Odwieczny brak kasy w polskim skarbcu? Polska może żądać od Niemców 850 mld dolarów odszkodowania. Który „polski” rząd odważy się podjąć ten temat?

odszkodowania

Polska nigdy skutecznie nie zrzekła się odszkodowań od Niemiec za II wojnę światową. To aż 850 mld dolarów, na dodatek liczone bez uwzględnienia strat ludzkich. Sensacyjne ustalenia śledztwa tygodnika „wSieci”.

Niemal równo 75 lat po kapitulacji Warszawy dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas pisze o wynikach swojego śledztwa, które prowadził przez ponad rok. Publicysta wskazuje na szokujące informacje dotyczące reparacji wojennych za II wojnę światową.

Łączną wartość strat materialnych, które poniosła Polska z powodu polityki niemieckiej III Rzeszy, oszacowano na 258 mld zł z sierpnia 1939 r. – równowartość 49 mld ówczesnych dolarów amerykańskich. Według Zarządu Rezerw Federalnych USA kwota 49 mld dol. z sierpnia 1939 r. odpowiadała w sierpniu 2014 r. kwocie 845 mld dol. Takie nominalne zwielokrotnienie wynika tylko ze skumulowanej inflacji, bez oprocentowania za zwłokę

– tłumaczy dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, ekspert prawa międzynarodowego.

Dodaje, że o te pieniądze Polska wciąż ma prawo się upominać ponieważ wedle zasad prawa międzynarodowego Polska nigdy skutecznie nie zrzekła się prawa do nich. Szczegóły zaskakujących odkryć i bardzo dokładnego ponad rok trwającego w tej sprawie śledztwa, obejmującego kwerendę w polskich, niemieckich i nowojorskich archiwach, dostępne są w najnowszym tygodniku „wSieci”.

źródło: https://wpolityce.pl/polityka/215741-polska-moze-zadac-od-niemcow-850-mld-dolarow-odszkodowania-sensacyjne-wyniki-sledztwa-wsieci

Reklamy

Brzozę w Smoleńsku złamali Rosjanie. Tupolew nie miał z nią nic wspólnego. Prokuratura Wojskowa od ponad 3 lat ukrywa najważniejszy dowód sfałszowania przez rząd Tuska oficjalnego raportu ze śledztwa

Brzoza Smoleńsk

10 kwietnia 2010 r. polski samolot Tu-154 przeleciał przynajmniej kilka metrów nad tzw. smoleńską brzozą – wynika z profesjonalnej ekspertyzy, która od 2011 r. znajduje się w posiadaniu polskiej prokuratury wojskowej. Do treści opinii dotarła „Gazeta Polska”.

Rzekome zderzenie się tupolewa z brzozą to filar oficjalnej wersji zdarzeń z 10 kwietnia 2010 r., lansowanej przez Rosjan i polski rząd. Ekspertyza oparta na badaniu tzw. polskiej czarnej skrzynki (ATM-QAR), wykonana wkrótce po katastrofie smoleńskiej (już w kwietniu 2010 r.) i znajdująca się w posiadaniu prokuratury, jednoznacznie przeczy ustaleniom Tatiany Anodiny i komisji Millera.

Chodzi o ekspertyzę techniczną zatytułowaną „Deszyfracja i analiza danych z pokładowych rejestratorów parametrów samolotu Tu-154M nr boczny 101 Sił Powietrznych RP, który uległ katastrofie 10 kwietnia 2010 r.”. Wpłynęła ona do prokuratury wojskowej w lipcu 2011 r. (!) i znajduje się w tomie nr 203 akt śledztwa smoleńskiego.

W ekspertyzie – sporządzonej przez producenta tzw. polskiej czarnej skrzynki w tupolewie, firmę ATM – kluczowy jest załącznik nr 3, noszący nazwę „Tabela odtworzonych wartości wysokości lotu i odległości od początku pasa trzech ostatnich minut zapisu”. Zawarte są w nim dane pozwalające na odtworzenie ostatnich sekund lotu, a więc wysokość Tu-154 w odniesieniu do poziomu początku pasa startowego (położonego, przypomnijmy, 255 m nad poziomem morza) oraz odległość samolotu od początku pasa startowego.

Zamontowany w tupolewie jestrator lotu polskiej firmy ATM
Zamontowany w tupolewie rejestrator lotu polskiej firmy ATM

Na jakiej wysokości, według ekspertyzy ATM, był w momencie rzekomego zderzenia się z brzozą polski tupolew? W dokumencie można przeczytać, że w odległości 928 m od progu pasa samolot leciał na wysokości 4 m nad progiem pasa (czyli 259 m n.p.m.), a w odległości 849 m od progu pasa znajdował się już na poziomie 7 m nad progiem pasa (czyli 262 m n.p.m.). Brzoza smoleńska, co stwierdza raport MAK, rosła tymczasem w odległości 855 m od progu pasa startowego i – uwaga – na wysokości 248 m n.p.m.Oznacza to, że według ekspertyzy ATM samolot w chwili rzekomego zderzenia się z „pancernym” drzewem leciał na wysokości od 11 do 14 m nad powierzchnią gruntu! W żaden sposób nie mógł więc zderzyć się z brzozą, która – zgodnie z ustaleniami MAK i komisji Millera – została uszkodzona na wysokości około 5 m nad ziemią.

Dane z ukrywanej ekspertyzy ATM to jeden z ważniejszych dowodów na prawdziwość ustaleń ekspertów współpracujących z zespołem parlamentarnym pod kierownictwem Antoniego Macierewicza. Naukowcy ci od 2010 r. – na podstawie rozmaitych badań i eksperymentów (m.in. analizy mechanicznych uszkodzeń skrzydła, badania zapisów komputera pokładowego itd.) – formułowali tezę, że to nie brzoza odpowiada za zniszczenie tupolewa.

Warto podkreślić, że ekspertyza ATM została oparta na odczycie jedynego oryginalnego rejestratora lotu znajdującego się w kwietniu 2010 r. w polskich rękach. Choć dokument od 15 lipca 2011 r. jest w aktach prokuratury wojskowej, śledczy nigdy nie wspomnieli publicznie o wnioskach, jakie można wyciągnąć z załącznika nr 3 do ekspertyzy.

Opinia ATM jest też znana członkom komisji Millera, bo właśnie dla niej niedługo po katastrofie została sporządzona. Konkluzji, wypływających z danych znajdujących się w ekspertyzie, próżno jednak szukać w osławionym raporcie Millera. Co więcej – członkowie rządowej komisji podają publicznie informacje sprzeczne z liczbami zawartymi w opinii ATM. Kiedy w kwietniu 2013 r. grupa senatorów Prawa i Sprawiedliwości skierowała do Macieja Laska czternaście pytań dotyczących katastrofy smoleńskiej, odpowiedź na jedno z nich brzmiała: „Zderzenie z brzozą nastąpiło na wysokości około 1,1 m względem poziomu pasa startowego”.

Grzegorz Wierzchołowski

Niezalezna.pl

Komentarz Antoniego Macierewicza – przewodniczącego Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M z 10 kwietnia 2010 roku:

Kłopotliwa prawda

Komisja dr. Macieja Laska przeprowadziła testy na miejscu zderzenia
Komisja dr. Macieja Laska w trakcie przeprowadzania testów symulacyjnych

Milczenie mediów mętnego nurtu po publikacji „Gazety Polskiej” dotyczącej dokumentu będącego w posiadaniu prokuratury, z którego wynika, że tupolew w Smoleńsku przeleciał nad brzozą, wynika przede wszystkim z tego, że materiał ten zawiera prawdę.

Dziennikarze mainstreamu siedzą więc teraz i zastanawiają się, jakiej kombinacji słownej użyć, by zakwestionować ten dokument. Proszę się nie łudzić – na pewno coś wymyślą, być może z pomocą pana Laska. W PO zaś trwa jeszcze zamieszanie po ekskursji Donalda Tuska do Brukseli – establishment nie ma więc jeszcze jasności, jak rozłożyć odpowiedzialność za Smoleńsk, którą zostawił po sobie ekspremier.

Mogę zapewnić tych wszystkich, którzy są odpowiedzialni za kłamstwo smoleńskie – w tym panią premier i pana Laska – że w zespole parlamentarnym przygotowujemy materiały, które będą zaskoczeniem w tej sprawie.

Antoni Macierewicz

Niezalezna.pl

SmolenskZespol.sejm.gov.pl

O zamachu smoleńskim czytaj również na:

Skąd przez ćwierć wieku brała się siła rażenia „Gazety Wyborczej” i dlaczego przez tyle lat Adam Michnik był w tym kraju bogiem?

Michnik, Kublik, Olejnik, Kiszczak
Michnik, Kublik, Olejnik, Kiszczak

Michnika dopuszczono do wewnątrz, do samego jądra archiwów bezpieki. Najważniejsze materiały do dzisiaj służą szantażowaniu ludzi – mówi działacz opozycji antykomunistycznej Krzysztof Wyszkowski.

GPC: Adam Michnik w wywiadzie opublikowanym w sobotniej [13 września] „Gazecie Wyborczej” powiedział, iż Kiszczak uważał, że gdy ktoś zostaje np. wiceministrem spraw zagranicznych, a był rozpracowywany przez SB, to lepiej spalić jego kwity. Informacja o porządkach w teczkach nie jest nowa. Kiedy pan się o tym dowiedział?

Krzysztof Wyszkowski: Pod koniec maja 1990 r. znajoma niemiecka dziennikarka powiedziała mi, że prof. Jerzy Holzer opowiadał jej podczas przyjęcia, iż widział teczkę Leszka Moczulskiego, wynikało z niej, że był agentem SB. Następnego dnia udałem się do Henryka Samsonowicza (ministra edukacji narodowej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego), a sekretarka wygadała się, że istnieje jakaś tajna komisja, w skład której wchodzi m.in. Adam Michnik. Powiedziała też, że minister spraw wewnętrznych Krzysztof Kozłowski poprosił Samsonowicza, żeby zaprosił na spotkanie czterech wytypowanych ludzi do komisji. Typowa podkładka do działań nielegalnych.

Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski dla Krzysztofa Kozłowskiego, 2011
Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski dla Krzysztofa Kozłowskiego, 2011

Czy pana zdaniem złamano wówczas prawo?

Przez dwa miesiące działała nielegalna komisja, dlatego Samsonowicz i Kozłowski powinni byli zostać pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Udostępnili tajne materiały bez odpowiednich zezwoleń.

Mazowiecki, Kiszczak, Michnik, Wałęsa
Mazowiecki, Kiszczak, Michnik, Wałęsa

Skąd pomysł, aby do komisji trafił Adam Michnik?

– Myślę, że Kiszczak i Kozłowski chcieli zapoznać Michnika z potęgą dokumentów SB, a innych ludzi do komisji powołano dla kamuflażu. Wśród nich, jak się okazało, byli agenci SB, więc wszystko zostało „w rodzinie”. Po wybuchu afery z powodu opublikowanej na ten temat notatki w „Tygodniku Solidarność”, komisję zlikwidowano. Po latach Samsonowicz kłamał, mówiąc, że wszystko odbyło się legalnie.

Order Orła Białego dla Henryka Samsonowicza, 2010
Order Orła Białego dla Henryka Samsonowicza, 2010

Michnik mówi, iż Kiszczak przyznał, że niszczono teczki, gdy okazywało się, że dotyczą kogoś z rządu Mazowieckiego. Tłumaczy zaraz, że chodziło jedynie o sprawy obyczajowe, typu zdjęcia z kochanką. Tylko takie teczki palono?

– Wiem, że na przykład w Gdańsku zniszczono albo wyprowadzono ponad 90% materiałów. Jednak oni te dokumenty głównie „prywatyzowali”.

Najważniejsze materiały do dzisiaj służą szantażowaniu ludzi.

Teczki SB

Jaka jest realna wiedza Michnika o zawartości teczek?

– Sęk w tym, że w ramach komisji Michnika dopuszczono go do wewnątrz, do samego jądra archiwów bezpieki, i to w trakcie niszczenia materiałów SB.

Order Orła Białego dla Adama Michnika, 2010
Order Orła Białego dla Adama Michnika, 2010

Z Krzysztofem Wyszkowskim rozmawiał Samuel Pereira

Niezalezna.pl

Krzysztof Wyszkowski
Krzysztof Wyszkowski

Prof. Jadwiga Staniszkis: Kopacz nie myśli o Polsce, tylko o partii

Staniszkis

Rząd Kopacz będzie gorszy niż gabinet Tuska. Bartłomiej Sienkiewicz nie dał rady w MSW bo był bufonem, ale żeby jego następczynią zrobić panią katechetkę?! Widać, że Kopacz tworząc rząd, myślała o Platformie, a nie o Polsce. I to jest niebezpieczny sygnał. Dla mnie to szok. Myślałam, że już gorzej niż za Tuska nie będzie – mówi prof. Jadwiga Staniszkis w rozmowie z dziennikiem „Fakt”.

FAKT: Czy rząd Ewy Kopacz będzie lepszy od rządu Donalda Tuska?

Prof. Jadwiga Staniszkis: Myślę, że gorszy, i to z kilku powodów. Po pierwsze, przy formowaniu rządu wyraźnie widać logikę partyjną. Kandydatów na ministrów dobiera się nie ze względu na kwalifikacje, ale po to, żeby wygasić frakcyjne walki w Platformie. To ustawienie Cezarego Grabarczyka i Grzegorza Schetyny, ten gest z podnoszeniem ich rąk – to było moim zdaniem żenujące. Bo przed Polską stoi wiele nowych wyzwań, a nie wydaje się, żeby ci ludzie byli w stanie im sprostać. Po drugie, zmroziło mnie wystąpienie Ewy Kopacz pytanej o sprzedaż broni Ukrainie – historyjka o kobiecie, która jak widzi zagrożenie, to pierwsze co robi, to biegnie do domu i zamyka wszystkie drzwi, a nie wdaje się w walkę. Ta opowieść w połączeniu z wcześniejszą deklaracją prezydenta Bronisława Komorowskiego o niewłączeniu się – nawet symbolicznym – Polski do koalicji 40 państw walczących z kalifatem [I dobrze. – przyp. TAW]. To bardzo mocne sygnały, które zaprzeczają werbalnej solidarności z Ukrainą, które tworzył Donald Tusk. To jest żałosne i niebezpieczne.

Niebezpieczne dla Polski?

– W dłuższej perspektywie tak. Bo już widać, że jesteśmy sami w Europie Środkowej [Zawsze byliśmy sami – czas dojrzeć wreszcie do przyjęcia tego prostego historyczno-geopolitycznego faktu. – przyp. TAW]. Każdy kraj wybiera własną strategię wobec Rosji. Nie cieszymy się zaufaniem, a interesowanie się tylko sobą w momencie, kiedy sytuacja jest bardzo trudna, nam nie pomaga i wyizoluje nas również na Zachodzie [Od Zachodu wyizolowała nas Jałta. Zawsze byliśmy izolowani, Zachód potrzebuje nas jedynie jako mięsa armatniego i taniej siły roboczej. – przyp. TAW].

W tym kontekście wymiana Sikorskiego na Grzegorza Schetynę to dobry pomysł?

– Sikorski zrobił bardzo dużo błędów w polityce wschodniej, ale z kolei Schetyna jest absolutnie do swej funkcji nieprzygotowany! [Ważne, że ma dobry słuch do słuchania poleceń. – TAW]. Mówię to przy całej sympatii, jaką mam do niego. Z tego powodu Schetyna nie daje nam szans na znaczące wejście do międzynarodowych struktur decydowania o polityce zagranicznej Unii Europejskiej. Nie widać też, żeby to była jego pasja. To jest nieodpowiedzialne, że Schetyna wziął to stanowisko [On nie wziął, jemu „powierzono”. – TAW]. Powinien szukać w rządzie innego resortu.

A powrót Cezarego Grabarczyka do rządu?

– Wszyscy pamiętamy, jakim był ministrem infrastruktury. Jego ponowna obecność w rządzie jest żenująca. Równie niepokojąca jest dla mnie nienaruszalne zadowolenie z siebie Janusza Piechocińskiego. Pamiętajmy, że w Polsce głównym źródłem dochodu narodowego jest szeroko rozumiany przemysł chemiczny i paliwowy. Jedno zakręcenie kurka z gazem to jest upadek tego przemysłu, bo on jest energochłonny. Donald Tusk nie zrobił z tym nic. Załamanie polityki w sprawie gazu z łupków, dwuletnie opóźnienie w budowie gazoportu… Jest tylko ględzenie o unii energetycznej, ale technicznie nieprzygotowane. W tej chwili ktoś by musiał wziąć to w garść. Skoncentrować inwestycje, przyspieszyć tempo. Cała ta ekipa to ludzie, którzy w warunkach poważnych zagrożeń będą dopiero się uczyli.

Czyli nawet ministrowie, którzy pozostali w rządzie, to nie są najlepsze strzały?

– Zostali ci, których wymiana nie byłaby sygnałem w rozgrywkach partyjnych. Widać, że Kopacz tworząc rząd, myślała o Platformie, a nie o Polsce. I to jest niebezpieczny sygnał.

Gdy pojawiła się informacja, że nowym szefem MSW zostanie Teresa Piotrowska, pierwszą reakcją wielu osób związanych ze służbami było przekonanie, że to żart. Ale nie jest…

– Ja jej w ogóle nie znam. Z internetu dowiedziałam się, że w swojej karierze była katechetką. To jest niesamowicie trudny resort. Tym bardziej, gdy widać, że Polska staje się miejscem, w którym wystarczy przyłożyć zapałkę. Ludzie już po prostu nie wytrzymują niedotrzymanych obietnic, które składał Tusk, choćby w sprawie śmieciówek. I tej biedy. Bartłomiej Sienkiewicz się nie nadawał i nie zdobył szacunku u swoich podwładnych, bo był bufonem, ale ta pani… Kwestia autorytetu i kompetencji w tego typu resorcie jest kluczowa. Ten rok powinien stać się rokiem naprawy państwa. Nie widać, żeby Ewa Kopacz w ten sposób rozumowała. Dla mnie to szok. Myślałam, że już gorzej niż za Tuska nie będzie.

Daje Pani temu rządowi dłużej niż rok?

– Będą wybory. Mam nadzieję, że później już go nie będzie.

Rozmawiała Katarzyna Jachowicz

Fakt.pl

O rządzie Ewy Kopacz czytaj również na:

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/category/rzad-ewy-kopacz/

Kneblowanie Sienkiewicza. Jak „Gazeta Wyborcza” walczy z Trylogią – Tomasz Łysiak

Juliusz Kossak, „Zagłoba zdobywa chorągiew”, 1886 r.
Juliusz Kossak, „Zagłoba zdobywa chorągiew”, 1886 r.

Tuż po narodowym „czytaniu Sienkiewicza”, w nieocenionej – jeśli chodzi o tropienie śladów obskuranckiej polskości – „Gazecie Wyborczej”, ukazał się tekst Romana Pawłowskiego zatytułowany „Nie czytajcie Sienkiewicza”. Akcja czytelnicza, mimo że zaangażował się w nią sam prezydent RP, nie spodobała się luminarzowi kulturalnemu z Czerskiej, który w zgrabnych słowach postanowił wyjaśnić czytelnikom, dlaczego nie powinni sięgać po Sienkiewicza – pisze Tomasz Łysiak.

Tu wypada zacytować dziennikarza: „Piękne komunały nie mogą jednak zasłonić szkodliwości dzieł tego »pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego«, jak autora »Potopu« nazwał Gombrowicz. To, czym Sienkiewicz pokrzepia, to nie jest bynajmniej wino z omszałego gąsiorka Zagłoby, ale bezkrytyczne uwielbienie przeszłości. To utożsamienie katolicyzmu z patriotyzmem i tożsamością narodową, ksenofobia i zaściankowość, mitomania i megalomania. To wreszcie stereotyp polskości oblężonej, która w każdym obcym upatruje wroga”.

Ku pokrzepieniu i przeciw amnezji

„Stereotyp polskości oblężonej” odnosić się ma pewnie do przedziwnego stanu ducha Polaków, którym trzy obce mocarstwa wydarły Niepodległość, wobec czego musieli walczyć o nią i czekać na nią ok. 120 lat. Trylogia pisana „ku pokrzepieniu serc” w istocie także opisywała historię Rzeczypospolitej, która z jednej strony znajdowała się jeszcze u szczytu potęgi, a z drugiej poprzez problemy wewnętrzne i zewnętrzne już zaczynała chylić się ku upadkowi.

Zagrożeni przez kilka zewnętrznych potęg (rosyjską, turecką, szwedzką) musieliśmy zmagać się jeszcze z wojną wewnętrzną, jaką rozpętali Kozacy pod wodzą Chmielnickiego. Polska była wtedy w istocie oblężoną twierdzą i nie był to żaden stereotyp, lecz po prostu historyczny fakt.

Nasze losy dziewiętnastowieczne także były dziejami broniącego się przed wrogiem „wilczego gniazda” w obszarze polskości jako idei tożsamościowej. Zaborcy nie ustawali przecież w wysiłkach zmierzających do zabicia w nas polskiego ducha [które to zadanie przejmuje dziś dzielnie właśnie „Gazeta Wyborcza” – organ NWO na Polskę – przyp. TAW] i zniemczenia kulturowego bądź zrusyfikowania. I to także nie był stereotyp, lecz fakt. Nasza walka okupiona była krwawymi stratami, tysiącami szubienic, zsyłkami na Sybir, prześladowaniami i torturami.

W roku 1920 także stanowiliśmy samotną twierdzę, która musiała oprzeć się wschodniemu najeźdźcy, powstrzymując bolszewików przed zalaniem całej Europy czerwoną zarazą. To także nie był stereotyp.

Fatalne położenie geopolityczne po raz kolejny stało się przyczyną klęski w roku 1939, kiedy napadły na nas dwie potęgi, rozszarpując państwo w trakcie IV rozbioru. Dzień 17 września jest tego faktu najsmutniejszym rocznicowym pomnikiem. Ludzie, którzy nie dali sobie złamać ducha w czasie PRL, byli obrońcami tożsamości polskiej wobec ataków propagandy i usiłowań sowieckich okupantów, którzy próbowali nas skundlić, zniszczyć moralnie, doprowadzić do upadku i amnezji. Amnezja miała dotyczyć tych obszarów duchowej wspólnoty, jaką tworzymy, a które odnoszą się do naszych wielkich, wspaniałych chwil z przeszłości. Sienkiewicz był więc i wtedy potrzebny, nadal aktualny i niezmiennie dający siłę oraz krzepiący serca.

„Piekielna mieszanka”

Pawłowski diagnozuje także w swoim tekście wpływ pisarza na umysły współczesne. Okazuje się, że autor „Ogniem i mieczem” właściwie nas… zatruwa: „Ta piekielna mieszanka, która miała Polakom przywrócić poczucie wartości w dobie zaborów, dzisiaj okazuje się jadem zatruwającym życie publiczne i zbiorową wyobraźnię. Mentalny wąs naszych polityków, sarmackie zastaw się, a postaw się, skrajny indywidualizm, licytacja, kto jest Polakiem bardziej – to wszystko fatalne dziedzictwo popularnych powieści Sienkiewicza”.

Nie wiadomo, czy występują też inne objawy fatalnego wpływu Sienkiewicza na naród, choćby poprzez serię pozytywistycznych nowel, takich jak „Janko Muzykant”, „Latarnik” czy „Bartek Zwycięzca”. O złym wpływie nowelistyki na umysł Polaków już się Pawłowski nie rozpisał. A szkoda, bo i tu byłyby ciekawe tropy – czemu Janko Muzykant jako bohater, a nie, dajmy na to… Conchita Wurst? Czy gdyby Sienkiewicz profetycznie opisał losy małej wiejskiej dziewczynki, która poprzez zapuszczanie brody zaczyna odkrywać w sobie talent muzyczny, czy mógłby teraz zasłużyć na laurkę od „Gazety Wyborczej”? Wtedy w programie nauczania mielibyśmy nowelę sienkiewiczowską „Konczita Kiełbasa” i kto wie, czy nie przydałaby się ona także w podręczniku do wychowania seksualnego proponowanego przez edukatorów namaszczonych przez MEN.

Ale, co ze smutkiem trzeba stwierdzić, ksenofobiczny, zacofany Sienkiewicz na kiełbasę nie wpadł, ogarnięty zaściankiem i ciemnotą staropolską idącą od strzechy.

W każdym razie symptomy sienkiewiczowskiej „choroby”, według krytyka teatralnego z Czerskiej, można spotkać „na każdym kroku: od pseudodworkowej architektury przez szaleńczą jazdę na polskich drogach po wojujący katolicyzm rodem z szańców Jasnej Góry”. To już iście mistrzowska zagrywka propagandowa, której nie powstydziliby się nawet jej dawni mistrzowie, choćby z niemieckiego „Der Stürmer” lub „Der Angriff” – złożyć w jednym zdaniu piratów drogowych zabijających ludzi na ulicach i patriotów z „szańców” Jasnej Góry, a wszystko jeszcze podczepić pod inspirację duchową autora „Trylogii”.

Nic tylko czekać na kolejne odcinki, np. o Mickiewiczu. Ten to dopiero był zaściankowy i utrwalający stereotypy. Szczególnie III część „Dziadów” wydaje się być przesączona jadem i pobudzająca współczesnych polityków do knucia przeciwko legalnej władzy.

A „Pan Tadeusz” to już szczyty sarmackiego zacofania i braku nowoczesności…

Pan Tadeusz_Zosia

Gdy miłość własna jest ważniejsza od miłości Ojczyzny

Kiedy w roku 1898 odsłaniano w Warszawie, na 100. rocznicę urodzin, pomnik naszego wieszcza, Henryk Sienkiewicz miał wygłosić uroczystą przemowę. Już samo postawienie monumentu było niezwykłym sukcesem społeczeństwa polskiego, nie tylko jeśli chodzi o zebranie funduszy, ale przede wszystkim o uzyskanie zgody od carskich władz. Udało się dzięki temu, że na tron wstąpił car Mikołaj II, a w Warszawie pojawił się nowy namiestnik Aleksander Bagration-Imeretyński.

Uroczystość odsłonięcia pomnika Adama Mickiewicza w Warszawie 24 grudnia 1898 r.
Uroczystość odsłonięcia pomnika Adama Mickiewicza w Warszawie 24 grudnia 1898 r.

Jednak Sienkiewiczowi nie udało się powiedzieć ani słowa, gdyż cenzura czujnie zakazała mu wystąpienia. Zgromadzony tłum odmówił więc modlitwę. A Henryk Sienkiewicz stał w milczeniu. Przemówienie zostało wydrukowane później w galicyjskim „Czasie”. Były w nim m.in. takie zdania: „Jeśli kiedy żyjące pod prawem Chrystusa ludy wznoszą lub wznosić powinny posągi takim swym synom, którzy albo chwałą okryli swój naród, albo chociaż z ofiarą życia, wskazali mu nowe szlaki, wielkie cele, wielkie idee, albo wreszcie czy to dziełem sztuki, czy potężnym twórczym słowem umieli wyrazić najszlachetniejsze porywy piersi ludzkiej – to z dumą możemy powiedzieć, że nie ma w świecie pomnika, który by wzniesion był słuszniej i sprawiedliwiej. Bo gdyby zwrócić się do tych tysiąców i zapytać: kto opromienił nas największą sławą, kto najpotężniej wyraził to, co w nas jest cne i szlachetne, co idzie z Boga, co jest wiarą, nadzieją i Chrystusowym przykazaniem miłości? – kto kochał za miliony? – wówczas wszystkie piersi wydałyby jeden okrzyk: – Ten ci jest!”.

.
.

Można by teraz te słowa odwrócić i pytać o Sienkiewicza: „Kto najpotężniej wyraził to, co w nas jest cenne i szlachetne, co idzie z Boga, co jest wiarą, nadzieją i Chrystusowym przykazaniem miłości?”. „Ten ci jest!” – krzyknęlibyśmy niechybnie, wskazując na powieściopisarza.

Według Pawłowskiego znaleźć można w jego prozie „podszyte uprzedzeniami opisy Kozaków, których nasz klasyk określa trzema słowami: tłuszcza, motłoch i czerń (ciekawie to brzmi w kontekście dzisiejszej miłości Polaków do Ukraińców) oraz pochwałę sadystycznego okrucieństwa”. I dlatego właśnie „zrozumiemy, dlaczego nie warto dzisiaj czytać Sienkiewicza”.

Gdyby rozpocząć dyskusję konkretną, można by wskazać albo niewiedzę, albo bardzo złą wolę Pawłowskiego, który opisy Kozaków u Sienkiewicza sprowadza do „czerni” (termin używany także przez historyków dla określenia chłopstwa ruskiego), nie widząc wielobarwności sienkiewiczowskiego świata, w którym okrucieństwo jest znakiem czasów, jest obecne po obu stronach konfliktów i stanowi składową doskonale uchwyconych realiów. Można by także opowiedzieć o przepięknej szkole moralnej, jaką było pisarstwo Sienkiewicza, nie tylko „krzepiące serca”, ale i wychowujące kolejne pokolenia wspaniałych Polaków, którzy miłość Ojczyzny przedkładali nad miłość własną.

Ale taka dyskusja nie będzie miała większego znaczenia. Bo jakże dyskutować z kimś, kto zamiast wyciągania Sienkiewicza na „czytelnicze sztandary” proponuje, na poważnie, ogólnopolską akcję czytania „Gry o tron”?

Tomasz Łysiak

Niezalezna.pl

Tomasz Łysiak

Ewa Kopacz jako premier to de facto rządy prezydenckie Bronisława Komorowskiego – Stanisław Janecki

Komorowski Kopacz

Nie powinno się bagatelizować ambicji, możliwości i planów Bronisława Komorowskiego – pisałem i mówiłem wielokrotnie. Podobnie jak nie powinno się przypisywać prezydenckiemu ośrodkowi władzy wyłącznie funkcji reprezentacyjnych i dekoracyjnych. Ci, którzy Komorowskiego nie doceniali, często się przekonywali, jak taka postawa jest ryzykowna. Właściwie chyba tylko Donald Tusk dość szybko przekonał się, że Bronisław Komorowski potrafi po cichu realizować swoje cele, a dla przeciwników może być naprawdę nieprzyjemny i groźny.

Ale Donald Tusk miał informacje z tajnych służb, orientujących się w możliwościach zaplecza prezydenta, które jest związane z wojskowymi tajnymi służbami. I wiedział, że np. ABW nie była w stanie zneutralizować różnych niekorzystnych przecieków od ludzi tych służb. Nie potrafiła też przeciwstawić się akcjom dezinformacyjnym i prowokacjom ludzi wojskówki.

