watykan

Abdykacja Benedykta XVI ogłoszona w lutym 2013 roku była dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Z perspektywy czasu widać, że decyzja niemieckiego papieża wynikała z rozczarowań oraz frustracji, które na przestrzeni kilku lat pontyfikatu miały miejsce w Watykanie.

„Pokutujący w naszych umysłach obraz Stolicy Apostolskiej to w większości mit. (…) Prawdziwy Watykan to miejsce, gdzie każdy dział kurii rzymskiej zazdrośnie walczy o wpływy; gdzie mali i wielcy nierzadko psują sobie szyki; gdzie wreszcie potknięcia i nieporozumienia są na porządku dziennym. W prawdziwym Watykanie decyzja papieża o tym, jaki kapelusz włożyć, może stać się gorącym tematem dnia, a amerykański kardynał mający bzika na punkcie parkingów podziemnych jest w stanie zagrozić liczącej dwa tysiące lat nekropolii. W prawdziwym Watykanie bywa, że ceremonie liturgiczne kończą się klapą pomimo przygotowań i starań, sojusze zmieniają się nieoczekiwanie i znienacka trzeba zejść na ziemię” – czytamy we wstępie książki Dziennik watykański. Władza, ludzie, polityka.

thavis_dziennik watykański

Autor John Thavis od trzydziestu lat przygląda się mechanizmom działania Watykanu i kurii rzymskiej. W swojej dziennikarskiej karierze odbył niezliczoną ilość nieformalnych rozmów i zakulisowych spotkań z prominentnymi przedstawicielami Stolicy Apostolskiej. Wiedzę czerpie z samego źródła.

john thavisJohn Thavis, watykanista, autor „Dzienników watykańskich”. Fot. johnthavis.com

W „Dzienniku watykańskim” odsłania przed czytelnikami prawdę o centralnej instytucji Kościoła katolickiego.

Udowadnia, że rzeczywistość niewiele ma wspólnego z medialnymi doniesieniami, choć bywa równie sensacyjna.

watykan__Fot. David Lees/Corbis; digital colorization by Lorna Clark

Audycja o księżach gejach

„W październiku 2007 roku telewidzowie z Włoch mogli obejrzeć na swoich ekranach odpowiednik programu ‚Ukryta kamera’, tyle że kręconego za murami Watykanu. Stacja LA7 emitowała specjalne wydanie audycji traktujące o księżach gejach z wykorzystaniem nagrań pozyskanych dzięki sekretnie umieszczonej kamerze.

Przedstawiona scena ukazywała ukrytego mężczyznę podczas spotkania z watykańskim hierarchą z jednym z biur kurii rzymskiej. Zamazanych twarzy nie dało się rozpoznać, podobnie jak zniekształconych głosów, lecz nie ulegało kwestii, że monsinior podrywa młodzieńca. W którymś momencie ksiądz przyłożył dłoń do tylnej części uda młodzika. Przez moment toczyła się rozmowa o sadomasochizmie.

Ładny jesteś. Aż za ładny – rzekł monsinior, siadając obok młodego młodzieńca na sofie. – Dziękuję. Ale zaraz ksiądz popełni coś, co jest grzechem w oczach Boga – odparł młodzieniec. – Skądże moim zdaniem to żaden grzech – stwierdził monsinior, nie mając pojęcia, że jest wrabiany.

Audycję z niemałym zainteresowaniem oglądali również niektórzy watykańscy urzędnicy. Telefony rozdzwoniły się natychmiast po zakończeniu emisji. Jeden z biskupów rozpoznał biuro oraz charakterystyczna białą sofę, na której młodzik był rozwalony. Gabinet należał do hierarchy nazwiskiem Tommaso Stenico, szefa jednej z sekcji Kongregacji ds. Duchowieństwa” – pisze John Thavis.

Ksiądz w dzielnicy słynącej z prostytucji transseksualnej

„Przypadek monsiniora Cesarego Burgazzi, urzędnika watykańskiego Sekretariatu Stanu, był kolejnym powodem do wstydu dla Watykanu – tym bardziej, że Burgazzi od lat służył jako cerimoniere w Bazylice Świętego Piotra i stawał przy ołtarzu razem z papieżem. Z tego, co napisała „La Repubblica”, wynikało, że ów czterdziestoośmioletni ksiądz został w maju 2006 roku przyłapany przez policjantów w cywilu, gdy kręcił się po dzielnicy Rzymu słynącej z prostytucji transseksualnej.

Cesare BurgazziCesare Burgazzi z Benedyktem XVI. Fot. cesareburgazzi.it

Według policyjnego raportu było dobrze po północy, a koloratka Burgazziego leżała porzucona na tylnym siedzeniu jego forda focusa. Monsinior – przerażony tym, że go odkryto, czy też jak tłumaczył się później w sądzie, przestraszony zbliżaniem się nieumundurowanych mężczyzn – staranował wóz policyjny i zbiegł z miejsca zdarzenia.

Tym razem Watykan w pierwszym odruchu wszystkiemu zaprzeczył. Oświadczenie zarzucające gazecie oszustwo ukazało się na watykańskiej witrynie internetowej, lecz zniknęło z niej już po paru dniach, by nigdy nie powrócić.

Prokurator domagał się półtorarocznej kary więzienia. Sprawa we włoskim sądzie toczyła się przez trzy lata, aż w końcu Burgazzi został uniewinniony na tej podstawie, że ‚przedstawione fakty nie świadczą o oczywistości popełnienia przestępstwa’. (…) Dwa lata później, w listopadzie 2011 roku, Benedykt XVI mianował Burgazziego szefem sekcji w Sekretariacie Stanu” – dowiadujemy się z książki.

„Watykan głosi jedno, a robi drugie”

„Licznych księży gejów pracujących w kurii rzymskiej martwiło to publiczne pranie brudów, gdyż ujawniane przypadki niedyskrecji niepotrzebnie przyciągały uwagę do kwestii homoseksualizmu. Na motto obrali sobie oni łacińskie przysłowie Si non caste, saltem caute – jeśli nie potrafisz być grzeczny, bądź przynajmniej ostrożny.

Kościelna polityka chronienia swoich czyniła z Watykanu bezpieczne schronienie dla winnych wszelkiego rodzaju wykroczeń, ale wylądowanie w kronice policyjnej było proszeniem się o kłopoty, ujmując rzecz delikatnie. Powtarzające się incydenty zaś utwierdzały opinię publiczną w przekonaniu, że Watykan głosi jedno, a robi drugie.

Wiele osób wciąż doskonale pamiętało konsekwencje opublikowania w 1999 roku demaskatorskiej książki, którą przeczytał – z upodobaniem lub z przestrachem – praktycznie każdy ksiądz pracujący w Stolicy Apostolskiej. Ta nosząca tytuł ‚Via col vento in Vaticano’ (Przeminęło z wiatrem w Watykanie) pozycja opisywała w najdrobniejszych szczegółach przypadki korupcji, karierowiczostwa oraz seksualnych nadużyć, nierzadko przemycając podpowiedzi pozwalające zidentyfikować głównych bohaterów. Na okładce widniał pseudonim autora: I Milleniari, czyli Millenaryści, choć lepiej zorientowani natychmiast się domyślili, że to anagram nazwiska Marinelli” – pisze autor „Dzienników watykańskich”.

Znienawidzona przez Watykan książka

„Monsinior Luigi Marinelli – emerytowany i raczej rozgoryczony urzędnik kurii rzymskiej – przyznał, iż jest jednym z autorów, a także wystąpił w obronie książki, twierdząc, że Kościołowi dobrze zrobi wzięcie odpowiedzialności za swoje grzechy. Rychło wdrożono przeciwko niemu procedurę dyscyplinarną, upewniając wszystkich, że Watykan będzie ścigał każdego, kto ośmieli się wyjawić co smakowitsze sekrety.

W jednym z rozdziałów, zatytułowanym ‚Oszczep homoseksualizmu’, napisano, że pociąg do młodych mężczyzn jest w Watykanie nie rzucającym się w oczy, lecz właściwie stałym czynnikiem decydującym o relacjach między przełożonymi a personelem, a świadczenie usług homoseksualnych przez młodych księży jest sposobem na szybką karierę w kurii rzymskiej. W tym samym rozdziale porównano sytuację w Watykanie z biblijnym opisem Boskiej kary, która spadła na Izrael: ‚Książętami ustanowię im chłopców, zniewieściali będą panować nad nimi’.

Monsinior Marinelli przepracował w kurii rzymskiej czterdzieści pięć lat, lecz szybko stał się nietykalny. Został wezwany przed watykański sąd, ale odmówił stawiennictwa. Dziennikarzom powiedział, że książka zawiera w stu procentach prawdę oraz że jej autorzy zdecydowali się opuścić co drastyczniejsze przypadki.

Oznajmił też, że cztery piąte członków kurii rzymskiej to dobrzy ludzie, wszakże jedną piątą stanowią zdemoralizowani chciwcy i nikczemnicy, którzy zdają się zagarniać najwyższe stanowiska.

Sąd nakazał konfiskatę nakładu i zabronił tłumaczenia książki, co jednak zostało zignorowane przez włoskiego wydawcę; w efekcie sprzedaż tylko wzrosła.

Tymczasem władze Kościoła rozważały zawieszenie Marinellego w czynnościach kapłańskich. Duchowny opuścił swoje mieszkanie położone nieopodal Watykanu i wrócił do rodzinnego miasta na południu Włoch noszącego nazwę Cerignola” – czytamy w książce.

Przyłapany chórzysta

„W marcu 2010 roku Watykanem wstrząsnęła informacja podana przez włoską prasę. Nigeryjczyk należący do chóru watykańskiego wielokrotnie aranżował spotkania z męskimi prostytutkami na prośbę Angela Balducciego, ‚papieskiego dworzanina’. Papiescy dworzanie to teoretycznie wysokiej klasy fachowcy o ‚nienagannej reputacji’, którzy w wolnym czasie służą jako odźwierni w trakcie ceremonii papieskich. W rzeczywistości zaszczyt sprawowania tej funkcji najczęściej przypada działającym na niwie polityki i biznesu przyjaciołom hierarchów z watykańskiego Sekretariatu Stanu.

Balducci, były urzędnik państwowy, przeciwko któremu toczyło się dochodzenie w ramach włoskiej afery korupcyjnej, ponoć opowiadał o związkach z mężczyznami w trakcie po kryjomu nagrywanych rozmów, których zapisy trafiły do rzymskiej gazety. Balducci został natychmiast zawieszony w watykańskich obowiązkach, a nigeryjski chórzysta musiał odejść” – dowiadujemy się z „Dzienników watykańskich”.

-Fot. AFP/Johannes Eisele

Papież uzupełnia skład kolegium kardynalskiego

Pod koniec 2012 roku autor książki, John Thavis, przeniósł się z Watykanu do rodzinnej Minnesoty, skąd mógł się przyglądać Benedyktowi XVI z dystansu. „Liczący osiemdziesiąt pięć lat papież zdawał się zwalniać. (…) Zwołał synod biskupów, by nadać ostatni szlif projektowi nowej ewangelizacji. Zakończył cykl spotkań ad limina z ostatnią grupą biskupów za tego pontyfikatu, przyjąwszy w ciągu ośmiu lat wszystkich biskupów z całego świata. Po czym w listopadzie nieoczekiwanie nominował sześciu nowych kardynałów – nieoczekiwanie dlatego, że wcześniej tego samego roku powołał już dwudziestu dwóch.

Wszystko wskazywało na to, że papież uzupełnia skład kolegium kardynalskiego przed następnym konklawe. Napisałem do paru kolegów wciąż pracujących na miejscu w Rzymie, zapytałem ich, czy nie wydaje im się, że Benedykt XVI zamierza ogłosić abdykację. Żaden nie podjął tematu. Moja sugestia była według nich fantazją kogoś, kto przeprowadził się za ocean” – relacjonuje Thavis.

Nie można żądać zdrowia od Boga

„Wszelako już w grudniu nabrałem większej pewności po obejrzeniu transmisji z ceremonii bożonarodzeniowych, którym przewodził ewidentnie słabnący Benedykt XVI. Sprawdziłem jego plany na 2013 rok i przekonałem się, że praktycznie nie ma żadnych, jeśli nie liczyć obowiązkowych ceremonii wielkanocnych, które mógł odprawić jaki bądź papież. Z wywiadu rzeki opublikowanego dwa lata wcześniej wiedziałem, że zdaniem Benedykta XVI abdykacja jest nie tylko prawem, ale wręcz obowiązkiem papieża, który fizycznie, psychicznie i duchowo nie radzi sobie z urzędem.

Nie miałem wątpliwości, że niemiecki papież nie rzucał słów na wiatr. Uprzednio przyglądał się postępującej chorobie Jana Pawła II z niejakim zaniepokojeniem. Można było to postrzegać w kategoriach łaski dla Kościoła – albo zagrożenia. Co by było, gdyby papież pozostawał przy życiu długie tygodnie lub miesiące nieprzytomny, lecz utrzymywany przy życiu za pomocą osiągnięć współczesnej medycyny?

W dzisiejszej dobie ojciec święty nie mógł, ot tak, po prostu zniknąć. Jako rozsądnie myślący człowiek, Benedykt XVI zdawał sobie sprawę, że można się modlić o dobre zdrowie dla papieża, lecz nie można go żądać od Boga. Dlatego postanowił postąpić inaczej. A ja – natychmiast po jego wyborze na Tron Piotrowy, kiedy ogłosił, że jego pontyfikat będzie krótki – pomyślałem: Oho, ten papież poważnie bierze pod uwagę abdykację” – czytamy w książce.

watykan

Zdumione miny kolegów

„W styczniu 2013 roku miałem już nawet gotowy scenariusz wydarzeń. Uznałem, że skoro Benedykt XVI chce abdykować, uczyni to w okolicach święta Katedry Świętego Piotra obchodzonego 22 lutego.

Jest to dzień świąteczny silnie powiązany z papiestwem, kiedy wcześniejsi biskupi Rzymu zazwyczaj ogłaszali ważne dokumenty. Podesłałem ten pomysł paru swoim rzymskim źródłom z pytaniem, czy jest możliwe, że papież ustąpi w lutym i zwoła konklawe na 22 lutego. Nikt nie podszedł poważnie do moich słów.

Postanowiłem, że i tak polecę do Rzymu, i przybyłem na miejsce 10 lutego, w niedzielę. Nazajutrz udałem się do watykańskiego biura prasowego, gdzie zjawiłem się akurat w porę, by usłyszeć końcówkę papieskiej mowy skierowanej do kardynałów po łacinie i teoretycznie nie mającej nieść niespodzianek.

Tymczasem zdumione miny moich kolegów powiedziały mi, że i ja, i jeden z mych przyjaciół, który z ożywieniem krzyknął coś do mnie, kiedy wchodziłem, mieliśmy rację: Benedykt XVI właśnie abdykował” – wspomina Thavis.

benedykt16

„Nie porzucam krzyża”

„Benedykt XVI, papież tradycjonalista jakich mało, zrewolucjonizował papiestwo jednym gestem. Nie 22 lutego, jak się okazało, lecz 11 lutego, kiedy Kościół katolicki obchodzi Światowy Dzień Chorego. Chyba najbardziej wyjątkowe w jego oświadczeniu było to, że nie przyznał się do żadnej ciężkiej choroby, lecz rzekł z prostotą, że brak mu sił. Powiedział, że bycie papieżem w dzisiejszych czasach wymaga wigoru, którego mu zabrakło, w związku z czym nadeszła pora, by ustąpić.

Słaby papież mógłby być tolerowany przed stuleciem, gdy wystarczyło podpisywać kolejne dekrety za murami Watykanu, jednakże jest nie do zaakceptowania dziś, w świecie wymagającym papieskiej aktywności, komunikacji i fizycznej obecności. W rezultacie starał się przystosować jedną z najstarszych instytucji do realiów nowoczesnego społeczeństwa, co raczej nie było tradycyjnym podejściem i co wyprowadziło z równowagi wiele osób.

W Polsce rozległ się głos kardynała Stanisława Dziwisza, który zareagował słowami: „Z krzyża się nie schodzi”. Traktowano te słowa jako aluzję do przeświadczenia Jana Pawła II o tym, że trzeba opierać się pokusie abdykacji mimo fizycznych wyzwań. Polski kardynał pośpiesznie wydał ‚sprostowanie’, w którym stwierdził, że jego wcześniejsze słowa wyrwano z kontekstu. A jednak utkwiły one w zbiorowej pamięci. Benedykt XVI podczas swej ostatniej znaczącej audiencji 27 lutego, na dzień przed ustąpieniem, oświadczył: – Nie porzucam krzyża, lecz pozostaję w nowy sposób przy ukrzyżowanym Panu – czytamy.

autor: ewak

*John Thavis, „Dziennik watykański. Władza. Ludzie. Polityka”, tłum. Urszula Gardner, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015.

za: wp.pl

Fot. w czołówce: PAP/Radek Pietruszka

Jacek Moskwa o książce Johna Thavisa „Dziennik watykański”:

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6000,Dziennik-watykanski-Serce-Kosciola-katolickiego-od-kuchni-wladza-ludzie-polityka

http://www.johnthavis.com/books

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2015/02/10/dlaczego-naprawde-ustapil-benedykt-xvi-co-ujawniaja-dzienniki-watykanskie/

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/watykan/

 

 

Reklamy

2 thoughts on “Dlaczego ustąpił Benedykt XVI? Co ujawniają „Dzienniki watykańskie”?

  1. nie rozumiem, co chciał powiedzieć autor tego artykułu; przywołuje pojedyncze przypadki księży czy zakonników, którzy zachowali się w sposób najbardziej niewłaściwy – czy płynie z tego jakiś wniosek? w każdej grupie społecznej jest pewien odsetek ludzi bardzo dobrych, jak i złych, zepsutych i niemoralnych. Duchowieństwo nie jest żadnym od tego odstępstwem. Szczególnie ta grupa społeczna, mająca szerzyć miłość Bożą i dobro, narażona jest na różnego typu ataki wewnętrzne i próby „rozsadzenia jej” od środka, najróżniejszymi metodami. To całkowicie zrozumiałe, szczególnie dla Polaków w aspekcie ich najnowszej również historii, tej po roku 1945. Ale w duchowieństwie problem homoseksualizmu dotyczy, w mniejszym lub większym stopniu tylko ok. 0,2% jej członków. Poza tym nie rozumiem ciągłych na nich ataków. Ataków zarówno przez ateistów – ich to najmniej akurat powinno obchodzić – jak również przez wyznawców Chrystusa – jako że obiektem kultu i uwielbienia jest Bóg, a nie księża. Oczywiście, dla słabych w wierze te przykłady złego zachowania księży – pod jakimkolwiek względem – będą osłabiać ich wiarę i prowadzić do oburzenia lub zgorszenia, i nie umniejszam temu wagi, gdyż to znaczny problem i bardzo poważny grzech. Jednak dla silnych w wierze będzie to stanowić tylko dodatkową intencję do modlitwy oraz impuls do udoskonalania całej tej Bożej struktury, a nie zachwieje to ich wiarą.
    Wracając do artykułu, jego celem jest w moim przekonaniu nie odkrywanie prawdy, lecz maksymalne oczernienie instytucji Kościoła oraz postaci kapłańsko-zakonnej. I tu jeden tylko przykład: w części „Ksiądz w dzielnicy słynącej z prostytucji transseksualnej” czytamy m.in.: „czterdziestoośmioletni ksiądz został przyłapany przez policjantów w cywilu, gdy kręcił się po dzielnicy Rzymu słynącej z prostytucji transseksualnej…”. No ba, jak on śmiał w ogóle spacerować po Rzymie -nie wiedział, że mógł wejść do dzielnicy, gdzie można spotkać prostytutki ?? zwróćcie uwagę, nieomal każde słowo tutaj jest nadinterpretacją lub manipulacją i ma pejoratywny charakter: „został przyłapany”, „kręcił się”, „po dzielnicy Rzymu SŁYNĄCEJ z prostytucji transseksualnej”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s