Skandal w Centrum Zdrowia Dziecka! CZD ukrywa przed Polakami służące szybkiemu zdrowieniu dzieci, rewolucyjne odkrycia naukowe dr. Marka Bachańskiego. Informujmy o tym rodziców dzieci chorych na padaczkę

Szanowni Państwo, to co stało się w Warszawie na Konferencji „Cannabis leczy”, to był koszmar. Kpina z obywateli, kpina z chorych, a szczególnie z chorych dzieci!

Pominę to, że minister Igor Radziewicz-Winnicki pokazał, że NATYCHMIAST powinien przestać być ministrem!, co jeszcze opiszę (podobno – o zgrozo! – jest on lekarzem), ale…

KLUCZOWĄ postacią na tej konferencji miał być dr Marek Bachański, który jako PIERWSZY i JEDYNY w Polsce leczy dzieci z padaczką preparatami z konopi indyjskich.

Tylko on mógł odpowiedzieć na pytania dotyczące skutków terapeutycznych, szczegółów dotyczących tych zagadnień itd… Właśnie między innymi po to ta konferencja była zorganizowana, po to przybyli tam politycy, po to przybyli tam inni lekarze. Chodziło o to, żeby jako jedyny w Polsce fachowiec-praktyk pokazał, jak można pomóc niezwykle cierpiącemu dziecku. I co?

Dr Marek Bachański
Dr Marek Bachański

Okazało się, że dyrekcja Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie pan dr Marek Bachański jest zatrudniony, NIE WYRAZIŁA ZGODY NA JEGO UCZESTNICTWO W TEJ KONFERENCJI!

Dla mnie jest to wyjątkowo podłe i nieludzkie działanie przeciw interesowi pacjenta, w tym przypadku DZIECKA! Moim zdaniem NIC tego nie może tłumaczyć. NIC.

Pani Dyrektor Centrum Zdrowia Dziecka, dr hab. n. med. Małgorzata Syczewska, powinna wydać wręcz polecenie służbowe, żeby dr Bachański na tej konferencji wystąpił!

Prof. dr hab. Małgorzata Syczewska
Prof. dr hab. Małgorzata Syczewska

Po czyjej stronie pani urzędnik Syczewska stoi? Na pewno nie po stronie chorych dzieci. Dla mnie, ta kobieta już nie jest lekarzem…, a dla Was?

Jej email to:

dyrektor@ipczd.pl

Pamiętajcie: tylko i wyłącznie DZIAŁANIE jak największej ilości ludzi może coś zmienić. Wyrażajmy swoje zdanie, bo mamy do tego prawo, a ja uważam, że szczególnie w obronie chorego dziecka mamy obowiązek!

Nie wiem, komu ta pani urzędnik podlega, ale wiem, że jest to jurysdykcja Ministerstwa Zdrowia. Podobno nowy Minister Zdrowia prof. Marian Zembala powiedział, że jego priorytetem jest zdrowie dziecka. Jeśli tak, to niech już tego nie mówi, tylko niech POKAŻE, że coś w tym względzie ROBI! Jeśli NATYCHMIAST nic nie zrobi, to będziemy za parę miesięcy widzieć, co my zrobimy z nim.

kancelaria@mz.gov.pl

Przekazujcie ten list dalej… politykom też, znanym Wam ludziom mediów, znajomym itd… To koniecznie trzeba NAGŁOŚNIĆ!

marihuana leczy dzieci

Nie siedźmy i narzekajmy – to jest niekonstruktywne. Róbcie coś, przynajmniej PISZCIE na ww. adresy. W jedności siła!

Poradzono mi, by protesty wysyłać również do Pani Premier:

sprm@kprm.gov.pl

do Departamentu Spraw Obywatelskich:

kontakt@kprm.gov.pl

oraz do przewodniczącego Komisji Zdrowia w Sejmie:

Tomasz.Latos@sejm.pl

BŁAGAM WAS w imieniu chorych dzieci: PRZEKAZUJCIE TO DALEJ!