Po wyborze Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej, prezydent Komorowski dostał historyczną szansę, żeby to, co robił po cichu, stało się faktem. I natychmiast zaatakował, chcąc mieć kontrolę nad sprawami obronności, zagranicznymi oraz szeroko pojętego bezpieczeństwa. Dość łatwo przeforsował to, co chciał, bo Ewa Kopacz byłaby na absolutnie straconej pozycji, gdyby próbowała zaczynać urzędowanie od zatargu z głową państwa. A Donald Tusk umył ręce, bo to już nie jest jego problem. W efekcie Komorowski de facto przywrócił tzw. resorty prezydenckie z czasów Lecha Wałęsy i obowiązywania małej konstytucji. Mamy więc do czynienia z czymś w rodzaju „falandyzacji” konstytucji. Młodszym czytelnikom przypomnę, że to od nazwiska prof. Lecha Falandysza, który dla Lecha Wałęsy robił z prawem i konstytucją różne wygibasy.

To nie Ewa Kopacz będzie teraz rozgrywającą w kwestiach bezpieczeństwa, zagranicznych i obronności, lecz Bronisław Komorowski. Grzegorz Schetyna zawdzięcza prezydentowi zbyt wiele, żeby mu się przeciwstawiać. To przecież Komorowski był jego powiernikiem, terapeutą, sprzymierzeńcem i najważniejszym politycznym sojusznikiem, gdy Tusk skazał Schetynę na banicję. Wielokrotnie razem snuli plany albo obalenia Tuska, albo przynajmniej ograniczenia jego władzy. Z kolei nowy wicepremier, a stary minister obrony Tomasz Siemoniak nigdy nie chciał konfliktować się z Bronisławem Komorowskim, a wręcz otwarcie uznawał jego pierwszeństwo w kwestiach obronności. Natomiast nowa minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska nie jest wprawdzie człowiekiem Komorowskiego, ale jest ona na tyle „zielona” w kwestiach bezpieczeństwa i tajnych służb, że to idealna szefowa resortu do tego, by ośrodek prezydencki faktycznie przejął kontrolę także nad cywilnymi tajnymi służbami oraz policją, strażą graniczną czy BOR.

Wraz z powołaniem rządu Ewy Kopacz prezydent Komorowski ogromnie poszerza swoją władzę i wpływ na bezpieczeństwo Polski. I to może być dopiero niebezpieczne. Bo zanim doszło do zaostrzenia sytuacji na Ukrainie, a potem do rosyjskiej agresji, Komorowski i jego zaplecze w znacznie większym stopniu niż Donald Tusk i Radosław Sikorski orientowali się na wschód. Przyjmując w Warszawie ówczesnego prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa, Bronisław Komorowski sprawiał wrażenie, jakby to Rosja była dla Polski strategicznym partnerem w kwestiach obronności i bezpieczeństwa.

Prezydencki doradca ds. zagranicznych Roman Kuźniar wygłaszał zdumiewające tezy, jakby żywcem wyjęte z propagandy Kremla i dokumentów rosyjskiego MSZ. A na zapleczu prezydenta działali wysocy oficerowie dawnych WSI, którzy szkolili się w ZSRR, a już po 2010 r. snuli koncepcje, że z Rosją i jej tajnymi służbami trzeba blisko współpracować.

Po zajęciu przez Putina części Ukrainy Bronisław Komorowski i jego zaplecze zmienili retorykę, ale wiele razy wymykało im się, że właściwie to stan przejściowy i raczej prędzej niż później Rosja znowu będzie punktem orientacyjnym.

Faktyczne przejęcie przez Bronisława Komorowskiego nadzoru nad polityką obronną, zagraniczną i bezpieczeństwa nie napawa optymizmem, jeśli zważyć, jakie poglądy i koncepcje były przez niego lansowane i realizowane aż do początku 2014 r. Taktyczna zmiana orientacji niczego nie musi oznaczać, bo od początku lat 90. Komorowski był konsekwentnie właśnie taki jak wtedy, gdy z wielkimi honorami przyjmował ówczesnego prezydenta Rosji Miedwiediewa. A w kwestii tajnych służb konsekwentnie bliski był poglądom takich ludzi jak ostatni szef WSI gen. Marek Dukaczewski. Skądinąd żona Dukaczewskiego jest tłumaczką prezydenta podczas najważniejszych wizyt i spotkań.

To wszystko oznacza, że w najbardziej niebezpiecznym okresie w historii III RP następuje zasadnicza zmiana w kwestiach polityki zagranicznej, obronnej i bezpieczeństwa. Że te ogromnie ważne dla państwa sektory będą podporządkowane prezydentowi Komorowskiemu i jego zapleczu. Nie ma najmniejszych dowodów, że będzie to oznaczało poprawę bezpieczeństwa Polski i umocnienie jej suwerenności. Jest natomiast wiele przesłanek, że będzie znacznie gorzej, a wręcz bardzo niebezpiecznie. I to jest najważniejsza zmiana, jaka wiąże się z odejściem Donalda Tuska i powołaniem Ewy Kopacz na premiera.

Rosyjskie (FSB) zamachy bombowe na budynki mieszkalne w Rosji (1999). Piętnasta rocznica

General view of an apartment block in Pe

Wysadzenie we wrześniu 1999 r. domów mieszkalnych było potrzebne ówczesnemu prezydentowi Borysowi Jelcynowi do rozpoczęcia drugiej wojny w Czeczenii. Dawała mu ona powód do opóźnienia lub odwołania wyborów prezydenckich i dalszego pozostania na stanowisku lub pozostawienia u władzy swojego człowieka. Co w końcu zrobiono z Putinem, mianowanym przez Jelcyna jako p.o. prezydenta 31 grudnia 1999 r. – mówi portalowi niezalezna.pl znany rosyjski historyk, współautor słynnej książki „Wysadzić Rosję”, dr hab. Jurij Felsztyński.

Ponad 300 ofiar zamachów

– We wrześniu 1999 r. wysadzenie domów mieszkalnych w Bujnaksku, Moskwie, Wołgodońsku było największym zamachem terrorystycznym, nie tylko na skalę Rosji. Zginęło wówczas ponad 300 osób. Jasne, że cały kraj był zszokowany i kiedy rosyjski rząd ogłosił, że podejrzani są zatrzymani i że oni są narodowości czeczeńskiej, ta informacja szybko została rozpowszechniona przez prasę. Komunikat – „domy wysadzili czeczeńscy terroryści” – poszedł w świat.

– Oczywiście szok przeszkadzał wówczas dokonać analizy z zimną krwią. Ale teraz możemy stwierdzić, że pierwsza wojna czeczeńska zakończyła się w 1996 r. i w sprowokowaniu nowej wojny z Rosją najmniej byli zainteresowani Czeczeni, którzy w okresie 1996-1999 r. w zasadzie byli niezależni. Więc po co im, we wrześniu 1999 r., była potrzebna wojna? Oni jeszcze po starej nie doszli do siebie. Po drugie, dosyć szybko stało się jasne, że osoby zatrzymane a) nie są Czeczenami, b) nie mają nic wspólnego z wysadzeniem domów. Wszystkich po jakimś czasie zwolniono, chociaż wielu z nich w areszcie traktowano brutalnie. Ale to specyfika rosyjskich organów ścigania. Oni zawsze i wszystkich traktują brutalnie.

Udaremniony zamach 22 września

– Przed 22 września jasne było, że podejrzanych i aresztowanych nie ma. Są tylko przypuszczenia, że dokonali zamachów „Czeczeni” – bowiem komu jeszcze było potrzebne wysadzać domy mieszkalne w Rosji. „Oczywiście” tylko Czeczenom. Przecież nikomu innemu!

– W dniach 22-23 byliśmy świadkami fantastycznej historii kryminalnej. W kolejnym rosyjskim mieście – Riazaniu – wieczorem 22 września przypadkowo znaleziono, schowane w piwnicy domu, materiały wybuchowe. W nocy przyjechała milicji, ludziom kazano opuścić mieszkania, piwnicę rozminowano, i 23 września wszystkim pozwolono wrócić do domu.

– Życie dziesiątek osób zostały uratowane. Wiadomość o tym, jasna sprawa, obleciała cały kraj i została zauważona przez prasę i rząd, lokalny i centralny. Również została ogłoszona jako największe zwycięstwo w walce z terroryzmem. Rosyjska telewizja przez całą dobę pokazywała Rosjanom materiały, związane z udaremnionym zamachem terrorystycznym, lecz organy ścigania Riazania gorączkowo poszukiwały przestępców-terrorystów, przypuszczalnie Czeczenów. I… znaleźli! Przechwycono podejrzany telefon, zlokalizowano gdzie znajdowały się osoby, które ten telefon wykonały. Po czym dwaj terroryści zostali aresztowani w pewnym mieszkaniu w Riazaniu. Po raz pierwszy po całej serii zamachów terrorystycznych w rosyjskich miastach, lokalne organy ścigania nareszcie aresztowały terrorystów. Lecz dalej wydarzenia zaczęły nabierać zupełnie fantastycznego charakteru. Stała się rzecz bezprecedensowa: zatrzymani okazali się być funkcjonariuszami Zarządu Centralnego Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB).

Zamachowcy z FSB

– Proszę sobie wyobrazić tę sytuację: po wysadzeniu kilku domów, poczynając od 4 września, w wyniku czego zginęło ponad 300 osób, milicja z Riazania zatrzymuje terrorystów, a oni wyciągają legitymacje funkcjonariuszy FSB z Moskwy. W Riazaniu wszyscy są w zupełnej rozsypce, nikt nie rozumie, co się dzieje i co to oznacza. Dlatego władze w Riazaniu ogłaszają, że terroryści zostali zatrzymani, ale zapobiegawczo nie informują, że są oni oficerami Zarządu Centralnego FSB (!). O tym, że terroryści zostali aresztowani, cały kraj dowiaduje się ranem 24 września i świętuje pierwsze zwycięstwo nad terroryzmem. Jednak dyrektor FSB Nikołaj Patruszew i nowy premier Rosji Władimir Putin (który został w sierpniu 1999 r. przeniesiony ze stanowiska dyrektora FSB Rosji na stanowisko premiera kraju) nie mają szampańskiego nastroju: w najbliższych godzinach prasa dowie się, aresztowani terroryści – są oficerami FSB, i ktoś na pewno dojdzie do wniosku, że wszystkie „czeczeńskie zamachy” we wrześniu 1999 r. w Rosji to próba służb specjalnych Rosji sprowokowania drugiej wojny czeczeńskiej.

Prezydent Borys Jelcyn powierza dotychczasowemu szefowi Federalnej Służby Bezpieczeństwa (sukcesorki KGB) Władimirowi Putinowi stanowisko premiera Federacji Rosyjskiej, 9 sierpnia 1999 r.
Prezydent Borys Jelcyn powierza dotychczasowemu szefowi Federalnej Służby Bezpieczeństwa (sukcesorki KGB) Władimirowi Putinowi stanowisko premiera Federacji Rosyjskiej, 9 sierpnia 1999 r.

– Dlatego z rana 24 września premier Putin, w porozumieniu z ministrami resortów siłowych, wydaje rozkaz rozpoczęcia bombardowania stolicy Czeczenii – Groznego. Bowiem po 24 września wydać ten rozkaz będzie już za późno: rosyjskie społeczeństwo zrozumie, że domy wysadzają nie „Czeczeni”, ale rosyjski rząd. Lecz po wydaniu go na czas – jeszcze 24 września – to nawet ujawnienie prawdy nie będzie miało takiego znaczenia (wojna Rosji z Republiką Czeczeńską już będzie trwała). Ponadto oprócz rozkazu bombardowania Groznego, tego samego dnia szef FSB Nikołaj Patruszew informuje Rosjan, że próby wysadzenia domu w Riazaniu nie było, aresztowani terroryści nie są terrorystami lecz oficerami FSB, którzy prowadzili w Riazaniu ćwiczenia. Zaś w workach były nie materiały wybuchowe lecz cukier. A więc przestępstwa nie popełniono i koniec kropka w omawianiu zamachu w Riazaniu.

– Prasa i opinia publiczna długo jeszcze zastanawiają się nad tym, co dokładnie było w riazańskich workach. Ale wojna z Republiką Czeczeńską już była prowadzona na szeroką skalę, jako odwet za „czeczeńskie zamachy” w Rosji. Rząd czeczeński oczywiście zaprzeczał stanowczo doniesieniom, że miał związek z wrześniowymi aktami terrorystycznymi. Czeczeńscy separatyści też temu zaprzeczają. Jednak rosyjski rząd upiera się, że przestępstw dokonali „Czeczeni” i kontynuuje wojnę, na fali której Putin staje się dosyć popularny i ostatecznie wygrywa wybory prezydenckie 2000 r.

Budynek mieszkalny w Moskwie wysadzony 9 września 1999 r.
Budynek mieszkalny w Moskwie wysadzony 9 września 1999 r.

Ofiary śmiertelne dla zachowania władzy

– Jasne jest, że domy wysadzało FSB Rosji. Pytanie – po co? Do uzasadnienia wypowiedzenia wojny Czeczenii. Rozpoczęto ją wcale nie dla zwiększenia popularności Władimira Putina. Wzrost poparcia byłego dyrektora FSB i nowego wówczas premiera Rosji był skutkiem ubocznym walki z tzw. czeczeńskim terroryzmem i rozpoczęcia działań wojskowych. Wojna w Czeczenii została zorganizowana przez ówczesnego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna, aby w razie konieczności mieć możliwość ogłoszenia w kraju stanu wyjątkowego i przełożenia lub odwołania wyborów prezydenckich w 2000 r.

– To samo działo się w Rosji przed wyborami prezydenckimi w 1996 r. Najpierw w Moskwie miały miejsce zamachy terrorystyczne. Potem rozpoczęła się zorganizowana przez Siergieja Stiepaszyna, wówczas szefa Federalnej Służby Kontrwywiadu (przyszłego FSB), pierwsza wojna w Czeczenii. W marcu 1996 r. Jelcyn, który według sondaży miał 3 proc. poparcia, zachęcany przez szefa swojej ochrony gen. Aleksandra Korżakowa, prawie już podpisał dekret o odroczeniu wyborów prezydenckich i wprowadzeniu w kraju stanu wyjątkowego. Ale w ostatniej chwili zmienił zdanie, przyjął pomoc oligarchów, na czele z Borysem Bieriezowskim, i wygrał w wyścigu o fotel prezydencki z komunistą Giennadijem Ziuganowem.

– Po tym wojna w Czeczenii już do niczego nie była potrzebna i wkrótce po zwycięstwie wyborczym podpisano rozejm. I wtedy, przed wyborami 2000 r., mało popularny Jelcyn znów, rękami Putina i jego następcy na stanowisku szefa FSB Nikołaja Patruszewa, rozpoczynał wojnę „na wszelki wypadek”. Aby mieć powód do opóźnienia lub odwołania wyborów prezydenckich i samemu pozostać prezydentem albo pozostawić u władzy swojego człowieka. Co w końcu zrobiono z Putinem, mianowanym 31 grudnia 1999 r. przez Jelcyna pełniącym obowiązki prezydenta.

Olga Alehno

Niezalezna.pl

Rząd groteski narodowej – analiza Łukasza Warzechy

rząd Kopacz

No dobrze, pośmialiśmy się – bo trudno się nie śmiać, kiedy na Politechnice Warszawskiej pod wodzą Ewy Kopacz niespodziewanie pojawiają się następcy Monty Pythona (którzy mają szansę na prześcignięcie pierwowzoru) – ale jednak sprawa jest poważna, bo ten groteskowy rząd ma przez najbliższy rok sprawować w Polsce władzę. Warto się więc nad tym kabaretem pochylić.

Niestety, pierwsza ogólna konkluzja, jaka przychodzi na myśl, to ta, że – jakkolwiek fatalnie może to zabrzmieć – przy obecnym rządzie pani Kopacz rząd Donalda Tuska był hiperprofesjonalny. Dotyczy to także – o zgrozo! – ministra spraw zagranicznych.

Dla wszystkich jest już chyba jasne, że klucze w doborze nowych ministrów były dwa. Po pierwsze – opanowanie frakcyjnych podziałów w PO; po drugie – klucz towarzyski, czyli psiapsiółki pani Kopacz. W żadnym wypadku nie było mowy o kryterium kompetencji, bo tak się składa, że z rządu wylecieli relatywnie najlepsi ministrowie, zastąpieni przez ludzi niemających pojęcia o powierzonych im dziedzinach. Dlaczego tak? Po pierwsze – ponieważ o wiele słabsza od Tuska Ewa Kopacz musi żonglować posadami, aby uzyskać jako taki spokój w swoim ugrupowaniu.

Tusk mógł sobie pozwolić na stosowanie innych metod, dzięki czemu swoje kolejne gabinety układał z częściowym choćby uwzględnieniem kompetencji szefów resortów, rozumianej przynajmniej jako ogólne zorientowanie w danej dziedzinie. Kopacz tego luksusu nie ma. I – po drugie – może wierzyć w medialną ochronę, która miałaby maskować nawet najgorsze potknięcia jej podopiecznych. Czy tę ochronę poza „Gazetą Wyborczą” znajdzie, to inna sprawa.

Sama pani premier zaprezentowała się podczas pierwszej konferencji nie tyle od najgorszej strony, co od swojej strony naturalnej. Innej nie ma. Kopacz taka po prostu jest: mało inteligentna, niesamodzielna umysłowo, pretensjonalna, nierozumiejąca ani znaczenia, ani wydźwięku własnych słów.

Mieczów ci u nas dostatek, ale i to przyjmiemy...
Mieczów ci u nas dostatek, ale i to przyjmiemy…

To zwykła prowincjonalna lekarka, rzucona na wodę o wiele dla niej zbyt głęboką. Przy czym w tym wypadku słowo „prowincjonalny” nie oznacza pochodzenia z prowincji w dosłownym znaczeniu tego słowa, ale specyficzny stan umysłu.

Sposób, w jaki kandydatka na premiera postanowiła zaprezentować swoich współpracowników – skrajnie infantylny i żenujący – pozwala wyciągnąć wnioski na temat przygotowania i charakteru pani Kopacz. Widać zatem, że nie panuje ona nad materią podwójnie. Po pierwsze – nie potrafi przedstawić swoich ludzi choćby udając, że mają jakieś rzeczywiste kompetencje, ale robi to, jakby – tu celne porównanie Aleksandry Jakubowskiej – przedstawiała członków szkolnego samorządu. Ten infantylny rys osobowości byłej marszałek Sejmu napawa niepokojem. Po drugie – co bardzo ciekawe – jest kompletnie nieporadna piarowo, czyli nie radzi sobie w dziedzinie, która była naturalnym środowiskiem samego Tuska. Po trzecie wreszcie – jest najzwyczajniej w świecie mało inteligentna. Inteligencja bowiem oznacza, że ma się świadomość sposobu, w jaki się mówi, znaczenia własnych słów i potrafi się przewidywać sposób, w jaki zostaną odebrane. Sposób przedstawienia ministrów został zapewne wcześniej zaplanowany i może nawet można było – nie rezygnując z nieco familiarnej i luźnej formy – z tym scenariuszem wygrać. Problem leży jednak nie w samym pomyśle, ale w pani premier.

Jak już w innym miejscu pisałem – z próżnego i Salomon nie naleje, a Ewa Kopacz jest pod względem potencjału piarowego próżnią doskonałą. Widać to było również w przypadku wątku kobiecego, który pani premier wtrąciła kilkakrotnie, zwłaszcza w swojej bełkotliwej i szkodliwej wypowiedzi na temat konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Nietrudno domyślić się założeń tej gry: opiekuńcza kobieta kontra stetryczały lider opozycji; złośliwość kontra kobieca łagodność; do tego wzięcie feministek pod włos. I znów – może i ta narracja miałaby jakieś szanse powodzenia, gdyby nie osoba, która ma w niej odgrywać główną rolę.

Oczywiście merytorycznie jest to postawa nie do obrony. W gruncie rzeczy Kopacz staje się największym wrogiem feministek, bo jej narrację należy odczytywać jako próbę uzasadniania miękkości i nieporadności właśnie płcią.

Z punktu widzenia interesu państwa zaś jest to już kompletny dramat. Wygłaszając swoje dziwaczne słowa o Ukrainie i stosunku Polski do konfliktu, Kopacz dowiodła, że – po pierwsze – nie ma pojęcia, o czym mówi; po drugie – że albo nie zdaje sobie sprawy, albo nie interesuje jej i nie bierze pod uwagę, że każde słowo dotyczące tak istotnego strategicznie tematu jest natychmiast analizowane w kilku ważnych stolicach, a jeśli tylko można – podchwytywane przez zagraniczne media w swoich celach. Nie inaczej stało się i tym razem.

