Prof. Wiesław Binienda: „Ci, którzy dyskredytują moją pracę to funkcjonariusze, a nie dziennikarze”

Prof. Wiesław Binienda, doradca prezydenta USA Baracka Obamy.
Prof. Wiesław Binienda, doradca prezydenta USA Baracka Obamy.

Jestem gotowy stanąć w szranki z każdym, kto uważa, że przyczyną katastrofy smoleńskiej była brzoza. Uważam, że wszystkimi swoimi badaniami udowodniłem, że nie ona była przyczyną katastrofy, co potwierdziło wielu kolegów naukowców polskich i zagranicznych. Za granicą nie znalazłem ani jednej osoby, która by miała wątpliwości, jeśli chodzi o moją pracę. Z prof. Wiesławem Biniendą, doradcą prezydenta USA Baracka Obamy, rozmawia Marcin Wikło.

wPolityce.pl: Zaczął pan dzisiaj swoje wystąpienie podczas posiedzenia sejmowego zespołu smoleńskiego od przypomnienia postaci Anny Walentynowicz i pytania, co się z nią dzieje. Dlaczego?

Prof. Wiesław Binienda: Uważam, że w XXI wieku, w środku Europy nie może być tak, że znika ciało jakiejś osoby, a szczególnie takiej osoby. Tym bardziej, że rodzina i inni obcy ludzie widzieli ja już po śmierci. To ciało nie było uszkodzone, była możliwa identyfikacja. A po kilku latach dowiadujemy się, że nie wiadomo, gdzie ona spoczywa.

Rozmawiał pan o tym z rodziną Anny Walentynowicz?

Tak, i po spotkaniu z synem pani Walentynowicz w amerykańskiej Częstochowie byłem zszokowany. Okazuje się, że rodzina porównuje zdjęcia rentgenowskie i jest pewna, że osoba, którą złożyli w rodzinnym grobie, a przypominam, że to był już drugi pogrzeb, to nie jest Anna Walentynowicz. A oni są atakowani, prokurator Seremet zarzuca panu Walentynowiczowi, że nie rozpoznał mamy. I powołuje się na jakiś rosyjski dokument. Z relacji Janusza Walentynowicza wiem, że było tak, że ciało zostało przez niego zidentyfikowane ponad wszelką wątpliwość, ona wyglądała jakby spała, żadnych uszkodzeń. W tej delikatnej i pełnej emocji sytuacji poproszono go o podpisanie jakiegoś dokumentu, którego treści nie rozumiał, bo nie zna rosyjskiego. I to jest teraz dowód dla pana Seremeta, że oni nie rozpoznali mamy. Sytuacja jest dramatyczna, oni czekają na pomoc, czekają na zmianę rządu, bo ten im nie pomaga. A w międzyczasie użyczają grobu matki osobie, której nie znają.

I uznaje pan za stosowne przypominać o tym przy każdej okazji?

Dokładnie tak. Przypomnę, że mamy 21. wiek, takie sytuacje nie mają prawa się zdarzać. Tym powinien być oburzony każdy cywilizowany człowiek, że czynniki, których obowiązkiem jest ustalić, gdzie te ofiary się znajdują, nie robią tego. A w tym przypadku nie dosyć, że tak się dzieje, to rodzinie uniemożliwia się wysłanie za granicę próbek z ciała tej innej osoby, aby dokonać badań DNA.

Czy dla pana ta tragiczna historia jest jakimś symbolem tego, jak przez państwo polskie traktowane jest całe to śledztwo?

Tak, jest dowodem na to, że Rosjanie mieli plan. Ponieważ ten dokument, który podsunięto do podpisu panu Walentynowiczowi to nie był przypadek, to nie był odruch chwili. To był precyzyjnie przygotowany plan, ten dokument był przygotowany wcześniej. To jest absolutny dowód, że odpowiedzialność za katastrofę ponosi Rosja.

Kiedy rozmawialiśmy rok temu, był pan zdumiony, że tak długo musi się zmagać z badaniem jednego drzewa – brzozy. Czy uważa pan, że udało się już całkowicie odrzucić hipotezę, że samolot spadł, bo zawadził o drzewo, czy wciąż się pan z tym zmaga?

Ja jestem gotowy stanąć w szranki z każdym, kto uważa inaczej. Uważam, że wszystkimi swoimi badaniami udowodniłem, że ta brzoza nie była przyczyną katastrofy, co potwierdziło wielu kolegów naukowców polskich i zagranicznych. Za granicą nie znalazłem ani jednej osoby, która by miała wątpliwości jeśli chodzi o moją pracę. Ale jeśli ktoś miałby wątpliwości, to jestem zawsze gotów do dyskusji, chętnie też włączę do moich badań każde dodatkowe informacje, jeśli takie są. Na razie, nie mając dostępu do wraku, zakładam po prostu, że materiał, z którego był wykonany samolot, był taki, jak być powinien.