Pozdrawiam 🙂
Jerzy Zięba

jerzy zieba

https://www.facebook.com/ukryteterapie

http://www.polacydlapolakow.pl

Żaden system Cię nie wyleczy (systemowi zależy, by Cię leczyć bez końca) – bierz więc sprawy w swoje własne ręce i ulecz się sam 🙂

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/nie-plac-lekarzom-uzdrow-sie-sam/

Piotr Wroński zdradza, co „służby” robiły po Zamachu Smoleńskim. Nic nie robiły. A jeśli już, to „zabezpieczały” (czytaj: wykradały) Tajny Aneks w Pałacu Prezydenckim

Wniosek, że zrobiono wszystko, by do katastrofy smoleńskiej doszło, jest jak najbardziej słuszny. Służby na całym świecie widzą to podobnie. Im więcej mija czasu, tym więcej mamy poszlak, które prowadzą w stronę hipotezy o zamachu – mówi Piotr Wroński, były oficer służb specjalnych, w rozmowie z Markiem Pyzą na łamach nowego wydania tygodnika „wSieci”.

Rozmówca Marka Pyzy zdradza m.in., co robił po otrzymaniu informacji o katastrofie smoleńskiej.

Chwyciłem za telefon. Byłem przekonany, że za moment pojadę do pracy. Z takim nastawieniem dzwonili też do mnie młodsi koledzy, podwładni. Ale nikt z przełożonych nie odbierał. Pojechałem do Agencji. Okazało się, że nikogo tam nie ma. Po paru godzinach wreszcie ktoś do mnie zadzwonił. Niestety ta nasza chorobliwa tajność zabrania mi powiedzieć, kto to był, bo dziś jest czynnym oficerem. (…) Zapytał: „O co ci chodzi, po co się dobijasz?”. Odpowiedziałem, że przecież doszło do ogromnej tragedii i chyba jest jasne, że obowiązuje jakiś stan podwyższonej gotowości. On na to: „Czyś ty zwariował? Masz wolny dzień, jest ładna pogoda, idź na spacer”. Zgłupiałem

— wspomina były oficer służb specjalnych. Ujawnia, że tego dnia również w ABW działo się podobnie:

Zadzwonił do mnie kolega z ABW, zdziwiony, że u nich właściwie też nic się nie dzieje. Później usłyszałem — mogę to traktować wyłącznie jako ustną relację nieoficjalną, czyli formalnie plotkę — że

jedyną grupą postawioną na nogi w ABW była grupa realizacyjna, która spieszyła zabezpieczać Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.

Piotr Wroński podkreśla, że według procedur obowiązujących w 2010 r. w ABW, powinien on zostać postawiony w stan gotowości.

Jeżeli mamy nadzwyczajną sytuację, a taką jest tragiczna śmierć prezydenta i 95 towarzyszących mu nietuzinkowych osób, to każda służba na świecie zakłada, że doszło do zamachu. Nieważne, co rzeczywiście się stało. Proszę sobie wyobrazić, że po 11 września Amerykanie powołali kilka grup operacyjnych, w których bardzo długo rozważano, czy jednak nie doszło do wypadku, wbrew wszystkim dowodom. Taki jest sens działania specsłużb. Po ataku na WTC działania operacyjne były wszczęte chyba w każdej ambasadzie amerykańskiej na świecie. Widziałem, jak 11 września zaczęli się zachowywać oficerowie CIA i FBI w Londynie. W stan gotowości postawiono całą ambasadę.

Rozmówca Marka Pyzy zwraca również uwagę na próby ośmieszania w mediach śp. Prezydenta i osób, które zgłaszały wszelkiego rodzaju wątpliwości dotyczące przyczyny katastrofy.

Mówiąc o zamachu, nie wyrażam swoich prywatnych poglądów. Analizuję dostępne informacje. Pamiętajmy też, że katastrofy nie trzeba powodować wybuchem. Można stworzyć takie okoliczności, które doprowadzą do tragedii. Od zmęczonej załogi, przez nieaktualne mapy podejścia, złą prognozę pogody, po nieprzygotowane lotnisko i „odpowiednią” obsługę na wieży. Nie potrafię zrozumieć, jak można było pozwolić, by ta „wieża” tak funkcjonowała. Trudno myśleć, by nie było to zorganizowane specjalnie.