Jaka by nie była przyczyna takiego jej postępowania, jest to świadectwo skrajnej nieodpowiedzialności. I można się obawiać, że dalej będzie tak samo albo gorzej. Warto też zauważyć, że linia, którą Kopacz wyznaczyła swoją wypowiedzią, różni się zasadniczo od kursu wyznaczanego dotąd przez Sikorskiego i samego Tuska.

Przyjrzyjmy się ministrom. Ostali się ci najfatalniejsi, jak Biernat, Kluzik-Rostkowska czy Arłukowicz. Odeszli ci względnie najmniej źli.

Schetyna

Zamiana Sikorskiego na Schetynę brzmi jak dowcip. Sprawa była prosta – Schetynę trzeba było gdzieś w rządzie umieścić, prawdopodobnie dlatego, że Kopacz przy swojej słabości nie mogła sobie pozwolić na to, aby pozostawał poza kontrolą, a biorąc go do rządu, spełniała zarazem postulaty prezydenta. Poza tym jakakolwiek rządowa posada daje możliwość odpalenia źle sobie radzącego szefa resortu, a powód znajdzie się zawsze. Tym łatwiej, im mniej resort jest dopasowany do zdolności człowieka.

Lew salonowy i nieustraszony pogromca wściekłej watahy - Radosław Sikorski. Jeszcze bez laski
Lew salonowy oraz nieustraszony pogromca wściekłej watahy – Radosław Sikorski. W oczekiwaniu na laskę

Jeśli czas Sikorskiego się skończył, na jego miejsce można było znaleźć kilka osób z dyplomatycznym obyciem, które przecież i tak realizowałyby strategię PO, ale czyniłyby to w miarę profesjonalnie. I takie sondowanie wśród byłych szefów MSZ się odbywało, ale spełzło na niczym. Schetyna dostał więc to, co było do wzięcia, bez względu na swoje predyspozycje. Teraz napiszę coś strasznego: uważałem Sikorskiego za fatalnego ministra spraw zagranicznych, ale przy Schetynie Sikorski jawi się jako tytan dyplomacji. Sikorski prowadził politykę dla Polski fatalną, charakterologicznie był na to stanowisko absolutnie nieodpowiedni, miał jednak przynajmniej potencjał środków, dzięki którym w rzadkich porywach mógł dla Polski coś załatwić: znajomości, rozpoznawalność na salonach, znakomity angielski. Czyli warsztat dyplomaty.

Postawienie na jego miejscu Schetyny w takiej sytuacji międzynarodowej, w jakiej się znajdujemy, to jak posadzenie za sterami samolotu, któremu kończy się paliwo, ślusarza od śrubek. Ale tak wynikało z politycznej układanki, wobec której interes państwa został uznany za nieistotny.

Com ostawił, ostawiłem...
Gdy odchodzę, się nie smucę. Gdy Róg zabrzmi, to powrócę…

Tusk zabiera z sobą do Brukseli wiceministra spraw zagranicznych Piotra Serafina, zatem jakąś nadzieję na to, że MSZ nie wejdzie w całkowity dryf, daje jedynie nowy minister ds. europejskich, czyli zdymisjonowany Rafał Trzaskowski, dotąd minister cyfryzacji i administracji.

Kolejna względnie dobrze oceniana osoba, były (dobrze oceniany) polski eurodeputowany, który zrezygnował z mandatu, aby wejść do rządu. Na jego miejsce przyszedł Andrzej Halicki, którego kompetencje w dziedzinie informatyzacji i cyfryzacji sprowadzają się do umiejętności korzystania z tableta. Tymczasem to – nie wspominając o administracji – sfera bardzo trudna, trzeba się ścierać z problematyką milionowych przetargów i obsługą systemów informatycznych, które wciąż działają fatalnie. Ciekaw jestem, co nowy minister mógłby nam na przykład powiedzieć na temat spopularyzowania i przede wszystkim dostosowania do potrzeb obywateli systemu ePUAP. O ile w ogóle wie, co to takiego.

Andrzej Halicki - batman piaru; potrafi udowodnić, że garb wcale nie musi być cechą konstytutywną wielbłąda
Andrzej Halicki – batman piaru; potrafi udowodnić, że garb wcale nie musi być cechą konstytutywną wielbłąda

Ale Halicki musiał do rządu wejść, bo tak kazała logika wewnątrzpartyjna. „No to na co tam rzucimy Andrzejka?”. „Dajmy go na cyfryzację i administrację, Trzaskowskiemu się da kopa, to szczyl jest, nie liczy się”.

Biernacki, Królikowski

Marek Biernacki w tandemie z Michałem Królikowskim również radził sobie jako tako z powierzoną mu materią. Cezary Grabarczyk, „który kocha ludzi” na jego miejscu to dowcip.

Być może jednak największym dowcipem w nowym rządzie jest pani Piotrowska w jednym z najtrudniejszych, najbardziej skomplikowanych resortów, gdzie kapitulowali nieporównanie poważniejsi od niej gracze.

Teresa Piotrowska
Teresa Piotrowska

Powierzenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przez Ewę Kopacz swojej koleżance, której polityczne doświadczenie jest, delikatnie mówiąc, mizerne, musiało wywołać w Komendzie Głównej Policji i innych strukturach podległych MSW salwy rubasznego śmiechu.

Z punktu widzenia ludzi służb mianowanie tej pani na szefa resortu siłowego musi wyglądać tak, jakby ministra nie było. Obywatelom wróży to jednak jak najgorzej, bo wraz z wyznaczeniem pani Piotrowskiej wszelka kontrola nad policją, strażą graniczną czy pożarną staje się fikcją. Bartłomiej Sienkiewicz, owszem, był postacią groteskową, ale nie można mu było odmówić inteligencji. Jego następczyni, była bydgoska wojewoda… cóż…

Siemoniak i stronnictwo prezydenta ma takie zaufanie w NATO, że o strategicznych decyzjach z Polską w roli głównej dowiaduje się dopiero w momencie ich ogłoszenia
Minister Siemoniak i całe stronnictwo prezydenta ma takie zaufanie w kierownictwie NATO, że o strategicznych decyzjach dotyczących Polski, a z Rosją w tle, dowiaduje się dopiero w momencie ich ogłoszenia! O czym nam to mówi?…

Jedynym jaśniejszym punktem w obecnym gabinecie może być nowy wicepremier – Tomasz Siemoniak, nadal minister obrony. Oczywiście jego nowa rola nie wzięła się z faktu, że pani premier ma świadomość własnych ograniczeń. To trybut na rzecz Pałacu Prezydenckiego. Można jednak mieć nadzieję, że Siemoniak, który intelektualnie przewyższa znacznie średnią nowego rządu, a z racji funkcji musiał mieć świadomość szerszego kontekstu, w jakim funkcjonuje nasze państwo, będzie w stanie jakoś sytuację ratować.

Mamy zatem rząd groteski narodowej. Jak sięgnąć pamięcią w dzieje III RP, nie było jeszcze na stanowisku premiera osoby tak intelektualnie płytkiej.Wszyscy dotychczasowi premierzy – Mazowiecki, Bielecki, Suchocka, Olszewski, Cimoszewicz, Oleksy, Kaczyński, Tusk, Belka, Miller – niezależnie od ich politycznej afiliacji i poglądów, byli ludźmi ogarniającymi skomplikowaną materię rzeczywistości w stopniu wystarczającym do kierowania dużym państwem. Lekarka z Radomia jest tu wyjątkiem, co słychać przy okazji każdej jej wypowiedzi. Polska oczywiście i ten kabaret jakoś przetrzyma. Zwłaszcza że można mieć nadzieję, iż nie potrwa on dłużej niż rok. Nie łudźmy się jednak, że kabaretowe rządy pozostaną bez wpływu na stan i pozycję naszego państwa. I dlatego nie wolno zapominać, że ostateczną odpowiedzialność za taki stan rzeczy oraz za skład rządu ponosi nie rozhisteryzowana prowincjonalna pani doktor, ale Donald Tusk.

Przy tej okazji trzeba też wspomnieć o opozycji. Jej odpowiedź na montypythonowski rząd jest, jak na razie, raczej cicha. To może się zmienić, ale jest też świadectwem słabego przygotowania. Jarosław Kaczyński wielokrotnie wypowiadał się przeciwko stworzeniu gabinetu cieni. Tymczasem gdyby taki gabinet istniał, odpowiedź mogłaby być sprawna i natychmiastowa.

Królewski gest prezydenta

Komorowski

Sporo kosztowało Bronisława Komorowskiego święto plonów w Spale. I nie chodzi jedynie o wysiłek intelektualny…

Głowa państwa błysnęła kilkoma odkrywczymi myślami, takimi jak stwierdzenie, iż „bez pracy nie ma kołaczy” oraz zauważenie, że „kto nie sieje, ten nie zbiera”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Komorowski na dożynkach: „Bez pracy nie ma kołaczy”. Oj, dana, dana. Zdjęcia!

Komorowski3

Ale to nie cały wysiłek. Podczas mszy świętej Komorowski dał aż 20 zł na tacę. To przy zarobkach pierwszej osoby w państwie wynoszących ok. 20 tys. zł brutto naprawdę ogromne wyrzeczenie.

Zwłaszcza że, jak mówią nasze źródła, prezydent nie pobrał reszty. Możemy więc być dumni z naszego prezydenta.

Mina pierwszej damy świadczy, że i ona jest dumna z hojności męża.

Komorowski2

JUB/wPolityce.pl

Polska jest 52. stanem Stanów Zjednoczonych – dr Jerzy Jaśkowski

Polacy - stan świadomości zbiorowej 2014
Polacy – stan świadomości zbiorowej 2014
Od chwili, gdy jeden z najważniejszych ministrów tego wesołego baraku nad Wisłą ogłosił publicznie, że Polska istnieje formalnie, pojawiło się parę ciekawych artykułów w prasie zagranicznej. Co prawda, dla śledzących od co najmniej 25 lat sytuację w kraju, nie ulegało to wątpliwości, ale co publiczne, i to przez ministra od jawnych i tajnych operacji, to publiczne, i już obecnie nikt nie powinien mieć wątpliwości, że pojęcie „Polska” istnieje jedynie na papierze.

