nowoczesnapl

Jeżeli NowoczesnaPL w ogóle wystartuje w wyborach, to wróżę jej jakieś 3-4% poparcia. Oferta Ryszarda Petru może przemówić do grupki tłustych kotów, a tych jest w Polsce może 1-2%.

Jeżeli za jakiekolwiek kryterium przyjąć podatek dochodowy płacony według stopy 32%, to dostajemy trochę ponad pół miliona ludzi, z czego ogromna część to nie żadni krezusi, ale trochę lepiej zarabiający mieszkańcy większych miast i przedstawiciele wolnych zawodów.

Krezusi zresztą podatku w Polsce w ogóle nie płacą

(dlatego absurdem są lewicowe postulaty wprowadzenia specjalnej stopy podatkowej dla „najbogatszych”). Dorzućmy do tego niewielką grupkę zniechęconych wyborców PO oraz dawnych wyborców Palikota, u którego podobały im się akcenty gospodarcze, a nie światopoglądowe. Gdyby jednak ugrupowanie Ryszarda Petru miało komuś zagrażać, to znacznie bardziej Platformie niż PiS.

Nowe stare

Ja z NowoczesnąPL mam problem nieco podobny do tego z kolejnymi tworami firmowanymi przez Janusza Korwin-Mikkego:

Petru z kolegami sprzedaje ludziom podróbę, nazywając ją liberalizmem. Efekt jest taki jak przy sprzedaży butów skleconych z odpadków, opatrzonych logo znanej firmy, które rozpadną się po pierwszym deszczu: wyrabianie marce złej opinii.

Inicjatywa ekonomisty przychodzącego z samego centrum świata banków i korporacji ma tyleż wspólnego z autentycznym liberalizmem, co ja z Krytyką Polityczną. Niestety, ludziom wbije się do głowy skojarzenie: Petru–banksterzy–liberałowie.

Liberalizm

Czy w Polsce po 1989 roku był kiedykolwiek prawdziwy liberalizm? Owszem, było coś, co go przypominało, na początku lat 90., zanim wolność gospodarczą zaczęły krępować kolejne koncesje, przepisy, normy i zanim zdusiła ją siatka rozmaitych interesów, promowanych przez rządzących. Najbliżej prawdziwego liberalizmu była epoka sprzed błyszczących nowych wieżowców i nowej wersji chłoporobotników, czyli pracowników korpo; czas pogardzanych dzisiaj bazarowych szczęk i w miarę równego pola gry dla wszystkich. To był liberalizm, choć na pewno dopiero dojrzewający. Niestety, jego rozwój został bardzo skutecznie zduszony.

Jakie są niezbędne składniki liberalizmu? Przede wszystkim równość podmiotów w sensie identycznych zasad gry oraz równości wobec wymiaru sprawiedliwości, który musi być sprawny i szybki. Nikt nie może być uprzywilejowany, do każdego władza muszą podchodzić identycznie. Dotyczy to również relacji między klientami a sprzedającymi towary lub usługi. Preferencje w rodzaju specjalnych stref ekonomicznych czy ulg dla jakiegoś rodzaju podmiotów są zaprzeczeniem idei liberalnej.

Ale liberalizm to także odpowiedzialność wobec wspólnoty i wartości. Wiele wskazujących na to passusów znajdziemy u Adama Smitha. W Polsce rozumiał to szczególnie dobrze śp. Mirosław Dzielski, a kontynuatorem tej myśli był także już niestety nieżyjący Krzysztof Dzierżawski. Liberalizm gospodarczy oparty o wartości chrześcijańskie – tak to widział i tak postulował Dzielski – oznacza bycie wobec siebie fair. Wyklucza cwaniactwo czy żerowanie na cudzym nieszczęściu. Oczywiście ludzie nie są aniołami i dlatego potrzebne są silne instytucje państwa, które w razie potrzeby będą gotowe szybko wymusić właściwe postępowanie.

Liberalizm po PO-lsku

Ile w takim razie ma wspólnego z liberalizmem to, co widzimy dookoła siebie? Zgoła nic. W świecie dziesiątków tysięcy przepisów, które pozwalają urzędasom w każdej chwili zniszczyć właściwie dowolny biznes i inicjatywę (chyba że jej właściciel jest żoną Sławka Nowaka albo kimś w porównywalnej sytuacji i z porównywalnymi powiązaniami),

trwa rywalizacja o to, kto kogo sprawniej i bardziej bezczelnie oszuka. Uczestniczą w niej i właściciele biznesów, i ich pracownicy, i klienci. Nie dlatego, że taka jest natura Polaków, ale dlatego, że takie postępowanie wymusza na nich i skłania ich do niego

system.

Świat wielkich korporacji, których nieskrępowana i nierzadko rabunkowa działalność na polskim rynku jest uzależniona od kumpelskich relacji z rządzącymi, ma tyle wspólnego z liberalizmem co Korea Północna z demokracją.

Kim jest Ryszard Petru i kto za nim stoi?

Problem z panem Petru i jego towarzyszami jest taki, że w większości przychodzą ze środka tego patologicznego układu. Petru, przez lata główny ekonomista BPH, potem także w BRE Banku i PKO BP, korzystał osobiście ze szczególnej pozycji banków w Polsce,

opartej choćby – by podać jeden, za to uderzający przykład – na instytucji bankowego tytułu egzekucyjnego, dopiero niedawno obalonego orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego.

Bankowy tytuł egzekucyjny był jednym z najjaskrawszych dowodów na nierówność podmiotów w grze rynkowej.

Ciekawie byłoby spytać Petru, jaka była jego opinia w tej sprawie.

W kwestii kredytów we frankach, gdzie państwo ewidentnie nie dopełniło swoich obowiązków, a banki żerowały na niewiedzy klientów, Petru stał twardo po stronie bankowo-państwowego układu.

Formalina

Na konwencji brylowali również m.in. samorządowcy, czyli ludzie pracujący za publiczne pieniądze, a także przedstawicielka periodyku „Kultura Liberalna”, Karolina Wigura. „Kultura Liberalna” jest tak liberalna, że regularnie wnioskuje do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o dotacje, a kiedy ich nie dostaje, uruchamia swoich przyjaciół z Jackiem Żakowskim na czele, żeby ministerstwo (skutecznie) postawić do pionu.

Osiem punktów programowych, które można znaleźć na stronie NowoczesnejPL, to ogólniki, choć pod niektórymi mógłbym się spokojnie podpisać. Tyle że

to już było – dokładnie to samo głosiła w 2007 roku Platforma.

Teraz głosi to Petru, a gdzieś za jego plecami pojawia się Balcerowicz. Problem w tym, że obaj wyrastają wprost z układu, który robił coś dokładnie przeciwnego. W mijającej kampanii obaj – Petru i Balcerowicz – ustawili się w roli twardych sojuszników dotychczasowego porządku.

Ich publiczna aktywność nie miała wiele wspólnego z promocją prawdziwego liberalizmu, za to powielała tezy rządzącej partii o „strasznym PiS-ie” i „szaleńcu Kukizie”.

Owszem, chciałbym, żeby w polskiej polityce istniała partia liberalna z prawdziwego zdarzenia. Jest potrzebna. Ale gdybym miał jej zaufać, to musieliby ją tworzyć ludzie choćby ze środowiska Centrum im. Adama Smitha, przechowujący dziedzictwo myśli Mirosława Dzielskiego.

Młodzi, nie dajcie się nabrać

Petru i jego ruch to podróba, do której pasuje świetnie złośliwe określenie „partia bankierów”. Nie dajmy się nabrać.

Łukasz Warzecha

warzecha

 

 

 

*Łukasz Warzecha – dziennikarz, publicysta, autor książek.

wPolityce.pl

 

Reklamy

2 thoughts on “NowoczesnaPL to formalina po nieboszczce Platformie. Młodzież tego nie kupi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s