za obecnych rządów pod względem stopnia zbiurokratyzowania. Co więcej – jak dodał Kluska – już za tego rządu doszła nękająca przedsiębiorców fatalna ustawa lodówkowa. Według Kluski, „każda firma, która posiada lodówkę, a są w niej 3 kg lub więcej środka chłodzącego, musi ją zgłosić do centralnego rejestru, pod groźbą wysokich kar za niewykonanie tego obowiązku. Po co zgłaszać? Bo – jak się okazuje – można przeprowadzić jej serwisowanie tylko poprzez ludzi, których urzędowo autoryzowano w tym centralnym urzędzie. Proszę pomyśleć, ile lodówek, urządzeń chłodniczych, klimatyzacyjnych funkcjonuje w całej gospodarce? I jaki to koszt funkcjonowania, konieczność prowadzenia sprawozdawczości? (…) Podobnych patologii jest całe mnóstwo. Jest na przykład ustawa nakazująca rejestrować przedsiębiorstwom wszystkie opakowania, które zużyły w ciągu roku”. Przypomnijmy, że

z tą ostrą krytyką siły tendencji biurokratycznych za nowego rządu PiS-u wychodzi Roman Kluska, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie A. Dudzie. A może należało właśnie Klusce powierzyć specjalnie dla niego utworzony resort dla walki z biurokracją, resort z bardzo dużymi kompetencjami i z wysokimi karami dla biurokratów z innych resortów?!

Wicemarszałek Sejmu z Kukiz’15, prawnik Stanisław Tyszka, w niedawnym wywiadzie pt. „Rząd ciągle przeszkadza biznesowi” („Rzeczpospolita” z 8 września 2016 r.) stwierdził:

„Polscy mali i średni przedsiębiorcy nadal są nękani przez własne państwo, a Polacy nadal emigrują do państw z przyjaznym prawem podatkowym i gospodarczym” Prawdziwym celem państwa powinno być zmniejszenie przynajmniej o połowę „armii” urzędników administracyjnych.

2) Kiedy rząd zlikwiduje wreszcie kilkanaście tysięcy najbardziej szkodliwych przepisów, które krępują rozwój przedsiębiorczości – tak jak postulują od dawna przedsiębiorcy i ekonomiści (por. np. uwagi prezydenta Centrum im. Adama Smitha Andrzeja Sadowskiego w tekście „Uwolnić gospodarkę”, „Angora” nr 1 z 2016 r.)?

3) Kto wymyślił – na szczęście wycofany – projekt wprowadzenia specjalnych wielkich emerytur dla żon byłych prezydentów: gąskowatej D. Wałęsowej, umiejącej aż nazbyt mocno zadbać o swe dobra materialne J. Kwaśniewskiej i dla bardzo nieprzyjemnego, rozpychającego się babska – A. Komorowskiej? Pomysł ten był unikalny i wręcz horrendalny w skali światowej. Bardzo nonsensowny był również, na szczęście wycofany, projekt wielkiej podwyżki płac dla tak niesamowicie dużej ilości polskich posłów i senatorów w sytuacji, gdy Polska jest ciągle zadłużona i w nie najlepszej kondycji gospodarczej.

4) Dlaczego od listopada 2015 r. dotąd w Polsce nie zrobiono nic dla wsparcia średnich i drobnych przedsiębiorstw, zmniejszenia ich opodatkowania? Przypomnijmy, że

na Węgrzech jednym z najważniejszych posunięć rządu Orbána było zmniejszenie opodatkowania średnich i małych przedsiębiorstw do 10 procent.

5) Czy nie należałoby wprowadzić 10-letniego zakazu pełnienia funkcji publicznych dla wszystkich urzędników, którym udowodni się skrajną rozrzutność w rozdawnictwie wygórowanych premii dla siebie samych i dla swych pracowników?