Piotr Wroński, były esbek, a potem oficer służb III RP, był gościem programu „W Punkt” w Telewizji Republika. Mówił w nim m.in., co działo się w Agencji Wywiadu 10 kwietnia 2010 roku. Pytany, dlaczego dopiero po pięciu latach wraca do tragedii smoleńskiej, wyjaśniał, że jako czynny funkcjonariusz kierował się lojalnością wobec instytucji i wielu swoich współpracowników. „Moje ujawnienie mogło zaszkodzić innym pracownikom” – podkreślił. „Ale mówię o tym teraz nie dlatego, że Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie, a PiS jest bliskie wygrania wyborów parlamentarnych” – mówił. Tłumaczył, że chciał mówić o tym wcześniej, jednak „odbijał się od drzwi”.

Byłem traktowany jako prowokator. Nie miałem komu tego powiedzieć. Dopiero teraz Marek Pyza zdecydował się na rozmowę ze mną

– podkreślił. Dodał, że wielu funkcjonariuszy służb „dziwiło i dziwi się dotąd”, gdy mówi o tym, co działo się w służbach po 10 kwietnia.

Odnosząc się do sytuacji w ABW, Wroński zaznacza, że jest to instytucja zmilitaryzowana, w której podległość jest niemal feudalna. „Jeśli nie ma impulsu z góry, to nic się nie robi” – dodał. Zaznaczył, że według jego wiedzy, po 10 kwietnia nie działo się w ABW nic, nie powstał również żaden zespół, który zająłby się tragedią.

„Być może jakiś zespół powstał, ale ja bym prosił o ujawnienie tego” – zaznaczył.

Wroński wskazał, że czas przestać zasłaniać się dobrem służb, bowiem trzeba wyjaśnić, dlaczego służby działały tak, a nie inaczej, po 10 kwietnia. W jego ocenie zasłanianie się dobrem służb „jest wprost wyjęte z okresu, kiedy służy były zbrojnym ramieniem partii”. Dodał, że dobro państwa wymaga tego, aby takie informacje zostały ujawnione.

Chciałbym powiedzieć, że czas przestać się zasłaniać i powiedzieć co się wówczas zrobiło. Jeśli nic się nie zrobiło, to dlaczego? Mnie nie chodzi o nazwiska, kryptonimy uruchomionych źródeł, ale o procedury, które uruchomiono

– mówił. Tłumaczył, że jest to normalna procedura. Jako przykład podał służby specjalne USA, które po 11 września ujawniły swoje działania i poinformowały o popełnionych błędach. Czy Polskę stać na taki audyt i raport? Do tego niezbędne zdaje się są zmiany polityczne.

Do sprawy odniósł się na antenie TV Republika także Bogdan Święczkowski. W ocenie byłego szefa ABW tak ogromne zaniedbania powinny być karane więzieniem. „Minęło 5 lat od katastrofy smoleńskiej. Może się zdarzyć tak, że sprawy te ulegną przedawnieniu” – mówił.

Święczkowski podkreślił, że sytuacja w której dochodzi do katastrofy z udziałem prezydenta i wielu innych ważnych osób w państwie, i nie ogłasza się w służbach stanu alarmowego, jest czymś przerażającym. Jak mówił, fakt, że nie uruchomiona została w tym czasie agentura, świadczy o świadomych zaniechaniach.

„Teraz należy tylko zadać pytanie: z jakich powodów? Czy te osoby uczestniczyły w grupie osób, które robiły wszystko, żeby sabotować wizytę prezydenta, czy ma tu zastosowanie ta najbardziej spiskowa teoria, że świadomie lub nie uczestniczyli w doprowadzeniu do śmierci prezydenta” – mówił.

(ez, Slaw, stefczyk.info, wolnemedia.net)

WolneMedia.net