krasnodębski

W Belgii dziś trwa strajk generalny. Cały kraj stoi. W Polsce jednak obywatele prawie nie mają takiego instrumentu, jaki mają Belgowie czy inne społeczeństwa, które mogą bardziej radykalnymi środkami – jak strajk generalny – wymuszać na władzy odpowiednie decyzje. Nie pamiętam, kiedy w Polsce był ostatnio strajk generalny. Tymczasem strajk to ważne narzędzie oddziaływania na rządzących, nie tylko na korporacje. Z prof. Zdzisławem Krasnodębskim rozmawia Stanisław Żaryn, wPolityce.pl

wPolityce.pl: Jak Pan ocenia Marsz w obronie demokracji i wolności słowa, który przeszedł ulicami Warszawy? Udało się pokazać, że przekaz PiS jest przyjmowany przez szersze grupy społeczne? Czy można mówić o sukcesie?

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Uważam, że ten Marsz był bardzo udany. Co najważniejsze, był liczny. A to jest sukces, zważywszy na wielką akcję kół rządowych i mediów, by zniechęcić do tego pochodu. Frekwencja pokazała, że istnieje możliwość i potencjał mobilizacji społeczeństwa. Ludzi było dużo, a Marsz, wbrew oskarżeniom o podpalanie Polski, był niezwykle spokojny i godny. Widziałem wiele osób z małymi dziećmi, przemarsz był pokojowy, choć oczywiście nastroje były poważne, a ludzie zdeterminowani.

Czy ten marsz może coś zmienić? Nacisk społeczny był dostatecznie silny?

– Ta manifestacja ma znaczenie w sensie symbolicznym. Na razie trudno powiedzieć, czy będzie miała jakieś realne skutki polityczne. Już po pochodzie widać było znamienną zmianę narracji rządzących. Słyszeliśmy wcześniej o podpalaniu Polski, a potem już, że manifestanci korzystali jedynie ze swoich praw obywatelskich. To pozytywna zmiana. Na pewno jednak jednym marszem nie uda się specjalnie wiele zmienić. W Belgii dziś trwa strajk generalny. Cały kraj stoi. W Polsce jednak obywatele, Polacy, nie mają prawie takiego instrumentu, jaki mają Belgowie czy inne społeczeństwa, które mogą bardziej radykalnymi środkami, jak strajk generalny, wymuszać na władzy odpowiednie decyzje.

Dlaczego Polacy nie mają takich możliwości? Brakuje im struktur czy aktywności obywatelskiej?

– W Polsce struktury związkowe są bardzo słabe. Struktura przedsiębiorstw jest w dużej mierze zdominowana przez kapitał zagraniczny. W zagranicznych firmach nie ma związków, w Polsce nie ma również determinacji pracowniczej. Rozbito także solidarność społeczną. Dziś łatwiej zorganizować marsz w sobotę, a podjęcie akcji strajkowej jest znacznie trudniejsze. Nie pamiętam nawet kiedy w Polsce był ostatnio strajk generalny. Tymczasem strajk to ważne narzędzie oddziaływania na rządzących, nie tylko na korporacje. W Niemczech trwa dziś również strajk pracowników Amazonu. W Polsce nie widać takich wydarzeń. Nawet zmiany wieku emerytalnego nie wywołały odpowiedniego protestu społecznego.

Czy PiS ma pomysł, jak działać, by aktywizować kolejne grupy społeczne, by przyjmowały one za swoje postulaty dotyczące naprawy III RP?

– Tu nie ma cudownych recept, trzeba robić to, co się robi. Ostatnio jednak nawet osoby, które ignorowały program PiS, mówią o pewnym lęku społeczeństwa przed aktywnością obywatelską, przed ujawnieniem sympatii dla opozycji.

Społeczeństwo zostało pozbawione i samo się pozbawiło mechanizmów nacisku na władze. Te elementy musimy odzyskać jako Polacy. To my musimy być gospodarzami we własnym kraju. To jest podstawą demokracji. Potrzebna jest np. równowaga między wielkimi firmami, rządem a pracownikami, między politykami a wyborcami i obywatelami. Musimy działać w oparciu o to, co mamy – media niezależne, organizacje polityczne i społeczne, które istnieją. Jedyną receptą jest zrzeszanie się, organizacje, budzenie obywateli. Trzeba się domagać wyciągania konsekwencji wobec tych mających władzę, wszelkiego rodzaju.

W jakiej sprawie?

– Kolejnych afer. Nie można np. odpuścić sprawy ostatnich wyborów, jak i wielu skandali.

Media mainstreamowe dziś są nieprzychylne wobec PiS-u. Czy sądzi Pan, że to się może zmienić, gdy decydenci wyczują, że zmiana polityczna rzeczywiście nadchodzi?

– Nie sądzę, by to się stało. Media mainstreamowe, znaczna część ich dziennikarzy jest wprost zaangażowana w walkę polityczną. I nawet tego już nie ukrywa. To widać w każdej rozmowie medialnej, w każdym programie radiowym czy telewizyjnym. Musiałaby nastąpić bardzo głęboka przemiana w mediach, podobna do tej, która musi zmienić całe państwo. Sądzę jednak, że „zaprzyjaźnione” media będą walczyć do końca, by podtrzymać rządy PO i nie dopuścić do władzy PiS. Być może jeśli sytuacja będzie dramatyczna dla obecnej ekipy, niektórzy dziennikarze, bardziej przezorni i nieskompromitowani, będą zmieniać swoją postawę. To możliwe.

A zmian wśród polityków spodziewa się Pan?

– Widzę ostatnio, że wróciła rola „przyzwoitego partyjnego”. Związani z PO, którzy mówią prywatnie, że zgadzają się z postulatami opozycji czy ocenami krytycznymi, dają do zrozumienia, że to, co mówią oficjalnie, to nie są ich rzeczywiste poglądy. To jest znowu znana z przeszłości „podwójna mowa”. Zapewne tego typu ludzie być może będą chcieli zmienić front, gdy zmiana polityczna zacznie się zbliżać. Sądzę jednak, że ludzie kierujący mediami, główne media związały swój los do końca z panującym układem politycznym. Tu szczególnie istotnych zmian się nie spodziewam.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

wPolityce.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s