6) Czy doprowadzi się wreszcie do likwidacji niszczącej małe firmy lub osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą comiesięcznej składki na ZUS? Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak już jesienią 2015 r. mówił o przygotowanym przez ZPP projekcie zmiany systemu podatkowego:

„Wprowadzamy nowy rodzaj działalności gospodarczej pod nazwą mała działalność gospodarcza, czyli podmioty poniżej 60 tysięcy złotych obrotu rocznie. Firmy takie płaciłyby jedynie 15 proc. składkę podatku od sprzedaży. Dla mnie obrzydliwe i i niemoralne jest, że od krawcowej w miasteczku we wschodniej Polsce, która szyje i robi poprawki krawieckie, zarabiając około tysiąca złotych miesięcznie, żąda się tysiąca dwustu złotych comiesięcznej składki na ZUS. Trzeba być człowiekiem kompletnie odrealnionym, żeby wymyślać takie rzeczy!”

(por. C. Kaźmierczak: „Zmusić korporacje do płacenia w Polsce”, „Super Express”, 10 października 2015 r.).

7) Czy polscy politycy gospodarczy zmuszą wreszcie korporacje do płacenia podatków w Polsce? Cytowany wyżej prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak w wywiadzie dla „SuperExpressu” ostro krytykował sytuację, w której toleruje się to, że

„w Polsce ponad 60 proc. dużych firm nie płaci podatków,

żadnych,

niekiedy od 25 lat.

Średni podatek w stosunku do obrotu płacony przez duże firmy wynosi 0,6 proc,

podczas gdy podatek taki w przypadku firm małych i średnich to 3,6 proc. (…)

Jak wynika z raportu Komisji Europejskiej,

z samego CIT rocznie wypływa z Polski 46 miliardów złotych”

(por. C. Kaźmierczak: „Zmusić…”, op. cit.).

8) Dlaczego polscy ministrowie (najpierw W. Waszczykowski, a potem M. Morawiecki) wyrazili poparcie Polski dla umowy TTIP, powszechnie uważanej za zagrożenie dla małych i średnich krajów, a korzystnej tylko dla wielkich amerykańskich korporacji?

Waszczykowski w swym służalstwie wobec Amerykanów

jest oczywiście zdolny do wszystkiego.

Nie mogę zrozumieć natomiast postawy ministra Morawieckiego w tej sprawie, ministra, którego można cenić za szerokie realistyczne plany wzrostu polskiej gospodarki. Równie dziwne i niebezpieczne jest publiczne wyrażenie poparcia przez czołowego polityka gospodarczego PiS-u M. Morawieckiego dla kandyjskiej siostry TTIP-u – CETA, w sprawie której już za kilka tygodni ma dojść do tymczasowego porozumienia UE.

Przytaczałem już wcześniej na blogu liczne ostrzeżenia ekonomistów przed umową TTIP. Warto zacytować w tym kontekście również najnowszą wypowiedź wicemarszałka Sejmu z Kukiz’15 Stanisława Tyszki (w wywiadzie udzielonym Jackowi Nizinkiewiczowi w „Rzeczpospolitej” z 8 września 2016 r.) o TTIP i CETA:

„To są umowy, które faworyzują producentów rolnych ze Stanów Zjednoczonych i mogą doprowadzić do wyrzucenia z rynku polskich rolników. Chociażby poprzez obniżenie standardów produkcji żywności. TTIP przewiduje również specjalne mechanizmy ochronne dla międzynarodowych korporacji i daje im możliwość do chodzenia odszkodowań od państw unijnych, dokładnie w taki sam sposób, jak Eureko uzyskało od polskiego rządu 8 mld zł.

Czy zauważył pan, że we wszystkich działaniach premiera Morawieckiego pojawiają się interesy międzynarodowych korporacji?”.

17 września 2016 r. poseł Kukiz’15 Piotr Apel krytycznie ocenił w TVP Info, że od kilku miesięcy leżą bez dyskusji i głosowania w Sejmie projekty rezolucji Kukiz’15 i PSL, krytycznie oceniające projekt umowy CETA. Dobrze się stało, że z krytyką projektu umowy CETA wystąpił w dniu 5 października 2016 r. wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki [gdy doszło do konkretów, nie uczestniczył w głosowaniu w sprawie CETA 6.10.2016 r. – przyp. TAW].

A dlaczego milczy w tak groźnej dla polskiej wsi sprawie minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, który w październiku 2015 r. wypowiadał się krytycznie o zagrożeniach umowy TTIP dla polskich rolników? Czyżby milczy ze względu na zbyt słabą pozycję w rządzie, nie chcąc narazić się ministrowi Morawieckiemu? Trudno pochwalić to milczenie!

Niedawno wiceminister rozwoju Radosław Domagalski stwierdził: „Nic nie wskazuje na to, by któryś kraj UE był przeciw CETA” (por. Paweł Woźniak, CETA z polskim poparciem, „Gazeta Polska Codziennie” z 21 września 21016 r.). Wiceminister Domagalski skłamał. Na początku września 2016 kanclerz Austrii Christian Kern stwierdził, że nie popiera CETA.

Przeciw CETA wypowiadają się liczni politycy węgierscy i wystąpiło przeciwko niej w odrębnym liście ponad sto węgierskich organizacji społecznych.

Publicysta Tomasz Walczak w tekście: „Czy rząd zrobi z Polski kolonię” („Fakt” z 5 października 2016 r.) pisał o sprawie umowy z CETĄ:

„Sama idea tej umowy jest ciosem dla naszego kraju. Dla jego rozwoju gospodarczego i suwerenności. CETA na lata określi przyszłość Polski jako montowni świata i rezerwuaru taniej siły roboczej. Czy tego chce rząd, któremu hasła rozwoju gospodarczego i obrony suwerenności nie schodzą z ust?”.

Miejmy nadzieję, że rząd B. Szydło ostatecznie oprze się wejściu do umowy CETA. Jak pisał Jacek Liziniewicz w „Gazecie Polskiej Codziennie” z 5 października 2016 r., „rząd ma wątpliwości w sprawie CETA”. Wszyscy naciskajmy, aby te wątpliwości zwyciężyły!

ceta

9) Dlaczego rząd Beaty Szydło nie zdecyduje się na podjęcie publicznej debaty w tak ważnej dla przyszłości narodu sprawie, jak umowa CETA?

10) Czy władze polskie nie powinny zdobyć się na jak najszybsze wprowadzenie w Polsce – na wzór rozwiązań przyjętych w Niemczech – tzw. ustaw kompensacyjnych, zapewniających suwerenność działań Polski wobec prawodawstwa narzucanego przez biurokratów z Brukseli?

11) Dlaczego władze nie spróbują dokonania pełnego bilansu zysków i strat Polski po wejściu do Unii Europejskiej? Polecam pod tym względem świetną bardzo krytyczną książkę Tomasza Cukiernika „Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa”.

12) Czy nowe władze zdecydują się wreszcie na rozliczenie oszustw dokonanych przez firmy zachodnie kosztem polskich partnerów, zarówno w czasie stowarzyszenia z UE, jak i po wejściu do Unii Europejskiej? Przypomnę dla przykładu, że już 11 sierpnia 2002 r. „Wprost” informował, że w Szczecinie odnotowano ponad 80 wypadków oszukania polskich firm przez ich niemieckich partnerów, głównie z branż budowlanej, dziewiarskiej i drzewnej.

13) Czy zostaną podjęte środki dla ukarania winnych nadużyć przy powstawaniu zagranicznych supermarketów? Raport NIK-u sprzed kilku lat dowodził, że ponad 50 proc. zagranicznych supermarketów powstało z naruszeniem prawa.

14) Czy przywódcy PiS-u nie powinni zaapelować do członków swej partii o przygotowanie w skali krajowej listy złych prezydentów, burmistrzów i radnych, odpowiedzialnych za zabagnienie sytuacji w poszczególnych miastach przez wiele lat, a zwłaszcza za horrendalne zadłużenia?

15) Czy w warunkach tak wielkiego załamania czytelnictwa w Polsce nie należałoby podjąć jak najszybciej starania o zmniejszenie tak dużego podatku VAT wobec książek w Polsce?

16) Czy w warunkach tak wielkiego kryzysu demograficznego Polsce nie należy podjąć starania dla zmniejszenia absurdalnie wysokiego VAT na artykuły dla dzieci?

17) Dlaczego nie wprowadza się w Polsce – na wzór węgierski – podatku  reklamowego, który najmocniej uderzyłby w media kierowane przez zagranicznych właścicieli, takie jak TVN czy „Newsweek”?

Nie rozumiem, dlaczego nowe władze nie wprowadziły dotąd tego, tak potrzebnego podatku, który uderzyłby w zagraniczne, na ogół anty-PiS-owskie media, a zarazem dałby dodatkowe pieniądze dla budżetu?

18) Dlaczego nie wprowadza się w Polsce zasady wyrzucania supermarketów z centrum miast na ich obrzeża, tak jak to robią na Zachodzie i tak jak to robią Węgrzy? Najwyższy czas, by skończyć z takimi skrajnościami jak w Krakowie i w Poznaniu, gdzie centralne dworce kolejowe po remontach stały się faktycznie tylko przybudówkami do marketów. Pytanie, czy ktoś na tym nieźle zarobił?

19) Dlaczego nie wprowadza się w Polsce przyjętej na Węgrzech zasady, że supermarkety, które wykazywały przez ostatnie dwa lata straty, wyrzuca się z Węgier, aby „biedni” zachodniacy nie dopłacali do Węgier? U nas, jak wiadomo, ogromna część zachodnich supermarketów wykazuje straty w corocznych rozliczeniach.

20) Dlaczego w Polsce wciąż toleruje się narzucanie przez zagraniczne banki nieuzasadnionego wyższego oprocentowania kredytów? Dlaczego nie wprowadzono – wzorem Węgier – specjalnej ustawy kontrolującej banki przez Bank Narodowy? Dzięki tej ustawie na Węgrzech ukarano ponad 60 banków zagranicznych wysokimi grzywnami za zawyżanie opłat kosztem klientów. Zagraniczni banksterzy musieli też zwrócić klientom to, co ukradli. Uchwalono również inną ustawę o fair bankach, jasno wytyczającą zasady praktyki działań, których bankom nie wolno łamać.

21) Dlaczego w Polsce w konflikcie między frankowiczami a bankami wciąż forsuje się rozwiązania korzystne tylko dla banków? Na Węgrzech przeforsowano rozwiązania korzystne dla frankowiczów.

Przypomnijmy tu, że Urząd Ochrony Konsumentów krytycznie ocenił umowy kredytowe w obcej walucie, akcentując, że zawarte tam obwarowania prawne nie wiążą klientów (por. KB, DK: Banki zwrócą pieniądze frankowiczom? Urząd Ochrony Konsumentów podważa umowy kredytów w obcej walucie, „Super Express” z 17 września 2016 r.).

22) Dlaczego nie ogłasza się pełnego bilansu obecnego polskiego zadłużenia wobec zagranicy, z dokładnym konkretnym wyliczeniem zagranicznych podmiotów, wobec których jesteśmy zadłużeni? Szczególnie celowe byłoby pokazanie, jak wielkie jest nasze zadłużenie wobec Niemiec, które może kiedyś stać się źródłem szantażu w odniesieniu do Ziem Odzyskanych (vide: casus Grecji, od której Niemcy chcieli sprzedaży wysp, a w końcu wykupili kilkanaście greckich lotnisk).

23) Dlaczego politycy gospodarczy nie ogłoszą publicznie, iż nigdy nie dojdzie w Polsce do wprowadzenia podatku katastralnego, tak niebezpiecznego zwłaszcza dla ludzi uboższych? Od lat słychać, że w Ministerstwie Finansów pomimo zaprzeczeń trwają prace przygotowawcze nad opracowaniem takiego podatku. Warto przypomnieć, że prezes PiS-u Jarosław Kaczyński zażądał w czerwcu 2012 r. od premiera D. Tuska czystej klarownej deklaracji zaprzeczającej planom wprowadzenia podatku katastralnego (por. Artur Kowalski, Następny będzie katastralny?, „Nasz Dziennik” z 30 czerwca 2012 r.). Prezes Kaczyński krytykując pomysły wprowadzenia tego typu podatku, stwierdził, iż:

„taki podatek najsilniej uderzyłby w osoby o skromniejszych dochodach, a konieczność zapłaty 1 proc. wartości posiadanego mieszkania wartego np. 250 tysięcy złotych oznaczałaby konieczność zapłaty z tytułu tego podatku 2,5 tys. rocznie. To oznacza, że bardzo wielu ludzi nie będzie stać na ten podatek. Będzie trzeba zbywać nieruchomości, mieszkania, domki, domy. Przy wielkiej podaży oczywiście spadną ceny, czyli będzie to w istocie konfiskata mienia. Potężne uderzenie w pokolenie starsze, które się czegokolwiek dorobiło, chociażby tych wykupywanych mieszkań (…). Ale też uderzenie w pokolenie młodsze, które za kredyty – bardzo często po dziś dzień spłacane – kupiło sobie mieszkania, mieszkania zresztą dużo warte, więc ten podatek będzie wysoki” (por. tamże).

Przypomnijmy, że obecny prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński jeszcze jako senator AWS w 1999 r. krytykował proponowane przez polityków Unii Wolności koncepcje wprowadzenia podatku katastralnego, stwierdzając:

„Ten podatek ma sens w bogatych dzielnicach, gdzie mieszkają ludzie zamożni. (…) To byłoby kolejne wielkie obciążenie ludzi, którzy nie mogliby mu sprostać” (cyt. za wywiadem Adama Glapińskiego dla Piotra Grochowskiego: Pokolenie ’84 ciągle rządzi, macierewiczowski „Głos” z 22 marca 1999 r.).

24) Dlaczego władze PiS-u tak długo nie zauważyły, że niektóre tak potrzebne zmiany personalne w spółkach i na czele wielkich zakładów bardzo się przeciągały i przeciągają? Np. 31 stycznia 2016 r. alarmowałem na tym blogu, że na czele KGHM wciąż stoi z nadania Platformy niejaki Herbert Wirth, odpowiedzialny za nader poważne straty KGHM (por. Dorota SkrobiszProkurator w chilijskiej kopalni KGHM-u. To może być największa afera gospodarcza w Polsce, „Gazeta Polska Codziennie”, 27 sierpnia 2016 r.). Wirtha na szczęście  kilka dni później odwołano, ale  podobnych niegospodarnych ludzi PO, wciąż utrzymywanych na stanowiskach, jest naprawdę za wielu. Często nowe zmiany budzą istotne wątpliwości. W czasie  rozmów z PiS-owcami z piotrkowskiego słyszałem np. wiele krytyk o nieciekawym „desancie  z Wrocławia”, który obsadził zarząd rentownej elektrowni w Bełchatowie. W Oświadczeniu Stowarzyszenia RKW w sprawie „Dobrej zmiany” z 24 marca 2016 r. pisano:

„Nie wymieniono rad nadzorczych w spółkach węglowych i nadal nie wiemy, kto jest odpowiedzialny za sytuację w kopalniach węgla kamiennego. Nie podjęto działań wiarygodnych i na odpowiednią skalę angażujących odpowiednie ministerstwa, by wyjaśnić sprawy związane z nietykalną mafią węglową”.

25) Czy nie można doprowadzić – tak, jak zrobili to Węgrzy – do wymuszenia na zachodnich sieciach energetycznych obniżenia cen dostarczanego przez nich gazu, energii, ciepłownictwa?

26) Dlaczego nie przygotowano – na wzór zachodni – zasady mocno ograniczającej udział zagranicznego kapitału w mediach i w kinematografii? Niezbędne jest również wprowadzenie – wzorem francuskiego prezydenta G. Pompidou – dużo ostrzejszego opodatkowania kin wyświetlających filmy pełne okrucieństwa lub hard porno.

27) Dlaczego nie wprowadzić – na wzór węgierski – opodatkowania pornografii? Na Węgrzech podatek tej kwestii nazwano „podatkiem od kultury” (kulturadó), bo pieniądze pozyskane dzięki niemu idą na wzmacnianie rozwoju kultury.

28) Dlaczego nie wprowadzić pełnej kontroli hazardu przez władze polskie? Dotąd hazard jest w rękach zagranicznych (izraelskich?).

29) Dlaczego po powstaniu nowego rządu PiS nie wykorzystano znakomitych umiejętności takiego znawcy gospodarki jak Cezary Mech, b. twórca programu gospodarczego PiS-u w 2005 r. i wiceminister finansów. Został usunięty z tamtego rządu, bo podpadł nie wiadomo czemu wspieranej przez PiS liberałce Z. Gilowskiej, choć to on miał rację, a nie ona. Nie wykorzystanie przez obecną ekipę rządząca talentu Mecha jest tym dziwniejszym w sytuacji, gdy PiS ma o wiele za mało dobrych znawców gospodarki w swych kręgach. A ciągle mówi się, że PiS ma za krótką ławkę kadr i nie bardzo może znaleźć odpowiednich fachowców.

30) Dlaczego nie wykorzystuje się należycie tak świetnego znawcy problematyki gospodarczej jak ekonomista, obecny poseł Janusz Szewczak, czołowy pogromca banksterów. Obecnie J. Szewczak jest pierwszym zastępcą przewodniczącego parlamentarnej Komisji Finansów Publicznych, a zarazem przewodniczącym stałej Podkomisji ds. Instytucji Finansowych (a więc i dla banków). Ten ekonomista powinien być jednym z ministrów nowego reformatorskiego rządu i byłby z pewnością jednym z najlepszych ministrów w tym rządzie.

31) Dlaczego rząd nie zdecydował się dotąd na powierzenie J. Szewczakowi stanowiska szefa Komisji Nadzoru Finansowego, jak sugerowano w niektórych mediach?

Byłby to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Podobnie jak ja uważają liczni inni obserwatorzy polskiej sceny politycznej i gospodarczej, oceniając, że właśnie J. Szewczak jest najlepszym kandydatem na szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Piotr Nisztor w tekście Brutalna wojna o przewodniczącego KNF („Gazeta Polska Codziennie” z 3 września 2016 r.). Jak pisał Nisztor:

„Poseł Janusz Szewczak to jedna z nielicznych osób, które stojąc na czele Komisji Nadzoru Finansowego, skutecznie rozliczałyby banki z oskubywania klientów i wątpliwych transakcji. Nie dziwię się więc, że różnej maści lobbyści (wśród nich także ci mieniący się prawicowcami) próbują utrącić jego kandydaturę. Niedawno zrobiło się głośno, że głowę Szewczaka wyceniono na 20 mln zł. Takie pieniądze miałoby wyłożyć lobby bankowe. To efekt trwającej od wielu tygodni brutalnej walki o przejęcie kontroli nad KNF po odchodzącym Andrzeju Jakubiaku. Komisja to bardzo istotny z punktu widzenia bezpieczeństwa ekonomicznego urząd, dysponujący wieloma narzędziami do walki z przestępczością w białych kołnierzykach. Szkoda, że dotychczas część z owych narzędzi zdążyła już obrosnąć kurzem”.

Banki szczególnie mocno boja się objęcia funkcji szefa KNF przez Szewczaka i lobbystyczny Związek Banków Polskich napisał do Marszałka Sejmu regularny donos, żądając, by „zamknięto mu gębę” (por. tekst Leszka Sosnowskiego: Wyprzedzający atak na pogromcę banksterów Janusza Szewczaka, „WPIS” z 17 czerwca 2016 r.). Leszek Sosnowski, założyciel renomowanego krakowskiego wydawnictwa „Biały Kruk”, pisał w związanym z tym wydawnictwem miesięczniku „WPIS”:

„Z Januszem Szewczakiem nikt jeszcze nawet wstępnie nie rozmawiał na temat stanowiska szefa KNF-u, ale w mainstreamowych mediach już na wszelki wypadek postanowiono go zdyskredytować. (…) To jest wyprzedzający sygnał wysłany do obecnie rządzących, że tego człowieka mainstream nie zaakceptuje, że będzie go zwalczał i szykanował. Lepiej więc, żeby obecnie rządzący go nigdzie nie eksponowali, nie obsadzali na ważnych stanowiskach, jeśli chcą mieć święty spokój. (…) PiS faktycznie nie cierpi na nadmiar doświadczonych i utalentowanych specjalistów od gospodarki i finansów. (…) Na szczęście w tej zwycięskiej kadencji parlamentu trafił się nam (można powiedzieć: wreszcie) Janusz Szewczak i trzeba zrobić to, czego mainstream tak się boi obsadzić go na stanowisku, które ukróci samowolę banków. Nie wiem, czy to ma być akurat KNF, jednak faktem jest, że obozowi rządowemu trafiła się perła, która winna zdobić prawicową koronę” [podkr. – JRN] (por. L. Sosnowski: op. cit.).

Niemal szlag mnie trafił, gdy przeczytałem, że premier B. Szydło chce powierzyć stanowisko szefa tej komisji Szałamasze, który się jednak przed tym wzdraga. Jak można obsadzać tak ważne stanowisko przez kogoś, kto dopiero co okazał się nieudacznym (jako szef resortu finansów)?

32) Polsce wciąż grożą niemieckie roszczenia do Ziem Odzyskanych, skoordynowane z materialnymi roszczeniami żydowskimi. Warto w tym kontekście pokazać, do jakiego stopnia Niemcy skupują polskie długi! A szczególnie warto zabrać się za dokładne obliczenie rozmiarów zniszczeń wojennych w Polsce, dokonanych przez Niemcy (por. w tym kontekście ważny artykuł Grzegorza Kostrzewy-Zorbasa: „Czas na dyplomatyczną ofensywę” publikowany we „w Sieci” z 7 kwietnia 2015 r.). Kostrzewa-Zorbas pełnił kiedyś funkcję dyrektora Departamentu Planowania i Analiz MSZ, a później dyrektora biura MON-u ds. polityki obronnej.

33) Czy nie należałoby wprowadzić wysokiego podatku od luksusów, który objąłby wszystkie osoby z różnych polskich władz od 1989 r., które wykorzystały swoje funkcje do zdobycia nieuzasadnionych korzyści materialnych? Obłożenie podatkiem należałoby zacząć od członków rządu T. Mazowieckiego, którzy wykupili za bezcen przydzielone im mieszkania. Podatek tego typu, tak jak psu kość, należy się Julii Piterze, która w 2006 r. wykupiła za bezcen mieszkanie w centrum Warszawy. Według informacji na portalu „Prosto z Mostu” (z 15 września 2016 r.) w 2006 roku Julia Pitera miała kupić mieszkanie o powierzchni 66,5 m² w centrum Warszawy za 14947 zł. To zaledwie 224 zł za metr.

Cdn.

Prof. Jerzy Robert Nowak

źródło: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/10/sto-kilkadziesiat-pytan-do-p-prezydenta.html

Czytaj również:

3 comments on “Co robicie Polakom?! Sto kilkadziesiąt pytań do PiS-u (cz. 1). Prof. Jerzy Robert Nowak

  1. Teresa Plich pisze:

    Brawo Panie Profesorze, pański wykład tylko dla patriotów Polski. Pozostała reszta to bandyci, wrogowie kraju, przyjaciele własnej kieszeni.

  2. Mieczysław W. Juszczyk pisze:

    Jeżeli PiS czuje się z woli Narodu!? to niech się odwołuje do narodowych aspiracji!! Jeżeli nie? to wyląduje jak wszystkie śmieci w kompostowniku!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s