Przecież taki minister to jest jeden z nielicznych przedstawicieli rządu znających i jasne i ciemne strony medalu. Jak wiadomo, kurs nauki historii nie tylko nie uległ zmianie po 1990 roku, ale jeszcze bardziej został okrojony. Te wszelkie wydmuszki od propagandy WUML-owskiej nadal zajmują swoje „honorowe” miejsca w „nauce”, vide prof. Zygmunt Bauman, i nic nie wskazuje, by coś się miało zmienić.

Mjr Zygmunt Bauman - funkcjonariusz zbrodniczego KBW powołanego do likwidacji Żołnierzy Niezłomnych
Mjr Zygmunt Bauman – funkcjonariusz zbrodniczego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego powołanego przez Stalina do dokonywania mordów na Żołnierzach Niezłomnych jest autorytetem moralnym dla „polskiej” nauki i władzy. Dla socjologów i filozofów jest bogiem
Okupująca współczesną Polskę obca agentura nawet 61 lat po śmierci Stalina nadal gwarantuje majorowi zbrodniczej KBW Zygmuntowi Baumanowi pełną militarną asystę służb specjalnych
Okupująca współczesną Polskę obca agentura nawet 61 lat po śmierci Stalina nadal gwarantuje majorowi zbrodniczego KBW Zygmuntowi Baumanowi pełne militarne operacyjne zabezpieczenie przez służby specjalne

Nie ma wiec podstaw, by sądzić, że zakres nauki uległ zmianie. Wszak to właśnie tak zwane uczelnie najbardziej protestowały przeciwko lustracji. O tym, że taka sytuacja nie przeszkadza także innym, świadczy postawa tak zwanego episkopatu, któremu także to nie przeszkadza. Wszak to episkopat bronił się przed lustracją jak ksiądz Kordecki z Częstochowy. Piszę celowo o tzw. episkopacie, ponieważ nie wiadomo, kto naprawdę jest biskupem, a kto tylko pracownikiem na etacie biskupa. A że nikt z tego koła nie protestuje przeciwko takiej sytuacji, oznacza, że jest ona wszystkim wygodna. Dlatego też opowiada się różne baśnie na temat ostatnich 300 lat historii, zgodnie z instrukcjami otrzymywanymi z ośrodków zagranicznych.

Proszę na spokojnie przemyśleć:

1793 – powstanie kościuszkowskie przeprowadzone za 50 000 franków otrzymanych z Paryża – strata kilkudziesięciu tysięcy najbardziej wartościowych młodych ludzi;

1795 – tzw. Legiony Dąbrowskiego – kolejna strata paru tysięcy ambitnych obywateli;

1805-1815 – kolejne kilkadziesiąt tysięcy najbardziej dojrzałych obywateli wymordowano; ci co nie wyginęli, musieli uciekać z kraju;

1831 – powstanie listopadowe za podpuszczeniem angielsko-pruskim, strata 55 000 ludzi;

1846-1848 – prowokacje służb specjalnych zwane Wiosną Ludów – strata koło 20 000 osób;

1863-1865 – powstanie styczniowe z podpuszczenia prusko-angielskiego – strata 100 000 obywateli;

1904-1905 – służba w armii moskiewskiej na Kaukazie, udział w wojnie japońskiej itd. – strata kilkudziesięciu tysięcy Polaków;

1914-1918 – strata od 1,5 do 2 milionów obywateli;

1918-1920 – wojny bolszewickie – strata koło 200 000 samych mężczyzn;

1939-1954 – strata kilkunastu milionów obywateli;

1990-2014 – celowo wywołana emigracja ekonomiczna, czyli strata 3 milionów obywateli.

Do tego trzeba dodać tzw. samoistne aborcje, powodowane między innymi szczepieniami DiPerTe. Dane demograficzne z początku lat 60. ubiegłego wieku mówiły, że w 2000 roku Polska będzie liczyła 55-60 milionów mieszkańców. Wielcy tego świata przestraszyli się i w 1970 roku tzw. Klub Rzymski opublikował Raport, w którym podał możliwość wzrostu ludności w Polsce do liczby 15 300 000. Polskę, jak wiadomo, reprezentowały wybitne umysły, takie jak na przykład Kołakowski, oficer Informacji Wojskowej biegający z TT po Uniwersytecie. Policzmy, jak te kobiety miały „nadążyć z porodami” po takiej hekatombie ofiar? Nie wspominam o stratach materialnych. Proszę zauważyć, że tzw. inteligencja, od uczelni poczynając, w ogóle nie zabiera głosu w tych demograficznych kwestiach i ich wpływie na rozwój państwa. Natomiast wszelkiej maści partyjki cały czas trąbią o konieczności męstwa przeciw Moskalowi, czyli przygotowują do kolejnych strat.

Przejdę teraz do artykułu Jima W. Deana z „Veterans Today” (13 września) pod podanym w nagłówku tytułem. Autor zaczyna od pisma Ministra Spraw Zagranicznych, czyli naszego maturzysty z Bydgoszczy, z dnia 2 lutego 2014 roku: „Popieramy radykalne działania Prawego Sektora i innych grup bojowników o demokrację i użycie siły przez demonstrantów są uzasadnione. (…) Ta pozycja jest uczciwa i my ją szanujemy”.

Autor pokazuje, jak

Polska została przejęta przez USA jako baza destabilizacji regionu.

„Polscy” politycy i „polskie” media przygotowują Polaków do roli mięsa armatniego w razie eskalacji konfliktu na Ukrainie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie skala tego zjawiska w Polsce. Jak pisze J.W. Dean, cenzura w polskiej prasie wygląda dokładnie tak, jak to było w czasach komunizmu. Jednak tym razem, zamiast sowieckiej, mamy amerykańską okupację. Nie jest to specjalnie dziwne, ponieważ

podano oficjalnie, że 99% „polskiej” prasy jest w rękach jednego niemieckiego wydawnictwa.

A z kolei w 2009 roku podano, że cała oświata i mass media niemieckie do 2099 roku są pod kontrola amerykańską.

Nic, co kwestionuje politykę amerykańską, nie może pojawić się w Polsce w mediach głównego nurtu.

Nie ma także żadnego problemu, aby publikować największe bzdury na temat Rosji, z hasłami wzywających do wojny z Rosją włącznie. Każdy, kto pisze inaczej, jest oskarżany o bycie agentem Putina i nazywany zdradziecką szumowiną. Te same hasła są realizowane przez dwie główne partie proamerykańskie: Platformę zwaną Obywatelską i Prawo i Sprawiedliwość. Ta rusofobia jest napędzana przez całą armię pracowników tzw. kultury w kraju i za granicą. Dziwnym trafem w tym samym czasie, we wszystkich mediach ukazuje się masa rozmaitego rodzaju piosenek, haseł negatywnie oceniających Rosję, oraz na gwałt powstają audycje i filmy o roli Sowietów-Moskali w niszczeniu Polski. Zły agent KGB Putin jest głównym celem kpin prozachodnich gazet i telewizji. Ameryka jest pokazywana w roli Santa Clausa, czyli św. Mikołaja rozdającego prezenty, Myszki Miki czy Coca-Coli. Żadnych informacji o mordowaniu przez drony ludności w Pakistanie, Afganistanie, Iraku czy Libii lub Jemenie i Somalii nie ma. Podobnie jak nie było prawie żadnych prawdziwych informacji o wojnie w Jugosławii, za to cała masa dezinformacji o Serbach. Jest oczywiście zupełnym zbiegiem okoliczności, że syn wiceprezydenta USA, Joe Bidena, zaraz po przewrocie „demokratycznym” na Ukrainie zasiadł w radzie nadzorczej Burisma Holdings, największego ukraińskiego producenta gazu. Oczywiście jest także zupełnym przypadkiem to, że w tej samej radzie siedzi były prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski-Stolzman. A co, nie mogą zarabiać? Demokracja jest przecież najważniejsza. A będąc członkiem rady dyrektorów największego koncernu gazowego, znacznie łatwiej walczyć o demokrację.

Kwaśniewski-Stolzman
Aleksander Kwaśniewski vel Stolzman

Jak pisze Jim W. Dean, propaganda antyrosyjska rozprzestrzenia się po całym kraju [propaganda antyrosyjska w mainstreamie funkcjonuje dopiero od grudnia 2013; przez trzy i pół roku wcześniej (od 10.04.2010) był ostry kurs na miłość do Putina – przyp. TAW] przez odpowiednich polityków, z „naszym” ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim na czele – tym, co to podniósł swoją pozycję poprzez światową maksymę: „robił loda Amerykanom za nic”.

Polska występuje w roli podobnej do roli Turcji we wspieraniu działań Ameryki. Tak jak Turcja walczy z reżimem panującym w Syrii, to dodatkowo walczy z reżimem panującym na Białorusi, całkiem niezłymi kwotami, około 100 000 000 zł oraz ze złym czekistą Putinem. Jak zacytowałem pismo Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Polska popiera neonazistowski Prawy Sektor.

Autor podaje, jak to widać także na YouTube, że ambicje i działania Prawego Sektora przewyższają brutalnością nawet ich idoli z nazistowskiego (niemieckiego) Sonderkomando Dirlewangera.

Niemiecki zbrodniarz wojenny Oskar Dirlewanger (1895-1945)
Niemiecki zbrodniarz wojenny Oskar Dirlewanger (1895-1945)

Ironią tej sytuacji jest fakt, że Polska szkoli ludzi, którzy oddają hołd człowiekowi [Stepanowi Banderze], który w czasach II wojny światowej zaczął oczyszczać (mordować) Ukrainę z Polaków. Wypada przypomnieć, że za mordy ludności cywilnej na terenach okupowanych, zgodnie z konwencjami międzynarodowymi, jest odpowiedzialna strona okupująca, w tym konkretnym przypadku za mordy i działalność UPA odpowiedzialna jest III Rzesza i jej spadkobiercy.

Przypomnieć należy, że szkolenie przyszłych upowców odbywało się w latach trzydziestych w Polsce i w Austrii: Bandera w Gdańsku, a Mielnik w Wiedniu. Szkolenie obejmowało: zarządzanie tłumem, cele identyfikacji, taktyka przywództwa, zarządzenie behawioralne w stresujących warunkach, ochrona przed gazami policji, budowa barykad i zajęcia strzeleckie i kursy snajperskie. Kursy prowadzone w Legionowie dla „studentów” w 2013 roku, miały ten sam zakres. Nazwisk oficerów szkolących przyszłych neonazistów za pieniądze polskiego podatnika na wszelki wypadek nie ujawniono [„polskich” dziennikarzy śledczych temat ten w ogóle nie interesuje – przyp. TAW].

Tak zwana „polska elita” to bardzo obliczalna i cyniczna grupka destabilizująca Ukrainę i Białoruś. Sytuacja byłaby niebezpieczna, gdyby Polska była krajem suwerennym, a nie poligonem doświadczalnym USA. Jak podał prezes Narodowego Banku Polskiego, a wcześniej specjalny Komisarz w Iraku, Marek Belka, członek CFR: „Polska jako kraj praktycznie nie istnieje”. Minister wie, co mówi. 90% banków w Polsce jest zagranicznych, także ponad 70% dużych przedsiębiorstw. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Już teraz Polacy są robotami we własnym kraju, ale poprzez odpowiednie obniżenie poziomu edukacji i wprowadzeniu grantów na uczelniach, jeszcze to do nich nie dotarło.

Wśród polityków rosyjskich istnieje przekonanie, że nie ma żadnego sensu prowadzenie rozmów z Polską, lepiej od razu dzwonić do Waszyngtonu.

Zakres podporządkowania poszczególnych instytucji państwowych, służb specjalnych, tego, co pozostało z wojska, i różnych środowisk politycznych Stanom Zjednoczonym, sprawia, że moje wcześniejsze ostrzeżenia o „okupacji Polski przez USA” okazały się prawdziwe. To jeszcze nie jest okupacja o charakterze wojskowym, ale od dłuższego czasu zarządzanie mediami i decyzjami politycznymi (plus służbą zdrowia). Wytworzony klimat polityczny sprawia, że ludzie, którzy w II Rzeczypospolitej czy w Polsce Ludowej siedzieliby na ławie oskarżonych za zdradę stanu, nadal cieszą się nie tylko swobodą, ale uchodzą za elity.

USA • PL • ROSJA

Jak podaje Jim W. Dean, głównym celem V kolumny amerykańskiej w Polsce jest promocja amerykańskich i zachodnich „wartości”, propagowanie nienawiści do Rosji. Strategia ta jest widoczna na co dzień gołym okiem. Codziennie politycy i piewcy mediów zachęcają do dostarczania broni na Ukrainę. Ostatnio nawet Minister Spraw Wewnętrznych pochwalił się, że za darmo nie tylko odda, ale i przewiezie sprzęt policyjny. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby wcześniej nie narzekano, jak mało sprzętu posiada krajowa policja i jak w związku z tym trudno walczyć z przestępstwami, mniej lub bardziej zorganizowanymi. Przykład z własnego doświadczenia ze Stowarzyszenia FRECH: mieliśmy 3 kradzieże, złodziei schwytano, ale policja gdańska przez 4 lata nie może przesłuchać świadków, a prokuratura gdańska opracować aktu oskarżenia.

Cały czas głoszone są ostrzeżenia o możliwości napaści Rosji na Polskę. Nawet generałowie, którzy już dawno zatracili wiedzę o technice wojskowej (np. broni elektromagnetycznej czy antymaterii), zabierają głos w sprawach politycznych i nawołują do uzbrojenia i posłania ochotników na Ukrainę. Ukraińscy neonaziści spełniają podobną rolę jak Al-Kaida i inne tego rodzaju organizacje islamskie. Polska otwarcie popiera nazistowski rząd na Ukrainie. Polska nawet nie kwestionuje sensowności tego działania. USA ożywia sytuację na Ukrainie kosztem głupiej i gospodarczo, i politycznie zniszczonej Polski. Autor twierdzi jednoznaczne, że to nie USA czy NATO, poniosą straty w czasie rzeczywistego konfliktu. To polskie społeczeństwo będzie mięsem armatnim w tej grze. Będzie to sytuacja podobna do tej w 1939 roku, kiedy to pan Beck na polecenie USA zmienił o 180 stopni opcję i wdał się w wojnę z Niemcami siłami polskiego społeczeństwa, a sam uciekł z kraju.

Nowy rodzaj wojny, który prowadzą Stany Zjednoczone, polega na walce za plecami. Przejawia się to poprzez wsparcie finansowe wciąż drukowanego papierka zwanego dolarem, poprzez wykorzystywanie sojuszników i wprowadzanie destabilizacji krajów. Widzimy to na każdym odcinku. W przypadku Ukrainy sojusznikami są neonaziści. W Polsce partie rządzące: PO i PiS. Jak widać, jest to najbardziej skuteczna i najtańsza strategia. Ocenę, czy „polscy politycy” są idiotami, dyletantami, czy chcą zniszczyć kraj, jak podczas II wojny światowej, pozostawia autor czytelnikom. Podobnie wypowiadają się cytowani przez autora politycy innych krajów. Co będzie z Polską? „Nic nie będzie. Los państw Bałtyckich i Polski jest przesadzony. Zostaną zmiecione, NIC nie będzie”.

W 2009 roku Departament Obrony USA i Instytut Gallupa podpisały specjalne porozumienie dotyczące badania opinii publicznej w różnych częściach świata, aby wykorzystać zdobytą wiedzę w kształtowaniu kampanii politycznych w tych krajach. Projekt ma na celu skuteczne obalanie rządów. Zgodnie z założeniami „Programu 2020”, kluczową pozycją jest tworzenie cyberprzestrzeni za pomocą Facebooka i Tweetera.

Kto kształtuje opinię publiczną w Polsce?

Wanda Rapaczyńska z Council on Foreign Relations (CFR) [ogólnoświatowa mafia Rockefellerów – przyp. TAW] – była prezes Agora Publishing Polska, największy w kraju wydawca;

Marek Belka z CFR – prezes Narodowego Banku Polskiego, zależnego od Konsorcjum Rothschilda, posiadającego ponad 30% akcji;

Andrzej Olechowski z CFR – agent wywiadu, założyciel PO, wiceprzewodniczący WSO.

Jim W. Dean nie wie, dlaczego Polska pełni rolę powstańca – „z przyzwyczajenia czy z dezinformacji?”.

Członkowie NATO, którzy na swoim terenie nie mają baz NATO, są poza szarą strefą drugorzędności.

Jest jasne, że nie wszyscy członkowie NATO są sobie równi. Pierwsza klasa to Wielka Brytania, Niemcy i Włochy. Tylko te kraje będą bronione w razie ataku.

Pohukiwania aktorów polskiej sceny politycznej tyle są warte, co klaskania klakierów w teatrze. Wojska polskie i krajów bałtyckich nie są w stanie obronić swoich krajów. Polska praktycznie nie ma armii, te leopardy kupione od Niemiec z dwoma pociskami z lat 70. są dobre na defilady, ale nie do walki, podobnie jak i 20 000 czynnych żołnierzy.

Reasumując, Polska ma strukturę kraju kolonialnego:

– tylko 3 z ponad 60 banków są jeszcze polskie;

– wśród 100 największych firm tylko około 30 jest polskich;

– firmy zagraniczne płacą o 400% mniejsze podatki aniżeli w swoich krajach;

– emigracja – wyjechało ponad 2 000 000 Polaków;

– ponad 2 000 000 ludzi – to stan bezrobocia w Polsce;

– dług przekroczył 4 000 000 000 dolarów;

100 000 000 000 zysku rocznie WYWOŻĄ SPÓŁKI DO SWOICH KRAJÓW.

Widać wyraźnie, że statek „Polska” jest od dawna bez kapitana. Stany Zjednoczone przejęły ster w celu wywołania dochodowej wojny. O tym pisałem w innym artykule.

Jeszcze jeden wniosek się nasuwa. Tak zwane „polskie służby specjalne” nie istnieją w formie ustawowej.

Od 1944 roku, kiedy to z bagnetami Dywizji Kościuszkowskiej przyszła do Polski stalinowska Informacja Wojskowa [poprzedniczka WSI], pracują one dla innych ośrodków aniżeli krajowe. W Polsce zajmowały się i zajmują tylko nastrojami ludków nad Wisłą. W razie konieczności – ich pacyfikowaniem.

Tak zwane „przejęcie władzy” trwało od 1980 roku do 2006, kiedy to ostatni generał szkoły moskiewskiej odszedł ze stanowiska. To absolutnie nie znaczy, że stracił władzę. Ten czas wystarczył do spacyfikowania kraju przez na przykład CIA.

autor: Dr Jerzy Jaśkowski

jj

BIBLIOGRAFIA

  1. http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/214057-mjr-bauman-swieta-krowa-wymiaru-sprawiedliwosci-w-polsce-rusza-proces-tych-ktorzy-protestowali-przeciw-staliniscie
  2. http://wpolityce.pl/kultura/212730-duch-mjr-baumana-wstepuje-we-wroclawskie-klony-chinskich-hunbejwinow

  3. http://natemat.pl/65719,profesor-z-przeszloscia-czyli-klopoty-z-biografia-zygmunta-baumana

  4. http://wiadomosci.onet.pl/nauka/profesor-zygmunt-bauman-odpiera-oskarzenia-o-plagiat/790k7

  5. http://prawy.pl/z-kraju/3359-kim-jest-zygmunt-bauman-oto-tajny-ubecki-dokument

  6. http://de.wikipedia.org/wiki/Burisma_Holdings

  7. http://wyborcza.pl/1,75478,15957696,Kwasniewski_wsrod_dyrektorow_spolki_gazowej_zwiazanej.html

  8. http://racjapolskiejlewicy.pl/kwasniewski-sztolcman-chronil-walese-leiba-kohne-na-podstawie-list-siemiatkowskiego-powinni-kretacze-stanac-przed-trybunalem-stanu/5161

  9. http://racjapolskiejlewicy.pl/kwasniewski-sztolcman-sprzedal-nas-koszernym-bankom-czyli-swoim-i-niema-dyplomu-magistra-bo-jest-uczciwy/5199

  10. http://davidicke.pl/forum/zdzislaw-kwasniewski-izaak-stolzman-t11405.html

  11. http://pl.wikipedia.org/wiki/Oskar_Dirlewang

  12. http://pl.wikipedia.org/wiki/Council_on_Foreign_Relations

  13. http://www.wprost.pl/ar/469369/Armia-aktualizuje-dane-o-wlascicielach-duzych-aut-Moga-zostac-przejete/

  14. http://www.wprost.pl/ar/469306/Waszczykowski-Stajemy-sie-przedmurzem-Niech-NATO-finansuje-polska-armie/

Czytaj również: