bor_

Tak, tak, wygląda na to, że wśród najbliższych ochroniarzy prezydenta Andrzeja Dudy – mających chronić nie tylko jego życie i zdrowie, ale i zwykłą prywatność – znajduje się ktoś, na kim Prezydent RP żadną miarą polegać nie może; ktoś, kto po raz kolejny może go nie tylko zawieść, ale i – potencjalnie – również realnie zagrozić. Nosił bowiem wilk razy kilka…

Kiedy Andrzej Duda zdecydował się przyjąć ochronę Biura Ochrony Rządu – organizacji, która z zimną krwią wystawiła na pewną śmierć jego byłego szefa, organizacji szkolonej przez założoną przez oficerów SB prywatną firmę Konsalnet – myślący patrioci nie wierzyli, że to się dzieje naprawdę. Brawura? Zaślepienie? Instynkt samobójczy? Chrześcijańska ufność w niezmierzone pokłady ludzkiej dobroci? Wiara we własną nieśmiertelność? Co tu naprawdę motywuje nowego pana prezydenta?

Pierwsze ostrzeżenie nadeszło z Toskanii, gdy BOR nie tylko nie zabezpieczył wycieku do prasy gołej sesji zdjęciowej opalającego się prezydenta elekta, lecz pozwolił również na publikację dokumentu top secret, jakim niewątpliwue jest faktura za pobyt głowy państwa na wakacjach. Czy przez te 26 lat Złotej Polskiej Wolności widzieliśmy kiedyś wakacyjne faktury Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego czy Bronisława Komorowskiego? Któż, jeśli nie BOR, ma dostęp do tak wrażliwych dokumentów i któż, jeśli nie BOR, powinien je skutecznie operacyjnie zabezpieczyć?

Teraz również informacja o prywatnej wizycie głowy państwa u innego polityka, do której jako wolny obywatel Rzeczypospolitej Polskiej miał konstytucyjne oraz ludzkie prawo, i związana z nią prasowa sesja zdjęciowa musiały wycieknąć z kręgów BOR-u. W tej sprawie Andrzej Pawlikowski, doradca społeczny prezydenta Andrzeja Dudy ds. bezpieczeństwa, ma się spotkać z szefem Biura Ochrony Rządu, gen. Krzysztofem Klimkiem. Czy ta rozmowa roziąże problem? Oczywiście, że nie. Instytucja, o którem mowa, jest co najmnej od pięciu lat niegodna zaufania. Służba ta, jak się można domyślać, jest obstawiona obcą agenturą (zapewne nie tylko rosyjską), a o skali patologii w niej panującej wiedzą pracownicy każdego jej szczebla, wystarczy z nimi porozmawiać.

Co da się zrobić z tym fantem? Nic, tylko zaorać, mówiąc językiem pana Jerzego Zięby… Całkowicie rozwiązać instytucję i zbudować ją z zupełnie nowymi ludźmi i na zupełnie nowych zasadach.

Szkoda tylko zdecydowanej większości porządnych polskich młodych orłów tam pracujących – nadstawiających na co dzień własną głowę i ryzykujących życiem dla sprawy. Przez kilka zatrutych robali całe jabłko jest jednak nie do zgryzienia.

TAW

Reklamy

One thought on “BOR… brrrr…, czyli na tropie prezydenckiego kreta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s