Przedstawił pan dziś bardzo obrazowy efekt doświadczenia. Duraluminium, a więc materiał, z którego powinien być zbudowany tupolew, przy uderzeniu w drzewo zwija się, a nie kruszy. Jakie z tego można wyciągnąć wnioski?

To nie jest tylko moje doświadczenie, nad sprawą duraluminium pracuje kilkanaście uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie. Mamy wyniki charakteryzujące ten materiał w każdym przedziale temperaturowym, od -65 st. C do +200 st. C. W każdej z tych temperatur materiał ten jest bardzo plastyczny, właśnie dlatego jest używany do budowy samolotów, aby nie rozprysł się jak szklanka, np. po zderzeniu z ptakiem.

Archeolodzy odnaleźli jednak na miejscu ponad 60 tys. kawałków, na które tupolew się rozpadł. Czy to dowód na wybuch?

Absolutnie tak. Ja bardzo poważnie biorę pod uwagę opinie pana dr. Grzegorza Szuladzińskiego, a on jest ekspertem w tej dziedzinie i nie mam powodu mu nie wierzyć. Jego ekspertyza także w tej kwestii jest jednoznaczna. Moje wyniki doświadczalne i numeryczne pokazują, że nawet uderzenie w brzozę z czterokrotnie większą prędkością, czyli bliskie prędkości dźwięku, jest niewystarczające, aby ten materiał rozczłonkować na małe fragmenty. A prędkość większą od prędkości dźwięku można uzyskać tylko za pomocą wybuchu.

Czy jest pan zły na duże polskie media, że ignorują, albo wręcz dyskredytują pana pracę?

Pewnie, że tak, choć wiadomo coraz więcej, i coraz częściej widać, że już nie są w stanie mi zaszkodzić. Rzeczywiście pojawiło się na temat mojej pracy wiele paszkwili, wielu dziennikarzy nie podchodzi fair do tego tematu. To przykre, ale przede wszystkim z tego powodu, że kraj nie może się dobrze rozwijać, jeżeli nie będziemy doceniać rzetelnej pracy naukowej. Te media, atakując mnie, atakują wszystkich polskich profesorów. Są też bardziej złożone manipulacje, jak słynny już tekst pani Agnieszki Kublik w Gazecie Wyborczej. Owszem było tam moje zdjęcie, ale nie było tam moich wypowiedzi, były wypowiedzi panów profesorów Jana Obrębskiego i Jacka Rońdy. Tekst ten miał na celu zdyskredytowanie mnie słowami innych. Osoby, które wyśmiewają naszą pracę, są raczej funkcjonariuszami, a nie dziennikarzami.

Wyśmiewano także i umniejszano powagę i wartość pana współpracy z prezydentem Obamą. Proszę wyjaśnić, co ma na celu ta grupa naukowców zebrana przez amerykańskiego prezydenta?

To jest elitarne grono ekspertów, którą prezydent zaprosił, a oni stawili się jak na rozkaz swojego lidera. Chodzi o to, aby pomóc gospodarce Stanów Zjednoczonych, opracować strategię rozwoju w taki sposób, aby jak najszybciej ta gospodarka się rozwijała. To jest istotne właściwie dla całego świata, bo nie jest tajemnica, że gospodarka USA pociąga za sobą gospodarki wielu krajów. Prezydent podjął taką decyzję, by Ameryka mogła konkurować z bardzo szybko rozwijającą się gospodarką Chin.

A jak pańska wiedza może się przydać przy realizacji tego projektu?

Ja zostałem zaproszony do współpracy i wykorzystania tych obszarów mojej wiedzy, które stosuję do analizy katastrofy smoleńskiej. Czyli wizualizacji, symulacji i analizy komputerowej. Także mogę przypuszczać, że właśnie praca na analizą katastrofy smoleńskiej, jaką przez ostatnie lata na całym świecie prezentowałem, była elementem, który został wzięty pod uwagę.

Nie byłby pan bardziej usatysfakcjonowany, gdyby w ten sposób docenił pana ktoś w Polsce?

Właśnie zostałem doceniony. Koledzy z Poznania włączyli mnie jako honorowego członka w struktury Akademickiego Klubu Obywatelskiego. Z takiego wyróżnienia mogę być naprawdę dumny i szczęśliwy.

Rozmawiał Marcin Wikło

wPolityce.pl

Advertisements

One thought on “Prof. Wiesław Binienda: „Ci, którzy dyskredytują moją pracę to funkcjonariusze, a nie dziennikarze”

  1. Jeden z niewielu, który broni honoru zakłamanej korporacyjnej (na smyczy grantów) oficjalnej nauki. Polskie uniwersytety już od bardzo dawna zaprzestały poszukiwania prawdy, a stały się karnymi, wytresowanymi bojówkami skorumpowanego reżimu, który nimi zarządza. Dziś na polskich uniwersytetach dowolna korporacja może zamówić dowolną ekspertyzę pod z góry założoną tezę. Kwestia ceny. Tak to wygląda w praktyce.

    Brawo panie profesorze za „jaja” i tak zwaną odwagę cywilną. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: